wtorek, 22 listopada 2016

Moje dziwactwa jedzeniowe

Jedzenie zawsze odgrywało dużą rolę w moim życiu. W jedną lub w drugą stronę. Odkąd pamiętam. Mam mnóstwo wspomnień związanych z jedzeniem. Np. ten nieszczęsny malinowy budyń ;) W sumie wydaje mi się, że teraz jem już normalnie. Ale nie ma tygodnia, żeby mój chłopak nie zapytał mnie, czemu nie jem normalnie/po co jem takie dziwne rzeczy/czy nie mogłabym jeść normalnego jedzenia. Więc może coś z tych dziwactw mi zostało.

Źródło: pixabay

Dzisiaj zdradzam 13 moich żywieniowych dziwactw, zwyczajów i nawyków. Z cichą nadzieją, że nie jestem sama i że ktoś ma podobnie ;)




1. Nigdy nie jem sera i wędliny na kanapce. No prawie nigdy. W ogóle nie przepadam za kanapkami. Ser czy wędlinę jem osobno, plasterkami lub w kawałkach. Położenie jej na chleb wszystko psuje.

2. Uwielbiam chleb z masłem. Absolutnie niczego tam nie kładę, bo to wszystko psuje. Jedynie posypuję ziarnami. Chleb z masłem jest super. Kanapka jest nudna i źle mi się kojarzy.

3. Uważam, że fasolka szparagowa smakuje jak frytki. Tylko o niebo lepiej, bo frytek nie lubię. Oczywiście zjem. Nawet z chęcią, jak jestem głodna a nie ma nic innego. Ale nie lubię.

4. Nie czuję potrzeby używania soli. Gdybym mieszkała sama i gotowała tylko dla siebie na bank nie miałabym jej w domu. Moja babcia mówiła, że mięso bez soli jest bez smaku i nie jadalne. Co za bzdura. Mięso bez soli ma smak mięsa bez soli. Tak samo jak pomidor bez soli ma smak pomidora bez soli. Nie uważam, żeby sól była niezdrowa. W sumie nie mam zdania na ten temat i wpływ soli na człowieka nie spędza mi snu z powiek. Zjem posolony posiłek. Nawet przesolony. Ale nie widzę powodu, żeby dokładać sobie roboty i dosypywać soli do jedzenia.

5. Zjem wszystko. Prawie. Lubię prawie wszystko. Właściwie nie ma potrawy czy produktu, którego bym nie zjadła. Jedne lubię bardziej, inne średnio, ale jak jestem głodna to zjem praktycznie wszystko. A jak nie jestem głodna, to nie powinnam sobie zawracać głowy jedzeniem. Oczywiście czasami jem tylko dla smaku. Ale jeżeli mówimy o spożywaniu posiłków w celu zaspokojenia głodu to w ogóle nie jestem wybredna. Do tego stopnia, że zjadam też dania przesolone, niedoprawione czy wyglądające jak szara breja. Nie mam z tym problemu.

6. Nie lubię kalafiora, korzenia pietruszki, selera i brukselki. Ale dobrze przygotowane potrafią mi nawet smakować ;) Źle przygotowane też zjem. Ale nie lubię.

7. Jestem pogromcą słodyczy. Potrafię zjeść na raz dwie tabliczki czekolady i czuć się normalnie. Oczywiście staram się nie przesadzać. Ale mam takie dni, że pochłaniam zastraszającą ilość słodyczy. Wmawiam sobie, że widocznie mój organizm tego potrzebował ;) Od dziecka tam miałam. Słoik nutelli znikał na raz (chyba, że ktoś mnie powstrzymał wyrywając mi go z rąk). Kiedy rodzice kupili karton wafelków (taki w jakim dostarcza się je hurtowo do sklepów) zjadłam prawie wszystkie w niecały tydzień. Mama była przerażona.

Źródło

8. Jeżeli chińskie zupki, to tylko na sucho. Jem sam makaron. Uważam, że smakuje jak chipsy i nie rozumiem, po co go psuć zalewając wodą. Chipsów się wodą nie zalewa ani nie robi z nich zupy.

9. Lubię jeść majonez łyżeczką ze słoika. Lubię też pić ocet. Ten zwykły, spirytusowy. Siostra mi powiedziała, że umrę, więc staram się jedynie dodawać go do sałatek. Uwielbiam sałatkę z sałaty polaną octem z ziołami. Zdarza mi się też zjadać na sucho kostkę rosołową ;)

10. Kiedyś nie lubiłam zup. Uważałam, że są nudne i bez sensu. Teraz uwielbiam. Głównie za to, że wrzuca się do garnka wszystkie resztki i obiad gotowy ;) Odkąd po raz pierwszy ugotowałam rosół, zakochałam się w nim. Nie robię żadnej innej zupy (dwa razy zrobiłam wyjątek: dla żurku i dla pieczarkowej, która początkowo miała być sosem). Jemy tylko rosół.

11. Lubię sobie pogotować, ale nie za często. Raczej od święta. Regularne przygotowywanie posiłków nie jest dla mnie. Przez miesiąc mieszkałam bez kuchenki (tzn. z zepsutą) i w ogóle nie odczuwałam tego braku.

12. Mogę dzień w dzień, miesiącami jeść na śniadanie owsiankę i w ogóle mi się nie nudzi. Może dlatego, że znam mnóstwo fantastycznych przepisów na owsiankę, jak na przykład owsianka pierniczkowa, owsianka cynamonowo-jabłkowa czy owsianka czekoladowa. W ogóle uważam, że owsianka to świetny posiłek.

13. Bardzo denerwuje i wkurza mnie marnowanie żywności. Dlatego czasami jem stare jedzenie, żeby się nie zmarnowało. Tak, lepiej odchorować, niż by miało się zmarnować ;)

A Wy macie jakieś swoje jedzeniowe dziwactwa, dziwne przyzwyczajenia lub niecodzienne nawyki? Podzielcie się w komentarzach!

Zobacz też: 

8 komentarzy:

  1. Nawyki rzeczywiście wyjątkowo inne niż zwykle u reszty ludzi :) Niemniej jednak podobnie jak ty nie czuję potrzeby używania soli. Gotuję ziemniaki bez soli, makaron bez soli, pomidor czy ogórek lepiej mi smakuje bez soli i mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Z tego wszystkiego już nawet mój mąż się do tego przyzwyczaił i wcina wszystko, mimo że zapalczywie twierdził, że sól jest niezbędna. Jak widać można się obejść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mojego jeszcze nie nauczyłam jeść bez soli ;)

      Usuń
  2. Rzeczywiście masz dziwne nawyki żywieniowe. Ja również lubię ocet i lubię dodać go więcej np. do galaretki z kurczakiem. Uwielbiam również pić wodę z ogórków kiszonych i papryki konserwowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. woda z ogórków i w ogóle przetworów jest super. też lubię :)

      Usuń
  3. Jak dla mnie to nie są dziwne nawyki, bo mam kilka identycznych i jak dla mnie to jest normalna sprawa :D

    Ja lubię wędliny i ser (nie wszystkie oczywiście), ale nie cierpię połączenia sera żółtego ze zwykłą sklepową szynką, wolę już sam ser.

    Zupki chińskie na sucho - TYLKO I WYŁĄCZNIE, dolewanie wrzątku to psucie smaku :)

    Jeśli chodzi o ocet - nie piję, ale jak jem galaretę, to leję tego octu tyle, że aż mi się buzia krzywi.

    Uwielbiam słodycze, ale mogę bez nich żyć, zjem kawałek czekolady, a nie całą. Ale inaczej jest z chipsami - jak nie jem, to nie jem. Ale jeśli kupię sobie paczkę na wieczór, to na pewno do wieczora nie doczeka. I nawet jak jestem najedzona pod korek, zjem całą paczkę, czy to małą, czy dużą..

    Moim małym dziwactwem jest to, że jak mi coś posmakuje, to mogę to jeść miesiącami. Teraz jest w miarę stabilnie, bo mam okazję testować nowe rzeczy, więc nie jem ciągle tego samego, ale kiedyś to był koszmar dla mojej mamy :) Jak polubiłam jajecznicę, to jadłam ją codziennie przez pół roku, jak tosty - kolejne pół roku na śniadanie i kolację. Teraz jest owsianka lub jogurt z płatkami owsianymi z owocami, codziennie przez kilka lat na śniadanie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skoro coś jest dobre, po co to zmieniać? ;) też często ciągle jem to samo. skoro mi smakuje nie widzę powodów, żeby rezygnować.

      cieszę się, że podzielasz moje zdanie w kwestii zupek chińskich :)

      Usuń
  4. To_co_lubie_gotuje.pl27 kwietnia 2017 10:32

    Super, świetny wpis. Chyba każdy z nas ma swoje małe dziwactwa. Ja akurat uwielbiam kanapki i mogłabym jeść je cały dzień ;)

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...