wtorek, 2 sierpnia 2016

Wspomnienia z 27 tygodnia ciąży

27 tydzień ciąży to już szósty miesiąc. Grubo za połową. Może jeszcze nie zaawansowana ciąża, ale początek trzeciego trymestru. Już bliżej, niż dalej. Jak wyglądał moje życie w tym okresie. Jak ciąża wpłynęła na moje samopoczucie i egzystowanie? Jak czuje się kobieta w 27 tygodniu ciąży? Dzisiaj chciałam podzielić się moimi wspomnieniami i obserwacjami z tego okresu.

Wspomnienia z 27 tygodnia ciąży

27 tydzień ciąży (dla niewtajemniczonych szósty miesiąc) wydawał mi się stanem totalnie zaawansowanej ciąży. Dopóki w nią nie zaszłam. Bo nie czułam się jakoś specjalnie inaczej. Tak szczerze, to bardziej odczuwałam początki ciąży i dolegliwości pierwszego trymestru. Początek trzeciego trymestru ciąży nie był dla mnie specjalnie trudny i nie zaobserwowałam jakichś kolosalnych zmian. Oczywiście wiele się zmieniło, ale nie AŻ tak ;)



Duży brzuch. To oczywiste. Jest już naprawdę duży. Prawie nie da się go ukryć. Z drugiej strony wydaje mi się, że też się jakoś specjalnie AŻ tak w oczy nie rzuca. Nago wiadomo, widać. W obcisłych ubraniach też. Ale w takich luźniejszych czy w ogóle w kurtce (to sam początek wiosny) ciążą nie jest taka oczywista na pierwszy rzut oka. No, oczywiście jak się ktoś przyjrzy, to widzi. Nie zauważyłam też, żeby brzuch jakoś utrudniał mi funkcjonowanie czy zmieniał sposób poruszania. Wciąż samodzielnie wiążę buty i maluję paznokcie u stóp (a tak mnie tym straszyli).

Sporadycznie pojawiają się u mnie bóle pleców. Częściej, niż przed ciążą, ale wciąż na tyle rzadko, że o nich nie pamiętam, jeżeli akurat nie trwają.

Trochę szybciej się męczę i bardziej chce mi się spać. Nie jest to ogromnie dokuczliwe, jednak widzę różnicę pomiędzy swoim samopoczuciem i kondycją teraz a przed ciążą. Męczy mnie wchodzenie po schodach. Podczas dłuższych spacerów muszę czasami sobie usiąść i odpocząć. Szybciej kładę się spać i śpię dłużej (jeżeli tylko mogę). Nie dam rady również zbyt długo stać, bo robi mi się słabo, zimno, gorąco i bardzo źle.

Nie przytyłam jakoś ogromnie. Nie wiem, ile dokładnie. Na razie mniej niż 7 kilo. Oprócz brzucha, widzę po ubraniach, że utył mi też trochę tyłek i biodra oraz biust. Od dłuższego czasu nie noszę już spodni, bo nawet jak się w nie mieściłam to i tak za bardzo mnie cisnęły w brzuch. Obecnie w mojej garderobie królują legginsy i sukienki oraz spódnice. Większość ubrań które noszę, zakładałam również przed ciążą. W 27 tygodniu ciąży jest mnie trochę więcej, ale bez przesady. Tak szczerze to wydaje mi się, że większość przytyłam, bo nie biegam od pięciu miesięcy, a nie bo ciąża ;)

Tęsknię za bieganiem trochę. Czasami bardziej. W ogóle natomiast nie brakuje mi alkoholu. Nie mam już również potrzeby brać tabletek przeciwbólowych. Nie czuję się jakoś specjalnie ograniczona przez ciążę. Normalnie chodzę do pracy, sprzątam, gotuję, odwiedzam rodzinę, żyję, jeżdżę autobusami, chodzę na zakupy.  Normalnie żyję.

Zaczęłam podejrzewać, że balsamy do ciała działają lepiej, niż sądziłam. Po kilku miesiącach regularnego smarowania się moja skóra jest super gładziutka. Wydaje mi się również, że troszeczkę zmniejszył mi się cellulit. Oczywiście to może być kwestia hormonów. Teoretycznie powinien się powiększyć, ale zmniejszyć się też mógł. Bo kto ciężarnej zabroni? Wciąż natomiast podtrzymuję swoją opinię, że nie ważne czym się smarujesz. Może być balsam, może być olejek. Może być za 50 zł albo za 5 zł. Nie ma to większego znaczenia. Pisząc, że regularnie się smaruję mam na myśli kilka razy w tygodniu. Staram się codziennie albo chociaż co drugi dzień. Nie bardzo natomiast wyobrażam sobie, żeby wklepywać balsam dwa razy dziennie. Jak dla mnie to już przesada.

W okolicy drugiego trymestru przestały mi się przetłuszczać włosy. Do tej pory musiałam je myć co 2-3 dni. Teraz spokojnie wytrzymują tydzień, a nawet dłużej. W dodatku wyglądają wyraźnie lepiej. Są bardziej lśniące, ładniej się układają i do tego są grubsze i jest ich jakby więcej. Wiem, że to chwilowe i po porodzie znowu się zepsują, ale obecnie cieszę się bardzo ładnymi włosami. Więcej we wpisie Moje włosy w ciąży.  Również moja cera nieznacznie się poprawiła. A nigdy nie miałam z nią specjalnych problemów. Ludzie mówią, że ładnie wyglądam i promienieję. W to akurat nie do końca wierzę, co nie zmienia faktu, że to bardzo miłe :)

27 tydzień ciąży


Przez te 27 tygodni ciąży dwa razy byłam w szpitalu. Za każdym razem był to fałszywy alarm (moim zdaniem, ale co ja tam wiem). Pierwszy raz na samym początku ciąży z rozpoznaniem zagrożenie poronieniem, a drugi raz w 25 tygodniu ciąży z diagnozą zagrożenie przedwczesnym porodem. Ostatecznie za pierwszym razem okazało się, że to nic, a za drugim, że problemy z żołądkiem ;) Szpitali nie cierpię, ale z każdego pobytu coś tam wyniosłam. A przynajmniej się starałam. Sprawdź, jak sensownie wykorzystać czas w szpitalu.

Niesamowicie mnie wkurza, jak słyszę, że ciąża to nie choroba i że nie jestem kaleką. Chociaż to prawda. Przywalić porządnie cały czas potrafię ;) Jednakże jest mi bardzo miło, kiedy ludzie wykazują się życzliwością wobec mojego odmiennego stanu i ułatwiają mi życie. Od obcych (np. w autobusie) tego nie wymagam, ale bardzo zależy mi na pomocy i wsparciu od najbliższych. Ciąża nie jest chorobą, ale jest stanem odmiennym i wyjątkowym. I towarzyszą jej pewne niedogodności.

Czuję ruchy dziecka w brzuchu i z początku było to... dziwne. Niewygodne. Teraz już się przyzwyczaiłam i nie zwracam specjalnej uwagi. I wciąż mam problemy z odróżnieniem, kiedy to mój maluszek a kiedy to tylko mój układ pokarmowy daje o sobie znać ;)

Czasami mówię do brzucha albo go głaskam, ale robię to bardzo sporadycznie. Cały czas nie do końca do mnie dociera, że ktoś tam jest.

Szybciej się przejadam. Muszę jeść mniej albo wolniej. Albo jakoś sobie to rozkładać na więcej posiłków w ciągu dnia.

Zdarza mi się zapomnieć, że jestem w ciąży. To znaczy w ogóle o tym nie myślę. Oczywiście nie jest tak, że po drugim drinku łapię się na tym, że przecież nie powinnam pić ;) Raczej myśli o ciąży i dziecku nie towarzyszą mi przez cały czas. Ekscytuję się, cieszę i martwię również wieloma innymi sprawami, które kompletnie nic wspólnego z ciążą nie mają.

Nie zauważyłam, żebym w ciąży była bardziej nerwowa czy płaczliwa niż zwykle. Nie miewam również żadnych kulinarnych zachcianek. Jem normalnie jak do tej pory. Jedynie lubiane przeze mnie jagody goji zaczęły mnie obrzydzać. Ale to jedyna kulinarna zmiana w ciąży.

Nie wyobrażam sobie, żeby od początku czy nawet od połowy ciąży siedzieć na zwolnieniu, jeżeli nie byłoby to absolutnie konieczne i podyktowane wskazaniami lekarza. Umarłabym i zanudziła się bez pracy. Cieszę się, że wykonuję takie zajęcie, które jest bezpieczne i komfortowe również w ciąży i nie muszę rezygnować z pracy. 

27 tc
Źródło: pixabay.com

Ogólnie rzecz biorąc 27 tygodni ciąży minęło mi bardzo szybko. Czasami to nawet się dziwiłam, że jestem w ciąży ;)  Poza kilkoma epizodami (głównie w pierwszym trymestrze) raczej na nic nie narzekałam i ciążę przeszłam dobrze.

6 komentarzy:

  1. Tak ciąża to nie choroba. Ja się czułam dużo gorzej w ciąży niż jak bym była chora. Różne są ciąże.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dobrze mieć za sobą ten okres już!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyglądasz bardzo ładnie. Fajnie, że dobrze to znosisz, bo różnie to bywa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uważaj na siebie :) Ciąża to nie choroba, ale stan odmienny. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej już nie pamiętam jak to było. Pamiętam tylko, że wracałam z pracy (pracowałam do 34 tygodnia), jadłam obiad i zasypiałam, bo byłam tak zmęczona :D

    OdpowiedzUsuń
  6. jej ciaza to piekny okres...fajnie ze to opisujesz

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...