poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Pierwsze dwa miesiące w żłobku – obawy i nadzieje kontra rzeczywistość

Żłobek to trudna decyzja. Posyłać dziecko czy nie posyłać? A może lepiej zamiast żłobka zainwestować w opiekunkę. Albo zostać w domu jeszcze kilka, kilkanaście miesięcy. Takie rozterki matki po macierzyńskim. Wrócić do pracy czy zostać w domu? Posłać dziecko do żłobka, czy zainwestować w opiekunkę? Nie ma jednej odpowiedzi na pytania o żłobek. Każde dziecko jest inne i każda sytuacja jest inna. Pierwsze miesiące w żłobku są najtrudniejsze, przełomowe. Dla całej rodziny.



Właśnie mijają pierwsze dwa miesiące w żłobku małego Dominika. I wcale nie jest źle. Na pewno nie było sensu żłobka demonizować. Oczywiście pobyt w żłobku wiąże się zawsze z jakimś stresem dla dziecka. W końcu to ogromna zmiana. Jednak mały poradził sobie bardzo dobrze. Ja też. 



W lipcu posłałam mojego rocznego Dominika do żłobka, a sama wróciłam do pracy. Nie była to łatwa decyzja, chociaż skłamię jeżeli stwierdzę, że bardzo długo się wahałam i zastanawiałam. Ja wiedziałam, że w mojej sytuacji zapisanie dziecka do żłobka to jedyne i najlepsze wyjście. A że oprócz zalet ma też wady, to inna sprawa. Wcześniej miałam rozmaite obawy i nadzieje względem żłobka. Właśnie zostały zweryfikowane przez rzeczywistość. 


Pierwsze dwa miesiące w żłobku – obawy i nadzieje kontra rzeczywistość


Pierwsze miesiące w żłobku, a chorowanie dziecka
Było tak, jak się obawiałam. Po tygodniu chodzenia do żłobka Dominik złapał przeziębienie i był chory przez ponad dwa tygodnie. Podobno to standard. Podobno jak teraz się wychoruje, to później już nie będzie. Mam nadzieję. Fakt faktem przez te kilkanaście dni musiałam albo pracować z domu (a nie każdy ma taką możliwość, nie mówiąc już o tym, jak w rzeczywistości wygląda praca z domu przy chorym dziecku ;/) albo prosić kogoś o opiekę nad małym.
Bardziej doświadczona koleżanka z pracy zasugerowała, że dobrze mieć na takie okazje dodatkowo opiekunkę. A no dobrze. Tyle że to dodatkowy koszt.

Żłobek a kwestie finansowe
Znalazłam żłobek z dofinansowaniem, więc miesięczne czesne wynosi ok. 500 zł za pełny pobyt (11 godzin). To przystępna cena. Do tego doszło oczywiście wpisowe i opłata za adaptację, czyli dodatkowe 500 zł, ale na szczęście jednorazowo.
Ale żeby nie było zbyt kolorowo to w pierwszym tygodniu lipca, czyli po fakcie, dowiedziałam się że dofinansowanie jest owszem, ale nie dotyczy tych dwóch miesięcy wakacyjnych. W rezultacie za lipiec i sierpień musiałam zapłacić pełną sumę, która wynosiła prawie 900 zł. Taki psikus.
Żłobek to spory wydatek w domowym budżecie.

Jak dziecko znosi pierwsze tygodnie w żłobku
Na początku było ciężko. Dominik dużo płakał, miał problem z zaśnięciem i bał się innych dzieci. Dopiero po miesiącu chodzenia do żłobka (odliczając czas choroby) nastąpiła wyraźna poprawa. Cały czas jeszcze nie można powiedzieć, że czuje się tak idealnie i super swobodnie, ale z każdym dniem jest coraz lepiej. Nie zauważyłam również, żeby żłobek jakoś negatywnie wpływał na jego ogólne samopoczucie i temperament.



Jedzenie w żłobku dla rocznego dziecka
Na pierwszy miesiąc wykupiliśmy w żłobku wyżywienie dla Dominika. Koszt to 12 zł dziennie za śniadanie, II śniadanie, II daniowy obiad i podwieczorek. Nie do końca byłam zadowolona z menu, a mały też nie wszystko chciał i umiał jeść. Wyżywienie w żłobkach pozostawia wiele do życzenia, więc po miesiącu zrezygnowaliśmy. Teraz sama przyrządzam Dominikowi jedzenie do żłobka. Wymaga to trochę więcej czasu, ale jest zdrowiej i taniej. W awaryjnych sytuacjach ratuję się gotowymi słoiczkami dla niemowląt. Ta opcja akurat jest nieco droższa, niż żłobkowy catering, dlatego nie polecam na co dzień.


Żłobek a bezpieczeństwo dziecka
To była jedna z moich głównych obaw. Na szczęście chyba bezpodstawna.


Żłobek nadzieje spełnione i niespełnione

Kiedy zapisałam dziecko do żłobka, a sama poszłam do pracy, to faktycznie jestem o wiele bardziej wypoczęta. I szczęśliwa. Bardziej zmotywowana do życia i zadowolona z siebie. W końcu życie pod jednym dachem z niemowlakiem nie zawsze jest kolorowe. Moje życie się wzbogaciło. Skoro przy temacie bogactwa jesteśmy, to chociaż wydaję kupę kasy na żłobek, to wciąż mam więcej pieniędzy, niż siedząc na macierzyńskim.
Posyłając Dominika do żłobka miałam cichą nadzieję, że zrobi się bardziej towarzyski. Szczególnie w stosunku do innych dzieci. Jeszcze się to nie udało, ale powoli idzie do przodu. Już nie reaguje płaczem na rówieśników na placu zabaw. Myślę, że wszystko zmierza w dobrą stronę i uda mi się uchronić małego przed zostaniem odludkiem.
A teraz przechodząc do nadziei niespełnionych, nie zauważyłam żadnych nowych umiejętności. Oczywiście moje dziecko cały czas się rozwija, ale ma to bardziej związek z dorastaniem, niż z wpływem żłobka. Ale czekam. Może do świąt nauczą go czytać i prowadzić samochód ;)



Żłobek a wyrzuty sumienia

Nie ukrywam, trochę miałam wyrzuty sumienia posyłając Dominika do żłobka. Że zostawiam go takiego małego z obcymi ludźmi. Słyszałam, że powinnam jeszcze przynajmniej pół roku zostać z nim w domu, bo roczne dziecko jest za malutkie. Nie wprost, ale zasugerowano mi, że praca jest dla mnie ważniejsza od małego. Wręcz że pójście do pracy to mój kaprys, żeby się dzieckiem nie zajmować. Straszono mnie również, że ten żłobek może się źle skończyć, że dziecko się nabawi jakiejś niewyobrażalnej traumy. Od tego to ja się o mały włos traumy nie nabawiłam. uważam, że gadanie takich głupot powinno być karalne. 

Oczywiście każdy może mieć swoje zdanie na temat żłobka i zostawania z dzieckiem. I może je realizować w swoim życiu, ze swoim dzieckiem. 

11 komentarzy:

  1. Ja na ten temat nie mogę się wypowiedzieć, bo na wsi nie ma żłobków. Jak poszłam do pracy to synka zostawiłam pod opieką babci. Zawsze to lepiej niż w żłobku, ale ja akurat miałam taką możliwość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fakt, babcia ma swoje zalety. ale moim zdaniem żłobek też. np. kontakt z rówieśnikami, uczy samodzielności.

      Usuń
  2. Uważam, że obecne żłobki to zupełnie inna bajka niż kiedyś. Może nie będę obiektywna, bo sama prowadzę żłobki i tym się zajmuję, ale moim zdaniem to o wiele lepsze rozwiązanie niż niania. Dziecko zresztą im bliżej drugich urodzin tym bardziej potrzebuje kontaktu z rówieśnikami a i do przedszkola będzie mu o wiele łatwiej pójść po przygodzie żłobkowej.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja nie byłam w żłobku więc nie znam się na tym;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo chciałam, żeby moja młodsza córka poszła w tym roku do żłobka (ma 2 lata), ale niestety nie znalazło się dla niej miejsce, a na prywatny żłobek w tej chwili nas nie stać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cała trójka moich szkrabów chodziła do żłobka. Bardzo to procentuje dalej, w kolejnych etapach życia - nie mają problemów z adaptacją i z nawiązywaniem relacji z innymi dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Choć sama, również jako pedagog, uważam że żłobek powinien być ostatecznością, nie mam zamiaru nikomu mówić, gdzie u kogo leży "ostateczność" ;) fajnie że odżyłaś nieco po powrocie do pracy. Oby żłobek w dalszym rozrachunku wpłynął na Młodego bardziej pozytywnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. My nie poslalismy Juniora do żłobka, ale za to w tym roku zaczynamy przygodę z przedszkolem - i wydaje mi się, że w obu tych przypadkach obawy i rozterki są bardzo podobne.

    OdpowiedzUsuń
  8. MOja córcia też chodziła do żłobka i po około 2, 3 tyg zaczęło jej się podobać i od tej pory nie było problemu. Osobiście uważam, że to jest dobre dla dziecka i dla mamy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja ciesze się, ze mam ten czas już za sobą. Okres żłobka nie wspominam dobrze

    OdpowiedzUsuń
  10. Podoba mi się, jak opisałaś to doświadczenie. Bez przesadnego entuzjazmu - o jak wspaniale jest w żłobku oraz bez demonizowania - żłobek to zło. Ja nigdy nie oddałam dzieci do żłobka. Przede wszystkim ze względu na choroby, ale też dlatego, że uważam, że dla dziecka dobrze jest jeśli będzie jak najdłużej w domu i opanuje dobrze wartości rodzinne, czyli to, co możemy je nauczyć, zanim pójdzie w świat. Niestety odbyło się to oczywiście kosztem mojej pracy, "kariery" i zarabiania. Żałuję, że nie można tych dwóch rzeczy pogodzić z powodzeniem i zawsze jest jakaś strata. Szanuję i rozumiem wybór mam, które wracają do pracy.
    Niestety nie mogę się zgodzić z dość powszechną opinią, która mówi, że "dziecko i tak swoje odchoruje". Starsze dzieci, które w wieku 5 czy 6 lat idą po raz pierwszy do przedszkola nigdy nie chorują tak dużo jak maluchy 1, 2, 3 letnie. Ponadto dzieci, które przychodzą wiele chorób w ciągu roku wymagających leczenia antybiotykami niestety są narażone na osłabienie odporności. Innymi słowy dziecka odporność w żłobku czy przedszkolu się osłabia a nie wzmacnia. Tak to niestety jest. Ponadto starsze dzieci mniej chorują nie dlatego, że swoje odchorowały, ale dlatego, że są starsze i ich odporność większa. Naprawdę wiem, co mówię. Jestem mamą 4-rga dzieci, z których 3 uczęszczało w różnym wieku do przedszkoli. A najgorsze chorowanie jest w okresie jesienno-zimowym, od listopada do marca. Mnie też to czeka w tym roku. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...