środa, 11 maja 2016

Wspomnienia z zeszłorocznego maratonu

Rok temu przebiegłam swój pierwszy maraton. No, może nie dokładnie rok temu. 19 kwietnia 2015 roku stanęłam na starcie 14. Cracovia Maraton. Pamiętam, że było dość chłodno, a przed wyjściem z domu jadłam słodycze. Moje ukochane żelki i chyba jakiegoś batonika. Nie stresowałam się aż tak bardzo, jak należałoby biorąc pod uwagę, że to pierwszy raz, a moje przygotowania też pozostawiały wiele do życzenia. W autobusie jechali sami maratończycy a pewien starszy pan bardzo sobie chwalił 70. urodziny, ponieważ automatycznie przeskoczył do kolejnej kategorii wiekowej i jego szansa na lepsze miejsce wśród rówieśników znacząco wzrosła. Pamiętam też, że autobus tego dnia lekko zmienił trasę, co lekko mnie zestresowało. Ale i tak przybyłam na miejsce startu 14. Cracovia Maraton grubo przed czasem.

Cracovia Maraton wspomnienia



Umówiłam się z Małgą przy sklepie ze słodyczami. I to było dopiero wyzwanie, bo nie miałam pojęcia, gdzie ten sklep jest. Ale znalazłam. Wtedy pierwszy raz spotkałam Małgę na żywo (chyba). I było fajnie. Nie nastawiałam się na nic kompletnie. Chciałam tylko ten maraton, swoje pierwsze 42 kilometry przebyć. Przebiec, przejść, przeczołgać. Nieważne. Pokonać. Nawet nie wiedziałam w jaki czas celować i co obstawiać, bo doświadczenia na takim dystansie miałam mniej, niż zero. Trochę na czuja i chybił trafił wybrałam sobie przedostatnią strefę czasową 5:00-5:30. I idealnie się wstrzeliłam (05:15:57), chociaż nie ukrywam, że w głębi duszy liczyłam, że uda mi się trochę wyprzedzić logikę i zdrowy rozsądek. Nie udało się. Może to i dobrze. Nie płakałam z tego powodu. Bardziej jeżeli już to z powodu bolących kolan i pewnego braku na mecie. I nie mam tutaj na myśli braku kanapek, na które ze swoim ślimaczym tempem się już nie załapałam.



Pierwszy kilometr (kiedy już udało mi się minąć linię startu, czyli po jakichś 5-10 minutach od oficjalnego wystrzału na rozpoczęcie maratonu) był emocjonujący. W końcu to pierwszy maraton. A ja go biegnę. Wokół pełno kibiców. Tłum szaleje. Uśmiech na twarzy. Czuję, że żyję. Później było... dziwnie. Mam na myśli tempo. Bardzo, bardzo spokojne. Czasami miałam wrażenie, że bardziej idę niż biegnę. Ale postanowiłam się nie wyrywać. Nie na samym początku. Jeżeli będę miała siłę, to za połową wyprzedzę swoje baloniki. Na razie biegnę jak reszta mojej strefy czasowej. W końcu to jest maraton. 42 kilometry. W życiu tyle nie przebiegłam i nie mam pojęcia co mnie jeszcze czeka. Nie ma co zgrywać kozaka na samym początku, bo można końca nie doczekać.

Cracovia Maraton na pewno był dla mnie ogromnym przeżyciem. Bardziej fizycznym. Mocno mnie przeczołgał. Albo raczej to ja siebie przeczołgałam. Ostatnie kilkanaście kilometrów to była droga przez mękę ze względu na ból kolan. Zmęczyć się nie zmęczyłam, bo biegłam powoli. Tempo na 5 godzin w maratonie jest bardzo luzackie. Przynajmniej tak do połowy ;) Później nawet te luzackie, wlekące się baloniki z czasem 5:00 gdzieś mi odleciały. A ja zostałam sama ze sobą i swoim nieprzygotowaniem. W pewnym momencie, już za połową, na błoniach, dostałam nagłego powera. Nie wiem skąd, ale sił mi przybyło. I to były moje najszybsze kilometry. Tak ze dwa. Ale i tak nie dogoniłam swoich baloników. A później znowu moje nogi naszło zwątpienie. Nie będę ukrywać, że kilka dobrych kilometrów zwyczajnie przemaszerowałam. I wcale nie czułam się wtedy gorsza. Czułam się wielka, że w ogóle utrzymuję się w pozycji stojącej i jeszcze poruszam na przód. Bieganie jest fajne, ale czasami boli. Cała relacja z mojego maratonu oczywiście w archiwum bloga -> Mój pierwszy maraton: 14. Cracovia Maraton. Miło sobie przeczytać jeszcze raz i spojrzeć z perspektywy czasu.

Od mojego pierwszego maratonu minął już ponad rok. Drugi pobiegnę najwcześniej za dwa lata. Koronę Maratonów spokojnie zdążę zrobić, jak nie przed trzydziestką to przed czterdziestką ;) Tak z perspektywy czasu nasuwa mi się kilka stwierdzeń. Może komuś się przydadzą podczas tegorocznego 15. Cracovia Maraton już w niedzielę 15 maja.

Cracovia Maraton medal


  1. Mogłam się lepiej przygotować do maratonu, ale tego nie zrobiłam i nic się nie stało, świat się nie zawalił. Nie ma co się spinać. Można pobiec maraton w 3-4 godziny, a można go przemęczyć w ponad 5 godzin i jeżeli tylko po drodze nie dostajemy zawału ani innej kontuzji to jest ok. Silne zmęczenie i lekkie nadwyrężenie jest normalne w przypadku tak długiego dystansu. Nie jesteśmy robotami, a taki maraton to jest wyzwanie i wysiłek. Zarówno pierwszy maraton, jak i któryś z kolei.
  2. Może i mogłam nie brać bidonu z wodą, bo tylko mi ciążył, a wodopojów na trasie było wystarczająco dużo. Z drugiej strony komfort psychiczny i świadomość, że w razie czego nie uschnę z pragnienia są również bardzo ważne. Podejrzewam też, że gdyby pogoda była bardziej upalna to własna woda mogłaby mi się bardzo przydać.
  3. Dobrze, że ubrałam się ciepło. Takie gadanie, że w ruchu będzie mi gorąco może się sprawdza w przypadku biegów na dyszkę, ewentualnie u tych, którzy robią maraton w trzy godziny. Jeżeli jednak ktoś wie, lub podejrzewa, że nie będzie pędził to na maraton lepiej nie ubierać się zbyt lekko.
  4. Nie wiem, czy inne dziewczyny mają tak samo, ale dla mnie pomadka do ust była jedną z najważniejszych rzeczy w moim podręcznym maratońskim wyposażeniu. Absolutną koniecznością są również chusteczki higieniczne. Do smarkania. Rękawy starczą może na 10 kilometrów, ale nie dalej.
  5. Może miałabym lepszy czas, gdybym zaczęła trochę szybciej. Może nogi zastrajkowałyby mi kilka kilometrów dalej, co pozwoliłoby oszczędzić nawet cenne pół godziny. Może. Ale może musiałabym zejść z trasy, co byłoby zdecydowanie gorsze, niż te wymęczone 5 godzin.


16 komentarzy:

  1. Podziwiam. Bo mój maraton to najprędzej za parę lat, ale chciałabym kiedyś pokonać ten dystans.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję ukończenia maratonu :) Ja bym nie dała rady, bo nie mam kondycji fizycznej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajnie, że dałaś radę! Najważniejsze to wiara w siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam, bo ja po 100 m biegu wypluwam płuca. A jeszcze bardziej podziwiam, że spotkałyście się przy sklepie ze słodyczami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja biorę w sobote udział w biegu firmowym we Wrocławiu - ale nawet te 5km to dla mnie już wyczyn!

    OdpowiedzUsuń
  6. Podziwiam za wytrwałość. U mnie bieganie zupełnie się nie sprawdziło jako forma aktywności fizycznej. Po 5 km wysiadają mi kolana. O wiele bardziej preferuję jazdę rowerem czy długie i szybkie spacery.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem pełna podziwu. Ja nigdy na to bym się nie zdecydowała, a po 5 godzinach biegu bym umarła, a nawet po kilku kilometrach bym już odpadła :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Żadne wymęczone Ania tylko pięknie przebiegnięte :) Mój pierwszy maraton to 13. Cracovia Maraton i pokonałam go w 5,5 godz, a drugi o 30 min. szybciej. Pierwszy maraton był dla mnie szczególny, bo pierwszy. Niestety nikt z bliskich nie czekał na mnie na mecie ale przeżycia związane z maratonem są ogromne. To prawda, że bieganie jest fajne ale czasem boli. Boli bardzo...na 35 km ;) Za dwa dni mam kolejny maraton i jednocześnie jest stres i radość.

    OdpowiedzUsuń
  9. Aniu zawsze pierwszy raz jest najtrudniejszy;) skoro nie ma się doświadczenia to można gdybać;) dlatego pierwszy maraton należy ukończyć w dobrym "stanie" a nie jak zombi;) to przecież najważniejsze, bo życiówka i tak pewna;) Każdym następny też będzie Ci dawał dużo do myślenia;)

    Emil Zatopek: "Chcesz pobiegać, przebiegnij milę, chcesz doświadczyć nowego życia przebiegnij maraton..."

    OdpowiedzUsuń
  10. Byłaś super twarda! I zobacz, jak super, że udało się to załatwić w zeszłym roku :D Właśnie tak miało być! I powinnaś być z siebie cały czas serio dumna!

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja dzis przebieglem 1/10 maratonu i zgaduje, ze to jest o 1/10 maratonu wiecej niz Ty.
    Z maratonczykami z bozej laski najczesciej tak to jest,ze najpierw biegaja wolno,a potem juz wcale nie biegaja tlyko wspominaja.

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...