poniedziałek, 20 marca 2017

#196 Parkrun Kraków - pomimo przeciwności

Kolejny parkrun za mną. Kolejna aktywna sobota zaliczona. Jest radość i jest satysfakcja. Czas też jest całkiem niezły, pomimo pewnych trudności. 196 Parkrun Kraków upłynął pod znakiem deszczu (którego nie lubię) i skutków poprzednio dniowego obżarstwa. 


196 krakowski parkrun był kolejną okazją, żeby zrobić mocniejszy trening (jak biegam sama nie potrafię się zmotywować, żeby biec szybciej), sprawdzić swoją formę i utwierdzić się w przekonaniu, że wcale nie jest źle. 



Z powodu deszczu wahałam się, żeby sobie odpuścić. Albo chociaż pobiegać po okolicy, zamiast jechać na krakowskie błonia na parkrun. Ostatecznie jednak postanowiłam być dzielna i wsiadłam w autobus. Bieganie w deszczu to pół biedy. Najgorsze jest wracanie, kiedy człowiek jest mokry od potu i deszczu jednocześnie. Muszę wyjaśnić, to nie był jakiś silny deszcz. W sumie, deszczyk. mżawka taka. Ale na dłuższą metą potrafi zmoczyć równie skutecznie. 

Drugim problemem w tym dniu było moje kiepskie samopoczucie żołądkowe. Ja uwielbiam biegać na czczo. Strasznie nie lubię jeść przed treningiem i zawsze jak to zrobię źle mi się ćwiczy. A żeby mieć siłę to najczęściej jem sporo na wieczór przed biegiem. Najchętniej słodycze. W końcu dużo kalorii, mała objętość i świetnie się później śpi. I tym razem przesadziłam, bo przez całą noc było mi niedobrze, a rano wcale się nie polepszyło. Mimo tego wybrałam się na parkrun, pobiegłam, po raz kolejny złamałam 25 minut, niestety nie byłam w stanie poczęstować się tortem. Ten tort był z okazji setnego biegu jednej z uczestniczek - Eweliny. Wielkie gratulacje. 100 biegów parkrun to ładne osiągnięcie. Ja na swoim koncie mam dopiero 18. 

Kliknij, aby powiększyć
Wynik bardzo mnie ucieszył. Jeżeli za każdym razem udawałoby mi się przybiegać na metę w czasie poniżej 25 minut, to dla mnie byłoby to już pewne małe osiągnięcie.

Wiosna to stan umysłu, nie termometru, dlatego zdecydowałam się na krótsze spodenki, chociaż temperatura niczym nie różniła się od tej miesiąc temu. (A tak serio to zdecydowałam się na krótsze spodenki, bo długie już powoli kończą swój żywot ;)). Do tego buty Nike Revolution 2 (bardzo dobre, lekkie i całkiem ładne), koszulka Red is Bad i moja ulubiona fioletowa kurtka, którą kupiłam za grosze na przecenie działu dziecięcego.



Endomondo jak zwykle ucina kilometry (bo czas sama sobie dodaję, zawsze włączam chwilę przed startem, żeby zdążyć). Ale i tak średnie tempo 05:08 min/km mnie cieszy.


Jak widać na wykresie zaczęłam w miarę szybko, a później jeszcze przyspieszałam. Dopiero na ostatnim kilometrze zrobiło się ciężko, ale to wciąż dobre tempo. Tak sobie patrzę na te swoje wyniki. I tak jestem z siebie dumna. Jeżeli faktycznie przestałabym się porównywać z innymi ludźmi, a zaczęła tylko ze sobą to prawie można w samozachwyt wpaść ;)

Kliknij, aby powiększyć
Pomimo pewnych przeciwności losu kolejny udany parkrun za mną. Kolejny porządny trening. Kolejny fajny wynik do kolekcji. Kolejne kilometry uzbierane do miesięcznego podsumowania. Małe kroczki, kiedyś dadzą duże rezultaty. A pasja jest bezcenna i nadaje życiu kolorów.

2 komentarze:

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...