Czy bieganie bez celu ma sens?

Natknęłam się na opinię, że bieganie bez celu nie ma sensu. Powinniśmy mieć jakieś ambicje i dążenia. A bieganie, żeby sobie pobiegać jest bez sensu. Bez celu treningowego nic nie osiągniemy i prędzej czy później stracimy motywację. A na dodatek będziemy grubi i chorzy. Serio?



Moim zdaniem bieganie dla samego biegania wcale nie jest bez sensu. I nie każdy musi dążyć do poprawy wyników. Można biegać dla zdrowia albo dla przyjemności. Tak po prostu. Bez ciśnienia na wyniki. Oczywiście wówczas progress będzie bardzo powolny i niewielki. Ale w tej sytuacji też nie o to chodzi przecież. Bieganie bez celu nie jest bez sensu! Bieganie dla samego biegania jest ok. Powiem więcej, jest super! (Jeżeli ktoś właśnie tego chce).

Bieganie bez celu, nie znaczy bez sensu


Nie ma nic złego w tym, że biegam bo lubię. Nawet jeżeli robię to dwa razy w miesiącu i pokonuję 10 km w ponad godzinę. Bez spiny, z radością, dla siebie. Nie każdy może i przede wszystkim nie każdy chce, trenować jak profesjonalista. Chociaż przyznaję, że podziwiam i kibicuję amatorom, którzy wkładają tak wiele wysiłku, by być coraz lepszymi. Pomimo pracy, rodziny i innych obowiązków znajdują czas i siły na regularne treningi. Ich postępy są motywacją dla wielu i dowodem, że da się jeżeli tylko się chce i potrafi odpowiednio ciężko pracować.

Nie lubię popadania w skrajności. (Kiedyś miałam z tym ogromny problem. Teraz już umiem znaleźć i zachować równowagę). Uważam, że wcale nie trzeba wybierać pomiędzy czarnym, a białym. To nie jest tak, że wszystko albo nic. Możesz trenować ciężko albo w ogóle. Możesz też odnaleźć swoje miejsce gdzieś pomiędzy. Ty decydujesz, gdzie jest dla ciebie najlepiej.

To, że ktoś nie wyznacza sobie celu nie znaczy, że nie ma chęci i motywacji do biegania. Postęp i tak przyjdzie proporcjonalny do wysiłków. I nawet sporadyczne treningi pozytywnie wpływają na zdrowie. Lepiej biegać rzadko, niż w ogóle. Ba, lepiej nawet nie biegać w ogóle niż hejtować innych ludzi i wmawiać im, że ich wybory są bez sensu i głupie.

Mam wybiegane

W bieganiu nie zawsze musi chodzić o cel i postępy. Czasami chodzi o zdrowie lub przyjemność. I wtedy nie ma znaczenia w jakim czasie pokonujesz dany dystans. Ważniejsze w jakim nastroju to robisz. Czasami nie wiem, po co biegam, ale biegam bo taką mam ochotę. I tylko to się liczy.

Jak zaczynałam biegać, chciałam po prostu biegać. Później zaczęły pojawiać się postępy. Biegałam coraz szybciej i dłużej, chociaż nie stawiałam sobie celów. Nie chciałam nad sobą presji. Lepiej na mnie działa luz i brak przymusu. Później były jakieś drobne cele. Przebiec półmaraton bez zatrzymywania lub pobić swój rekord na 5 km. Ale podchodziłam do tego raczej na zasadzie "fajnie, jakby się udało". I w końcu się udawało. I było fajnie. Bez nerwów, presji i bez rozczarowań. Czysta radość.

Nie mówię, że to sposób na sportowy sukces, bo tego nie odniosłam. Ale jestem zadowolona i to jest dla mnie najważniejsze. Nie mówię, że moja racja jest najlepsza. Raczej, że każdy ma własną najlepszą dla siebie. Cieszę się, że nauczyłam się po prostu cieszyć bieganiem. Nie stresuję się, jak nie dam rady wyjść na trening przez kilka tygodni. Nie wkurzam się, że za wolno, za krótko czy za rzadko. Zero presji, czysta radość. Biegam kiedy mogę i chcę. Dla zdrowia i przyjemności. W swoim tempie i na swoich zasadach. I tobie też tego życzę :)


Zobacz też:

Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...