Nie używam Endomondo

Zrezygnowałam z używania Endomondo. Kiedyś to była niezbędna aplikacja bez której trening się nie liczył. Teraz jest mi zbędna. Jak do tego doszło? Dlaczego już nie używam Endomondo i jak się z tym czuję?



Pewnego dnia po prostu przestałam używać Endomondo. To się po prostu stało. Bez żadnych planów czy przemyśleń. Ta aplikacja powoli była mi coraz mniej potrzebna, aż w końcu zrezygnowałam z niej całkowicie.




Dlaczego przestałam używać Endomondo?


Kupiłam nowy telefon. Nie widzicie związku? Już tłumaczę. Nowy telefon (zgodnie z obowiązującymi tendencjami) był znacznie większy od poprzednika. Zabieranie go ze sobą na treningi nie zawsze było wygodne, a czasami wręcz niemożliwe. Poza tym z racji że był nowy, bałam się go zniszczyć, więc zostawał w domu. I to jest główny powód, dla którego już nie korzystam z Endomondo.

Poza tym w pewnym momencie zaczęłam biegać o wiele mniej. Monitorowanie kilometrażu nie było mi już tak potrzebne. Co więcej, comiesięczne statystyki działały na mnie demotywująco i przygnębiająco. A że wychodzę z założenia: jeżeli coś cię zasmuca - pozbądź się tego, odinstalowałam aplikację.

Później, kiedy próbowałam wrócić do regularnych treningów uznałam, że nie potrzebna mi dodatkowa presja. Nie pomoże. Bez Endomondo biegało mi się równie dobrze. Kiedyś nie wyobrażałam sobie wyjścia bez tej aplikacji. Teraz ledwo co pamiętam, że w ogóle ona istnieje.

I tutaj wraca pytanie sprzed lat: GPS dla biegacza - konieczność czy zbędny gadżet? Moim zdaniem ani to, ani to. Konieczność nie. Ale zbędny gadżet również nie. Powiedziałabym, że przydatny i fajny gadżet, bez którego jednak można się spokojnie obejść.

Dlaczego już nie biegam z Endomondo?


Po urodzeniu dziecka trochę się człowiekowi zmieniają priorytety. Ale przede wszystkim ma mniej czasu i mniej siły. Nie biegam już regularnie i nawet tego od siebie nie wymagam. Czasami zrobię ładny kilometraż i jestem z siebie dumna. Kiedy indziej przez cały miesiąc nie wyjdę ani razu na trening. I to też jest ok, bo w tym czasie robię mnóstwo innych równie fajnych, ważnych i pożytecznych rzeczy.

Dwa lata temu na święta dostałam od taty Samsung Gear Fit 2, który przejął rolę mierzenia mi kilometrów. Jest mniejszy, wygodniejszy na treningi i co ważne - wodoodporny. Całkowicie mi wystarcza. Ja nawet nie korzystam ze wszystkich funkcji. Głównie mierzę liczbę przebiegniętych kilometrów. Czasami sprawdzę sobie tętno. Przez dłuższy czas używałam go także do monitorowania snu. Myślę, że może kiedyś zapoznam się z jego wszystkimi funkcjami. Na razie tyle mi starcza. A Endomondo nie potrzebuję już w ogóle.

Poza mierzeniem postępów Endomondo pełniło też rolę sportowego portalu społecznościowego. Ale mnie Facebook i Instagram całkowicie wystarczają. Więcej to już byłby nadmiar.

Dlaczego nie zrezygnowałam całkowicie z GPSa i wciąż mierzę kilometry?


Bo nie mam totalnie wyczucia. Bałabym się, że stracę poczucie czasu podczas biegu i zaginę na wiele godzin. Albo odwrotnie. W dzień leniuszka wrócę po 10 minutach przekonana, że za mną godzina biegania. Nie trzymam się niewolniczo wytycznych GPSa, nie wyznaczam sobie jakichś specjalnych celów ani nie monitoruję swoich statystyk. Dobrze jednak się czuję, kiedy wiem jak długo i jak daleko biegam. Jednak ta wiedza potrzebna mi jest jedynie jednorazowo i na daną chwilę. 

Zobacz też:

Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...