poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Co robić jak się ma doła?

Co robić jak się ma doła. Zazwyczaj człowiek nie ma ochoty na nic. Albo ma na to, co jeszcze pogorszy sprawę. Najchętniej nie robiłby nic, ale w ten sposób raczej nie poprawi swojego samopoczucia.



Sposobów na poprawę nastroju jest mnóstwo. Tyle, że czasami po prostu nie działają. Bo są takie smutki, na które nie ma recepty innej niż przeczekać. Niekiedy trzeba po prostu przetrwać. To wszystko minie, chociaż wydaje się, że już zawsze będzie tak okropnie.

Nie brzmi to może ani dobrze ani zachęcająco, ale czasami trzeba po prostu doła przeżyć i pobyć smutnym. Przez chwilę poczuć się najgorzej, wypłakać i nie robić nic produktywnego. Moim zdaniem przede wszystkim trzeba pozwolić sobie na doła. Pozwolić sobie na smutek, złość, zniechęcenie. To naturalne, że niekiedy w życiu będziemy również doświadczać odczuć, które nie są przyjemne. Nie zawsze trzeba z nimi walczyć. Często wręcz nie ma to sensu. I tak nic nie wywalczysz, a tylko się podczas tego pojedynku pokaleczysz. Zobacz też, czego nie robić, kiedy masz doła. Od niektórych działań lepiej mimo wszystko się powstrzymać.


Bywa, że najlepszym rozwiązaniem jest schronić się w swoim pancerzu nieszczęścia. Ale czasami jednak lepiej coś robić, kiedy masz doła. Mnie bezczynność i patrzenie na upływający czas dołuje jeszcze bardziej. Dobija mnie, że marnuję czas.


Pięć lat temu pisałam tu na blogu o sposobach na doła. Większość z nich jest dość oczywiste, ale bywa że w trudnych momentach ciężko jest człowiekowi wpaść nawet na proste rozwiązania. Taka podpowiedź może być wówczas bardzo cenna. Może też komuś zrobi się raźniej, że nie tylko jemu czasami jest najgorzej. Nie wszyscy doświadczają drastycznych spadków nastroju, ale wbrew pozorom dotyczy to sporej części z nas. Wiem, po statystykach. Wpisy o dołach od początku aż po dziś dzień cieszą się dużą popularnością. A ja mam spore doświadczenie w tym temacie.

Oprócz doła, który atakuje znienacka, cierpię też na wiosenną depresję - zawsze na wiosnę jestem smutna. Poniekąd dlatego, że właśnie zaczynały się dziać w moim życiu najgorsze rzeczy. Mam również trudność, żeby przestawić się z trybu szarej zimy na promienną wiosnę. Na jesień to jakoś płynniej przebiega. A tutaj zawsze jest jak uderzenie obuchem.

Dlatego opracowałam sobie już wiele strategii jak przetrwać trudny czas. Pomagają, ale połowicznie. Jest troszkę lepiej, ale wciąż słabo. Nie ma magicznej recepty na doła. W każdym razie ja jej nie znam. Są sposoby, żeby sobie ułatwić przebrnięcie przez ten czas. Bardzo pomaga świadomość tego, co się z nami dzieje i dlaczego. Że to minie. Że to nie nasza wina. Że nasz mózg nas robi w konia i projektuje najgorsze obrazy i wizje, które jednak niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Nasze odczucia, owszem są realne, ale zupełnie niewspółmierne do stanu faktycznego. Kiedy masz doła warto pamiętać, że tak naprawdę jest lepiej, niż nam się wydaje.

środa, 24 kwietnia 2019

Co zrobić, żeby skóra była blada?

Blada skóra - jak ją mieć? Co zrobić, że osiągnąć i utrzymać jasny kolor cery? Istnieje kilka sposobów, chociaż natury nie oszukamy. Jeżeli zawsze miałaś ciemną karnację, pozostaje ci chyba tylko przeszczep skóry. Na szczęście istnieje wiele metod, żeby nieco rozjaśnić twarz i zachować mlecznobiałą skórę nawet latem.


Kiedyś, dawno temu, blada cera była bardzo pożądana. Była synonimem luksusu i klasy. Damy chroniły buzię przed promieniami, a klasa robotnicza wystawiała twarz na słońce podczas pracy. Później wszystko się pozmieniało i to opalona karnacja stała się modna. Kobiety godzinami leżały na słońcu, smażyły się w solarium lub smarowały samoopalaczami. A po jakimś czasie znowu się wszystko odwróciło i bladość wróciła do łask. Teraz panuje raczej liberalny trend. Zarówno bladość jak i opalona twarz są ok, jeżeli tylko ci pasują i dobrze się tak czujesz. Część kobiet preferuje słoneczko, solarium i delikatny brąz na buzi. Inne natomiast robią wszystko, żeby ich twarze były możliwie w jak najjaśniejszym odcieniu. Co więc zrobić, że skóra była blada?

niedziela, 21 kwietnia 2019

Graham Masterton - "Martwi za życia"

"Modlisz się o koniec. Wiesz, że nie nadejdzie" - widnieje drukowanymi literami na książce Grahama Mastertona "Martwi za życia". Tytuł idealnie pasuje. Kryminał i thriller z Katie Maguire trzyma w napięciu i przeraża. To było emocjonujące 447 stron.


"Martwi za życia" Grahama Mastertona to powieść, którą przeczytałam z ogromną przyjemnością. Mamy tutaj wątek kryminalny, sporo naprawdę mocnych scen i oczywiście do tego uczuciowe perypetia głównej bohaterki. Fani serii z Katie Maguire pewnie chętnie przeczytają również "Białe kości" Mastertona

Miasto zalewa fala narkotyków. Ktoś porywa psy. Bez śladu znikają ludzie. Katie decyduje się zaopiekować swoim kochankiem, który przez jej pracę w policji stracił nogi. Kobieta szybko uświadamia sobie, że jedyne co jeszcze czuje do kaleki to litość i obowiązek. Nie wie jednak, jak mu to powiedzieć. Szczególnie, że podczas prowadzenia śledztwa jej serce zaczyna bić mocniej do innego mężczyzny.

Ktoś porywa ludzi i celowo całkowicie ich okalecza. Łamie nogi, oślepia i pozbawia zdolności mówienia głosu. Wszystko po to, żeby nie mogli z nikim się porozumiewać. Tytułowi martwi za życia. Nie są w stanie nic zrobić. Tylko są. Wegetują. I wcale nie chodzi o znęcanie się. Odgrywają oni ważną rolę. Właśnie dlatego, że nie są w stanie nic zrobić. 

Polecam też do przeczytania:



wtorek, 16 kwietnia 2019

Tak słabo jeszcze nie było czyli Bieg "Pamiętaj z nami" 2019 na 5 km 13 kwietnia

Bieg "Pamiętaj z nami" 2019 już za nami. Pogoda nie rozpieściła w tym roku, ale i tak było fajnie. Zawsze jest fajnie, bo ja po prostu lubię biegać. Rozgrzewka z Grzegorzem Sudołem, kilka selfie i ... ruszamy. 13 kwietnia 2019 w samo południe wystartowaliśmy spod Fabryki Schindlera (ul. Lipowa 4). Bieg "Pamiętaj z nami" to licząca 5 km trasa. Krótki dystans, ale takie męczą najbardziej.

Dumna z medalem

Pamiętam swój pierwszy start w tym biegu, który był jednocześnie moim debiutem na takich zawodach w ogóle. W tym roku było zupełnie inaczej. Ciężko i słabo. To chyba nie był mój dzień, a i kondycja nie bierze się z powietrza.

Jak już wspomniałam w tytule, tak słabego czasu jeszcze w tym biegu nie miałam. Ani chyba w żadnym na 5 km. Nie ukrywam, że moje bieganie to raczej zabawa niż porządny trening. Niemniej jednak tym razem trochę dałam ciała. Mój czas to 28:07 min., a wcale nie czułam że się wlekę. Wręcz przeciwnie. Trochę się zmęczyłam. Zajęłam 502 miejsce w kategorii open i 31 w wiekowej (wśród kobiet oczywiście).

A w ogóle to bardzo długo zastanawiałam się nad tym biegiem. Zapisałam się dopiero z okazji wiosny i promocyjnej ceny. Promocja to zawsze dobry chwyt. I nie żałuję, chociaż się nie popisałam jakoś specjalnie. I po raz kolejny udowadniam, że bieganie bez celu ma sens. Jest po prostu fajne!

Z tatą

Przed startem z Grzegorzem Sudołem

Po wszystkim rozczarowana jestem trochę sobą i pogodą. Ale cała reszta na medal. Świetna organizacja. Zawsze to powtarzam, bo cały czas mnie to zachwyca. I świetny kontakt z biegaczami poprzez stronę wydarzenia na fb. Szybko, miło, dowcipnie. Super poczęstunek po biegu. Fakt, że swoje trzeba odstać albo szybciej biec, ale warto. "Pamiętaj z nami" to nie tylko bieg. To cała impreza sportowo-historyczna. A, żebym nie zapomniała. Super koszulki :)

Cały czas zachwycam się tymi koszulkami, ale to naprawdę coś niespotykanego. One faktycznie promują konkretną imprezę i nic więcej. A teraz to rzadkość. Mam wrażenie, że ktoś ogłosił konkurs na zapełnienie jak największej powierzchni koszulek w pakietach startowych logami sponsorów. Ja wszystko rozumiem. Że pieniądze. Że nic nie jest za darmo. Ale organizatorzy biegu "Pamiętaj z nami" pokazują, że się da. Nie wiem, jak oni to robią. Ale robią to dobrze. A o pozytywnych zjawiskach warto mówić i je chwalić.

Medal też bardzo ładny i nawet trochę inny niż dotychczas. Co bardziej spostrzegawczy zauważą, że różni się nie tylko kolorem tasiemki.


A jak było dwa lata temu? Zobacz też moją relację z Biegu Pamięci 2017. Na pewno lepszy czas i lepsza pogoda ;) Radość równie wielka.

piątek, 12 kwietnia 2019

Jak nastroje przed biegiem "Pamiętaj z nami 2019"? Plus wspomnienia z poprzednich edycji

Bieg "Pamiętaj z nami 2019" już jutro. Start w sobotę 13 kwietnia o godzinie 12 z Fabryki Schindlera na ul. Lipowa 4. Już się nie mogę doczekać. Z tej okazji postanowiłam trochę powspominać poprzednie edycje. Bieg Pamięci w Krakowie to cykliczne wydarzenie organizowane co roku na wiosnę przez Muzeum Historyczne Krakowa. Naprawdę fajna impreza sportowa z klimatem. Tak na serio.

Bieg "Pamiętaj z nami" 2017 Kraków


Do tego biegu zawsze będę mieć ogromny sentyment, bo on był moim pierwszym. Bardzo cenię sobie pyszny i oryginalny poczęstunek po biegu oraz naprawdę ładne koszulki, które nie robią z biegaczy słupów reklamowych i faktycznie można nazwać je pamiątkowymi w pełnym tego słowa znaczeniu. Do tego oczywiście dobra organizacja, miła atmosfera i fajna trasa oraz niska opłata. "Pamiętaj z nami" to jest zupełnie inna jakość jeżeli chodzi o biegi masowe.

Swój pierwszy start w tym biegu (i w ogóle) wspominam... idealnie. Zero zmęczenia, leciałam jak na skrzydłach i wyprzedzałam kolejne osoby. Czas 26:35 min. jak na debiutantkę, która zaczęła bieganie kilka tygodni wcześniej też całkiem satysfakcjonujący. To był 12 kwietnia 2014. Myślę, że właśnie w tamtym momencie pokochałam bieganie.

Trasa Pamięci 2014, bieg "Pamiętaj z nami" Kraków

Rok później też wystartowałam. Poznałam wtedy Łucję, którą pozdrawiam serdecznie. Dzięki niej udało mi się pobić poprzedni czas o ponad minutę. Na metę wpadłam z czasem 25:32 min. Dałam z siebie podczas tego biegu może nie wszystko, ale naprawdę dużo. Chyba najwięcej w całej mojej karierze. Wtedy naprawdę walczyłam ze sobą, chociaż wynik nie do końca to odzwierciedlił. To był III Bieg Pamięci Kraków 11 kwietnia 2015 (w linku gratis bardzo brzydkie zdjęcia zmęczonej biegaczki na dowód, że podczas biegu faktycznie czasami człowiek wygląda najgorzej). 


W 2016 roku zrobiłam sobie przerwę na dziecko, ale kolejnej edycji biegu już nie mogłam sobie odpuścić. Nieudana próba złamania 25 minut nie popsuła mi nastroju. 25:16 to też spoko. V Bieg Pamięci 2017 w Krakowie wspominam bardzo dobrze. 

"Pamiętaj z nami" 2017 - Bieg Pamięci w Krakowie

I w końcu już jutro po raz czwarty wystartuję w biegu "Pamiętaj z nami". Jestem bardzo podekscytowana i szczęśliwa. Na wynik się nie nastawiam. Zobaczymy jak będzie. W zależności od nastroju i sił albo pocisnę mocniej albo po prostu będę biec dla przyjemności. Żeby tylko nie padało.

Trzymajcie kciuki i do zobaczenia na starcie i na mecie ;*

środa, 10 kwietnia 2019

"Nieznajoma w domu"(Shari Lapena) - recenzja książki

"Nieznajoma w domu"  to książka w moim ulubionym stylu. Jest sobie idealne małżeństwo i nagle coś rujnuje tę sielankę. Na światło dzienne wychodzą mroczne tajemnice. Mamy miłość, podstęp, intrygi a nawet morderstwo. I do końca nie wiadomo kto jest kim. Kto jest prawdziwą ofiarą. Kto mówi prawdę.



Tę książkę przeczytałam jednym tchem, a zakończenie naprawdę mnie zaskoczyło. Chociaż być może nie powinno. Ale ja wciąż jako czytelniczka jestem tak cholernie naiwna i nie należę do osób, które rozwiązują zagadki przed końcem książki.

"Nieznajoma w domu" opowiada historię małżeństwa Karen i Toma. Pewnego dnia mąż wraca wieczorem do domu, ale nie zastaje w nim żony. Taka sytuacja nie należy do codziennych. Ukochana zawsze na niego czeka i informuje o swoich planach. A teraz jej nie ma. Niedługo później do drzwi puka policja. Okazuje się, że Karen miała wypadek samochodowy.



Gdzie i po co mogła wybiec wieczorem idealna pani domu? I co doprowadziło ją do takiego stanu, że straciła panowanie nad pojazdem? W dodatku w okolicy, gdzie miał miejsce wypadek odnaleziono zwłoki. Wszystko wskazuje na to, że Karen miała coś wspólnego z tym morderstwem.

Przykładna żona skrywa ogromną tajemnicę, ale nie ona jedyna. Tom również nie powiedział żonie całej prawdy. Jest jeszcze najbliższa sąsiadka - ona też ma pewien sekret. Wszystkie te sprawy łączą się tworząc naprawdę fascynującą i skomplikowaną sytuację.

Zobacz też:



niedziela, 7 kwietnia 2019

Tego nie robię swojemu dziecku

Każdy rodzic ma własne poglądy i przekonania dotyczące wychowywania dzieci. Moje wynikają głównie z bardzo wczesnych doświadczeń.Doskonale pamiętam, jak w dzieciństwie czułam się w pewnych sytuacjach. Dla dorosłych to często sprawy bez większego znaczenia, ale dla malucha mogą być bardzo istotne. Staram się zawsze o tym pamiętać.


Jak każdy rodzic chcę oszczędzić swojemu dziecku tego, co wiele lat temu było przykre dla mnie. Oczywiście pewnie popełnię za to inne błędy zupełnie nieświadomie i w dobrej wierze. Tak to już niestety jest. Ale tych rzeczy nie robię swojemu dziecku.


czwartek, 4 kwietnia 2019

"Szukam pracy, więc nie interesuj się, czy planuję ciążę" - kampania społeczna poruszająca bardzo ważny temat

"Szukam pracy, więc nie interesuj się, czy planuję ciążę" -  kampania społeczna GoWomen porusza bardzo ważny temat. Chodzi o dyskryminację kobiet z powodu płci. Bo są zdolne zajść w ciążę i mogą z tej możliwości (o zgrozo) skorzystać. Ogromny dar jakim jest zdolność do wydania na świat nowego życia w pewnym momencie stał się przekleństwem i przeszkodą.



Pracodawcy nie chcą zatrudniać kobiet w obawie, że te zajdą w ciążę. A to oznacza zwolnienia lekarskie, przywileje i urlop macierzyński. Po co komu pracownik, który nie pracuje? - pytają. Ok, rozumiem. Czasami się zdarza, że kobieta od pierwszych dni ciąży musi zrezygnować z pracy. Mężczyźni nie zachodzą w ciążę, ale też chorują i też biorą zwolnienia.

wtorek, 2 kwietnia 2019

Czy bieganie bez celu ma sens?

Natknęłam się na opinię, że bieganie bez celu nie ma sensu. Powinniśmy mieć jakieś ambicje i dążenia. A bieganie, żeby sobie pobiegać jest bez sensu. Bez celu treningowego nic nie osiągniemy i prędzej czy później stracimy motywację. A na dodatek będziemy grubi i chorzy. Serio?



Moim zdaniem bieganie dla samego biegania wcale nie jest bez sensu. I nie każdy musi dążyć do poprawy wyników. Można biegać dla zdrowia albo dla przyjemności. Tak po prostu. Bez ciśnienia na wyniki. Oczywiście wówczas progress będzie bardzo powolny i niewielki. Ale w tej sytuacji też nie o to chodzi przecież. Bieganie bez celu nie jest bez sensu! Bieganie dla samego biegania jest ok. Powiem więcej, jest super! (Jeżeli ktoś właśnie tego chce).

Bieganie bez celu, nie znaczy bez sensu


Nie ma nic złego w tym, że biegam bo lubię. Nawet jeżeli robię to dwa razy w miesiącu i pokonuję 10 km w ponad godzinę. Bez spiny, z radością, dla siebie. Nie każdy może i przede wszystkim nie każdy chce, trenować jak profesjonalista. Chociaż przyznaję, że podziwiam i kibicuję amatorom, którzy wkładają tak wiele wysiłku, by być coraz lepszymi. Pomimo pracy, rodziny i innych obowiązków znajdują czas i siły na regularne treningi. Ich postępy są motywacją dla wielu i dowodem, że da się jeżeli tylko się chce i potrafi odpowiednio ciężko pracować.

Nie lubię popadania w skrajności. (Kiedyś miałam z tym ogromny problem. Teraz już umiem znaleźć i zachować równowagę). Uważam, że wcale nie trzeba wybierać pomiędzy czarnym, a białym. To nie jest tak, że wszystko albo nic. Możesz trenować ciężko albo w ogóle. Możesz też odnaleźć swoje miejsce gdzieś pomiędzy. Ty decydujesz, gdzie jest dla ciebie najlepiej.

To, że ktoś nie wyznacza sobie celu nie znaczy, że nie ma chęci i motywacji do biegania. Postęp i tak przyjdzie proporcjonalny do wysiłków. I nawet sporadyczne treningi pozytywnie wpływają na zdrowie. Lepiej biegać rzadko, niż w ogóle. Ba, lepiej nawet nie biegać w ogóle niż hejtować innych ludzi i wmawiać im, że ich wybory są bez sensu i głupie.

Mam wybiegane

W bieganiu nie zawsze musi chodzić o cel i postępy. Czasami chodzi o zdrowie lub przyjemność. I wtedy nie ma znaczenia w jakim czasie pokonujesz dany dystans. Ważniejsze w jakim nastroju to robisz. Czasami nie wiem, po co biegam, ale biegam bo taką mam ochotę. I tylko to się liczy.

Jak zaczynałam biegać, chciałam po prostu biegać. Później zaczęły pojawiać się postępy. Biegałam coraz szybciej i dłużej, chociaż nie stawiałam sobie celów. Nie chciałam nad sobą presji. Lepiej na mnie działa luz i brak przymusu. Później były jakieś drobne cele. Przebiec półmaraton bez zatrzymywania lub pobić swój rekord na 5 km. Ale podchodziłam do tego raczej na zasadzie "fajnie, jakby się udało". I w końcu się udawało. I było fajnie. Bez nerwów, presji i bez rozczarowań. Czysta radość.

Nie mówię, że to sposób na sportowy sukces, bo tego nie odniosłam. Ale jestem zadowolona i to jest dla mnie najważniejsze. Nie mówię, że moja racja jest najlepsza. Raczej, że każdy ma własną najlepszą dla siebie. Cieszę się, że nauczyłam się po prostu cieszyć bieganiem. Nie stresuję się, jak nie dam rady wyjść na trening przez kilka tygodni. Nie wkurzam się, że za wolno, za krótko czy za rzadko. Zero presji, czysta radość. Biegam kiedy mogę i chcę. Dla zdrowia i przyjemności. W swoim tempie i na swoich zasadach. I tobie też tego życzę :)


Zobacz też:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...