piątek, 3 sierpnia 2018

Żyć bez makijażu

Żyć bez makijażu da się zapewne. Ale cóż to jest za życie? Make up 24 godziny na dobę nie jest niczym dobrym ani zdrowym. Ale jego całkowity brak również niekoniecznie należy popierać. Kiedyś obiło mi się  uszy, że kobiety, które w ogóle się nie malują, są gorzej postrzegane w pracy. To coś jak nienoszenie krawata przez facetów. 


Oczywiście wiele zależy od miejsca pracy. Ciężko wymagać make upu od instruktorki pływania. Co nie znaczy, że nie może ona się malować. Np. wodoodpornymi kosmetykami, żeby jej z twarzy nie spływało. Ale co ze zwykłymi śmiertelnikami i życiem bez makijażu? Da się i czy warto?




Kiedyś napisałam, że nie wyjdę z domu bez makijażu. I wtedy już nie była to prawda. Bo wcześniej, to i owszem. Miałam taki etap w życiu, że bez chociażby odrobiny pudru i tuszu na rzęsach czułam się brzydka. Niewyjściowa. Wstydziłam się pokazywać. Było to tak niekomfortowe, jak wypryski. Lepiej je zakryć, niż silić się na naturalność. Teraz maluję się do pracy i na jakieś specjalne okazje. W weekendy zazwyczaj daję skórze odpocząć. Mam świadomość, że wyglądam troszkę gorzej, ale za to jest mi troszkę wygodniej. Zawsze jest coś za coś. Chodzi o to, że nie boję się, że mi się oko rozmaże. A wieczorem mogę paść na łóżko bez demakijażu, bo nie mam czego zmywać.


Kilka blogerek robiło taki eksperyment i przez pewien czas rezygnowały z makijażu. Ja się nie piszę, bo myślę że wiem, jaki byłby efekt. Byłoby tak. Na początku dziwnie. Lekki spadek pewności siebie, ale też podekscytowanie tymże projektem. Baczne obserwacje otoczenia ujawniłyby, że otoczenie mnie nie obserwuje w ogóle. Na 90% nikt by nie zauważył, że przestałam się malować. Doceniłabym, że mam nieco więcej czasu i swobody. Mogę płakać ile wlezie i trzeć oczy. Ani jedno ani drugie nie jest wcale takie super, więc może makijaż to nie jest zła opcja. 

Paradoksalnie, myślę, że stan mojej cery mógłby się nieznacznie pogorszyć. Więcej wyprysków. Nie jakiś wysyp, ale podejrzewam, że gdybym przestała się malować pojawiałoby się ich więcej i dłużej by się goiły. Na pewno czułabym się brzydsza. Może lepsza, ale wciąż brzydsza w porównaniu z wymalowanymi koleżankami. Nie ma co się oszukiwać. Umiejętnie zrobiony mejkap potrafi dodać całkiem sporo urody, podkreślić atuty i zamaskować to, co nam się nie podoba. Nie wiem, czy mniej czy więcej bym patrzyła w lustro. Pewnie tyle samo ;) 

Zobacz też: Naturalne piękno

Koniec końców stwierdziłabym, że makijaż nie jest niezbędny. Że rezygnacja z niego to fajne ćwiczenie na pewność siebie. Ale jednak na stałe nie chciałabym wyrzucać go ze swojego życia. Pewnie nawet by mi brakowało. Samej tej czynności. Malowania na swojej twarzy tego, co danego dnia akurat chcę mieć. Myślę, że gdybym na jakiś czas przestała robić make up to później bym zaczęła znowu i nic by się nie zmieniło. Może kiedyś faktycznie to zrobię i sprawdzę, czy miałam rację.

Ja jestem za wyborem. Za wolnością. Nie lubię mówić ludziom, co powinni. Chcesz się malować to się maluj. Nawet na basen. Nie chcesz robić makijażu? Nie rób go, nawet na własne wesele. Po pierwsze to twoja twarz i twoja decyzja. Po drugie to bez znaczenia. I nie ma powodu, aby przywiązywać do tego zbyt wielką wagę, moim zdaniem. Bo z tego się robią problemy. A nie z tego, że ktoś się maluje cały czas albo w ogóle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...