poniedziałek, 29 lutego 2016

Włosy w lutym

Obecnie moja pielęgnacja włosów jest bardzo okrojona. Ograniczyłam ilość zabiegów do niezbędnego minimum i poświęcam włosom naprawdę niewiele czasu. Nie to, że je zaniedbuję. Po prostu nie widzę potrzeby robienia czegoś więcej. Nie bardzo mam też siłę i nastrój na włosowe eksperymenty. Takiej Niedzieli dla włosów z prawdziwego zdarzenia to chyba ze sto lat nie było ;)




Czesanie włosów

Do czesania włosów używam mojej, wysłużonej już trochę, szczotki Tangle Teezer. Od niedawna weszła w posiadanie innej ciekawej szczotki - Tangle Angel. Używam jej nieco rzadziej. Ach, ta moc przyzwyczajenia. Od czasu do czasu potraktuję również włosy zwykłym grzebieniem (np. kiedy robię przedziałek). 

Mycie włosów
Zazwyczaj używam tego, co akurat mam pod ręką. Raz są to środki myjące z SLS, a raz delikatniejsze bez SLS. Obecnie nie przywiązuję do tego większej wagi. Czymkolwiek bym nie umyła włosów i tak wyglądają dobrze, nie plączą się i są czyste. 

Olejowanie włosów
Raz w tygodniu lub raz na dwa tygodnie olejuje włosy. Mieszam ze sobą różne olejki. Czasami dodaję również kilka kapsułek z witaminami A+E. Olej trzymam na włosach dość długo. Wychodzi ok. 10-12 godzin. Tyle teraz śpię w weekendy :) Olejowanie nadaje włosom blask, natłuszcza je i pielęgnuje na tyle, na ile można wypielęgnować martwego włosa.

Odżywki do włosów
Obecnie wykończyłam wszystkie Kallosy i stosuję zwykłe, popularne kosmetyki drogeryjne. Teraz akurat Pantene. Czasami wzbogacam je odrobiną półproduktów, żeby zintensyfikować ich działanie.

Produkty do zabezpieczania końcówek
Stosuję różne. Olejki, odżywki, fluidy czy sera. Nie widzę pomiędzy nimi specjalnej różnicy w działaniu. 

Sporadycznie
Od czasu do czasu zdarza mi się zastosować suchy szampon. Zazwyczaj nie mam takiej potrzeby, bo moje włosy przetłuszczają się teraz naprawdę wolno. 

Czego nie robię z włosami?
Nie suszę, nie farbuję, nie prostuję, nie kręcę, nie używam kosmetyków do stylizacji (żele, pianki, lakiery), nie myję odżywką (myję je za rzadko, jak na takie ekscesy), 

Najczęstsze fryzury
Najczęściej czeszę się w warkocz, kok, kucyk lub podpięty kucyk. Czasami zostawiam rozpuszczone ale tylko po domu lub w pracy. No ewentualnie do zdjęcia ;)



Niedawno dwukrotnie podcięłam włosy. Ogólnie wyglądają ok, ale jak się przyjrzeć cały czas mam problem z końcówkami. Rozdwajają się, łamią i są pourywane. Nie do końca wiem, z czego to wynika i jak z tym walczyć. Zazwyczaj spinam włosy, żeby chronić je przed mechanicznymi uszkodzeniami. Staram się również zabezpieczać końcówki niewielką ilością preparatu bez spłukiwania. Z tyłu wyglądają ładnie, ale te przy twarzy to jest jakiś dramat. A najgorsze jest to, że mam wrażenie, że ile bym nie obcięła, to nie załatwi to problemu. 

sobota, 27 lutego 2016

Kosmetyki naturalne

Z czym kojarzą wam się kosmetyki naturalne? Ja jeszcze jakiś czas temu miałam przed oczami nieestetyczną breję o niezbyt przyjemnym zapachu. Kosmetyki bez chemii. Zdrowe ale tak bardzo nieatrakcyjne. Na szczęście takie myślenie należy już do rzadkości. Kosmetyki naturalne poza świetną jakością mogą być również łatwe w użyciu jak tradycyjne i posiadać piękne zapachy. 

Kosmetyki naturalne

Niedawno udało mi się wygrać zestaw naturalnych kosmetyków na blogu Kochaj i Twórz. W jego skład wchodziły następujące produkty: 
  • krem domowej roboty (do zużycia do 3-4 tygodni przy przechowywaniu w lodówce)
  • mydełka z misiami 
  • peeling cukrowy (również do lodówki) 
  • kilka cynamonowych musujących kapsułek do kąpieli w kształcie serduszek.

Wszystko przepięknie pachniało. Mydełka i kapsułki do kąpieli poza zapachem były również atrakcyjne wizualnie. Cała paczka sprawiła mi ogromną przyjemność i ostatecznie udowodniła, że naturalne kosmetyki robione w domu to świetny pomysł. Krem dobrze się wchłania, pozostawia skórę odżywioną. Nie zauważyłam żadnego podrażnienia ani uczulenia. Peeling cudownie wygładza skórę i co ważne pozostawia ją intensywnie natłuszczoną. Nie trzeba już używać balsamu. Mydełko sprawdza się równie dobrze, jak tradycyjne mydło, a przy tym mam świadomość, że nie nakładam na swoją skórę zbędnej chemii. 


Nawet jeżeli nie mamy wprawy w wyrobie naturalnych kosmetyków bez problemu możemy użyć składników dostępnych w kuchni. Świetny np. jest również peeling kawowy. Za pomocą fusów z kawy można zrobić kawowy peeling skóry głowy, kawowy peeling do ciała a także kawowy peeling do twarzy. Chociaż tego ostatniego nie polecam wrażliwcom. Naturalne kosmetyki bez zbędnej chemii to świetny sposób, żeby zadbać o swoje zdrowie i urodę, a także o środowisko naturalne. 

środa, 24 lutego 2016

Szczotka Tangle Angel - pierwsze wrażenie

Szczotki do włosów Tangle Angel to kolejne cudeńko i gratka dla włosomaniaczek. Poza ciekawym wyglądem mają do zaoferowania całkiem sporo. Tangle Angel ma zmniejszać skłonności do elektryzowania się włosów. Bezboleśnie i bez wyrywania rozczesywać włosy. Jej używanie ma nadawać im połysk i minimalizować uszkodzenia. Szczotka nadaje się zarówno do stosowania na sucho jak i na mokro. Tangle Angel jest odporna na wysoką temperaturę, więc można jej używać podczas modelowania suszarką. Ponadto szczotka pokryta jest antybakteryjną powłoką. Brzmi nieźle. Szczotka wygląda zachwycająco. A jak było w praktyce? Oto moje pierwsze wrażenia z używania Tangle Angel.

Tangle Angel szczotka


Tangle Angel - wygląd

Tangle Angel wyróżnia się designem. Moja szczotka jest w kolorze perłowego różu. Ma kształt serduszka, a z tyłu... skrzydła. Tak! Tangle Angel to serduszkowa, skrzydlata szczotka do włosów. Tangle Angel posiada rączkę i różnej długości, elastyczne ząbki. Fajny gadżet dla dziecka, chociaż 26 letnia ja również piałam z zachwytu na jej widok. Jest urocza, chociaż... Wygląd szczotki Tangle Angel może budzić mieszane uczucia. Kwestia gustu. Moim zdaniem jest słodka, urocza i ciekawa. Naprawdę ładnie wygląda, w porównaniu do typowych szczotek.

Tangle Angel szczotka

Tangle Angel - cena i dostępność

Szczotka Tangle Angel kosztuje około 40 zł. Można ją kupić przez Internet. Podobno również do upolowania w sklepach stacjonarnych. Ja nie wiem, nie widziałam. Ale ostatnio mało po sklepach chodzę. Jeżeli macie jakieś informacje o dostępności Tangle Angel stacjonarnie podzielcie się w komentarzach. Podobnie w sprawie ceny. Może gdzieś jest promocja?

Tangle Angel - pierwsze czesanie

Szczotka bardzo przyjemnie masuje skórę głosy. Tangle Angel dobrze rozczesuje włosy jednocześnie ich nie szarpiąc i nie wyrywając. Po pierwszym użyciu nie mam jej nic do zarzucenia w tej kwestii. Jest dobra dla włosów i wygodnie się ją trzyma w dłoni. Ja mam wersję średniej wielkości. Jest również bardzo duża i malutka.



Na pewno dokładnie przetestuję szczotkę Tangle Angel i napiszę o niej coś więcej w późniejszym czasie. Na razie chciałam tylko zasygnalizować, jakie cudo dostałam. Czekam również na wasze opinie o tej szczotce. Jeżeli Tangle Angel Wam się spodobała na pewno przypadnie Wam również do gustu szczotka Tangle Teezer

poniedziałek, 22 lutego 2016

Jak płacić niższe rachunki? Jak oszczędzać prąd, gaz i wodę?

Jak płacić niższe rachunki? To proste. Trzeba zużywać mniej mediów (prąd, woda, gaz). Przy normalnym funkcjonowaniu, szczególnie jeżeli się chodzi do pracy i nie ma dzieci, rachunki nie przerażają. Zawsze jednak można trochę zaoszczędzić. Z korzyścią dla swojego portfela i dla środowiska naturalnego. Dzisiaj pierwsza część z cyklu Oszczędzanie. Na tapetę bierzemy wodę, prąd i gaz. 

 Jak oszczędzać prąd, gaz i wodę?
Źródło: pixabay.com

Oszczędzanie: Zmień nawyki

 

Nawyki mamy różne. Pożyteczne i niekoniecznie. Jedni mają nawyk gaszenia światła, za każdym razem, kiedy tylko ktoś wyjdzie z pomieszczenia. Inni z kolei mają nawyk zapalania wszystkich świateł po przyjściu do domu. Jak wiadomo ten pierwszy nawyk pozwala oszczędzać, a drugi naraża nas na dodatkowe, zupełnie niepotrzebne koszty.Wystarczy kilka drobnych zmian, żeby w portfelu pod koniec miesiąca zostało kilka dodatkowych złotych na pizzę czy wypad do kina. 

1. Wyłączaj światło, jeżeli z niego nie korzystasz. Naturalnym odruchem powinno być gaszenie światła po wyjściu z kuchni. Nawet jeżeli wychodzisz tylko "na chwilę" do toalety. Ta chwila może się przeciągnąć. Może nagle zadzwonić telefon, więc wybiegniesz z toalety (też nie gasząc tam światła) i zaświecisz dużym pokoju odbywając kilkuminutową rozmowę. Gaszenie światła przy wychodzeniu z pomieszczenia to jeden z ważniejszych nawyków.

2. Odłączaj i wyłączaj nieużywane sprzęty. Jeżeli wychodzisz na cały dzień nie ma sensu zostawiać telewizora w trybie czuwania. Jeżeli telefon się naładuje odłącz go od ładowarki, a ładowarkę wyciągnij z gniazdka. Nie zostawiaj grającego radia lub telewizora, kiedy schodzisz na dół do sklepu po bułki czy mleko. Wychodząc z domu na cały dzień do pracy spokojnie możesz wyłączyć wszystko poza lodówką i ewentualnym alarmem.

3. Czynności wymagające dobrego światła (czytanie, majsterkowanie, zdjęcia itp. itd.) staraj się wykonywać w ciągu dnia, kiedy jest jasno. Czasami wystarczy po prostu zbliżyć się do okna i okazuje się, że dodatkowe światło wcale nie było potrzebne. 

4. Nie lej wody do odpływu. Sama się na tym łapię, że odkładam mokre naczynia na suszarkę, a woda się leje. Albo peelinguję ciało, a woda się leje. Staraj się zakręcać wodę, jeżeli z niej nie korzystasz. To wbrew pozorom nie jest wcale aż taka upierdliwa czynność. Trzeba się tylko przyzwyczaić. 

5. Gotując ustawiaj taki gaz, jaki jest potrzebny. Nie większy. Pamiętam z domu rodzinnego, jak ten gaz na fulla zawsze leciał obok garnka. Pilnuj również swojego gotowania. Jeżeli chcesz tylko podgrzać porcję zupy, nie trzeba czekać aż zacznie wrzeć. Gotując wodę na makaron kontroluj, czy już nie czas wrzucić świderki. Czasami taki wrzątek się gotuje i gotuje, gaz leci bez sensu, a my w najlepsze oglądamy serial. 

6. Gotuj i podgrzewaj tylko tyle ile zamierzasz zjeść. Chyba, że specjalnie gotujesz na zapas. Na pewno nie ma sensu nalewać pełnego czajnika wody, jeżeli zamierzasz wypić tylko jedną herbatę. Mniej wody w czajniku to mniej zużytej energii i szybszy czas gotowania. Zupę podgrzewaj sobie w mniejszym garnku, zamiast po kilka razy grzać wielki gar z rosołem na trzy dni.

7. Nie pierz w najwyższych temperaturach, chyba że naprawdę musisz. Ustaw również mniejsze obroty. Oszczędzasz w ten sposób i prąd i swoje ubrania, które pod wpływem gorącej wody i agresywnego wirowania szybciej się niszczą. 

8. Robiąc pranie wkładaj do pralki możliwe dużo ubrań, ale nie więcej. Przeładowana pralka szybciej się niszczy, a nadmiar prania często skutkuje niedopraniem. Jeżeli jednak masz wątpliwości, ile to jest akurat, lepiej włożyć trochę za mało. Ostatecznie wymiana pralki wychodzi drożej. Ale jeżeli nie jest to absolutnie koniecznie wstrzymaj się z praniem każdego jednego swetra osobno. Lepiej poczekać, aż uzbiera się ich kilka.

9. Zimą rozważnie wietrz i ogrzewaj. To bez sensu, kiedy kaloryfer grzeje na fulla, a ty otwierasz okno. W chłodne dni czasami naprawdę lepiej (i zdrowiej) założyć sweter niż podkręcać temperaturę. Nie ma potrzeby grzania przez cały dzień, kiedy jesteś w pracy. Wracając do mieszkania w mroźny dzień i tak będzie tam cieplutko w porównaniu z temperaturą na zewnątrz.

10.  Nie wkładaj gorących (ani nawet ciepłych) potraw do lodówki. Najpierw poczekaj aż schłodzą się do temperatury pokojowej. Zadbaj o to, żeby lodówka miała dobrą wentylację. Lepiej również nie ustawiać jej bezpośrednio w pobliżu źródła ciepła (grzejnik, piekarnik). Od czasu do czasu sprawdź, czy uszczelki przy drzwiach nadal spełniają swoją funkcję. No i oczywiście pamiętaj, żeby lodówkę domykać. W miarę możliwości dobrze jest ograniczyć ciągłe zaglądanie do niej i studiowanie zawartości.

11. Nie wpadaj w paranoję czystości. O ile nie zaistnieją specjalne okoliczności odkurzyć wystarczy raz w tygodniu. W pozostałe dni po prostu zamiataj. Nie musisz również myć kubka po każdym użyciu. Spokojnie można pić cały dzień herbatę z jednego. To samo dotyczy talerzy, na których są jedynie okruszki. W garnku po makaronie spokojnie można na następny dzień ugotować ryż. A jeżeli wrzucasz zużyty wacik do toalety nie ma potrzeby spuszczać wody. Nie każdy musi i chce być perfekcyjną panią domu, a odrobiną luzu tylko oszczędzi czas i pieniądze. 

Jak płacić niższe rachunki?
Źródło: pixabay.com

Oszczędzanie: Sprytne tricki

  • Jeżeli korzystasz z kuchenki elektrycznej spokojnie możesz wyłączyć ją kilka minut wcześniej. I tak będzie gorąca i potrawa będzie się grzała/gotowała jeszcze przez jakiś czas po odłączeniu urządzenia od prądu. To samo dotyczy piekarnika. 
  • Używaj przykrywek. Dzięki temu szybciej ugotujesz/podgrzejesz posiłek. Oszczędzasz wówczas zarówno czas jak i prąd/gaz. Poza tym mniej wody wyparuje i jedzonka będzie więcej. Gotowane pod przykryciem trudniej przypalić, bo woda wolniej odparowuje. Jeżeli tylko super wyszukany przepis nie wymaga inaczej, zawsze używaj przykrywek. 
  • Rozmrażaj w lodówce. Dzięki temu przy mniejszym zużyciu energii utrzymasz wewnątrz niską temperaturę. Poza tym dla większości produktów korzystniej jest, aby rozmrażać je powoli. 
  • Wodę do czajnika nalewaj szklankami. Tyle szklanek, ile herbat/kaw zamierzasz zrobić. Dzięki temu woda zagotuje się tak szybko, jak to tylko możliwe, a ty zużyjesz tylko tyle gazu/prądu, ile faktycznie potrzebujesz. 


Sposoby, które podałam pozwolą nieco zmniejszyć rachunki i pozytywnie wpłyną na środowisko naturalne. Oczywiście nie ma co się spodziewać jakichś spektakularnych rezultatów (no chyba, że ktoś marnotrawił zawodowo ;)), ale zawsze to kilka/kilkanaście złotych do przodu. Ja wiem, że niektórych stać na wysokie rachunki, ale na niszczenie naszej planety nie stać nikogo i warto to sobie zapamiętać. 


Jeżeli macie jakieś własne sposoby i tricki na oszczędzanie podzielcie się w komentarzach. Można anonimowo ;)

Zobacz też:

sobota, 20 lutego 2016

Pozbądźcie się tego psa

Pozbądźcie się tego psa. Nie jest wam do niczego potrzebny. Oddajcie go albo zamknijcie w samochodzie. Takie słowa usłyszeliśmy pewnego dnia od właścicielki wynajmowanego mieszkania. Miłej starszej pani, która regularnie chodzi do kościoła, dba o dom i pewnie uważa się za dobrego człowieka. Szok! Szok i niedowierzanie.

Pozbądźcie się psa

Własnym uszom nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Miła starsza pani mówi nam, żebyśmy się pozbyli psa, który jest z nami od maleńkości, od kilkumiesięcznego szczeniaka. Psa, który jest żywą istotą, czuje i przywiązuje się. Miła starsza pani mówi nam, że pies nie jest nam do niczego potrzebny. W tym akurat było sporo prawdy. To nie Piccola była nam potrzebna. To my byliśmy potrzebni jej. Miła starsza pani sugeruje, żeby psa się pozbyć. Oddać komuś albo zamknąć w samochodzie.

Może nie jestem wzorem wszelkich cnót. Mam bałagan w mieszkaniu, nie prasuję ubrań, nie gotuję i nie chodzę do kościoła. Nie jestem święta ani idealna, ale nie jestem też bez serca. Nigdy nie zostawię Piccoli. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym pozbyć się psiaka, który jest ze mną praktycznie od początku swojego żywota. Psiaka, który nie ma nikogo więcej. Psiaka, który świata poza nami nie widzi. Psiaka, który się przyzwyczaił, przywiązał i pokochał właśnie nas. Psiaka, który jest w stu procentach zależny od nas. Pozbyć się, wyrzucić, oddać, zostawić? Nigdy w życiu!

Kiedy pies zaczyna przeszkadzać

Kiedy pies zaczyna przeszkadzać

Jak pozbyć się psa



Czemu pies zaczął nagle przeszkadzać? Podobno, bo szczeka. Możliwe. Jestem w stanie w to uwierzyć, że kiedy nas nie ma Piccola potrafi non stop przez kilka godzin szczekać. Pracujemy nad tym. Próbuję jakoś rozwiązać ten problem. Rozwiązać problem, a nie pozbyć się psa! Dziecka chorego lub z problemami też miałabym się pozbyć, bo przeszkadza? Bo nie jest mi do niczego potrzebne? Wiem, pies to nie dziecko. Ale pies to taka sama żywa, czująca istota. Też czuje ból, strach i samotność.

Nie zrozumcie mnie źle. Ja nie mam pretensji, że komuś szczekanie mojego psa przeszkadza. To rozumiem. Zrozumiałabym, gdyby miła starsza pani powiedziała, żebyśmy jakoś temu zaradzili albo się wyprowadzili. Jej mieszkanie, jej prawo. Ale nie. Ona mi mówi, żebym się pozbyła psa. I że pies nie jest mi do niczego potrzebny. Jakim prawem ktokolwiek w ogóle może twierdzić, kto mi jest potrzebny a kto nie?!

Powiedzieliśmy, że psa się nie pozbędziemy na pewno. Nie pozbywa się przyjaciół ani dzieci. Nawet wtedy, kiedy sprawiają problemy. Psów też się nie pozbywa. Decydując się na przyjęcie Piccoli wzięłam za nią odpowiedzialność.

Zobacz też: 

czwartek, 18 lutego 2016

Chleb - jeść czy nie jeść

Wokół chleba w pewnym momencie narosło wiele kontrowersji. Z jednej strony to przecież podstawowy pokarm, wręcz "święty". Modlimy się przecież "chleba naszego powszedniego". Od dziecka rodzice wpajają nam, że chleb trzeba szanować. Z drugiej strony najzwyklejszy chleb dostępny w każdym sklepie czy piekarni nie dostarcza nam nic poza pustymi kaloriami. Coraz więcej ludzi rezygnuje ze spożywania chleba i... żyją, radzą sobie z tym doskonale. Jak to jest z tym chlebem? Jest zdrowy czy nie? Człowiek musi jeść chleb, czy wręcz nie powinien?

Chleb - jeść czy nie jeść
Źródło: pixabay,com

Czym jest chleb?

Chleb to produkt piekarniczy powstały z mąki i wody z dodatkiem drożdży lub zakwasu i soli. Oprócz tego może, chociaż nie musi, zawierać jeszcze bardzo dużo dodatkowych składników. Część z nich jest zdrowa (np. nasiona słonecznika czy pestki dyni) a część jedynie szkodzi (np. karmel czy spulchniacze). Najczęściej spotykamy chleb z mąki pszennej lub pszenno-żytniej, ale w lepiej zaopatrzonych punktach można zakupić chleb z mąki sojowej, chleb bezglutenowy, chleb z mąki razowej czy nawet chleb pełnoziarnisty (w którym nie ma mąki, a całe ziarna). Jak widzicie chleb chlebowi nie równy. W zależności od składu jego wartość kaloryczna, właściwości zdrowotne i wygląd mogą się znacząco różnić.

Pisząc, że chleb jest zły najczęściej mamy na myśli najtańsze wypieki z białej mąki. Zawierają one mnóstwo chemicznych ulepszaczy, gwałtownie podnoszą poziom cukru i szybko powodują że ponownie jesteśmy głodni. Są pyszne, niedrogie, ładnie wyglądają i pięknie pachną, niestety nie przyczyniają się do poprawy naszego zdrowia. Taki chleb jest ubogi w błonnik, witaminy i minerały. Dostarcza jedynie kalorii, często również sporą ilość soli.

Czy chleb jest zdrowy
Źródło: pixabay.com

Moja chlebowa historia

Bardzo długo nie jadłam chleba. Najpierw, bo się odchudzałam (patrz: Jak schudłam 10 kilo). Później ze strachu, żeby nie przytyć. A w końcu dlatego, że było mnóstwo smaczniejszych produktów niż chleb. Lubiłam chleb, ale nie widziałam powodu żeby ciągle go jeść, skoro półki sklepowe uginają się pod ciężarem rozmaitych artykułów spożywczych. Do jedzenia chleba wróciłam jakiś czas temu. Zazwyczaj kupuję jeden nie za duży bochenek i starcza mi to na około 2 tygodnie. Oczywiście przechowuję go w zamrażalniku i wyciągam tylko tyle kromek, ile zamierzam zjeść. Nie wyobrażam się, że mogłabym codziennie jeść kanapki. Czy jak kiedyś dwa razy dziennie, na śniadanie i kolację. Jest przecież tyle innych możliwości!

Kupując chleb staram się wybierać taki z przewagą mąki razowej, z dodatkiem nasion, bez zbędnej chemii. Nie mam jednak na tym punkcie świra. Nie będę też ukrywać, że jeżeli chcemy mieć idealny chleb, to sami musimy go sobie upiec. Jakbym miała piekarnik, to bym piekła. A tak muszę się zadowolić tym, co sklep mi oferuje. Nie wzbraniam się również przed zjedzeniem od czasu do czasu białego pieczywa. Nie umrę od tego, nie utyję ani nie dostanę cukrzycy.

Jedzenie chleba a zdrowie
Źródło: pixabay.com

Chleb - jeść czy nie jeść

W przypadku zdrowych osób nie ma przeciwwskazań do jedzenia chleba. Oczywiście warto dbać o zróżnicowaną dietę, czyli nie codziennie kanapki. Warto również świadomie wybierać pieczywo patrząc na skład. Z drugiej strony chleb nie jest niezbędnym elementem naszej diety. Z powodzeniem można go zastąpić kaszami, płatkami, ryżem czy makaronem. Jeżeli ktoś chleba nie lubi lub z jakiegoś powodu nie chce jeść, również żadnej krzywdy sobie tym nie robi.

Zobacz też:

wtorek, 16 lutego 2016

Kryminały na luty

Kryminały to najlepsze książki. Trzymają w napięciu i zmuszają do myślenia. Odgadywanie kto zabił, dlaczego i o co tutaj chodzi angażuje umysł i sprawia, że opowieść jest naprawdę wciągająca. Ostatnio miałam okazję przeczytać trzy kryminały i chciałam je w skrócie opisać. Z czystym sumieniem również polecam miłośnikom tego gatunku.




Francis Durbridge - "Jaguar i lalka"
Na okładce napisano, że to klasyczny, brytyjski kryminał. Książka jest dość cienka, dzięki czemu mamy do czynienia z dynamiczną akcją. Nic nie jest rozwleczone. Wszystko dzieje się bardzo szybko i niespodziewanie. Mamy tutaj piękną kobietę, która najwyraźniej skrywa jakąś tajemnicą. Im dalej się zagłębiamy w historię, tym więcej osób wydaje się być zamieszanych. Autor kilka razy mocno mnie zaskoczył, za co ogromny plus. "Jaguar i lalka" to kryminał pełen zagadek. Poziom trudności wzrasta ponieważ (zdradzę w tajemnicy) nie wszyscy mówią prawdę. A naprawdę ciężko byłoby mi się domyślić, kto kłamał. 




Agatha Christie - "Pierwsze, drugie... zapnij mi obuwie"
Jakoś tak wyszło, że nigdy nie byłam fanką Agathy Christie. Nie żebym coś do niej miała. Po prostu nigdy nie było nam po drodze, a ja zawsze wybierałam książki innych autorów. Teraz nadarzyła się okazja, żeby to zmienić. "Pierwsze, drugie... zapnij mi obuwie" wygrałam w konkursie na blogu Na tropie Agathy Po przeczytaniu już wiem, czemu z Agatą Christie zawsze było mi nie po drodze. Jej książki są trudniejsze, niż kryminały, do których przywykłam. Wymagają od czytelnika wysiłku i zaangażowania. Jedni to lubią, inni niekoniecznie. Ja nie lubię się męczyć, kiedy czytam dla rozrywki. Tzn. książka nie jest jakąś kobyłą, ale trzeba się nieco wysilić.



Håkan Nesser - "Całkiem inna historia"
Szwedzki kryminał. Bardzo ciekawa historia, chociaż liczącą ponad 500 stron książkę trochę męczyłam. Ale warto było. Mamy tutaj bardzo interesującego mordercę o złożonej psychice i jakimś kompletnie pokręconym toku myślenia. Mordercę, który wymierza sprawiedliwość (w swoim mniemaniu). Książka pomimo sporej ilości stron wciąga i nawet aż tak bardzo nie ciąży w torebce. Czas spędzony z tą lekturą wspominam bardzo dobrze. A zakończenie mnie totalnie zaskoczyło. Aż za bardzo. Cała misternie budowana konstrukcja legła w gruzach.Dokładnie tak, jak w tytule okazało się, że to jest całkiem inna historia.




A Wy co czytaliście ostatnio? Znacie te książki?

Zobacz też:

sobota, 13 lutego 2016

Czego nauczyła mnie przeprowadzka

Przeprowadzka. Dla jednych normalna sprawa i chleb powszedni, dla innych wydarzenie na miarę trzęsienia ziemi. Ja raczej należy do tych drugich. Swojej pierwszej przeprowadzki nie pamiętam. Drugiej w sumie też nie. Trzecia trwała kilka miesięcy, bo mogła. Teraz musiałam przeprowadzić się po raz czwarty. Spontanicznie i trochę na szybko. Było trochę nerwów, zmęczenie, ale też ekscytacja i nadzieja. W końcu nowe mieszkanie to kolejny "nowy początek". Można zacząć wszystko, chociaż trochę, jeszcze raz od nowa. 

Czego nauczyła mnie przeprowadzka
Źródło: pixabay.com

Przeprowadzka nauczyła mnie kilku rzeczy i uświadomiła parę spraw. I większość wcale nie dotyczy pakowania czy poszukiwania mieszkania.


1. Ważne decyzje trzeba podejmować szybko, ale nie błyskawicznie. Szybko, bo świat cały czas idzie do przodu i się zmienia. Dzisiejsza okazja za kilka dni może być nieaktualna. I prawdopodobnie będzie. Chyba, że wcale nie była taką okazją. Działać trzeba szybko, ale też z rozmysłem. Trzeba myśleć. Analizować. Warto zapoznać się również z innymi możliwościami, nawet jeżeli pierwsza wydaje się idealna. Może trzecia będzie idealniejsza. Oczywiście wszystko z umiarem, bo pomiędzy dziesięcioma to nawet wybrać nie będziemy umieli. Złoty środek to klucz do sukcesu. Zastanowić się, ale nie za długo. Szukać, ale nie w nieskończoność.


2. Dasz sobie radę, jeżeli musisz. Bo jak nie musisz to się rozkleisz, poddasz i nic z tego nie będzie. Radzą sobie ludzie, którzy MUSZĄ sobie poradzić. Ci którzy nie muszą, bo zawsze ich ktoś uratuje i asekuruje, często sobie nie radzą. Chociaż pozornie mają łatwiej. Tak naprawdę łatwiej wcale nie jest takie dobre. Łatwiej potrafi być zabójcze.


3. Mam dużo rzeczy. Naprawdę dużo rzeczy. Za dużo, w stosunku do moich potrzeb. I posiadanie, samo w sobie,  wcale nie jest takie fajne. Jeżeli z czegoś rzeczywiście korzystasz, to oczywiście tak. Ale jeżeli przez większość czasu leży nieużywane, to bardziej obciążenie i szkoda, niż pożytek.


4. Niby nie powinno się oceniać ludzi po pozorach i wyglądzie, ale czasami taka powierzchowna ocena dokonana w ciągu kilku sekund jest po prostu słuszna.


5. Łatwiej jest zacząć lub coś zmienić, jeżeli przy okazji idzie za tym zmiana sytuacji i otoczenia. Takie odświeżenie wpływa motywująco.


6. Podłączenie internetu mobilnego wcale nie jest takie banalnie proste, że wtykasz kabel od modemu i już wszystko śmiga.


7. Zmiana łóżka może bardzo pozytywnie wpłynąć na jakość snu. Jeżeli masz problemy ze spaniem rozważ taką opcję. Łóżko nie musi być nowe ani wypasione. Ja mam pożyczone i śpię o wiele lepiej. I nawet rolujące się prześcieradło (które jest za małe) nie zaburza mojego cudownego snu.


8. Nawet zła sytuacja ma swoje dobre strony. Trzeba tylko umieć je dostrzec i wykorzystać z pożytkiem dla siebie. Tzn. to akurat już dawno wiedziałam patrz: Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło Ale przeprowadzka po raz kolejny utwierdziła mnie w tym, że mam rację. Albo dość dobre podejście do życia.


9. Miłość to bardzo silnie uczucie i nikt mi nie wmówi, że pieniądze czy wygoda potrafią zwyciężyć w tym pojedynku. Nigdy nie przehandlowałabym miłości za nic, ani też nie narażałabym jej w pogoni za pieniądzem, sukcesem czy czymkolwiek innym.

Czego nauczyła mnie przeprowadzka


Przeprowadzka to zawsze sporo wysiłku i emocji. Zmiana miejsca zamieszkania, to nie jest wybór innego niż zwykle dania na obiad. Zawsze z czymś trzeba się pożegnać. Coś stracić, żeby coś innego zyskać. Zaryzykować. Czasami warto. Mieszkam teraz na osiedlu, gdzie wychowywałam się jako kilkulatka. Nawet mieszkanie ma taki sam układ. Zbyt wiele nie pamiętam. Tylko takie przebłyski. Wtedy to jakoś inaczej wyglądało. A i jeszcze coś. Niby przeprowadziłam się na drugi koniec Krakowa, a i tak wciąż mieszkam koło cmentarza. 

środa, 10 lutego 2016

Nie lubię Walentynek

Nie lubię Walentynek - twierdzi całkiem spora gruba osób. Powodów może być mnóstwo. Ja akurat bardzo lubię to święto. Empatycznie postanowiłam jednak zebrać powody dla których Walentynek można nie lubić. I okazuje się, że Święto Zakochanych może być głupie, smutne, komercyjne i bez sensu. Oczywiście zależy to od nas samych. Na razie zapoznajmy się z najczęstszymi powodami, dla których ludzie hejtują Walentynki.

Źródło: pixabay.com

 

Nie lubię Walentynek bo:

  • nie mam chłopaka/dziewczyny (męża/żony)
  • nie lubię osoby, z którą jestem w związku (tak też można)
  • nie stać mnie na drogie prezenty, a brak mi pomysłów na inne alternatywy
  • wkurza mnie ten wszechobecny róż, serduszka i publiczne okazywanie sobie uczuć
  • mam złe wspomnienia związane z datą 14 lutego
  • to wstrętne, zagraniczne święto
  • wszędzie (kina, kluby, restauracje) jest potworny tłok i bez rezerwacji nie ma szans na wejście
  • nie umiem i nie lubię przyjmować prezentów
  • moja druga połówka nie lubi i nie obchodzi Walentynek
  • zawsze wydaję wtedy za dużo pieniędzy
  • zazdroszczę szczęśliwym i zakochanym
  • wszyscy robią wokół tego dnia takie straszne zamieszanie
  • nie chcę żeby kalendarz mi mówił, kiedy kupić swojej miłości prezent


Jak widzicie powodów, dla których ludzie nie lubią Walentynek jest całkiem sporo. I są one bardzo zróżnicowane. Moim zdaniem każdy człowiek ma prawo do swojego zdania i swoich odczuć. Każdy ma prawo zarówno uwielbiać, jak i nie znosić Walentynek. I fajnie byłoby to uszanować. Lubisz i obchodzisz Walentynki - super, masz prawo. Nie cierpisz Walentynek i je bojkotujesz - również nie ma w tym nic złego i masz do tego prawo. Szanujmy tylko przy tym innych ludzi. Komentarze typu "Po co obchodzisz to głupie święto?" albo "Jesteś marudą, która nie umie okazywać uczuć" są całkowicie zbędne.


A Wy dlaczego nie lubicie Walentynek?

Zobacz też: 

poniedziałek, 8 lutego 2016

Pielęgnacja twarzy - aktualne kosmetyki

Pielęgnacja twarzy jest bardzo ważna. Nasza twarz jest naszą wizytówką. Moim zdaniem dobra pielęgnacja wcale nie musi oznaczać tony bardzo drogich kosmetyków. Wręcz przeciwnie. Im mniej tym lepiej, a cena nie zawsze idzie w parze z jakością. Przecież na cenę danego produktu składa się również cały marketing i reklama. Dzisiaj chciałam pokazać kilka kosmetyków do twarzy, których aktualnie używam i jestem zadowolona.



Rossmann, Babydream, Wundschutzcreme Extrasensitive (Krem przeciwko odparzeniom)
Używam go do twarzy, jeżeli zauważę że pojawia się na niej więcej niedoskonałości, niż zwykle. Krem zawiera cynk, który bardzo dobrze sobie radzi z wypryskami. Punktowo polecam pastę cynkową lub maść cynkową, a na całą twarz krem przeciw odparzeniom z Rossmanna. Krem ten ma gęstą konsystencję i mocno biały kolor. Dość ciężko się rozprowadza. Ja stosuję go raczej na noc, chociaż wiem że niektóre dziewczyny używają go normalnie pod makijaż. Co ważne pomimo zawartości cynku krem nie wysusza skory. Mimo wszystko nie polecałabym go do codziennego stosowania. raczej od czasu do czasu. 

Dermedic Regenist ARS 3-4 serum korygujące zmarszczki
Mam zaledwie 26 lat, ale nie boję się stosować kosmetyków przeciwzmarszczkowych. Właściwie zaczęłam już w wieku 15 lat i teraz ludzie z reguły dają mi góra 20 lat. Nie żebym twierdziła, że to zasługa kremów przeciwzmarszczkowych. Tak tylko wspominam w ramach ciekawostek. Serum Dermedic ma lekka konsystencję. Bardzo łatwo się rozprowadza i dobrze wchłania. Może być stosowane zarówno samodzielnie jak i pod krem. Bardzo dobrze odżywia i nawilża skórę. 

Dermedic Clinical Regenist ARS 3 - 4 krem pod oczy intensywnie wygładzający
Krem ma gęstą bogatą konsystencję. Dobrze nawilża i odżywia okolice wokół oczu. Wygodny dozownik. Mam wrażenie, że jest skuteczny. 

Olejek pichtowy
Używam go do oczyszczania twarzy (zobacz: olejek pichtowy na zaskórniki). Jesienią również stosowałam go zgodnie z zaleceniem z opakowania, czyli doustnie. Olejek pichtowy bowiem pomaga zapobiegać przeziębieniom i wzmacnia odporność. Smakuje potwornie, ale chyba warto. 

Rossmann, Isana, Lippen Pflege, Classic (Pomadka ochronna)
Pomadka ochronna do ust świetna do codziennego stosowania. Nie nadaje się dla bardzo przesuszonych i wymagających ust. Raczej kosmetyk, który zapobiega niż leczy. Dużym plusem jest niska cena i dostępność w każdym Rossmannie. 

Odżywka do rzęs La Luxe Paris 6w1
U mnie kosmetyki do pielęgnacji rzęs zazwyczaj nie działają (patrz: Alterra na rzęsy).  Mimo wszystko uparcie próbuję, bo długie, ciemne, gęste rzęsy są jednym z moich urodowych marzeń. Tym razem również nic specjalnego się nie podziało. Odżywka jak dla mnie głównie chroni rzęsy przed niszczeniem i naprawia to, co psujemy makijażem i demakijażem. Utrzymuje rzęsy w stanie obecnym, a nie gorszym. Lepiej nie jest. 

AA, Oil Infusion2 30+, Krem pod oczy
Dobrze nawilża i natłuszcza skórę pod oczami. Likwiduje przesuszenie. Nieźle się wchłania. Ma lekką konsystencję. Całkiem dobry krem pod oczy. 

Evree Regenerujący demakijaż oczu
W pierwszej chwili byłam tym produktem zachwycona. A później okazało się, że jest średnio. Bardzo tłusty. Usuwa makijaż, ale nie błyskawicznie. Trochę trzeba poczekać, trochę podziałać wacikiem. Na pewno ma dość ładny skład, ale u mnie nie przełożyło się to ani na skuteczność ani na jakieś efekty pielęgnacyjne. 

Isana, Dusch Ol (Olejek pod prysznic)
Kiedyś poświęciłam mu całą notkę - Isana Dusch Ol (Olejek pod prysznic) - świetny kosmetyk do demakijażu. Mam go w swojej łazience, bo jest uniwersalny i tani. Dobrze zmywa makijaż. Nadaje się również do mycia ciała. Do włosów jeszcze nie próbowałam. Nie wysusza. Trochę nawet natłuszcza. Tylko nieco śmierdzi, ale można przywyknąć. 

Znacie te kosmetyki? Co o nich sądzicie?

czwartek, 4 lutego 2016

Walentynki: Prezent na Walentynki dla dziewczyny i chłopaka

Prezent na Walentynki to temat, który pewnej grupie ludzi spędza sen z powiek. Niektórzy kompletnie nie czują się w temacie i nie umieją robić prezentów. Inni mają bardzo wymagających i specyficznych partnerów przez co zakup upominku Walentynkowego staje się zadaniem na miarę Nobla. Są też na pewno tacy, który w swoim wieloletnich związkach już dawno wykorzystali wszystkie najlepsze pomysły, a zaniżać poziomu też nie chcą. I teraz rodzi się problem. 

Źródło: pixabay.com

Co kupić mu na Walentynki? Co kupić jej na Walentynki? Już niebawem wujek Google zostanie zasypany takimi właśnie pytaniami. Prezent walentynkowy to dowód naszego uczucia, ale też sprawdzian naszej wiedzy o drugiej osobie i kreatywności. Są ludzie, którym prezent kupić jest po prostu ciężko. Powód jest wiele. Mają bardzo specyficzne, wąskie zainteresowania. Albo nie mają ich w ogóle. Albo bardzo szybko zmieniają zdanie i nudzą się wszystkim. Trudno jest kupić prezent osobom skrytym, które zbyt wiele na swój temat nie mówią. 

Ja akurat nie mam takiego walentynkowego dylematu prezentowego. Mój chłopak zawsze ma przygotowaną listę życzeń. Do wyboru do koloru. Ogranicza mnie tylko... mój portfel ;)


Jest pewna grupa osób uważająca, że Walentynki są przereklamowane. Ja się z tym nie zgadzam. Święto Zakochanych jest fajne. I nie ważne czy zagraniczne, czy odgapiane, czy Walenty był patronem chorych psychicznie. Spotkałam się u wielu par ze zwyczajem, że to mężczyzna daje prezent i organizuje Walentynki. Tylko mężczyzna. U nas zazwyczaj obydwoje dajemy coś od siebie, czy to Walentynki czy rocznica czy Sylwester

Źródło: pixabay.com

Idealny prezent na Walentynki

Dla mnie Walentynki to Święto Zakochanych. Takie wspólne i najlepszy prezent to również coś do wspólnego wykorzystania. Np. wyjście do kina, na łyżwy, na siłownię. Albo jakaś wycieczka. Wspólna kolacja (w domu lub na mieście). W pewnym momencie swojego życia człowiek bardziej zaczyna doceniać przeżycia, niż przedmioty. I ja już do tego etapu dorosłam. Wolę gdzieś razem wyjść i coś zrobić, niż dostać. A jeżeli prezentem ma być przedmiot najlepiej, żeby było to coś, co można wykorzystać we dwoje. Chociaż naprawdę nie telewizor ;) Ale jakaś fajna gra planszowa. Stół do bilarda (o ile ktoś ma to gdzie trzymać). Nawet ładna pościel. Idealny prezent na Walentynki powinien zbliżać ludzi i służyć podtrzymaniu ich uczucia. Nie głupim pomysłem wydaje mi się kupienie sobie wspólnie razem jednego prezentu dla siebie.

A jak jest u Was z prezentami na Walentynki? Obchodzicie w ogóle to święto?

wtorek, 2 lutego 2016

SMOGOWE OSTATKI. II Krakowski Bieg Antysmogowy

Krakowski Bieg Antysmogowy już w najbliższą sobotę (6 lutego 2016). Start o godzinie 10 na Placu na Groblach. To już druga edycja - SMOGOWE OSTATKI. II Krakowski Bieg Antysmogowy. Walczymy ze smogiem. Walczymy o czyste powietrze. O nasze zdrowie, bo bez zdrowia wszystko jest niczym.
SMOGOWE OSTATKI. II Krakowski Bieg Antysmogowy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...