Tego nie robię swojemu dziecku

Każdy rodzic ma własne poglądy i przekonania dotyczące wychowywania dzieci. Moje wynikają głównie z bardzo wczesnych doświadczeń.Doskonale pamiętam, jak w dzieciństwie czułam się w pewnych sytuacjach. Dla dorosłych to często sprawy bez większego znaczenia, ale dla malucha mogą być bardzo istotne. Staram się zawsze o tym pamiętać.


Jak każdy rodzic chcę oszczędzić swojemu dziecku tego, co wiele lat temu było przykre dla mnie. Oczywiście pewnie popełnię za to inne błędy zupełnie nieświadomie i w dobrej wierze. Tak to już niestety jest. Ale tych rzeczy nie robię swojemu dziecku.




Nie porównuję do innych
Myślę, że porównywanie nie przynosi nic dobrego. Zarówno na korzyść jak i na niekorzyść. Każdy jest inny, odmienny i porównywanie dziecka jest kompletnie bez sensu. Moim zdaniem przynosi więcej szkody niż pożytku. Sugeruje, że ktoś jest lepszy a ktoś gorszy. Tymczasem my po prostu jesteśmy inni i mamy różne mocne i słabsze strony. Warto podkreślać zalety i pomagać tam gdzie pojawiają się trudności. Ale nie w kontekście innych osób.


Nie zmuszam do jedzenia
To jedno z moich najgorszych wspomnień z dzieciństwa. Siedzę drugą godzinę zapłakana nad talerzem zimnej już zupy. Uważam, że dziecko samo najlepiej wie czy jest głodne i czy mu coś smakuje. Zmuszanie do jedzenia to przemoc. Myślę, że nawet jak dziecko odpuści obiad czy kolację to nie umrze z głodu i nie nabawi się żadnej choroby.
Pytam o jedzenie, daję kiedy prosi, czasami zachęcam ale nigdy nie zmuszam. Nie chce jeść to nie je. Moje dziecko ma prawo nie być głodne, nie lubić czegoś lub nie mieć na to ochoty. I ja szanuję jego zdanie. Myślę, że w tej kwestii nawet noworodek jest w stanie samodzielnie o sobie decydować.


Pozwalam wybierać ubrania
Dominik zakłada to, co chce. Nawet jeżeli coś "nie pasuje" lub "wygląda śmiesznie". Pozwalam mu samodzielnie wybierać ubrania. Często nawet nie wymuszam czapki czy rękawiczek. Po kilku minutach na zimnie sam o nie prosi. I w ten sposób uczy się i rozumie sens ich zakładania.

Nie mówię jak się ma bawić swoimi zabawkami
To jego własność i raczej nie ingeruję w to, co z nią wyprawia. Pokazuję możliwości, podpowiadam ale ostateczna decyzja należy do niego. Rzuca autkami, łamie kredki i targa kolorowanki. Skoro to sprawia mu frajdę, to ok. Jestem przeciwniczką narzucania dzieciom jak się mają bawić.


Pozwalam mu się pobrudzić i pobyć brudnym
Jakbym chciała myć go i zmieniać ubranka za każdym razem jak się ubrudzi, to nic innego byśmy nie robili. Poplamiona bluzka czy usmarowana jedzeniem buzia to żadna tragedia. Nie lecę ze szmatka jeżeli dziecko mi się ubrudzi. Niech się bawi. Niech się brudzi.

Nie zmuszam do dzielenia się swoimi rzeczami
Uważam, że zabawki są własnością dziecka i ma prawo samodzielnie nimi dysponować. Nie wyobrażam sobie, że kazałabym mu dzielić się swoimi rzeczami z kimś innym. Szczególnie z obcym dzieckiem albo takim którego nie lubi. Szanuję, że mój syn może nie chcieć się dzielić. I to niekoniecznie dlatego, że jest samolubny i egoistyczny. Może po prostu zabawki są dla niego bardzo osobiste. Albo boi się, że je straci. Nie zmuszam też do częstowania jedzeniem, które dostał dla siebie. To zawsze jest jego decyzja.


Nie bagatelizuję drobnostek
Pozwalam podchodzić do zaparkowanych ciężarówek, patrzeć na chodzące po trawniku ptaki czy dotykać plakatów na płotach. Dla mnie to bzdura i strata czasu. Ale dla Dominika to może być ważne. Więc poświęcam te kilka minut na stanie i patrzenie. Dla mnie to niewielki koszt. Dla malucha to może być najważniejsze z całego dnia.

Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...