niedziela, 31 stycznia 2016

2 lata bloga - podsumowanie

Niedawno minęły dwa lata od kiedy założyłam tego bloga (pierwsze blogowe urodziny jakoś przegapiłam ;)). Pierwszy wpis na blogu abakercja.blogspot.com pojawił się 31 stycznia 2014 roku. Do tej pory napisałam ponad 450 notek. Z tego wynika, że tworzyłam średnio około 18 wpisów miesięcznie. Ja bardzo lubię pisać. Sprawia mi to ogromną przyjemność, daje wielką satysfakcję i właściwie mogłabym pisać dwa razy tyle Ale się hamuję, bo nikt nie nadążyłby czytać.

Źródło: pixabay.com

 

Moje blogowe początki

 

Nie jestem początkującą blogerką. Pierwszego bloga założyłam będąc w gimnazjum. Nie miałam jeszcze internetu w domu, więc pisałam ze szkoły a czasami udawało mi się wyprosić tatę, żeby na pół godziny połączyć się z internetem przez modem telefoniczny. To były czasy ;) Później, kiedy pod choinkę przyszedł do nas internet zaczęłam blogować regularnie. Od dziecka uwielbiałam pisać i świadomość, że piszę do szerszej publiczności, że ktoś to może przeczytać i i skomentować była (i cały czas jest!) dla mnie wspaniała. Kiedyś marzyłam o byciu dziennikarką. Teraz wiem, że to nie jest takie fajne i miłe jak się wydaje. Dlatego piszę bloga. Żebym mogła wybierać tematy, które interesują mnie, a nie wydawcę. Żeby nikt mi nie stał nad głową i nie marudził, że za długie, za krótkie, za poważnie lub zbyt dowcipnie. Żeby nikt mnie nie poganiał. Żeby nikt mi niczego nie narzucał.  Dzięki blogowi mogę pisać co mi się podoba i jak mi się podoba.

Zakładając tego bloga właściwie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Postanowiłam po prostu zaryzykować i sprawdzić. Zacząć pisać to, co zawsze chciałam pisać. To była świetna decyzja. Blogowanie pozwoliło mi się rozwinąć i to nie tylko pod względem warsztatu dziennikarskiego. Więcej możecie przeczytać w zakładce Informacje o blogu.

Z okazji drugiej rocznicy istnienia bloga postanowiłam zrobić podsumowanie. Wybrałam najpoczytniejsze i najbardziej komentowane notki z tych dwóch lat. Poniżej możecie zobaczyć, które wpisy zdobyły największą popularność.

Źródło: pixabay.com

 

Najchętniej czytane wpisy

 

Królują tematy urodowe. Super szczotka do włosów. Naturalna pielęgnacja paznokci. Przedłużane rzęsy. Recenzja maski do włosów. Olejek pichtowy na zaskórniki. Załapał się również temat o problemach z logowaniem się do internetowego serwisu bankowego. Wysoko w rankingu również wpisy o suszeniu przemokniętych butów i jak schudłam 10 kilogramów.

  1. Jak czyścić tangle teezer?
  2. Olejek rycynowy na paznokcie
  3. Jak szybko wysuszyć przemoknięte buty?
  4. Jak dbać o przedłużane rzęsy?
  5. Wady i zalety przedłużania rzęs plus efekt
  6. Delia, Cameleo BB Maska keratynowa - recenzja
  7. Alior Sync/T-Mobile usługi bankowe problemy z logowaniem
  8. Olejek pichtowy na zaskórniki
  9. Jak schudłam 10 kilogramów?
  10. Naturalne rzęsy po przedłużaniu


Najchętniej komentowane wpisy


Tutaj wyniki mogą nie do końca oddawać stan rzeczywisty. Moje własne komentarze nieco komplikują sytuację. W rankingu pominęłam również wpisy, które wymieniłam przy okazji najchętniej czytanych.

  1. Półmaraton Królewski - jest życióweczka 
  2. Posiłki w szpitalu 
  3. Wielowarstwowe olejowanie włosów
  4. Włosy - grudzień 2015
  5. Nadchodzi Półmaraton Królewski 
  6. Jesienna lista życzeń
  7. Czym różni się bieganie zimą?
  8. Kallos Chocolate z jajkiem
  9. Moja aktualna pielęgnacja włosów
  10. Święta to nie czas na sprzątanie
  11. Dlaczego nie lubię otwartych zakończeń
  12. 5 sposobów, jak szybko poczuć się lepiej

Refleksje po dwóch latach blogowania


Dwa lata pisania pod adresem abakercja.blogspot.com minęły niepostrzeżenie. Blogowanie szybko stało się nieodłącznym elementem mojego życia. Cieszę się, że pomimo upływu czasu pisanie cały czas sprawia mi ogromną przyjemność. Może nawet większą, niż na początku, bo teraz mam czytelników. Zaczynałam od zera. Przez pierwsze miesiące o blogu nie wiedział prawie nikt, a ja nie reklamowałam go w żaden sposób, bo jeszcze nie wiedziałam jak. Po prostu pisałam. Wraz z upływem czasu zmieniało się moje podejście do bloga. Eksperymentowałam z treściami. Odważyłam się pokazać twarz. Zaczęłam nieśmiało wspominać wśród znajomych o blogu. Na początku pisanie było dla mnie tylko rozrywką i sposobem na zagospodarowanie czasu. Później blog zyskał trochę większą popularność i stałych czytelników. Było to dla mnie motywacją, żeby tworzyć więcej tekstów i nieco poszerzyć tematykę. Zaczęło się nijak. Kosmetycznie-lifestylowo. Później zaczęłam biegać i wiele miejsca na blogu poświęciłam właśnie temu tematowi. Teraz pod adresem abakercja.blogspot.com można znaleźć również wpisy kulinarne, zdrowotne czy psychologiczne. Więcej piszę o sobie i swoim życiu. Nie mam już obaw przed wrzucaniem zdjęć twarzy. Poruszam coraz ważniejsze i bardziej kontrowersyjne tematy. Blog rozwija się wraz ze mną.

Cieszę się, że zaczęłam pisać. Że nie zwątpiłam, nie poddałam się. Nie zawsze było kolorowo. Czasami nachodziły mnie wątpliwości. W mojej głowie pojawiały się myśli, że to głupie i bez sensu. Mimo wszystko jednak moja pasja do pisania zwyciężyła. Gdzieś tam w głębi serca wiedziałam, że robię to co lubię. Że wkładam w to serce. Że jestem dobra i będę coraz lepsza. Blog Abakercja miał być miejscem, gdzie można się zrelaksować, pośmiać, podyskutować i dowiedzieć czegoś ciekawego. Mam nadzieję, że tak właśnie jest. Statystyki utwierdzają mnie tylko w przekonaniu, że te pozornie nieważne posty i paznokciach czy rzęsach, są dla czytelników przydatne.

Dwa lata blogowania wiele mnie nauczyły, ale też uświadomiły, jak daleka jeszcze droga przede mną. Tak naprawdę ta droga nigdy się nie kończy. Cały czas trzeba uczyć się, pracować i udoskonalać. Nie wiem jak długo jeszcze będę pisać bloga, ale myślę że prędko z tego nie zrezygnuję.

czwartek, 28 stycznia 2016

Węgiel i olej kokosowy do wybielania zębów

Wybielanie zębów węglem brzmi nieco przerażająco i niedorzecznie. Jakim cudem taki czarny węgiel aktywny może sprawić, że nasze zęby zrobią się białe? Sama długo nie mogłam się przemóc. Zapewnienia w internecie jakoś nie były dla mnie wiarygodne. Dopiero kiedy moja siostra zaczęła stosować węgiel leczniczy do wybielania zębów i wcale jej nie sczerniały ja również się odważyłam.

Węgiel i olej kokosowy do wybielania zębów


Jak wybielić zęby za pomocą węgla leczniczego?
Najprostszy sposób to pomieszać węgiel aktywowany (dostępny w aptece, bez recepty, za kilka złotych), z olejem kokosowym (również szeroko dostępnym np. w hipermarketach) i taką breję nałożyć na szczoteczkę a później na zęby. Poszorować przez chwilę (długo się nie da, bo olej robi się wodnisty i wypływa z ust), przez chwilę płukać usta taką mieszanką (ja staram się ok. 20 minut, więc to nie taka znowu chwila ;)). Później dokładnie wypłukać wodą, ewentualnie umyć jeszcze pastą i gotowe. Olej kokosowy może być rafinowany, bo i tak go nie zjadamy, a węgiel wygodniej jest kupić w kapsułkach (nie trzeba go rozdrabniać).


Jak często można wybielać zęby węglem aktywnym?
Węgiel jest wbrew pozorom dość delikatny i ma niewielką ścieralność. Nawet codzienne stosowanie nie powinno zaszkodzić, chociaż jest z tym sporo zachodu i ja tak myję zęby co kilka dni.Nie ma co być nadgorliwym.

Jak działa węgiel aktywowany na zęby?
Węgiel usuwa przebarwienia i nalot powstały w wyniku picia kawy, herbaty, palenia papierosów. Jego działanie polega na dokładnym oczyszczeniu zębów i przywróceniu im naturalnej bieli. Bielsze, niż mamy firmowo nie będą. Dlatego, jedni mogą zauważyć ogromna różnicę, a inni prawie żadnej.

Węgiel i olej kokosowy do wybielania zębów


Czy zęby od węgla nie zrobią się czarne?
Stuprocentowej gwarancji dać nie mogę, ale nie spotkałam się z takim przypadkiem. Moje zęby nie sczerniały, mojej siostry też nie. Internet również nic o tym nie wie. Plamy z węgla bez trudu zmywają się samą wodą z umywalki i z kafelek. (Już większy kłopot jest z doczyszczeniem z oleju.) Ubrania również bez problemu można doprać. Wygląda groźnie, ale to raczej bezpieczna metoda, chociaż oczywiście jeżeli zechcecie ją zastosować to na własną odpowiedzialność.


Wybielanie zębów węglem aktywnym i olejem kokosowym w praktyce
Zanim wpadłam na pomysł użycia węgla próbowałam również wybielać zęby samym olejem kokosowym. Efekt był może minimalny. Przy użyciu węgla również nie zauważyłam wielkich zmian ani po pierwszy ani po dziesiątym razie. Może to znaczyć, że te metody nie działają na mnie. Może też znaczyć, że mam czyste białe ząbki i lepsze nie będą. Ewentualnie, że mam naturalnie kremowy kolor zębów i też lepsze nie będą ;)

Zobacz też:

wtorek, 26 stycznia 2016

150 wpisów na blogu w pół roku?

Inicjatywa "150 wpisów na blogu w pół roku" zakłada pisanie niemalże jednej notki dziennie. Dla jednych to bardzo dużo, bo sami publikują 1-2 razy w tygodniu lub rzadziej. Dla innych to akurat, bo bez problemu radzą sobie z codziennym tworzeniem nowych treści. Na pewno istnieją również blogerzy publikujący po kilka postów dziennie, chociaż ja takich akurat nie znam. Ja nie wezmę udziału w wyzwaniu 150 wpisów na blogu w pół roku. Nie znaczy to, że nie dałabym rady. Nie znaczy to również, że uważam je za bezsensowne. To ciekawa inicjatywa, chociaż nie dla każdego.

Źródło: pixabay.com

150 wpisów na blogu w pół roku - dlaczego tak?

Pisząc niemalże codziennie wyrabiamy sobie nawyk regularności. Poza tym im więcej piszemy, tym lepszy jest nasz warsztat. W końcu praktyka czyni mistrza. Im częściej coś robimy, tym lepiej i łatwiej nam to idzie. Inicjatywa "150 wpisów na blogu w pół roku" to również świetny motywator. Pisząc tak często musimy intensywnie pracować. Myślec, czytać, bywać, dyskutować - żeby tematów nie zabrakło. To rozwija. Absolutnie nie jest tak, że nie da się pisać codziennie. A jeżeli już to nudna paplanina na siłę i bez sensu. Jak najbardziej da się codziennie tworzyć ciekawe, wartościowe i inspirujące treści. Oczywiście nie od razu. Potrzebny jest trening i praktyka. I to właśnie daje takie wyzwanie.

150 wpisów na blogu w pół roku - dlaczego nie?

Stworzenie 150 postów w ciągu pół roku wymaga bardzo intensywnej pracy. A z pisaniem to jest tak, że czasami po prostu weny nie ma. Nie ma pomysłu. Wówczas nie pozostaje nic innego, niż tworzyć notki na siłę, byle tylko coś napisać. To nie jest dobre ani dla autora ani dla czytelników. Wszyscy się w ten sposób męczą, internet zapełnia się bezwartościowym kontentem i więcej z tego szkody, niż pożytku. Uważam, że jakość jest o wiele ważniejsza, niż ilość. Lepiej jest pisać mniej, ale dobrze. Kiedy zaczynamy pisać dużo w pewnym momencie może pojawić się kryzys. Zmęczenie, brak pomysłów. Jedynym słusznym sposobem na to, jest po prostu przeczekać, odpuścić sobie. Pisząc na siłę, żeby wyrobić limit odbieramy sobie sporo radości i blog zamiast przyjemnością staje się przykrym obowiązkiem.

Źródło: pixabay.com
Inicjatywa 150 wpisów na blogu w pół roku może przynieść blogowi, autorowi i czytelnikom zarówno wiele korzyści, jak i spore straty. Wszystko zależy od autora. Jak podejdzie do tego wyzwania i czy będzie w stanie sobie z nim poradzić. Na pewno ktoś, kto publikował 1-2 razy w tygodniu może mieć spory problem. W przypadku blogerów piszących 5-6 razy w tygodniu natomiast praktycznie nie będzie specjalnej różnicy. Ja nie wezmę udziału w tym wyzwaniu, bo generalnie nie lubię takich motywacji ilościowych. Podobny stosunek mam do wyzwania Przeczytam 52 książki w ciągu roku. Chociaż nie liczyłam i gdyby się okazało, że jednak przeczytałam specjalnie by mnie to nie zdziwiło ;) Z pisaniem mam tak samo. Chce pisać, kiedy mam ochotę. Raz po dwie notki dziennie, a kiedy indziej jedną tygodniowo. Regularność owszem jest ważna, ale jeszcze ważniejsze jest żeby czuć to co się robi i robić to z serca, a nie z przymusu i obowiązku.

Zobacz też:

niedziela, 24 stycznia 2016

Włosowa aktualizacja - styczeń 2016

Ostatnio trochę odpuściłam sobie intensywną pielęgnację włosów. Olejuję je co 3-4 tygodnie i częściej decyduję się na zwykłą, prostą odżywkę bez ulepszania. Trochę z braku sił, trochę z braku czasu moje włosy mają mały kosmetyczny detoksik. Nic nowego ostatnio nie wypróbowałam. Właściwie ograniczam się do mycia, nakładania odżywek i zabezpieczania końcówek.



Produkty do mycia włosów: płyn Facelle, szampon Biosilk Summer Therapy, szampon L`biotica, Professional Therapy, Silk & Shine.

Włosy myję co 3-4 dni. Zawsze rozcieńczam szampon w kubeczku z wodą i zawsze myję je dwa razy.

Odżywki do spłukiwania: Kallos Banana, Kallos Botox, Kallos Omega, Biowax Bambus i Awokado, Pantene, Expert, maska do włosów, intensywnie nawilżająca.

Olejków i półproduktów używam do olejowania włosów lub do wzbogacania odżywki.

Oleje i półprodukty: olej kokosowy, gliceryna, oliwka do skóry wrażliwej Babydream, olejek Babydream przeciw rozstępom, kapsułki z witaminą A+E, olejek AA Oil Infusion 30+.

Kosmetyków bez spłukiwania używam głównie w celu wygładzenia i zdyscyplinowania włosów oraz zabezpieczenia końcówek.

Odżywki i kosmetyki bez spłukiwania: Ziaja Intensywne Odżywianie z witaminami, Marion 7 Efektów Fluid na rozdwojone końcówki włosów z olejkiem arganowym, Garnier Fructis Gęste i Zachwycające aktywator bujności.

Włosy czeszę szczotką Tangle Teezer, w miarę możliwości staram się pozwolić wyschnąć im naturalnie. Na co dzień spinam je w luźnego koczka lub warkoczyk. Nie obcinam. Pozwalam rosnąć. Główny nacisk kładę na to, żeby ich po prostu nie niszczyć.


Moja dzisiejsza Niedziela dla włosów



Tak moje włosy wyglądają dzisiaj. Nałożyłam na nie na całą noc oliwkę do skóry wrażliwej Babydream wzbogaconą kapsułką witamin A+E i olejku AA Oil Infusion 30+. Trzymałam taką mieszankę na włosach jakieś 14 godzin. Później dołożyłam jeszcze na pół godziny maskę intensywnie nawilżającą Pantene Expert, żeby ułatwić sobie domycie oleju. Włosy umyłam dwukrotnie rozcieńczonym szamponem L`biotica, Professional Therapy, Silk & Shine i nałożyłam na pół godziny maskę Biovax Bambus i Awokado. Końcówki wygładziłam i zabezpieczyłam witaminową Ziają. Włosy schły naturalnie przeczesywane Tangle Teezer. Tak sobie na nie patrzę i myślę, że może faktycznie trochę urosły...

Zobacz też:

piątek, 22 stycznia 2016

Mój pierwszy rosół

Rosół to jedna z najpopularniejszych zup. Krążą również historie o cudownych właściwościach rosołu. Że stawia na nogi chorych i jest idealny na kaca. Rosół to po prostu wywar mięsno-warzywny. Przepis na tę zupę jest na tyle prosty, że poradziłam sobie już za pierwszym razem bazując głównie na własnej intuicji i fragmentach wspomnień. Jak przygotować smaczny rosół? Przede wszystkim z miłością :) Reszta zrobi się sama.
Pierwszy rosół
Źródło: pixabay.com

Rosół nigdy nie był moją ulubioną zupą. W ogóle nie specjalnie przepadałam za zupami. Ale pewnego dnia poczułam wielką ochotę, żeby zrobić rosół. Jak pomyślałam, tak (w końcu) zrobiłam. Wszystkim smakował. Wniosek z tego taki, że rosołu zepsuć się nie da.


Jakie składniki są potrzebne na rosół?

Żeby przygotować rosół potrzebujemy mięsa, najczęściej pada na jakąś część kury z kością, może być porcja rosołowa. Do tego podstawowe, najtańsze warzywa (tzw. włoszczyzna) i nieco przypraw. A jest jeszcze coś. Duży garnek. Ja nie miałam i gotowałam rosół na dwa garnki. Też można.
Jak zrobić rosół
Źródło: pixabay.com

Składniki na rosół:
- mięso z kury np. udko
- marchewka
- pietruszka
- seler
- por
- sól lub wegeta
- ziele angielskie
- liść laurowy
- pieprz

Jak przygotować rosół?

Mięso najpierw płuczemy i gotujemy przez chwilę aż do pojawienia się tzw. szumowin. Podobno wcale nie trzeba tego robić, ale większość ludzi takie szumowiny wyławia z rosołu. Ja też tak postąpiłam.
Po jakiejś godzinie do gotującego się wywaru dodałam umyte i obrane warzywa oraz przyprawy. W ilości całkowicie na oko. Uważam, że większość ludzi spokojnie poradzi sobie ze zrobieniem rosołu bez szczegółowych wytycznych co do ilości. Skoro mnie się udało, to Ty nie dasz rady? Już nie bądź taki skrupulatny i nie bój się tego gotowania! Nic mnie tak nie irytowała u mojej mamy, jak kurczowe trzymanie się przepisów. Zero inwencji, zero spontanu. Tak nie można! Nic dziwnego, że nie lubiła gotować.
Rosół trzymamy na małym ogniu przez co najmniej 2 godziny. Można w trakcie gotowania dolać nieco wody. Ja tak zrobiłam, bo połowa mi wyparowała.  Nie wiem czemu, ale wszyscy mówią, że rosół powinien się długo gotować. Mój się długo gotował i był pyszny, więc może coś w tym jest.

Kiedy rosół się już ugotował przystąpiłam do gotowania makaronu. Mój chłopak powiedział, że do rosołu muszą być nitki, więc wedle życzenia były nitki. Po przelaniu na talerz rosół można jeszcze przyprawić pieprzem, żeby było bardziej ostro i gorąco. Smacznego!

Przepis na rosół
Źródło: pixabay.com

Właściwości zdrowotne rosołu

Mówi się, że rosół stawia na nogi. Rozgrzewa. Leczy i pomaga zwalczać infekcje. Na pewno coś w tym jest. Wywar z mięsa i warzyw nie może być niezdrowy. Rosół jest bogaty w minerały i niektóre witaminy.Zdrowotne właściwości rosołu to trochę taka mądrość ludowa, którą niektórzy próbują naukowo obalać. No ale dopóki w praktyce działa, to nie ma się co nauką sugerować ;)


Dlaczego warto zrobić akurat rosół?

Kolejną zaletą rosołu jest to, że warzywa można wykorzystać do sałatki a z mięsa zrobić drugie danie. W gratisie zostają jeszcze kości dla psa. Niektórzy twierdzą, że pies nie powinien jest gotowanych kości. Mój je i żyje. Je gorsze rzeczy (patrz: Najdziwniejsze rzeczy, które zjadł mi pies) i też żyje. No ale mój pies to nie wasz. Ryzykujecie na własną odpowiedzialność. Ja zawsze zachęcam, aby zasięgnąć opinii weterynarza, co by później na mnie psów nie wieszać, jeżeli się okaże, że waszemu czworonogowi kości nie służą. Rosół to pyszny i ekonomiczny sposób na obiad. Każdemu polecam. A przyrządza się go bajecznie łatwo. Naprawdę warto.


Zobacz też:

środa, 20 stycznia 2016

Jak sensownie wykorzystać czas w szpitalu?

Pobyt w szpitalu to dla mnie ogromna trauma i poczucie wielkiej straty. O ile w przypadku rzeczywistej choroby pobyt w szpitalu jest konieczny i może być nawet bardziej komfortowy niż w domu, to zamykanie na trzy dni na obserwację zdrowej osoby odbija się na niej dość negatywnie. Przynajmniej na mnie się odbiło. Bo pewnie znajdą się tacy, którzy z ulgą przyjęliby że mogą cały dzień leżeć plackiem i nie robić dosłownie nic.
Źródło: pl.freeimages.com
Dla mnie konieczność takiego bezczynnego leżenia to bezpowrotnie zmarnowany czas. Możliwości sensownego wykorzystania pobytu w szpitalu są o tyle ograniczone, że właściwie nie możesz za bardzo wstawać z łóżka, o ile nie jest to absolutnie konieczne (toaleta). Siedzieć za długo też tak średnio. Leżeć, leżeć i jeszcze raz leżeć. Bez względu na to, gdzie trafiliśmy szybko może się okazać, że konieczne jest przeniesienie na oddział psychiatryczny ;)

1. Spanie. Napisałabym, że pobyt w szpitalu, to idealna okazja, żeby się wyspać. Tak, szczególnie że pielęgniarki planowo budzą wszystkich w okolicy szóstej, żeby zmierzyć temperaturę. Ja później już na pewno nie zasnę. W nocy też nie za bardzo, bo ciężko mi się zasypia w obcym miejscu. Szczególnie, jeżeli jestem tam całkiem sama, w około pustka lub zupełnie obcy ludzie. Mogłabym się wyspać w szpitalu, gdybym umiała. Niestety nie wyszło. Ale gdyby ktoś umiał to korzystajcie, bo sen jest bardzo ważny.

2. Czytanie książek. To się udało. Właściwie nie mając nic innego do dyspozycji cały czas czytałam książki. Oczywiście z przerwami, żeby mi oczy nie wypłynęły. Czytanie książek to jedna z najsensowniejszych rzeczy, które można robić w szpitalu. Cisza i brak rozpraszaczy pozwala się lepiej skupić i przebrnąć przez książkę, z którą na wolności był problem. Taką książką była opowieść Emily Giffin "Ten jedyny".

3. Planowanie, pisanie szkiców artykułów. Nie miałam komputera ani internetu (był na innym piętrze, ale mnie nie wolno było sobie tak wędrować), więc wszystko pozostało w zeszycie. Pisanie w zeszycie zajmuje trochę więcej czasu, takie notatki są mniej czytelne. Jest to w większości przypadków mniej wygodne, ale serio lepsze to niż nic. Ten zeszyt w szpitalu uratował mi umysł przez zgniciem. Napisałam tam tekst o fatalnych posiłkach w szpitalu i o tym, czego możesz nauczyć się w szpitalu.
Źródło: pl.freeimages.com
4. Zbieranie informacji i inspiracji. Każdy chory ma jakąś ciekawą historyjkę i to nie jedną. Czy to dotyczącą przygód ze służbą zdrowia czy swojego życia prywatnego lub zawodowego. Często lądujemy w sali z przypadkowymi osobami i czasami warto spróbować z nimi porozmawiać. A nuż trafimy na kogoś ciekawego. O ile rozpoczynanie z obcym rozmowy w autobusie może być różnie postrzegane, to w szpitalnym pokoju jest trochę łatwiej. Warto również rozmawiać z lekarzami i pielęgniarkami i to nie tylko o swoim stanie zdrowia. 

5. Nadrobienie zaległości pielęgnacyjnych. Wiadomo na co co dzień nie zawsze chce mi się robić peeling, maseczkę czy balsamować całe ciało. W szpitalu czas leci tak wolno i nie ma nic do roboty, więc to idealna okazja, żeby trochę zadbać o swoją zewnętrzną powłokę. W torbie do szpitala, która na wszelki wypadek cały czas stoi spakowana mam mnóstwo kosmetyków i nie zawaham się ich użyć, jeżeli ktoś znowu wpakuje mnie na oddział ;) Pielęgnacja ciała w szpitalu, o ile faktycznie nic nam nie dolega to bardzo dobry pomysł.

Pobyt w szpitalu nie należy do przyjemności, ale jak mus to mus. Ewentualnie paranoja lekarza. Niby lepiej dmuchać na zimne. Na pewno również czas spędzony w szpitalu można w jakiś pożyteczny sposób wykorzystać i wyciągnąć z niego coś dla siebie. 

niedziela, 17 stycznia 2016

Moje przygody z bankami

Pierwsze konto w banku miałam dość wcześnie. Za wcześnie. Wnoszę po tym, że przez kilka lat w ogóle z niego nie korzystałam. Aż mi je zablokowali. Kartę do banku też miałam wcześnie i nie skorzystałam z niej ani razu. Straciła termin ważności i dzięki bogu, bo bank akurat wprowadził wtedy opłaty za niekorzystanie z posiadanej karty. Do dzisiaj bankowość to dla mnie trochę grząski grunt, chociaż jakieś doświadczenia już mam.
Źródło: pixabay.com
Byle nie trzeba było dzwonić
Najważniejsze dla mnie (poza tym, żeby mi pieniądze z konta w tajemniczych okolicznościach nie znikały) jest bezproblemowa obsługa. Czyli najchętniej wszystko przez neta i zero konieczności wykonywania telefonów. Pamiętam do dziś, jak dzwoniłam do mBanku, żeby to konto odblokować. Autentycznie cała się trzęsłam ze strachu. Tata może potwierdzić. Do dzisiaj załatwianie czegokolwiek przez telefon nie należy do moich mocnych stron. Pamiętam, że poszłam nawet osobiście do placówki banku, żeby to odblokować. A tam mi pani powiedziała, że ona nie może, ale że tutaj jest telefon i tą drogą można to załatwić. Skłamałam, że nie mam przy sobie numeru klienta ani dokumentów i szybko uciekłam stamtąd. No ja się specjalnie pofatygowałam osobiście, żeby nie dzwonić, a pani mi oferuje telefon. Teraz się śmieję, ale wtedy byłam zirytowana i bezradna. 


Jak najmniej wymagań i opłat
Smuci mnie i irytuje, że za wszystko trzeba płacić, chociaż to bank nam powinien płacić, że lokujemy u nich pieniądze, którymi oni sobie obracają i zarabiają. A tutaj płacisz np. za to, że nie jesteś studentem. Albo płacisz za to, że nie lubisz płacić kartą. Albo za to, że za mało wydajesz. Albo za to, że nie masz pracy i dochodów. Paranoja. Coraz większość banków wprowadza opłaty do konta jeżeli nie spełniasz pewnych warunków. 

Bardzo długo miałam tylko konto w mBanku. Ale kiedy wprowadził on warunek albo płacisz kartą za 200 zł (a może 100, nie pamiętam ale chodzi o sam fakt że wymuszają) albo płacisz za posiadanie karty chyba 4 czy 6 zł miesięcznie to zrezygnowałam z karty. A że zaczęła mi być potrzebna założyłam konto w Alior Sync, który później przyjął okropną nazwę T-Mobile Usługi Bankowe. I przez jakiś czas karta była za darmo bez warunków. Nawet oprocentowanie było przez jakiś czas na rachunku podstawowym. Marne, bo marne ale było. Teraz już nie ma. Tzn. chyba jest, ale pod warunkiem, że przelewasz wynagrodzenie. Jest za to opłata za kartę, jeżeli nie wykona się nią w miesiącu płatności na minimum 200 zł. czyli wróciliśmy do punktu wyjścia.
Źródło: pixabay.com
Czy istnieje bank bez opłat i wymagań?
Na chwilę obecną najciekawszą dla mnie ofertą jest Smart Konto w Smart Banku* (po kliknięciu w link można założyć konto). Brak (póki co) opłat za podstawowe usługi to ogromny plus, który daje Smart Bankowi ogromną przewagę w moich oczach. Poza tym wygląda ładnie, nowocześnie i jest przystosowany do smarfonów. Mnie pozostaje tylko mieć nadzieję, że brak dodatkowych opłat pozostanie już na stałe. To by było coś. 


I żeby tylko ciągle nie wydzwaniali
To druga bardzo irytująca rzecz. Przedstawiciele banku dzwoniący (najczęściej wtedy, kiedy jesteśmy zajęci w pracy) z najróżniejszymi propozycjami. Ja już nie mam siły i po prostu blokuję takie numery. Na szczęście łatwo można sprawdzić je w internecie. 

Co jeszcze warto wiedzieć o bankach?
W mBanku rachunek dla nieletnich (Izzy Konto) ma o wiele lepsze oprocentowanie niż normalny rachunek do oszczędzania (Emax Plus). A jeszcze nie tak dawno te oprocentowania były o wiele, wiele korzystniejsze. Na szczęście jak nieletni otworzył sobie ten rachunek, to później może z niego korzystać także po 18 urodzinach i w zasadzie to chyba do końca życia. 
Jeżeli dzwonimy na infolinię, żeby np. odblokować konto musimy odpowiedzieć na szereg pytań. Np. o nazwę produktów finansowych, które posiadamy. Ja np. dopóki nie musiałam się dowiedzieć, to nie byłam pewna czy posiadam rachunek rozliczeniowo-oszczędnościowy czy oszczędnościowy czy może jeszcze jakiś inny. Osoba na infolinii poinformuje o błędnej odpowiedzi, ale nie będzie chciała wskazać, w którym pytaniu popełniliśmy błąd. Powie, że ona tego nie widzi. I to jest kłamstwo. Oni doskonale wiedzą, na które pytanie źle odpowiedzieliśmy. Po prostu nie mogą nam tego podpowiedzieć. 
Pożyczka w 15 minut naprawdę jest w 15 minut. A właściwie to i w 6 się czasem można uwinąć. Oczywiście jeżeli spełniasz warunki. Jeżeli jesteś niewiarygodny dla banku to nawet 15 dni cię nie zbawi i nic nie zmieni. Ale jeżeli jesteś wiarygodny i zrezygnujesz w trakcie wypełniania wniosku bank zaraz do ciebie zadzwoni, bo może jednak chcesz ten kredyt.


A Wy jakie macie przygody z bankami? Chętnie poznam wszystkie opinie, zarówno te pozytywne jak i negatywne.

* Link partnerski. To znaczy, że jeżeli założysz konto przy pomocy tego linku, jak dostane za to prowizję. Ty nic na tym nie tracisz, w ogóle nie ma to żadnego wpływu na Twoją sytuację czy to bankową czy życiową. 

Zobacz też:


środa, 13 stycznia 2016

Moje starty i wyniki w 2015 roku

Kiedy postanowiłam zebrać w jednym miejscu moje starty i wyniki w bieganiu, które udało mi się osiągnąć w 2015 roku wyszło tego całkiem sporo. Na tyle dużo, żeby starczyło na kolejną notkę. Poniżej lista zawodów i innych wydarzeń biegowych, w których brałam udział w 2015 roku wraz z datą, wynikiem i dystansem. Wszędzie tam, gdzie to było możliwe (czyli prawie wszędzie) dodałam jeszcze link do bardziej rozbudowanej relacji z wydarzenia. 
Kliknij, aby powiększyć

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Trzy książki na zimowe wieczory

Zimowe wieczory to najlepszy czas na książkę. Z kubkiem kakao lub waniliowej herbatki, pod kocykiem i z pieskiem na kolanach czyta się absolutnie najlepiej. Dzisiaj chciałam zaprezentować wam trzy książki, które ostatnio umilały mi ciemne i zimne wieczory: Graham Masterton - "Infekcja", Melanie Rose - "Moja noc jest twoim dniem" i Katarzyna Berenika Miszczuk - "Druga szansa". Książki są mocno odmienne od takiej typowej, kobiecej literatury, którą ostatnio czytałam. Wszystkie zawierają wątki fantastyczne i trzymają w napięciu. 



Graham Masterton - "Infekcja"
Graham Masterton to jeden z moich ulubionych pisarzy. Prawie wszystkie jego książki niesamowicie wciągają i trzymają w napięciu. Nie inaczej było w przypadku "Infekcji". Zazwyczaj w przypadku książek okładka i opis z tyłu są bardziej fascynujące i wciągające, niż sama treść. W książkach Grahama Mastertona jest na odwrót. Dlatego biorę je trochę w ciemno, nawet jeżeli na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie średnio ciekawych. Wiem, że się nie zawiodę. Infekcja również trzyma poziom. 

Graham Masterton pisze świetnie. Bardzo ciekawie, dowcipnie i nawet najdłuższe lektury wcale się nie wloką w nieskończoność. "Infekcja" Grahama Mastertona to historia o pani naukowiec i wróżbicie, o nieznanym wirusie i indiańskich duchach. Masterton jak zwykle zaskakuje łącząc ze sobą kompletnie na pozór nie pasujące wątki. 



Melanie Rose - "Moja noc jest twoim dniem" 
Okładka może mylnie sugerować, że jest to romansidło. Nie jest. Owszem w książce pojawia się wątek miłości i jest on dość ważny, ale to nie uczuciowe perypetie są głównym tematem. "Moja noc jest twoim dniem" to historia o dziewczynie, która po uderzeniu piorunem doznaje czegoś bardzo dziwnego. Zaczyna żyć w dwóch ciałach jednocześnie, prowadzić dwa życia. Tak jak w tytule podczas gdy jedno ciało śpi, drugie przeżywa kolejny dzień. Ja nie jestem fanką fantastyki i takich nadprzyrodzonych zjawisk, ale powieść Melanie Rose czytało się bardzo przyjemnie. Byłam również niesamowicie ciekawa, jak autorka zamierza rozegrać zakończenie. Okazało się ono moim zdaniem nieco naciągane i niesprawiedliwe, ale to było chyba jedyne dobre wyjście z sytuacji. Bo przecież nie da się z nieskończoność żyć w dwóch ciałach i dwóch światach.


Katarzyna Berenika Miszczuk - "Druga szansa"
Opowieść trzymająca w napięciu, budząca ciarki i niesamowicie pobudzająca ciekawość. Główną bohaterką jest młoda dziewczyna, która pewnego dnia budzi się w ośrodku rehabilitacyjnym nie pamiętając kompletnie niczego. Akcja rozgrywa się w czymś na kształt strzeżonego, prywatnego szpitala psychiatrycznego. W głowie czytelnika kłębią się pytania: co tu się dzieje, co jest prawdą a co urojeniami chorych ludzi. Świetny horror.I właściwie do samego końca nie wiadomo, jakie jest rozwiązanie. A jest ono zaskakujące. Bardzo pozytywna niespodzianka, bo trzy razy próbowałam zgadnąć i nie zgadłam.

Zobacz też:

sobota, 9 stycznia 2016

Blada twarz, córka młynarza

Jako dziecko nie lubiłam swoich piegów. Nie jakoś bardzo, po prostu wolałabym ich nie mieć. Ale miałam i trudno. Nie szorowałam twarzy pumeksem ani nawet sokiem z cytryny, nie pokrywałam jej toną pudru. Żyłam z piegami i marzyłam jakby to było ich nie mieć. Teraz jak się sobie przyglądam, to wcale tych piegów aż tyle nie ma. Może w lecie od słońca. Ale teraz raczej piegusem mnie nie można nazwać. Poza tymi piegami słynęłam również z bladej twarzy. Teraz na szczęście panuje moda na porcelanową cerę (a przynajmniej na tolerancję i różnorodność), ale czego się kiedyś nasłuchałam, to moje. Że blada jak ściana. Jak trup. Czy w ogóle wychodzę z domu. Żeby na solarium pójść albo chociaż na słońcu poleżeć. Ciągle słyszałam o tej swojej bladości i ciągle ona komuś przeszkadzała. Nie tylko obcym ludziom, ale również rodzinie. I było to trochę przykre, a na pewno nie na miejscu. Musiało minąć sporo czasu, żebym zrozumiała, że odcień mojej skóry nie ma żadnego znaczenia. Jedni mają brązową karnację, a inni wręcz białą. Są również ludzie, których twarz przybiera odcień pomarańczowy, zielony lub fioletowy czy różowy. 


Biała skóra była już modna kiedyś, dawno temu. Wtedy, kiedy szlachta chowała się pod parasolami, a reszta pracowała w polu w pełnym słońcu fundując sobie opaleniznę. Teraz, jak już wspomniałam wcześniej, na szczęście mamy modę na tolerancję i różnorodność. Kto chce chodzi do solarium lub smaruje się samoopalaczem. Kto chce unika słońca i nie wychodzi z domu bez najwyższego filtra. A kto chce ten nie robi nic i latem się opala, a zimą blednie. 


Okres zimowy to najlepszy czas, żeby wydobyć z twarzy maksymalną bladość. Kosmetyki rozjaśniające istnieją od dawna, ale ja wypróbuję stosunkowo nową serię Lirene Wybielanie. W jej skład wchodzą trzy kosmetyki do pielęgnacji twarzy: rozświetlający krem z witaminą C, tonik z kwasem migdałowym oraz żel myjący z kwasem hialuronowym. Seria przeznaczona jest dla kobiet powyżej 25 roku życia, czyli dokładnie dla mnie. I przyznam, że podchodzę do niej z ogromną ciekawością. Kusi mnie nie tyle sama obietnica wybielenia, co te wszystkie dobroczynne składniki. Mam cerę jasną, z niewielką ilością piegów. Nie zauważyłam u siebie żadnych przebarwień. Najbardziej zależy mi na skutecznym oczyszczeniu twarzy.



Lirene Dermoprogram, Wybielanie, Oczyszczanie 3 w 1: żel myjący + peeling + maska. Ma gęstą konsystencję i sporo skutecznie peelingujących drobinek. Nie jest przeznaczony do codziennego użytku, raczej co 2-3 dni. W przypadku delikatnej skóry może powodować lekkie zaczerwienienie lub podrażnienie. Zazwyczaj jestem sceptyczna w przypadku produktów typu 3w1 żel, peeling, maseczka, ale ten wydaje się być całkiem w porządku. 

Lirene Dermoprogram, Wybielanie, Tonik 3 w 1. Pięknie pachnie. Tak cytrusowo i świeżo. Zazwyczaj nie używam toników, ale skoro mam całą serię to będę używać jak producent przykazał. Całe szczęście tonik nie pozostawia na twarzy uczucia lepkości.

Lirene Dermoprogram, Wybielanie, Krem 3 w 1. Trzeba używać go bardzo oszczędnie, bo łatwo przesadzić, co skutkuje błyszczącą poświatą na twarzy. Dobrze nawilża i jest wydajny (czyli znowu będę używała kremu sto lat ;)).

Zobacz też:

czwartek, 7 stycznia 2016

Czym się różni bieganie zimą?

Bieganie zimą różni się trochę od tego, co było dane poznać nam przez całe lato i jesień. Wydawałoby się, że biegnie jak bieganie i pora roku nie ma tutaj zbyt wiele do rzeczy. A jednak trochę ma. Bieganie zimą to zupełnie coś innego. Nie gorszego, nawet nie można jednoznacznie stwierdzić, że trudniejszego. Po prostu bieganie zimą różni się od tego, co było do tej pory. Zimowe treningi są wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju.
Bieganie zimą
Źródło: pixabay.com

wtorek, 5 stycznia 2016

Dlaczego nie lubię otwartych zakończeń?

Dlaczego nie lubię otwartych zakończeń? Zacznijmy od krótkiego przypomnienia, czym jest otwarte zakończenie. Otwarte zakończenie to takie zakończenie nieskończone. Niby już the end i napisy końcowe, a cały czas nie wiadomo, co się stało, jak było i kto zabił. I wiadomo nie będzie. To są właśnie te otwarte zakończenia, których nie lubię w filmach i książkach. W życiu trochę inaczej, ale o tym za jakiś czas. W sztuce nie lubię otwartych zakończeń.
Źródło: pixabay.com
Nie lubię otwartych zakończeń, bo po to czytam książkę lub oglądam film, żeby mi autor opowiedział pewną historię. Gdybym sama chciała ją sobie opowiedzieć, wymyślić, domyślić się to bym pozostała sama ze sobą i swoją wyobraźnią. A kiedy sięgam po jakieś dzieło to chcę je dostać kompletne, a nie urwane.

Czasami się zastanawiam, czy otwarte zakończenia mają na celu zirytowanie odbiorcy, czy są tylko skutkiem braku pomysłu autora ewentualnie zbyt wielu pomysłów i jego niezdecydowania. Otwarte zakończenia irytują i pozostawiają niedosyt. Czasami nawet mam poczucie zmarnowanego czasu, bo tyle poświęciłam na tę opowieść, a koniec końców dalej nie znam odpowiedzi na najważniejsze pytania. Tak, mogę się sama domyślić, ale jak już wspominałam skoro sięgam po książkę to nie po to, żeby ją dokańczać za autora. Może gdyby to był jakiś konkurs. Czasami otwarte zakończenie to zagadka. Wtedy jeszcze ma to jakiś sens. Ale jeżeli nagle fabuła się kończy i urywa, dla mnie to jest po prostu niedopracowane. I irytujące. Otwarte zakończenia to mogą mieć wiersze.

Otwarte zakończenia oczywiście mają swoich zwolenników. Niektórzy ludzie uwielbiają się domyślać. Lubią ten dreszczyk i tę niewiadomą. Otwarte zakończenia inspirują i prowokują do rozmyślań. Rozwijają wyobraźnię. Ja jednak wolę dostać wszystko na tacy od początku do końca. Nie ma nic gorszego niż kiedy przy napisach końcowych pada pytanie "Ej to o co w ogóle w tym filmie chodziło, bo ja już w ogóle nie wiem". Dobrym zakończeniem można złożyć do kupy każdą historię. Niestety kiepskim zakończeniem można również zepsuć najlepszą.

A Wy lubicie otwarte zakończenia?

Zobacz też:

sobota, 2 stycznia 2016

Biegowe podsumowanie roku 2015

Przyszedł czas na biegowe podsumowanie 2015. Rok 2015 był bardzo zróżnicowany pod względem biegania. Były sukcesy i były porażki nie-sukcesy. Udało mi się poprawić swój wynik na kilku dystansach, ale nie zawsze i nie na każdym. Ogólnie jestem zadowolona, bo zrobiłam kilka ważnych życiówek. A to, co się nie udało w tym roku, uda się za dwa lata. Podsumowanie piszę dopiero teraz, ale formalnie mój tegoroczny sezon biegowy zakończył się już w listopadzie. Wiem, że krążą pewne ploty, ale dementuję jakoby z moim zdrowiem było cokolwiek nie tak. Nie mam żadnej kontuzji, nic sobie nie złamałam, nie zwichnęłam ani nie przeciążyłam.  Nie jestem również na nic chora i nic złego się w moim życiu nie dzieje.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...