wtorek, 6 grudnia 2016

Sportowe podsumowanie listopada 2016


Listopad nie należał do najaktywniejszych miesięcy. Pogoda nie zachęcała do aktywności na zewnątrz: jak nie deszcz to smog. Listopadowe statystki nie powalają. Zrobiłam dokładnie 100 kilometrów. Mniej więcej po połowie chodzenia i biegania. Poza tym ćwiczyłam w domu. Głównie szóstkę weidera, machanie hantelkami i próbowałam zmotywować się do rozciągania. Źle nie było.



Listopad upłynął raczej spokojnie i dość leniwie, ale każdy, nawet malutki, krok do przodu, to krok do przodu. Do zdrowia, szczęścia i kondycji. Podążając za modnym teraz trendem, zamiast skupiać się na tym, czego zabrakło, skupiam się na tym, co było. A trochę w listopadzie było.



W listopadzie spadł pierwszy śnieg i mam już na koncie trening w takich warunkach:  Bieganie po pierwszym śniegu. Było fajnie. Lubię biegać w takich warunkach. Trzeba tylko pokonać strach przed zimnem i śliskimi chodnikami. A później to już idzie z górki. A satysfakcja po powrocie - bezcenna!


Treningów w listopadzie było tak mało, że aż pokusiłam się o pełną ich listę. Wystarczy kliknąć na poniższy obrazek, żeby zobaczyć szczegóły jak data, dystans, czas trwania, tempo czy spalone kalorie.

Kliknij, aby powiększyć

Zgodnie z tym, co rzecze endomondo w listopadzie spaliłam trochę ponad 5 tysięcy kalorii, aktywnie spędziłam ponad 16 godzin i pokonałam w tym czasie 100 kilometrów. Większa połowa (tak, wiem, nie ma większej połowy ;)) przypadła na chodzenie - 52 km, a ta mniejsza na bieganie - 48 km.




W dalszym ciągu nie udało mi się zorganizować i zapisać na żaden bieg. Nie mam wielkiego ciśnienia. Co się odwlecze, to nie uciecze. Im później się zdecyduję, tym lepszy czas mam szansę osiągnąć, bo ciągle przecież trenuję. Trochę jednak tęsknię za tą atmosferą. Za tłumem kibiców, za mijanymi tabliczkami z oznaczeniem kilometrów, za biegaczami podążającymi tą samą trasą w tym samym celu. I oczywiście za cudownym medalem, który zawisa na szyi po przekroczeniu linii mety. A no i pakiet startowy. Pakiety startowe są fajne :)



Listopad upłynął mi bardzo szybko. Sama nie wiem, kiedy. Skończyła się złota polska jesień - moja ulubiona pora roku. Teraz czas powitać zimę. Z tą, jak większość ludzi, mam skomplikowane relacje. Lubię śnieg, lubię iść na łyżwy, lubię też długie wieczory w domku przy książce lub filmie. Nie lubię natomiast kiedy marznę, a przebycie kilkuset metrów stanowi prawdziwe wyzwanie ;)

Zobacz też:


Dobrego grudnia!

1 komentarz:

  1. Ale świetne fotki! Gratuluję osiągnięć i życzę kolejnych sukcesów!
    W wolnej chwili zapraszam do mnie na bloga liczę, że zostawisz po sobie jakiś ślad :* http://vickyemikor.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...