wtorek, 7 lutego 2017

Sportowe podsumowanie - styczeń 2017

Pierwszy miesiąc nowego 2017 roku. Nie było żadnych przełomów ani załamań. Powoli do przodu. Styczeń okazał się dość trudnym miesiącem, kilka razy musiałam walczyć (nie tylko ze sobą, ale i ze światem), żeby wyjść na trening. No ale sportowcy to zawsze w głębi duszy wojownicy ;) 



W styczniu udało mi się wybiegać 77 km km. Byłoby troszkę więcej, gdyby nie dopadło mnie paskudne przeziębienie. I tak jest nieźle biorąc pod uwagę wszystkie trudności. Najpierw straszny mróz, później okropny smog. A na końcu to przeziębienie. Styczeń to nie był czas sprzyjający bieganiu, chociaż i w takich okolicznościach się biega, jak się chce. 

Sportowe podsumowanie - styczeń 2017



Jak widać na powyższym zrzucie z endomondo zazwyczaj biegałam w weekendy. To standard. Ktoś musi zostać z dzieckiem, żeby biegać mógł ktoś. Trochę łyso ten kalendarzyk wygląda. No cóż. W styczniu dwa razy wzięłam udział w krakowskim parkrunie: #187 Parkrun Kraków i #189 Parkrun Kraków utrzymując swój czas poniżej 26 minut, czyli całkiem nienajgorzej.


Jeżeli nie jechałam na parkrun to biegłam na Kopiec Kraka. Coraz bardziej lubię to miejsce. Zawsze lubiłam, a z każdą kolejną wizytą moja sympatia rośnie. Pamiętam ten dzień, kiedy odkryłam polną drogę na kopiec (bo zazwyczaj szłam prosto tą asfaltową). Byłam wtedy na spacerze z psem i tak jakoś nas poniosło. Biegowa trasa na Kopiec Krakusa pozwala mi się zrelaksować, odprężyć popodziwiać piękne widoki, ale też gwarantuje skuteczny trening bogaty w podbiegi i zbiegi. Polecam. 


Poza bieganiem starałam się trochę ćwiczyć w domu, ale moja domowa aktywność coraz bardziej spada. Być może jest to spowodowane rezygnacją z oglądania głupich seriali. Najwięcej ćwiczyłam, kiedy godzinami oglądałam bzdury. 


Zdecydowanie najlepiej robiło mi się te wszystkie brzuszki, pompki, planki czy inne wygibasy w rytm jakichś trudnych spraw. A odkąd postanowiłam przestać się ogłupiać i dostarczać sobie inteligentniejszej rozrywki pod postacią książek, z domowymi treningami jest słabo. Jak widać zawsze jest coś za coś i każdy kij ma dwa końce. I oglądanie głupot w telewizji też ma swoje dobre strony i nie można jednoznacznie powiedzieć, że to był czas zmarnowany. Najlepiej byłoby znaleźć równowagę w tym wszystkim i czas rozdzielić na wszystko. Próbuję to zrobić. 

Kolejny miesiąc minął. Pisanie tych podsumowań dobitnie mi uświadamia, że czas naprawdę upływa. On się nie zatrzyma. Na nikogo nie poczeka. Mijające dni mogą działać na naszą korzyść lub niekorzyść. Wszystko zależy od tego, jak je wykorzystamy. Bo przecież to nie starość boli, a zmarnowany czas. Świadomość, że człowiek nie zrobił nic, podczas gdy mógł zrobić wszystko jest najgorsza. I tak oto refleksyjnie kończę ten miesiąc.

3 komentarze:

  1. Gratulacje za wytrwałość :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zrobiło się refleksyjnie. Gratuluję :) Tak trzymać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Seriale staramy się ograniczać i także więcej ćwiczyć :-)

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...