niedziela, 12 marca 2017

#195 Parkrun Kraków - sobotni nawyk

Na początku tego roku postanowiłam częściej pojawiać się w sobotę rano na krakowskich błoniach. To właśnie tam o godzinie 9 odbywa się cotygodniowy bieg na 5 km z pomiarem czasu - parkrun. Pojawianie się idzie mi całkiem nieźle. Tydzień temu byłam. Teraz też. Mam już zaliczone 5 parkrunów w tym roku. A jeżeli chodzi o czas to też jest nie najgorzej. Dzisiaj znowu było blisko życiówki, a nawet się specjalnie nie zmęczyłam. 

Parkrun Kraków
To ciepła herbatka z cytryną, nie gigantyczne jajko na miękko! ;)

Odkąd zaprzestałam masowego cykania foteczek przed wyjściem na parkrun, mam o wiele więcej czasu i nie spóźniam się na najlepszy autobus. Najlepszy jest ten, który dowozi mnie na miejsce jakieś 20 minut przed 9. Mogę wtedy spokojnie zrobić rozgrzewkę, trochę potruchtać i porozciągać się. Kiedyś bagatelizowałam te rzeczy, ale teraz staram się podchodzić do treningów odpowiedzialnie. Rozgrzewka przez intensywniejszym biegiem musi być. Rozciąganie po każdym obowiązkowo.


195 krakowski parkrun udało mi się ukończyć z czasem 24:38. Coraz bliżej życiówki. Myślę, że do lata może się udać. Ja nigdy nie byłam szybki m biegaczem i wolałam dłuższe dystanse, ale teraz kiedy mam mniej czasu, może powalczę na tych krótszych. Za niecały miesiąc V Bieg Pamięci w Krakowie i kolejne 5 km. Krótsze biegi też są fajne, chociaż moim zdaniem bardziej wymagające. Biegnie się szybciej, to jest bardziej intensywny wysiłek.

Parkrun Kraków


Tak, jak pisałam już wyżej ten parkrun nie zmęczył mnie za bardzo. Wręcz miałam wrażenie, że biegnę spokojnie i dość wolno. Mail z informacją o uzyskanym czasie był dla mnie sporym zaskoczeniem. Oczywiście pozytywnym. To znaczy, że moja forma jest coraz lepsza. Pomimo ograniczonego czasu na treningi, zmęczenia i ciągłego niedosypiania jestem w stanie jeszcze pracować nad kondycją. Na pewno bardzo dużo daje mi orbitrek, na którym mogę ćwiczyć zawsze wtedy, kiedy nie dam rady wyjść pobiegać.

Parkrun Kraków
Kliknij, aby powiększyć


Biegło mi się dobrze i przyjemnie, chociaż na ostatniej prostej zawsze jest dość ciężko. Trochę dlatego, że ta ostatnia prosta ma długość jakąś 1/3 całego biegu. I słyszę w głowie taki głos: "Przyspiesz trochę, przecież dasz radę. Będziesz żałować, jak odpuścisz". A później drugi głos: "Niczego nie będę żałować, co za bzdury. Nie zawsze trzeba się ścigać i pędzić". No i posłuchałam tego drugiego i chyba troszeczkę żałuję. Gdybym wiedziała, że będę mieć taki czas, powalczyłabym. Spodziewałam się wyniku gorszego o mniej więcej minutę. Bo dzisiaj było spokojnie. Zmęczenie oczywiście jest zawsze, ale zmęczenie zmęczeniu nierówne. To dzisiejsze było takie lajtowe.

Parkrun Kraków
Kliknij, aby powiększyć


Po biegu zaczepił mnie inny uczestnik parkrunu i powiedział, że czyta mojego bloga. I to było bardzo, bardzo miłe. Fajnie, że moje słowa trafiają do prawdziwych, żywych ludzi, a nie gdzieś w cyberprzestrzeń. Piszę, bo lubię, ale też żeby się dzielić swoją pasją z innymi. Pisanie dla samego pisania jest fajne, ale dla ludzi jeszcze lepsze ;)

Zobacz też:

3 komentarze:

  1. super, aktywności fizycznej nigdy na wiele :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia dalej :) Ja jeszcze czekam na prawdziwą wiosnę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Sam od roku uczestniczę w biegach masowych i wiesz co w tym odkryłem? Zbierają się sami pozytywni "wariaci". Nie ważny jest wynik, może poza małą grupą profesjonalistów, ale satysfakcja i endorfiny na mecie. ;)

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...