Mam w domu dwuletnie dziecko. Cała prawda bez cenzury

Mam w domu prawie dwuletnie dziecko. Jak teraz wygląda moje życie? Jak jakaś komedia. To wszystko jest bardzo śmieszne, jak się o tym słucha i czyta. Kiedy w tym uczestniczysz, to już trochę mniej. No może poza jedzeniem tego ziemniaka.

Mam w domu dwuletnie dziecko. Cała prawda bez cenzury


Jak wygląda życie z (prawie) dwulatkiem? Dziecko, które ma dwa latka wciąż jest tak niesamodzielne, że potrzebuje ciągłej opieki. Z drugiej strony jest już na tyle samodzielne, żeby móc czynić poważne szkody i spustoszenie w swoim otoczeniu. I to jest chyba najgorsza opcja i najgorszy wiek te dwa latka. Z jednej stronu maluch potrafi wciąż za mało, a z drugiej o wiele za dużo.I już nie zostawię go spokojnie w pokoju na kocyku, żeby się obracał wokół własnej osi. Tak, to był piękny czas.


Jak wygląda życie z dwuletnim dzieckiem?


Myślałam, że życie pod jednym dachem z niemowlakiem jest ciężkie i pełne wrażeń. To jest nic w porównaniu z dwulatkiem. To jest dopiero ostra jazda bez trzymanki.

Dominik bardzo lubi jeść jogurciki. Samodzielnie. Na początku się cieszyłam. Teraz już mam serdecznie dość tych jogurcików. Bo na początku było normalnie. Owszem, zawsze się trochę ubrudził albo coś mu kapnęło na podłogę. Normalna sprawa. Ale teraz z dnia na dzień robi się coraz gorzej. Zaczęło się od tego, że zamiast jeść jogurcik łyżeczką, zaczął jeść go rączką. Później przyszedł czas na smarowanie tym jogurcikiem podłogi. A wczoraj to wziął i naładował łyżeczką jogurciku do swojego samochodziku. A samochodzik był na baterie, więc trochę obawiałam się wrzucić go do wanny.


Podróż do żłobka zajmuje 10-15 minut. Wózkiem. Jak idziemy na nogach czasami godzina to za mało. Bo Dominik zatrzymuje się przy każdym samochodzie, dotyka paluszkiem znaczka i mówi "auto". Czasami mówi "błe", kiedy auto było dawno niemyte i go ubrudziło.

To co ostatnio zauważyłam, no nawet nie wiem jak to skomentować. Karmię dziecko zupą z ziemniakami. A ono bierze tego ziemniaka wyciąga sobie z buzi i kładzie na podłogę. A później kładzie się na podłodze i je tego ziemniaka buzią jak pies.

Piłka to pupa. Rzucamy się pupą. Czasami nawet dusimy się pupą. Raz Dominik przychodzi i przynosi pupę taką pogryzioną. Najpierw myślałam, że to Piksa (nasz pies). Dopiero później przyłapałam dziecko na obgryzaniu pupy. Klocki też są pogryzione. I teraz nie mam już pewności, czy to pies czy dziecko. Natomiast na własne oczy widziałam, jak mały Dominik ostrzył sobie ząbki gryząc łóżeczko. Nie wiem, czy to normalne. Ja ani siostra tak nie robiłyśmy. Wiem, bo to łóżeczko po nas. A ślady zębów pojawiły się dopiero teraz.

Są jednak pewne korzyści z posiadania dziecka. Moje jest bardzo porządne. Ciągle sprząta. Uwielbia latać po domu z miotłą i szufelką. Co prawda na razie jego działania są wysoce nieefektywne, ale wierzę że z czasem będzie lepiej. Potrafi natomiast podnieść papierek, zanieść do kuchni i wyrzucić do kosza. Tak sam z siebie. Jak go poproszę również. I ja nie wiem, gdzie on się tego nauczył i od kogo. Na pewno nie ode mnie. Ja nie sprzątam przed świętami. Ani w ogóle.

Jeszcze bardziej mnie zaskoczyło, kiedy spytałam Dominika, czy da mi buzi, a on podszedł i mnie pocałował. W usta. Naprawdę nie wiem, kto i gdzie go tego nauczył. W ogóle ciekawa jestem jakie jeszcze funkcje, o których nie wiem, ma moje dziecko.

Nie lubię z nim chodzić do lekarza. Nie to, że się potępieńczo drze. Bo już się nie drze. Ostatnio był zupełnie grzeczny i normalny. I było jeszcze gorzej. Bo poszłam z katarem i pokasływaniem. A wyszłam z zapaleniem ucha i gardła. Słowo daję, przed wizytą dziecko było normalne, zdrowe, żywiołowe i względnie grzeczne (na tyle, na ile to u niego możliwe). Tylko miało katarek i czasami pokasływało. W dwie godziny po wizycie i diagnozie, sytuacja się diametralnie zmieniła. Dominik zrobił się nieznośny, zaczął płakać, dostał gorączki i chyba faktycznie się rozchorował na to zapalenie ucha i gardła. A miał tylko katarek i lekki kaszel. Dlatego staram się nie chodzić z nim do lekarza. Bo to zawsze tak się kończy. Przychodzę z pierdołą, wychodzę z mocno chorym dzieckiem. 

Zobacz też:

Komentarze

  1. U nas często katar się konczy bólem ucha :(
    Ja już nie pamiętam jak to jest mieć w domu dwulatka :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu. Komentarze uznane za spam zostaną usunięte.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...