wtorek, 30 maja 2017

Żłobek - obawy i nadzieje

Żłobek budzi w rodzicach wiele obaw, ale też pewne nadzieje. Ta decyzja ma swoje plusy, ale również minusy. Jakie? Tego jeszcze nie wiem. Od lipca planuję posłać swoje dziecko do żłobka. Na razie mam szereg przemyśleń, swoje obawy, ale też nadzieje względem tej placówki opiekuńczej dla najmłodszych.



Jako matka prawie rocznego maleństwa stanęłam przed decyzją co dalej. Wrócić do pracy czy zostać w domu z dzieckiem? Oczywiście, że wrócić do pracy. Nie wytrzymałabym kolejnych miesięcy w zamknięciu. Nasz budżet też by nie wytrzymał mojego braku dochodów. Kolejna decyzja: żłobek czy opiekunka? Dość szybko zdecydowałam się na tę pierwszą opcję. I teraz żłobek państwowy czy prywatny? Tutaj nie mieliśmy nic do powiedzenia i oczywiście padło na prywatny. 



Żłobek - moje obawy


Nie jestem typem matki, która wszystkiego się tylko boi i obawia. Bardziej się boją obcy ludzie na ulicy, że dziecko bez czapeczki czy coś. Ale oczywiście mam swoje lęki związane z wysłaniem dziecka do żłobka. Część jest chyba normalna, część zabawna, a część oczywiście irracjonalna, ale to też normalne ;)


Bezpieczeństwo dziecka. To jest chyba pierwsza najważniejsza sprawa. Zostawiając swojego malucha pod opieką praktycznie obcych, chociaż doskonale wykwalifikowanych, osób obawiamy się o jego bezpieczeństwo. Tyle się słyszy o różnych wypadkach, zaniedbywaniu czy wręcz znęcaniu się nad dziećmi przez opiekunki. A nawet przy zupełnie dobrych intencjach i szczerych chęciach ciężko jest jednej osobie dopilnować kilkoro dzieciaków. Bezpieczeństwo dziecka idącego do żłobka stoi pod znakiem zapytania. Zobacz też: Pod jednym dachem z niemowlakiem



Adaptacja dziecka. Do tej pory niemowlak przebywał głównie z mamą. Jasne, że jeździliśmy w odwiedziny do rodziny i znajomych. Nawet przez miesiąc mieliśmy gości. Jednak to nie to samo, co pobyt w żłobku przez praktycznie pół dnia wyłącznie z obcymi ludźmi. Nie wiem, jak moje dziecko na to zareaguje i obawiam się problemów. Pamiętam, że sama bardzo źle znosiłam rozłąkę z mamą  a to było w zerówce. Żadna matka nie chce, żeby jej maluszek czuł się opuszczony i samotny.



Żłobek będzie lepszy od domu. Boję się również w drugą stronę. Że Dominik tak dobrze odnajdzie się w żłobku z nowymi znajomymi i opiekunkami, że nie będzie chciał wracać do domu. Będzie się nudził z rodzicami, a jasna pastelowa kolorystyka naszego mieszkania wyda mu się kompletnie nieciekawa. I że będzie płakał, jak będziemy go zabierać do domu ;)


Chorowanie. Dzieci są bardzo niebezpieczne dla dzieci ;) To chodzące źródła zarazków i potencjalnej choroby. Oczyma duszy widzę taki scenariusz, że zapisuję Dominika do żłobka, a on po dwóch dniach już jest chory. I trwa to ze dwa tygodnie. Wraca do żłobka i za kilka dni powtórka z rozrywki.


Rozbieżności w kwestii wychowania, pielęgnacji i diety. Nie jestem jakąś super oryginalną matką i nie zdziwiam jakoś szczególnie. Ale pewne rzeczy robię inaczej. Np. praktycznie zrezygnowałam z używania chusteczek nawilżanych (stosuję tylko jak jestem w dziczy bez dostępu do łazienki) i zwyczajnie wkładam dziecko pod kran. Nie widzę również sensu klajstrowania mu skóry toną kremów czy pudrów po każdej zmianie pieluszki. 1-2 razy dziennie jeżeli nie robią się żadne odparzenia ani podrażnienia w zupełności wystarcza. Poza tym Dominik nie ma stałych godzin spania czy jedzenia. Mój tata nie może nad tym przejść do porządku dziennego. A on po prostu zasypia, jak się robi senny. Nie zmuszam go (czyt. nie usypiam specjalnie), chyba że jest już wieczór i sama chcę się położyć ;) Zazwyczaj śpi w dzień, jak wyjdziemy na spacer albo jedziemy samochodem. A nie mamy stałych godzin spacerów ani wycieczek samochodowych.



Ruina finansowa. Nie oszukujmy się. Żłobek kosztuje. Mówię o prywatnym, bo dostanie się do państwowego normalnie graniczy z cudem, a w mojej sytuacji jest zupełnie niemożliwe. Boję się, że comiesięczny wydatek na żłobek przerośnie mój budżet. Przy okazji finansów mam też taką obawę, że panie opiekunki będą podkradać pampersy, które przyniosę dla swojego dziecka ;)




Żłobek - moje nadzieje



Trochę się boję wysyłać małego do żłobka, ale trochę też nie mogę się już tego doczekać. Żłobek, jeżeli nie sprawdzi się żaden z moich czarnych scenariuszy, jawi mi się jako wyjście idealne zarówno dla mnie, jak i dla dziecka. 


Odpocznę sobie. Może brzmi niedorzecznie, że chcę sobie pójść do pracy, żeby odpocząć, ale kto ma dziecko i lubi swoją pracę zrozumie. Już się nie mogę doczekać tych 8 godzin w ciszy. I samodzielnej jazdy autobusem z możliwością pełnego skupienia się na książce. Potwornie mi tego przez ten rok brakowało. 

Moje życie przestanie sprowadzać się tylko do dziecka. Oczywiście nie jest do końca tak, że tylko siedzę z małym przez 24 godziny na dobę. Ale jak mam być szczera to moje życie pozamacierzyńskie nie jest zbyt bogate. I trochę mnie to uwiera. Nie chodzi o nic szczególnego. Chodzi o takie zwykłe proste sprawy, jak samodzielne wyjście na zakupy czy do biblioteki. Codziennie. Jest taka śmieszna książka Samanthy Wilde - Mama w czterech ścianach. Warto przeczytać. 


Więcej pieniędzy. Wiem, że to kłóci się z punktem wyżej o ruinie finansowej, ale jak pójdę do pracy będę mogła zacząć pracować i zarabiać, a nie tylko pobierać określoną sumę.


Dziecko zrobi się bardziej towarzyskie. Na chwilę obecną Dominik nie jest jakimś kompletnym dzikusem i nie na każdego obcego reaguje płaczem. Jednak wizyty u lekarza to dramat. Liczę na to, że w żłobku dzięki kontaktowi z obcymi ludźmi i dziećmi zrobi się bardziej towarzyski, mniej się będzie bał innych.

Nowe umiejętności. Po cichu liczę na to, że w żłobku nauczą go korzystać z nocnika, jeść sztućcami i może nawet zmywać po sobie naczynia ;) Z tym ostatnim oczywiście żartuję, chociaż miło by było.



Więcej atrakcji dla dziecka. Skoro dla mnie "siedzenie w domu" z maluchem jest nieco męczące i nużące, to możliwe że dla Dominika również nie jest to najatrakcyjniejsza sprawa. Mam nadzieję, że w żłobku będzie się dobrze bawił, miał mnóstwo nowych zabawek i nowych doświadczeń. I więcej bezpiecznego miejsca do chodzenia, niż w domu. Wyobrażam sobie to tez tak, że po powrocie ze żłobka mały będzie tak zmęczony, że jak również będę sobie mogła po pracy odpocząć ;)


Trochę czytałam o żłobkach czy przedszkolach i wiele matek obawia się, że ich pociecha będzie naśladować niechlubne zachowania innych dzieci. No tego się akurat nie boję. Gorszego przykładu, niż w domu nikt mu nie da ;) (Też żartuję, ale serio jakoś się tego nie boję). 

Decyzja o wysłaniu dziecka do żłobka odmienia życie każdej rodziny, ale myślę że to może być bardzo pozytywna zmiana. W ogóle nie czuję się, jak wyrodna matka, która oddaje dziecko obcym ludziom, żeby sobie karierę robić czy pić kawkę w korpo. Wiem, że są ludzie, którzy tak właśnie to widzą. Oczywiście każda matka ma prawo zostać z dzieckiem w domu tak długo, jak tylko chce. Ja tego nie oceniam i nie neguję. Ja po prostu chcę inaczej.  

A jakie są Wasze największe obawy i nadzieje względem żłobka? Jakieś porady dla niewtajemniczonej?

14 komentarzy:

  1. Maluchy bardzo często przynoszą różne wirusy do domu i później każdy po kolei choruje :) Ale dziecko potrzebuje kontaktu z rówieśnikami. Mój bratanek rewelacyjnie odnalazł się w takich warunkach i cieszy się, gdy idzie do szkoły, ale cieszy się też gdy wraca do domu :) On dosłownie lubi wszystko i wszystkich, więc akurat z nim nie było żadnego większego problemu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myslę, że żłobek to odpowiednie miejsce dla dziecka najwczesniej, jak będzie na to gotowy. Załapie kontakt z równieśnikami, nauczyc isę nowych rzeczy. Wszystko wyjdzie na dobre nie tylko dziecku, ale również rodzicom.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po doświadczeniach przedszkolnych ze starszym dzieckiem wiem, że za nic w świecie nie dałabym dziecka do żłobka. Chodzi mi głównie o choroby i lęk separacyjny. Rodziłyśmy w podobnym czasie. Też musiałam podjąć decyzje co dalej. Wybrałam urlop wychowawczy. To jedyny taki moment w moim zyciu, że moge być wiecej dla rodziny. Jest cięzko. Czasem tez bym z chęcią poszła do pracy, gdzie w spokoju mozna wypić kawe czy iść siku. Ale to będzie później. Dzieci strasznie szybko rosną.
    a Wam życze jak najmniej chorób i płaczu przy zostawianiu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie przeraża jedno (zarówno w żłobku, jak i w przedszkolu) - siedlisko chorób. Wśród znajomych nie ma nikogo, kto by nie narzekał na ilość przechorowanych dni w domu... znajoma puściła dziecko do przedszkola, po 4 dniach 2 tygodnie w domu i antybiotyk. Powrót do przedszkola na kilka dni, ponownie ... choróbsko, aż zrezygnowała z pracy. Siedzi w domu a dziecko co najwyżej łapie katar.
    Natomiast ja wciąż zastanawiam się czy puścić starszą córkę do przedszkola ... jest sporo plusów, ale jednocześnie minusów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od dziecka. Syn chorował co dwa tygodnie, córka raz w roku!

      Usuń
  5. Moja przyjaciółka niedawno stanęła w obliczu takiego pytania. Jej synek też miał około roku i zdecydowała się na nianię. Podeślę jej Twój tekst, bo pewnie po wakacjach to pytanie do niej wróci :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mysle, ze to bardzo ciekawy temat. Wiem jak wazny jest wybor tego odpowiedniego miejsca dla naszych maluchow z dobrymi opiekunami i grzecznymi dziecmi ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiem szczerze, że podziwiam mamy zostawiające maleństwo w żłobku, ale rozumiem, że czasem nie a wyjścia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Choroby tak na prawdę są wszdzie - w galerii, bawialni czy w spożywczym po sąsiedzku, także na to bym nie patrzyła, trzeba zwrócić dużą uwagę na opiekunki, wypytać rodziców dzieci, które już tam chodzą i wzwracać dużą uwagę jak się dziecko zachowuje po odebraniu go ze złobka, to nam powie wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że zbyt dużo się nad tym zastanawiasz ;) Nasze dzieciaki oboje przeszły przez "państwowy" żłobek i to była najlepsza decyzja, jaką moglismy podjąć! Zobaczysz, jakiego dzieciaki dostają "kopa" jeśli chodzi o samodzielność i ogólny rozwój. A choroby... wirusy... Eee tam, każde dziecko musie przez to przejść i im szybciej, tym lepiej. Życia nie zaplanujesz! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja jak na razie wzbraniam się przed żłobkiem, ale życie pokaże ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Żłobek to nic w porównaniu do klasy sportowej, uwierz mi :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przerobiłam wszystkie punkty - łącznie z ruiną finansową i... to mija. Choroby sie kończą, dziecko nie płącze ani w momencie dostarczenia d placówki, ani odbioru, jedzenie tak samo ok jak dokarmianie przez dziadków, a nikt nie podkrada niczego i nie dybie na zdrowie mojego dziecka. Przerobiłam dwa żłobki prywatne i trzy przedszkola, mam doświadczenie. Będzie dobrze, bo wierzysz, że tak będzie!

    OdpowiedzUsuń
  13. To jest jedna z trudniejsych decyzji, ale trzeba ieszyć się, że istnieją żłobki i można z nich skorzystać. Klaudia J

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...