poniedziałek, 30 listopada 2015

Posiłki w szpitalu

Posiłki w szpitalach to temat budzący jednocześnie śmiech, jak i smutek. Najtańsze parówki, bezsmakowa breja i pół ogórka to taki szpitalny klasyk żywieniowy. Jestem kolejną osobą, która może potwierdzić, że jedzenie w szpitalach jest podłe i nie zaspokajają wszystkich potrzeb żywieniowych człowieka. Zdrowy na szpitalnej diecie może się pochorować. 

Posiłki w szpitalu


Posiłki w szpitalach są kiepskiej jakości. Króluje biały chleb, parówki i pasztety. Śladowe ilości wartości odżywczych. Najsmutniejsze są kolacje. Obiady nie wyglądają zachęcająco, ale na upartego można je uznać za pełnowartościowy posiłek. Niestety jeden w ciągu całego dnia to trochę za mało. Na plus również, że było masło, a nie margaryna. Poza tym wszystko na minus. Zresztą spójrzcie sami. Chleb rano i chleb wieczorem. I to biały chleb pozbawiony praktycznie wszystkich wartości odżywczych. A do tego chleba odrobina najtańszego wyrobu mięsopodobnego typu parówka czy pasztet. Całkowity brak owoców i  warzyw. Dramat. Niesmaczne i niezdrowe. 

Przykładowe posiłki w szpitalu

Śniadanie w szpitalu: 
  • Kawa zbożowa na mleku, 2 łyżki białego sera ze szczypiorkiem, 2 kromki białego chleba, masło, herbata.
  • Herbata, dwie kromki chleba (jedna biała, druga udawana ciemna), masło, 2 plastry szynki konserwowej

Jedzenie w szpitaluSzpitalne jedzenie

Obiad w szpitalu: 
  • Pomidorowa z makaronem, rozgotowana marchewka z czymś, kawałek gotowanego mięsa  w sosie, ziemniaki, kompot.

Szpitalny posiłek
Z fleszem czy bez wygląda również paskudnie ;)

Kolacja w szpitalu:
  • 1 kromka białego chleba, 2 kromki udawanego ciemnego chleba, kawałek pasztetu, masło, herbata
  • 2 parówki wielkości mojego kciuka (czyli dwie ćwiartki z tradycyjnej długości parówki), 2 kromki białego chleba, ketchup, masło

Szpitalne menu

Jedzenie w szpitalu


Podwieczorek i II śniadanie istniały, ale tylko w teorii. W praktyce nigdy nikt ich nie dostał. 

Menu w szpitalu posiłki
Kliknij, aby powiększyć
Posiłki w szpitalach poza kiepskim wyglądem, smakiem i wartościami odżywczymi są również bardzo skąpe. Ja wiem, że jak człowiek cały dzień leży, to zużycie energii mu spada. Ale nie tak od  razu i nie aż tak. Chcąc polegać jedynie na szpitalnym jedzeniu człowiek cały czas jest głodny. Nie dość, że nuda, obawa o zdrowie, kiepskie samopoczucie to jeszcze głód. Wystarczyły dwie szpitalne kolacje (z których drugiej już nie tknęłam), żebym doszła do wniosku, że już zdrowiej byłoby stołować się w fast foodzie. Ja naprawdę rozumiem, że brakuje pieniędzy na wszystko, ale nie pojmuję jak to funkcjonuje, że z jednej strony nas leczą lekami i zabiegami, a z drugiej podtruwają taka ot żywnością i pół głodówką. 

A Wy jakie macie doświadczenia ze szpitalnym jedzeniem? Może znacie jakieś szpitale, gdzie karmią dobrze albo chociaż normalnie? Jeżeli tak, koniecznie podzielcie się w komentarzach.

Zobacz też:

sobota, 28 listopada 2015

Za co kocham mojego pieska

11 rzeczy, za które kocham mojego pieska. Mówi się, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Jeżeli mam być całkiem szczera i poważna, to nie za bardzo się z tym zgadzam. Przyjaźń to jednak coś trochę innego. Niektórzy porównują psa do dziecka. Też bym polemizowała. Pies to pies. Nie jest lepszy od ludzi. Nie jest też gorszy. Po prostu nie jest człowiekiem. Jest psem. Co nie znaczy, że nie da się go kochać. Ja moją Piccolę kocham bardzo. Tyle, że po psiemu ;)



1. Zawsze ma ochotę iść ze mną na spacer. Nie ważne, czy jest mróz, upał czy środek nocy. Piccola zawsze chętnie pójdzie się przejść.
2. Kiedy budzę ją w nocy, żeby sprawdzić czy żyje, w ogóle nie ma mi tego za złe. Wręcz przeciwnie, patrzy na mnie z miłością tymi pięknymi oczami jakby chciała powiedzieć hej, miło cię widzieć.
3. Wygrzebuje moje włosy z odpływu i zlizuje wszystko, co zdarzy mi się wylać na podłogę. Z jednej strony pies trochę brudzi, ale z drugiej pomaga w utrzymaniu porządku ;)
4. Cieszy się, kiedy wracam do domu. Zarówno wtedy, kiedy wracam po całym dniu z pracy jak i wtedy, kiedy wracam po dwóch minutach ze śmietnika.
5. Nie jest wybredna i ze smakiem zjada wszystko, co jej przygotuję.
6. Mam ją od roku i była przy mnie we wszystkich najgorszych momentach tego roku.
7. Zawsze w nocy musi spać tuż przy mnie. Bywa to oczywiście irytujące i utrudnia mi sen, ale jest też przesłodkie, że tak bardzo zależy jej na tym, żeby być blisko.
8. Ostrzega mnie, że ktoś się kręci za drzwiami. Szczeka również kiedy jestem w łazience i dzwoni mi telefon.
9. Jest cieplutka i puchata.
10. Nie ma dla niej znaczenia, czy właśnie wyszłam spod prysznica, czy wróciłam z wyczerpującego treningu.
11. Jest żywo zainteresowana jaką książkę czytam i co piszę na blogu.



Zobacz też:

czwartek, 26 listopada 2015

Emily Giffin - "Coś niebieskiego"

"Coś niebieskiego" Emily Giffin to bardzo przyjemna i lekka (chociaż nie tak całkiem głupawa) powieść dla kobiet. Główną bohaterką jest trzydziestoletnia Darcy Rhone, osoba pewna siebie, atrakcyjna i zawsze stawiająca na swoim. "Coś niebieskiego" to historia kobiety, która zostaje samotną matką już na początku ciąży. Na własne życzenie i kompletnie mi jej nie żal. A trochę nawet jej zazdroszczę, chociaż oczywiście nie wizji samotnego macierzyństwa. 



"Coś niebieskiego" autorstwa Emily Giffin to kontynuacja historii z książki "Coś pożyczonego". Ciężko jest mi stwierdzić, czy koniecznie trzeba czytać te powieści po kolei, czy to bez większego znaczenia. Zależy czy ktoś woli zacząć od początku, czy od środka a początek poznać później. Moim zdaniem "Coś pożyczonego" i "Coś niebieskiego" chociaż doskonale się uzupełniają, dają również radę jako samodzielne i niezależne dzieła. Nie trzeba czytać obydwu, ale moim zdaniem warto. 

"Coś niebieskiego" udało mi się przeczytać chyba jeszcze szybciej niż "Coś pożyczonego" i z nie mniejszą przyjemnością. Co ważne, nie jest to tak jak w przypadku "Hopeless" i "Losing Hope" ta sama historia z dwóch punktów widzenia. Większość akcji książki "Coś niebieskiego" to zupełnie nowe zdarzenia. Owszem, niektóre sytuacja przedstawione są podwójnie, z dwóch punktów widzenia, ale generalnie idziemy dalej, a nie stoimy w miejscu. Ogromną przyjemność sprawiało mi czytanie opisów, bo ja jestem wielką fanką opisów (szczególnie jeżeli chodzi o opisywanie wyglądu ludzi, ich jedzenia i pomieszczeń). W książce Emily Giffin nie ma tego jakoś strasznie dużo, ale trochę jest. Nie ukrywam, że główna bohaterka nieco działała mi na nerwy, chociaż z drugiej strony również fascynowała.

Darcy Rhone znajduje się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. I wszystko na własne życzenie. Rozstaje się z narzeczonym, z którym stanowili piękną parę. Jest w ciąży z facetem, który totalnie do niej nie pasuje i z którym szybko się rozstaje. W dodatku traci najlepszą przyjaciółkę, a pozostałe odsuwają się od ciężarnej, z którą już nie da się tak dobrze bawić i imprezować. Darcy jest również skłócona z rodziną i zupełnie sama postanawia wyjechać do przyjaciela z dzieciństwa, który na dodatek średnio się cieszy z tej wizyty, ale ostatecznie zgadza. I tak ciężarna kobieta próbuje zacząć życie od nowa powtarzając wszystkie swoje błędy. Jak to się skończy? Sprawdźcie.

Zobacz też: 

wtorek, 24 listopada 2015

Paznokcie hybrydowe trwałe jak... za PRLu

Polska Rzeczpospolita Ludowa (PRL) to nazwa państwa polskiego w latach 1952–1989, czyli w czasach na które przypadała młodość moich rodziców. Ja urodziłam się w 1989 roku, czyli dokładnie wtedy, kiedy PRL się właśnie kończył. Nie mogę mieć swoich skojarzeń z tym okresem, bo prawie mnie wtedy nie było. Formalny koniec PRLu miał miejsce 29 grudnia 1989. Miałam wtedy jakieś pół roku, więc ten okres znam tylko z opowieści. PRL kojarzy mi się nie tylko z kolejkami po wszystko i pracą dla każdego. Najbardziej kojarzy mi się z... trwałością.



Za PRLu wszystko było jakieś takie bardziej trwałe i stabilne. I buty i związki (międzyludzkie). Do dzisiaj mam buty, w których chodziła moja mama zanim poznała tatę. I cały czas w tych butach chodzę. Wymyte i napastowane wyglądają jak nówka sztuka. Po tych ponad 30 latach jedyne, co butom dolega to że się trochę wkładka wewnątrz wyciera. Podeszwa nietknięta, skóra na czubku nietknięta. Nie wiem jak mama, ale ja tych butów w ogóle nie oszczędzałam ani specjalnie nie szanowałam. A one wciąż mają się świetnie. Podejrzewam, że moje córeczki też będą w nich chodzić (o ile im moda pozwoli). 

W obecnych czasach bardzo tęsknię za trwałością. Ja lubię mieć wszystko na zawsze, a przynajmniej na długo. Zupełnie nie przemawia do mnie idea butów czy sprzętów na jeden sezon. A niestety zazwyczaj tak to wygląda. Kupuję coś nie na zawsze, tylko na rok góra dwa. Jasne, jest tanie. Bez problemu mogę sobie kupić kolejne. Tylko nie o to chodzi. Dlatego tak bardzo spodobała mi się idea paznokci hybrydowych. Taki manicure jest trwalszy i bardziej wytrzymały. Efekt utrzymuje się długo, a lakier wygląda nienagannie bez odprysków i ścierania. Manicure hybrydowy wygląda naturalnie, nie niszczy paznokci i co najważniejsze trzyma się o wiele dłużej niż zwykły lakier. Paznokcie hybrydowe trwałe jak... za PRLu.

Zobacz też:

niedziela, 22 listopada 2015

Dlaczego nie mam Snapchata?

Snapchat to... no właśnie. Co to jest Snapchat? Aplikacja, komunikator internetowy, kanał social media? Snapchat służy do nagrywania, oglądania i przesyłania krótkich filmików. Twórczość na Snapchacie nie jest nigdzie przechowywana, znika od razu i nie ma możliwości obejrzenia archiwalnych nagrań. Wyjątkiem jest umieszczenie ich w My Story. Wówczas znikają dopiero po 24 godzinach. Jedyną możliwością utrwalenie oglądanych treści jest robienie screenów, ale autor filmiku zostanie o tym poinformowany. Snapchat ma jeszcze (na pewno) kilka innych opcji i możliwości, o których ja nie wiem, bo Snapchata nie mam. Gdyby ktoś chciał poszerzyć moją wiedzę zapraszam do komentowania. 


Nie jestem fanką najnowszych technologii
Dlaczego nie mam Snapchata? Ja nie jestem zbyt nowoczesną osobą. Do nowinek technologicznych podchodzę z dystansem. Na pewno nie rzucam się z radością do ich testowania. Raczej spokojnie czekam aż pierwszy szał minie i wtedy ewentualnie delikatnie próbuję je oswoić. Bardzo długo namawiano mnie do wymiany telefonu na model dotykowy. Początkowo byłam bardzo na nie. Później mój opór zelżał, ale wciąż nie widziałam takiej potrzeby. Tak naprawdę dopiero kiedy zaczęłam użyć smartfona uświadomiła sobie, jak bardzo jest on mi przydatny. I wciąż nie kupiłam jeszcze nic przez internet (zamawianie w aptece z dostawą do placówki i płatnością przy odbiorze nie klasyfikuje się dla mnie jako zakupy przez internet ;)). 

Nie umiem w Snapchata
Snapchat mnie przeraża. Nie umiem w Snapchata i nie rozumiem ani jego sensu ani fenomenu. Filmiki są z reguły fatalnej jakości (widziałam screny) i jakoś nie wydaje mi się, żeby spontaniczne kilka sekund nagrania zawierało bardziej wartościowe treści, niż starannie przygotowany filmik na youtube. Spontaniczne, krótkie filmiki i inne migawki z życia dodaję na Instagram (tzn. filmików nie chociaż bym chciała, ale nie umiem ;)) i tam też oglądam. Nie czuję, żeby potrzebny był mi Snapchat. 



Mój głos nie brzmi tak, jak trzeba ;)
Nie wiem, jak mój głos brzmi na żywo, ale słyszałam jak brzmi na nagraniach. I nie jest to dźwięk, który mi się podoba. Ma w sobie coś potwornie irytującego i śmiesznego w tym negatywnym znaczeniu. Tak, wiem, mało kto lubi słuchać swojego głosu i nawet jest na to naukowe wyjaśnienie (jak ktoś pamięta niech przypomni albo rzuci linkiem w komentarzach). Poza tym mam wadę wymowy, więc oczywistym jest że raczej będę pisać, niż mówić. Nie żebym miała jakieś wielkie kompleksy, już nie. Mimo wszystko moja wada wymowy jest jednym z powodów, dla którego nie mam Snapchata. 

Wolę pisać i nie umiałabym ogarnąć tylu kanałów
Pisanie na blogu sprawia mi ogromną przyjemność, mam mnóstwo pomysłów i wiele gotowych notek na zapas. Uwielbiam również Instagram, chociaż aktualizuję go nieco rzadziej. Z Fejsbukiem mam relację skomplikowaną. Próbuję, ale nie do końca to jeszcze czuję, co pewnie widać na moim fanpage'u Abakercja. Google + mam, ale nie robię tam prawie nic. Wpisy z bloga same mi się dodają, chociaż ostatnio dołączyłam do kilku społeczności. Twittera nie mam. Tym bardziej nie mam już czasu i serca na Snapchata. Ogarnianie tak wielu kanałów nie jest takie proste, jeżeli chce się jeszcze mieć jakieś życie prywatne, o pracy i domu nie wspominając. 



Nie wiem, kto by w ogóle chciał oglądać moje snapy ;)
Nie mam Snapchata również dlatego, że podejrzewam, że nikt by tego nie oglądał ;). A nagrywać w próżnię coś, co zaraz zniknie jest totalnie bez sensu. Pisanie notek na blogu czy wrzucanie zdjęć, których nikt nie ogląda na Instagram, to co innego, bo one nie znikają. Teraz nie ma zainteresowania, ale to się może zmienić. Stworzone treści pozostają, te na blogu mogę edytować, uzupełniać i udoskonalać. A ze Snapa wszystko znika. Nawet gdyby faktycznie ktoś chciał to oglądać, to mocno zniechęca mnie idea tworzenia czegoś, co i tak niebawem przepadnie na zawsze. Moim zdaniem szkoda czasu i wysiłku w tworzenie tak ulotnych treści. 

Nie mam Snapchata i póki co nie zapowiada się, żebym miała mieć. Nie odpowiada mi taka idea i nie widzę tam siebie. Oczywiście całkiem możliwe, że za kilka miesięcy czy może lat wszystko się zmieni i będę regularnie snapować. Nigdy nic nie wiadomo. ;)


A Wy macie Snapchata? Jaki jest Wasz stosunek do Snapchata?

Zobacz też:

piątek, 20 listopada 2015

HIV - zbadaj się bezpłatnie i anonimowo

Z okazji rozpoczynającego się Europejskiego Tygodnia Testowania na HIV postanowiłam poświęcić trochę miejsca tej bardzo istotnej sprawie. HIV to wirus zespołu nabytego braku odporności, który może wywołać chorobę AIDS. Temat cały czas jest kontrowersyjny i wciąż pokutuje wiele mitów na temat HIV i AIDS. Z tego też powodu większość ludzi zakażonych tym wirusem żyje sobie spokojnie i nie wie, że są nosicielami. Gdyby w porę się dowiedziały mogłyby żyć jeszcze dłużej i jeszcze lepiej. Dlatego warto się badać, nawet jeżeli wydaje nam się, że jesteśmy zdrowi. Test na HIV można zrobić bezpłatnie i anonimowo.

Źródło: pixabay.com
Różnica pomiędzy HIV i AIDS
HIV i AIDS to nie jest to samo, chociaż są ze sobą powiązane. HIV to wirus, AIDS to choroba. HIV jest przyczyną AIDS. Nie każdy nosiciel HIV ma lub będzie miał AIDS. 


Gdzie zrobić test na HIV?
Test na HIV można zrobić bezpłatnie i anonimowo w większości polskich miast. Na stronie PCK znajduje się lista miejsc, gdzie można bezpłatnie i anonimowo zrobić test na HIV.


Jak przebiega anonimowe badania na HIV?
Opiszę, jak wygląda to w Krakowie, ale podejrzewam, że wszędzie jest podobnie. Punkt Konsultacyjno-Diagnostyczny znajduje się przy ul. Kopernika 19 na II piętrze. Czynny jest w każdy wtorek i czwartek w godzinach 16-19, ale zaleca się przyjść nie później niż o 18. W przyszłym tygodniu (od 23 do 27 listopada 2015) z okazji Europejskiego Tygodnia Testowania na HIV punkt będzie otwarty codziennie.

Źródło: pixabay.com
Po przyjściu należy stanąć (a właściwie usiąść w kolejce) i czekać. Wchodzi się wg kolejności przyjścia. Jedna wizyta trwa na tyle długo, że zdarza się, że nie wszyscy zdążą zostać przyjęci, dlatego warto przyjść jak najwcześniej. Najpierw odbywamy rozmowę z lekarzem, który zadaje nam pytania na podstawie których szacuje ryzyko zakażenia, a także udziela wszelkich informacji na temat HIV. Nie udzielamy żadnych informacji o sobie jak nazwisko czy pesel. Badanie jest anonimowe. Podajemy jedynie rok urodzenia, narodowość i samodzielnie wymyślone hasło, pod którym będzie figurował nasz wynik. Lekarz pyta nas o doświadczenia seksualne, choroby, kontakt z narkotykami i inne ryzykowne zachowania. Większość z tych pytań ma charakter dobrowolny i chociaż pomagają ustalić ryzyko, to wcale nie musimy na nie odpowiadać. Później udajemy się do gabinetu lekarskiego na pobranie krwi. W każdym normalnym przypadku trwa to chwilkę, ale jeżeli bylibyście np. mną może się zdarzyć, że lekarz pomimo dziesięciu prób nie będzie w stanie pobrać wam krwi i będziecie musieli podejść na następny dzień, żeby inna osoba spróbowała swoich sił. Na wynik nie czeka się długo, właściwie są gotowe już następnego dnia, ale odbieramy je oczywiście w czasie otwarcia punktu czyli jak już wspominałam w każdy wtorek i czwartek w godzinach 16-19, a także codziennie w tych samych godzinach w dniach od 23 do 27 listopada 2015. 

Jeżeli wynik okaże się dodatni zawsze przeprowadza się ponowne badanie. Czasami zdarza się dodatni wynik u osób zdrowych. Może być on wynikiem innych chorób lub przyjmowanych leków. Czasami również dodatni test na HIV pomimo braku wirusa wychodzi u kobiet w pierwszym trymestrze ciąży. Warto o tym wiedzieć, szczególnie że ciąża jest jednym ze wskazań do zrobienia testu. 

Jeszcze gdyby kogoś to interesowało, a wstydził się zapytać napiszę, jacy ludzie przychodzą na test do Punktu Konsultacyjno-Diagnostycznego. Różni. Wszyscy. Bardzo młodzi, w średnim wieku i starsi. Kobiety i mężczyźni. Z długimi i krótkimi włosami. W szpilkach, tenisówkach i w glanach. Najróżniejsi ludzie. Zwyczajni ludzie, których codziennie mijamy na ulicy. Gdyby ktoś się spodziewał tzw. marginesu i patologii to ja nie zauważyłam nikogo, kto wyglądałby w sposób odbiegający od ogólnie przyjętych norm. 


W jaki sposób można się zarazić HIV? 
Są trzy główne drogi zarażenia tym wirusem: przez krew, poprzez stosunek seksualny i zarażenie dziecka przez matkę w ciąży i podczas karmienia piersią. HIV można zarazić się również poprzez kontakt płynu mózgowo-rdzeniowego chorej osoby z błonami śluzowymi lub uszkodzoną skórą. W ramach ciekawostek dodam, że HIV można się także zarazić, jeżeli mleko zarażonej matki karmiącej pryśnie nam do oka. Nie wiem, czy taka sytuacja w ogóle kiedykolwiek miała miejsce, ale teoretycznie jest możliwa: wirus jest w mleku karmiącej i ma kontakt z błonami śluzowymi oka. 

W praktyce HIV można się zarazić zarówno podczas klasycznego stosunku, jak i seksu analnego. W przypadku seksu oralnego ryzyko jest mniejsze, ale również istnieje. Najprostszym sposobem, żeby zminimalizować ryzyko jest używanie prezerwatyw zarówno podczas seksu klasycznego, jak i oralnego oraz analnego. Im większa ilość partnerów seksualnych, tym ryzyko jest większe. 

Wirusem możemy zarazić się poprzez bezpośredni kontakt z krwią zakażonego a także z przedmiotami, na których znajduje się ta krew. Duże ryzyko istnieje w przypadku używania tych samych igieł. HIV można się zarazić w szpitalu, u kosmetyczki lub w salonie tatuażu, a także we własnej łazience jeżeli używamy tej samej maszynki do golenia czy cążek do wycinania skórek. 

Jeżeli kobieta ciężarna jest zakażona HIV należy jak najwcześniej podjąć odpowiednie leczenie, co pozwala uchronić dziecko przed wirusem. Pozwala to ograniczyć ryzyko zarażenia dziecka do minimum. W przeciwnym wypadku ryzyko, że ciężarna urodzi chore dziecko wynosi 20-50%. Jeżeli matka ma HIV wykluczone jest karmienie piersią, ponieważ wirus znajduje się również w kobiecym mleku. 

Wirus HIV znajdujący się w krwi jest niebezpieczny do momentu skrzepnięcia krwi. W przypadku plamy krwi jest to dość krótki czas. Inaczej sprawa wygląda, jeżeli chodzi np. o igły ze światłem. Tam wirus ma bardzo dobre warunki, żeby długo sobie bytować. 

Źródło: pixabay.com

W jaki sposób nie można zarazić się HIV?
HIV nie przenosi się przez dotyk ani przez ślinę. Ryzyko zarażenie HIV przez pocałunek jest minimalne (i tylko jeżeli obydwie osoby mają w ustach otwarte ranki). Nie zarazimy się HIV przytulając się do kogoś, czy pijąc z tego samego kubka. Przebywanie w tym samym otoczeniu z osobami chorymi nie stanowi dla nas zagrożenia. Jeżeli chodzi o samo zarażenie się, to też nie jest to wcale takie proste, ale oczywiście lepiej uważać i zachowywać niezbędne środki ostrożności. Jeżeli osoba chora przyjmuje leki jest mniejsze prawdopodobieństwo, że kogoś zarazi, niż w przypadku chorego, który się nie leczy. 


HIV - warto się badać
Lepiej wiedzieć. Wtedy możemy chronić zarówno siebie jak i swoich bliskich. HIV to nie jest wyrok. Można z nim żyć długo i szczęśliwie, a medycyna cały czas idzie do przodu. Najważniejsze, to nie traktować pozytywnego wyniku, jak końca świata. Psychicznie to oczywiście trudne, ale w praktyce aż tak wiele w Twoim życiu się nie zmieni. Zaczniesz przyjmować leki. Będziesz musiał trochę bardziej uważać, żeby nie narażać innych ludzi. Kobieta nie będzie mogła karmić piersią, ale wiele zdrowych kobiet, również z różnych przyczyn nie może karmić piersią, a są świetnymi matkami, zdrowych i szczęśliwych maluchów. Najważniejsze jest nastawienie, to jak do tej informacji podejdziesz. 

Więcej informacji na temat HIV i AIDS znajdziesz na stronie Krajowego Centrum ds AIDS i na stronie Polskiego Czerwonego Krzyża.

środa, 18 listopada 2015

Czego nauczyłam się z książki Daniela Kubacha "Sztuka efektywności"?

"Sztuka efektywności" Daniela Kubacha to niewielka książką, w której polski biznesmen i multimilioner zebrał najważniejsze rady dotyczące zarabiania dużych pieniędzy. Cała tajemnica kryje się w tym, aby działać efektywnie. Ale jak to zrobić? O tym właśnie jest "Sztuka efektywności". Poniżej przedstawiam kilka ważnych rzeczy, których nauczyłam się z książki Daniela Kubacha.


1. Nie warto tracić czasu na robienie rzeczy mało ważnych. O wiele bardziej opłaca się kogoś do tego wynająć, a samemu zająć tym, co najważniejsze i przynosi najwięcej korzyści. Czas, który zyskamy delegując część zadań, można wykorzystać na pracę która przyniesie naprawdę duże pieniądze lub na odpoczynek i dla rodziny. Kiedyś wydawało mi się, że zatrudnianie pani do sprzątania to wymysł bogatych i leniwych. Teraz patrzę na to trochę inaczej. Lepiej zapłacić komuś za sprzątanie a samemu w tym czasie zarobić trzy razy tyle pieniędzy. Albo po prostu odpocząć i spędzić czas z bliskimi, bo to też jest bardzo ważne.  Bez sensu jest tracić swój czas i siły na wykonywanie zadań, które nie przynoszą zysków, a spokojnie może zrobić je ktoś inny. Ten czas jest warty o wiele więcej, niż zapłacilibyśmy pani zajmującej się domem.

2. Należy usunąć ze swojego otoczenia ludzi, którzy nie wnoszą w nasze życie nic wartościowego. To trudne, ale pamiętajmy, że chodzi o nasze życie, nasze szczęście i nasz sukces. Jeżeli ktoś marnotrawi nasz czas nie dając nic w zamian nie ma sensu trzymać go przy sobie. Chodzi tutaj o ludzi, którzy emanują złą energią, zamiast motywować zniechęcają. O ludzi, którzy zajmują nasz czas, nie wnosząc nic dobrego ani wartościowego. W pewnym momencie każdy świadomy człowiek musi zacząć się zastawiać, czy to co robi przybliża go do celu lub uszczęśliwia i jeżeli nie, zmienić coś. Cotygodniowe imprezowanie właściwie nie wnosi nic w twoje życie. Podobnie jak spotykanie się na kawie z nudną koleżanką, która tylko na wszystko narzeka i wszystkich krytykuje. Zwyczaj wieczornego oglądania seriali też właściwie nic nie wnosi w nasze życie i można ten czas wykorzystać na inną rozrywkę np. czytanie książek lub sport.

3. Znajomości są bardzo ważne i nie ma w nich nic złego. Wręcz przeciwnie. Warto budować i pielęgnować dobre relacje. Chodzi oczywiście o ludzi podobnych do nas, z którymi kiedyś możemy stworzyć coś dobrego. Rodziny sobie nie wybieramy, ale znajomych tak. I warto robić to świadomie. Obracać się w wartościowym towarzystwie. Rozmawiać z ludźmi, którzy inspirują, od których możemy się uczyć, z którymi możemy współpracować. Z ludźmi, którzy mają podobne cele i ambicje bez problemu znajdziemy wspólny język. Bogaci ludzie spotykają się z bogatymi ludźmi, ponieważ mają podobne poglądy, ambicje, sposób myślenia. Ludzie kulturalni nie chcą zadawać się z chamami. Obracają się w towarzystwie ludzi o podobnym systemie wartości. Ludzie dbający o swoje zdrowie również obracają się w gronie tych, dla których właściwie odżywiania i sport są ważne. Pamiętaj, że twoje towarzystwo bardzo dużo o tobie mówi i ma na ciebie ogromny wpływ. Sam musisz zdecydować, z kim chcesz się zadawać i jak chcesz być postrzegany.


To oczywiście nie wszystko, jedynie malutki ułamek tego, czego dowiedziałam się czytając "Sztukę efektywności". Porad i pomysłów, jak zacząć zarabiać duże pieniądze jest o wiele więcej. Oprócz tego Daniel Kubach w "Sztuce efektywności" przedstawia kilka tricków i sposobów, żeby zwiększyć swoją efektywność. Radzi, jak pracować nad koncentracją i radzić sobie z rozpraszaczami.

"Sztuka efektywności" to motywujący, inspirujący i napisany prostym językiem poradnik, w którym Daniel Kubach zebrał najważniejsze zasady, z których sam korzystał budując swój biznes. Nie znajdziemy tutaj żadnej wielkiej tajemnicy. Raczej zbiór zasad, z których część na pewno jest wszystkim znana, ale może ignorowana i spychana gdzieś na dalszy plan. Bez względu na to, czy twoją ambicją jest zarabiać miliony, czy być szczęśliwym i spełnionym człowiekiem, warto przeczytać "Sztukę efektywności". Szczególnie, że książka Daniela Kubacha czyta się bardzo łatwo i prosto. Polecam również w trakcie robić notatki. 

Zobacz podobne książki:

poniedziałek, 16 listopada 2015

Niedziela dla włosów: olejowanie i tuningowana maska

Dzisiaj do pielęgnacji włosów użyłam olejku Babydream na rozstępy, maski Kallos Banana i Kallos Hair Botox i odżywki Ziaja Intensywna Pielęgnacja Włosów z witaminami. Do tego zastosowałam również żel z siemienia lnianego, glicerynę i olejek do twarzy Oceanic, AA Oil Infusion 30+. Do mycia szampon Biosilk Summer Therapy, z którego jestem bardzo zadowolona. Efekt jest dobry, chociaż bywało lepiej. 



Przed myciem:
  • Olejowanie włosów olejkiem Babydream fur Mama
  • Emulgowanie maską Kallos Banana
  • Przytrzymanie mieszanki na włosach przez 5 godzin

Mycie:
  • Dwukrotnie rozcieńczonym szamponem Biosilk Summer Therapy

Po myciu:
  • Nałożenie na pół godziny maski Kallos Hair Botox wzbogaconej kilkoma kroplami olejku i gliceryny
  • Żel z siemienia lnianego od połowy długości
  • Odżywka Ziaja Intensywna Pielęgnacja z witaminami od połowy długości
  • Schnięcie naturalne 

Efekty
Włosy jak zwykle są pofalowane. Z natury falują, a zazwyczaj czeszę je w koczek, co potęguje efekt. Kiedyś bardzo zależało mi na idealnie prostych włosach, ale w końcu polubiłam fale. Są bardziej naturalne dla moich włosów i łatwiej je osiągnąć. Prostowanie włosów wymaga sporego nakładu pracy, podczas gdy fale robią się same. Po intensywnym olejowaniu i bogatej masce włosy wyglądają w porządku, ale trochę brakuje mi nawilżenia na końcówkach. Są lekko szorstkie.

Z fleszem i bez flesza
Zobacz też:

sobota, 14 listopada 2015

Co jest najważniejsze na biegach zorganizowanych?

Biegi masowe to temat wzbudzający wiele emocji zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Każdy ma własne oczekiwania i priorytety, jakimi się kieruje wybierając zawody, w których weźmie udział. Niektórzy nawet te powody potrafią sobie sklasyfikować jako ważne, fajne i sensowne albo głupie i żałosne. Ale to nie ja. Ja stworzyłam listę rzeczy, które na biegach zorganizowanych są najważniejsze. Dla mnie. Kolejność (mniej więcej - czasami trudno było zdecydować) od najważniejszego. 

czwartek, 12 listopada 2015

Owsianka pierniczkowa

Owsianka o smaku piernika to mój ostatni śniadaniowy wynalazek. Piernik jest jednym z moich ulubionych ciast. Słodki, aromatyczny i ciężki. Oprócz wspaniałego smaku piernik ma tę zaletę, że łatwo się go przyrządza i właściwie nie da się go zepsuć. Trochę tęsknię za piernikowymi smakami, szczególnie że powoli zbliżają się święta. Piernika nie upiekę, bo nie mam piekarnika, ale wymyśliłam coś w zamian: Owsianka piernikowa!



Owsianka pierniczkowa - składniki:
  • płatki (owsiane lub każde inne, może być również mieszanka naturalnych płatków zbożowych),
  • mleko (zwykłe albo dla wegan jedna z roślinnych wersji: sojowe, migdałowe, kokosowe, owsiane itd),
  • kakao,
  • miód,
  • przyprawy: cynamon, imbir, kardamon, goździki, można także użyć gotowej przyprawy do piernika (albo do grzanego wina),
  • dżem (polecam z czarnej porzeczki, ale śliwkowy czy nawet wiśniowy albo truskawkowy również zda egzamin),
  • orzechy lub migdały (albo to i to),
  • suszone owoce (śliwki, żurawina)
  • wiórki kokosowe

Owsianka pierniczkowa - sposób przyrządzenia
Owsianka pierniczkowa posiada wszystkie cechy piernika: jest słodka, aromatyczna i pyszna. Jej przyrządzenie jest bardzo proste. Wystarczy zalać płatki gorącym mlekiem lub zagotować (co kto woli), a później dodać piernikowe składniki czyli kakao, cynamon i przyprawę do piernika, a dosłodzić miodem. Można również do pierniczkowej owsianki wrzucić trochę dżemu porzeczkowego, orzechy, suszone śliwki czy żurawinę. Gotową owsiankę posypać wiórkami kokosowymi. Pyszna, pierniczkowa owsianka gotowa. Jak zwykle nie jestem w stanie podać dokładnych proporcji składników, bo zawsze robię na oko, zawsze inaczej i zawsze wychodzi pyszne. Polecam zdać się na własne preferencje (jeden woli słodsze, drugi więcej orzechów, trzeci preferuje mocno przyprawione) i odrobinę logiki oraz zdrowego rozsądku (płatków musi być najwięcej).

Owsianka pierniczkowa to bardzo sprytny pomysł. Możemy zjeść piernik na śniadanie i jest to zdrowy, sycący posiłek o umiarkowanej ilości kalorii, cukru i tłuszczu. Możemy mieć piernik w mniej niż 10 minut. Zmywania po tym jest tle co nic (miseczka i łyżeczka). Gorąco polecam owsiankę pierniczkową. Smacznego!

Zobacz też:

środa, 11 listopada 2015

Emily Giffin - Coś pożyczonego

"Coś pożyczonego" Emily Giffin to była świetna lektura. Ciekawa, przyjemna i skłaniająca do refleksji. Temat co prawda oklepany, ale kto powiedział, że wszystko musi być oryginalne i niespotykane, żeby było dobre i fajne? Mamy tutaj młodych dorosłych około trzydziestki i ich perypetie. Przede wszystkim sercowe. Są dwie przyjaciółki i jedna gra pierwsze skrzypce, a druga zawsze jest w cieniu. Jest trzydziestoletnia kobieta, która nie może sobie ułożyć życia prywatnego, a zawodowe też jej nie zachwyca. Jest idealna para on mądry i przystojny, ona piękna i zabawna.


Ale to jest złe, protestuję w myślach, wiedząc, że jest już za późno, że już się poddałam. Przekroczyliśmy razem kolejną granicę. Ponieważ pomimo tego, że już ze sobą spaliśmy, tak naprawdę nie miało to znaczenia. Byliśmy pijani, lekkomyślni. Tak naprawdę nic się nie wydarzyło aż do dzisiejszego pocałunku. Nie wydarzyło się nic, czego nie można było wepchnąć do szafy, pomylić ze snem albo w ogóle zapomnieć. Teraz wszystko się zmieniło. I niech się dzieje co chce. - Emily Giffin - Coś pożyczonego
Książka Emily Giffin poruszyła mnie. Momentami bardzo smuciła. To jakiś masochizm, że bardzo źle znoszę czytanie o zdradach, ale z drugiej strony uwielbiam takie książki i takich właśnie szukam. A później wczuwam się i nastrój mi mocno spada. Na szczęście to tylko książka, więc i smutek jest chwilowy. "Coś pożyczonego" to książka, która smuci, śmieszy, wkurza i wciąga. Idealna lektura, kiedy poszukujemy czegoś co zapewni nam rozrywkę bez odmóżdżania, za to z odwoływaniem się do naszych emocji. "Coś pożyczonego" Emily Giffin pokazuje, że świat nie jest czarno-biały i że łatwo jest oceniać, a najczęściej nie wie się wszystkiego, co trzeba by wiedzieć. "Coś pożyczonego" Emily Giffin jest również skarbnicą inspirujących cytatów. 

Zawsze najlepiej myśli mi się pod prysznicem. Noc jest na zamartwianie się, roztrząsanie i analizowanie. jednak rano, pod strumieniem gorącej wody, wszystko wydaje się bardzo wyraźne. - Emily Giffin - Coś pożyczonego
Jako mała dziewczynka liczyłam w myślach do trzech i zaczynałam wszystko od nowa. Kiedy przyłapałam się na obgryzaniu paznokci, czym prędzej wyjmowałam palce z ust i liczyłam: Raz. Dwa. Trzy. Start. I zaczynałam wszystko od nowa. Od tej chwili nie obgryzałam już paznokci. - Emily Giffin - Coś pożyczonego
- Nic nie jest idealne - mówi moja mama. - Wszystko jest takie, jakim je stworzysz. Emily Giffin - Coś pożyczonego

Zdecydowanie polecam "Coś pożyczonego" wszystkim kobietom, które gustują w tego typu lekturze. Książka jest warta przeczytania, tak bardzo że zaraz po skończeniu weszłam w katalog online biblioteki, żeby zarezerwować sobie drugą część "Coś niebieskiego". A muszę dodać, że zrobiłam to (tzn. zarezerwować coś w bibliotece) po raz pierwszy w życiu. A to chyba musi o czymś świadczyć :)

Zobacz też recenzje podobnych książek:

niedziela, 8 listopada 2015

Laminowanie włosów żelatyną

Laminowanie włosów żelatyną to bardzo skuteczny zabieg, który możemy szybko, łatwo i tanim kosztem przeprowadzić w zaciszu własnej łazienki. Efekty mogą być zachwycające. Laminowanie żelatyną to sposób na wygładzenie, wyprostowanie włosów i nadanie im blasku. Żelatyna należy do protein i o tym trzeba pamiętać. Nadużywanie jej może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego: włosy zrobią się suche i matowe. Laminowanie włosów żelatyną to jeden ze sposobów pielęgnacji włosów, który warto przetestować.


Laminowanie włosów żelatyną - przepis
Najprostszy przepis na laminowanie żelatyną wygląda następująco: 2 łyżeczki żelatyny rozpuszczamy w niewielkiej ilości wody, a kiedy przestygnie dodajemy 2-4 łyżeczki (w zależności od długości i gęstości naszych włosów) dowolnej odżywki (ja użyłam Kallos Banana). Całość mieszamy, nakładamy na włosy i trzymamy przez 20-30 minut. Ja zakładam jeszcze na włosy plastikowy czepek. Po upływie czasu włosy spłukuję delikatnie ciepłą wodą i dalej pielęgnuję jak zwykle. 


Laminowanie włosów żelatyną - efekty
Włosy po laminowaniu żelatyną wyglądają wyraźnie lepiej. Są bardzo gładkie, wygładzone, błyszczące i wyprostowane. Pamiętam, że po pierwszym zastosowaniu byłam zachwycona. Później każdy kolejny raz nie był już tak spektakularny, ale i tak efekty laminowania żelatyną są całkiem dobre.

Laminowanie włosów żelatyną - wady i zalety
Zaletami laminowania żelatyną jest natychmiastowy efekt, niski koszt i łatwość przeprowadzenia zabiegu. Włosy już po pierwszym laminowaniu wyglądają wyraźnie lepiej. To świetny sposób do zastosowania na wyjątkowe okazje. Do laminowania potrzebujemy jedynie żelatyny (koszt kilka złotych za opakowanie, które starczy na wiele razy) i dowolnej odżywki, a wszystko co musimy zrobić, to nałożyć mieszankę na umyte włosy i pozostawić na 20-30 minut. 


Laminowanie włosów żelatyną niestety nie sprawdzi się w codziennej pielęgnacji. To prosta droga do przeproteinowania włosów, które skutkuje przesuszeniem. Laminować możemy włosy jedynie od czasu do czasu. Nie jest to sposób na idealne włosy każdego dnia. Żelatyna nie nadaje się również do zastosowania u wegetarian i wegan, ponieważ jest pochodzenia zwierzęcego. 


Laminowanie włosów żelatyną - jak dobrać odżywkę?
Odżywkę, którą mieszamy z żelatyną najlepiej jest dobrać metodą prób i błędów. Tylko w ten sposób możemy stwierdzić, czy dana mieszanka będzie nam służyć. Ja polecałabym jakąś prostą odżywkę emolientową. Przy zastosowaniu odżywki proteinowej może wystąpić przesuszenie włosów. Warto również eksperymentować z proporcjami i dostosować je do własnych potrzeb. U niektórych świetnie się sprawdza nałożenie na włosy żelatyny solo, a inne dziewczyny dodają do żelatynowej mieszanki wiele różnych półproduktów.

Gotowy zabieg laminowania z drogerii?
Na fali mody na laminowanie na półkach drogerii pojawiły się gotowe saszetki z mieszanką do laminowania włosów. Ja miałam okazję wypróbować zabieg laminowania i zabieg laminowania diamentowy połysk. Obydwa od firmy Marion. I zdecydowanie bardziej polecam domowy zabieg laminowania włosów. Efekt jest o wiele lepszy.

A Wy stosujecie laminowanie włosów żelatyną?

sobota, 7 listopada 2015

Trzy nominacje do Liebster Award (uwaga długie)

Liebster Blog Award to taka blogowa zabawa w zadawanie pytań innym blogerom i odpowiadanie na nie. Zostałam nominowana aż przez trzy osoby, więc uzbierało mi się 33 pytania. Nieźle. Na szczęście są ona bardzo ciekawe i skłaniają do przemyśleń. Serdecznie dziękuję dziewczynom za nominacje. Odpowiadanie było dla mnie wielką przyjemnością, chociaż nie da się ukryć, że zajęło mi strasznie dużo czasu ;)



Zanim przejdziemy do pytań i odpowiedzi zainteresowanych odsyłam jeszcze do poprzednich nominacji: Liebster Award, 11 pytań, Polub siebie, 7 faktów o mnie, Top 3 zdrowego i aktywnego życia.

Pytania od Slim Size Me:

Lubisz nowe technologie (Masz smartphone? Korzystasz z aplikacji?)?
Do nowych technologii podchodzę ostrożnie i powoli. Mam smartfona, ale dopiero od półtora roku. I to nie był mój pomysł ;) Dostałam go na urodziny od chłopaka, bo nie mógł znieść mojej starej cegły ;) Właściwie to smartfon był mi potrzebny głównie do Endomondo. Później zaczęłam się bawić Instagramem i tak powoli odkrywam nowe możliwości. Ale zdecydowanie nie jestem miłośniczką nowych technologii. Gubię się w nich i potrzebuję sporo czasu, żeby ogarnąć. Na przykład totalnym przerażeniem i dezorientacją napawa mnie snapchat ;)

Co chcesz osiągnąć prowadząc bloga?
To proste: hajs i fejm ;) A tak serio to nie wiem. Zaczęłam pisać bloga trochę z nudy, a trochę z potrzeby wygadania się i wypisania. A w pracy nie pozwalali mi pisać wszystkiego co chciałam, chłopak nie chciał słuchać o pielęgnacji włosów. Nie było wyjścia, trzeba było założyć bloga. Na chwilę obecną blog jest również takim moim dzienniczkiem postępów w różnych dziedzinach życia. Motywuje mnie do stawania się coraz lepszą i do pracy nad sobą. I jeszcze coś. Jakkolwiek to naiwnie zabrzmi pisząc bloga chciałabym komuś pomóc. Może niekoniecznie uratować życie, ale chociaż uratować zniszczone włosy, poprawić humor czy dać receptę na pyszne śniadanie.

Twoje największe osiągnięcie w blogowaniu?
To jest trudne pytanie. Jest kilka rzecz, które można nazwać jakimś osiągnięciem w blogowaniu, ale to są na razie drobnostki. Tak szczerze to moim największym osiągnięciem w blogowaniu na chwilę obecną jest, że jeszcze nie przestałam ;)

Czy masz jakieś marzenie, które w tej chwili realizujesz?
Jeżeli napiszę, że nie mam marzeń to zabrzmi bardzo smutno i źle. Ale chyba taka jest prawda. Mam cele, mniejsze i większe ale kompletnie nie pasuje do nich określenie marzenia. Staram się być szczęśliwa, cieszyć każdym dniem, pielęgnować piękne chwile, dbać o swoich bliskich i każdego dnia robić coś dobrego. Przede wszystkim chcę być szczęśliwa i zdrowa i każdego dnia robię wszystko, żeby tak było.

Kogo/Co kochasz?
Chłopaka, rodziców, pieska no i siebie. Poza tym życie i to jaki ogrom możliwości daje. Kocham też naturę i piękne widoki. Szczególnie góry. Góry mają w sobie coś niesamowitego.

Mówię „jesień”, co ci się kojarzy z tym słowem?
Zmiany, spokój, ciepło, bezpieczeństwo, miłość, kolorowe liście, romantyczne spacery, czytanie książek, szczęście. Jesień to moja ulubiona pora roku i najlepiej się wtedy czuję.

Czego byś chciała w życiu spróbować (np. potrawa, nowe doświadczenie)?
Chciałabym pomieszkać w lesie, w drewnianej chatce bez prądu, z woda ze studni i żywić się tylko tym, co uda mi się znaleźć i upiec na ognisku. Całe życie mieszkam w mieście i dobrze mi z tym. Ale chciałabym przez chwilę pożyć jak dziki człowiek w spokoju i zgodzie z naturą. To by było niesamowite doświadczenie i na pewno bardzo by mi pomogło zarówno odpocząć psychicznie jak i zregenerować ciało zmęczone chemię i siedzeniem pół doby przed kompem.

Utwór, którego ostatnio słuchasz (Poleć mi coś)?
Maleńczuk - Synu. Mocny i daje do myślenia.

Co teraz dzieje się wokół ciebie (napisz lub prześlij zdjęcie)?
No cóż... jem ;)



















Jakie przesłanie chcesz przekazać światu?
To jest bardzo trudne pytanie, bo słowo przesłanie brzmi tak poważnie. Brzmi też, jakbym wiedziała coś więcej i miała prawo nauczać. A uważam, że nie mam. Mogę tylko powiedzieć, że najważniejsze  w życiu jest szczęście i trzeba robić to, co daje nam szczęście. Cała reszta się ułoży. 

Co sprawi, że się uśmiechniesz?
Oj dużo by wymieniać. Miłe słowa, piękne widoczki, mój piesek, dobre jedzonko, zabawny żart. Ja w ogóle strasznie dużo się uśmiecham i nie potrzebuję jakiegoś specalnego powodu. Czasami budzę się rano i zaczynam podskakiwać z radości, że po prostu żyję, że nowy dzień itp. ;)

Pytania od Ev:

Gdybyś mógł/mogła cokolwiek zmienić w swoim życiu – co by to było?
Nic. Każdy błąd i każda zła sytuacja czegoś mnie nauczyła. Ja wychodzę z założenia, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Poza tym nie wiem przecież jakie konsekwencje przyniosłaby zmiana. Może coś, co wydaje mi się lepszym w rzeczywistości okazałoby się gorsze. Miałam ostatnio taką sytuację, że los mi przypomniał, że tak naprawdę mój punkt widzenia jest bardzo wąski. Nie wiem wszystkiego, nie widzę wszystkiego. I coś co wydaje mi się złym w rzeczywistości może jest właśnie szczęśliwym zrządzeniem losu. Tylko ja o tym nie zawsze wiem. Mój chłopak bardzo dużo pracuje i pewnego dnia jak zwykle byłam niezbyt szczęśliwa, że jeszcze nie ma go w domu. Stałam sobie w oknie i nagle jakiś samochód uderzył z całej siły w inny zaparkowany. I gdyby, tak jak chciałam, mój chłopak był w domu, to auto uderzyłoby w nasz samochód. Ta sytuacja uświadomiła mi, że los wie lepiej i skoro coś się dzieje to znaczy, że miało się stać i że tak będzie lepiej. 

Jaką cechę najbardziej cenisz w ludziach?
Lojalność. Cenię też ludzi, którzy potrafią walczyć o siebie, o swoją rodzinę i o swoje poglądy. No i mam ogromny szacunek do ludzi, którzy potrafią przyznać się do swoich błędów. To wymaga odwagi i świadczy o szacunku do drugiego człowieka a także o pewności siebie. 

Jakimi wytycznymi kierujesz się kupując buty? (np. wygoda, cena, design, trendy…)
No cóż. Z butami zawsze mam problem, bo wszystkie są dla mnie brzydkie i zazwyczaj biorę te najmniej brzydkie. Nie będę ukrywać, że w pierwszej kolejności patrzę na cenę. Co z tego, że but będzie piękny, porządny i wygodny jeżeli i tak mnie nie stać. Jeżeli cena jest do zaakceptowania to sprawdzam, czy jest wygodny. Często pytam o opinię również znajomych lub rodzinę. Kupowanie butów to nie jest to, w czym się specjalizuję ;)

Poleć książkę, która w wyraźny sposób wpłynęła na Twoje życie – jeśli takiej nie ma to inną (z uzasadnieniem polecenia).
"Mała księżniczka" Moja ulubiona książka z dzieciństwa. Czytałam ją już chyba miliard razy. Czytam ją przynajmniej raz do roku ;) Myślę, że tytułowa bohaterka jest osobą, z której należy brać przykład w życiu. Jest mądra, silna i dobra. W dodatku nie użala się nad tym, na co nie ma wpływu, podobnie jak nie przechwala tym, co również nie jest jej zasługą. 

Jaki jest Twój wymarzony partner/partnerka? (3-5 najbardziej preferowane cechy).
Na takie pytania łatwo się odpowiada będą singlem. W związku sytuacja trochę się komplikuje, bo człowiek uświadamia sobie, że wymarzony to jest właśnie ten tutaj obok. 

Jaki film ostatnio widziałeś/aś? Czy przypadł Ci do gustu?
Raczej nie oglądam filmów, nawet ja próbuję to zasypiam. A jak nie zasnę to i tak nie potrafię zapamiętać tytułu ani nawet fabuły. Na tym pytaniu poległam po całości ;)

Gdybyś miał(a) porównać siebie do zwierzątka to kim byś był(a)?
Ojejku ;) Chyba kot. Niby przytulanka, ale jednak trochę nieufny i z dystansem. No i ma wiele żyć i spada na cztery łapy. 

Którą bajkę z dzieciństwa najcieplej wspominasz?
Chyba nie umiem takiej wskazać. Pamiętam, że uwielbiałam czytać "Baśnie braci Grimm". 

Czy wciągasz się w seriale (jeśli tak to jakie;)?
Zdecydowanie nie. Raczej nie oglądam seriali. Na pewno nie regularnie.

Co jest według Ciebie największą zaletą płynącą z tego, że żyjesz?
Ojej jakie filozoficzne pytanie ;) Chyba ogrom możliwości. Może nie nieskończone możliwości, ale więcej niż jestem w stanie sobie wyobrazić, a to mega dużo. Dopóki żyję mogę zrobić właściwie wszystko, co sobie wymyślę. Mogę planować i realizować. Mogę się cieszyć pięknej świata. Wspaniałe jest dla mnie, że życie to jedna z tych rzeczy, na które mamy tak ogromny wpływ. Możemy je wykorzystać, ale mamy również możliwość z niego zrezygnować. Porta semper aperta est. Nie żebym zamierzała, ale lubię mieć tę świadomość, że mogę w każdej chwili powiedzieć ja wychodzę, koniec

Co oceniasz jako naj(zaje)fajniejsze doświadczenie życiowe, które najchętniej byś powtórzył(a)?
Z tym powtarzaniem to trochę tak , jak ze zmienianiem czegoś. Nie da się. A nawet gdyby się dało, to strata czasu. Trzeba iść do przodu, próbować nowych rzeczy, które na pewno będą jeszcze lepsze. Czasami tak sobie myślę, że chciałabym jeszcze raz przeżyć początki pierwszej miłości. To był taki wyjątkowy, magiczny czas. Ale wiem też, że jeżeli tylko się postaram za kilka lat o tym, co jest teraz, będę myśleć - wyjątkowy i magiczny czas :) Jest jeszcze jedno takie wydarzenie, do którego może chciałabym wrócić. Nie napiszę co, bo to dość prywatne. Chciałabym to przeżyć jeszcze raz, bo wtedy byłam w takim szoku, że nie potrafiłam się cieszyć tak bardzo, jakbym mogła. I trochę mi tego szkoda. A i zawsze chętnie wracam w góry <3



Pytania od Zdeterminowa Ana:

Co robisz, gdy dopada Cię leń?
Czekam aż sobie pójdzie ;) Ewentualnie próbuję go zignorować, ale to bardzo trudne.

Masz ulubiony serial? Podaj jego tytuł.
Nie. Nie oglądam seriali, chyba że akurat bardzo się nudzę i nic innego nie przychodzi mi do głowy. Wtedy zdarza mi się rzucić okiem, ale oglądam tylko polskie seriale typu "Pierwsza miłość", "Na Wspólnej" czy "Trudne sprawy" ;)

Jaką formę aktywności fizycznej lubisz najbardziej i dlaczego?
Bieganie. Nawet pisałam o tym, dlaczego akurat bieganie. Bieganie jest proste, niemalże intuicyjne, a przy tym bardzo skuteczne jeżeli chodzi o wzrost kondycji.

Czym dla Ciebie jest blog?
Moim miejscem. Mogę tu sobie pisać co chcę, kiedy chce i ile chcę. Nikt mi nie narzuca tematów ani cenzury. Nikt nie rozlicza z osiągniętych wyników. Blog jest też dla mnie pamiętnikiem i dziennikiem postępów. Pisanie bloga jest moim hobby i jedną z rozrywek.

Kiedy zacząłeś/zaczęłaś przygodę z aktywnością fizyczną?
Biegam od wiosny 2014. Wcześniej też zdarzało mi si mieć takie sportowe zrywy typu A6W przed telewizorem. Jako nastolatka przez trzy lata trenowałam sztuki walki.

Gdzie chciałbyś/chciałabyś mieszkać w przyszłości?
Tak szczerze to w moim kraju, w moim mieście i nawet w moim wynajmowanym mieszkanku jest mi ok. Nie mam takiego miejsca, o którym można by powiedzieć, że chciałabym mieszkać tam w przyszłości. Uwielbiam góry i Zakopane, ale czy chciałabym tam na stałe mieszkać to nie wiem.

Jak widzisz siebie za 10 lat?
Wyglądam pewnie dokładnie tak samo jak teraz ;) Na pewno szybciej biegam, więcej zarabiam i jestem mądrzejsza. I może za 10 lat w końcu uda mi się odnaleźć jakiś styl jeżeli chodzi o ubieranie się. 

Podaj przepis na swoje ulubione danie.
Sałatka z serem pleśniowym, grzankami i prażonymi nasionami. Wystarczy wymieszać je z dowolną sałatą lub mieszanką sałat. Można też dodać łososia. Smakuje wybornie, jest mega zdrowa, sycąca i daje dużo energii.

Co robisz zaraz po przebudzeniu?
W dzień powszedni patrzę na zegarek, a w weekendy idę siku ;)

Lubisz samorealizację? Co w tym zakresie robisz?
Czytam, piszę, biegam, żyję. 

Dobre słowo na dziś.
Będzie dobrze :) I nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.

piątek, 6 listopada 2015

Biegowy październik na 105 km

Biegowe podsumowanie października wypada całkiem nieźle. Przeciętna ilość wybieganych kilometrów, udział w trzech biegach zorganizowanych (9. Bieg Trzech Kopców, 20. Bieg Memoriałowy im. Bogdana Włosika i 2. Cracovia Półmaraton Królewski) i jedna, mocna życiówka, z której jestem niesamowicie dumna. Do tego dwa biegowe sprawdziany (na tysiaka i test coopera). Październik był dobrym miesiącem do biegania. Chyba najlepszym jeżeli chodzi o pogodę. Jeżeli chodzi o same treningi i motywację to było przeciętnie, ale jak widać wystarczyło, żeby zrobić życiówkę. 

środa, 4 listopada 2015

Buty do biegania jesienią i zimą

Buty do biegania jesienią i zimą to zakup, który warto rozważyć, jeżeli posiadamy jedynie obuwie do treningów w ciepłe dni. Warunki w zimie nieco różnią się od tych letnich i odpowiednio dobrane obuwie może zwiększyć nasz komfort biegu, a niekiedy nawet zapobiec kontuzji. 


Biegam już prawie dwa lata i zdarzało mi się truchtać chyba w każdą pogodę i w każdych warunkach. No może podczas trzęsienia ziemi nie, bo nie było (na szczęście). Panuje takie przekonanie, że nie ma złej pogody do biegania. No cóż, czasami jest. Ale na pewno nie ma złej pory roku na bieganie. Trenowałam w upale, w deszczu, na mrozie. Biegałam po śniegu i po lodzie. Da się. Wszystko da się, trzeba tylko mieć odpowiednie buty. 

wtorek, 3 listopada 2015

Polecam książkę: Mikey Walsh - Cygański chłopiec. Byłem obcy wśród swoich

"Cygański chłopiec" to bardzo ciekawa i poruszająca książka. Historia małego, cygańskiego chłopca ukazuje zwyczaje panujące w społeczności romskiej. Opowieść, którą snuje Mikey Walsh fascynuje, szokuje i śmieszy. A przede wszystkim budzi niedowierzanie. "Cygański chłopiec. Byłem obcy wśród swoich" to jedna z ciekawszych książek, jakie miałam ostatnio okazję przeczytać.


Życie w społeczności romskiej to jest diametralnie inny świat. Po przeczytaniu tej książki można zarówno znienawidzić Cyganów, jak i ich zrozumieć. Dla mnie "Cygański chłopiec" to bardzo szczera i prawdziwa historia przedstawiona bez cenzury.
Nie rozsyła się nawet zaproszeń. Goście pojawiają się dzięki poczcie pantoflowej. Generalnie Cyganie nie są religijni (chociaż wielu, tak jak mój ojciec, przykleja na swoich samochodach lub furgonetkach znak ryby oznaczający chrześcijan, żeby sprawiać wrażenie uczciwych i łatwiej dostać pracę), jednak zazwyczaj śluby biorą w kościele, ponieważ mieści się tam więcej osób niż w urzędzie stanu cywilnego. Świątynie stanowią też lepsze tło dla fotografii ślubnych. - Mikey Walsh - Cygański chłopiec. Byłem obcy wśród swoich
Do tej pory pamiętam wszystkie straszliwe rzeczy, które ojciec robił mamie, karząc ją za to, że wtrąca się i próbuje mnie chronić. Regularnie przewracał ją na podłogę, przygniatał, przyduszał, bił i wyrywał kępy włosów. A ona to wszystko znosiła bez słowa skargi i nigdy w jego obecności nie wybuchła płaczem. I nigdy też nie ustąpiła. I zdaje się, że nie żywiła do niego urazy. Pomimo tych koszmarnych scen rodzice nadal potrafili być dla siebie czuli. Po powrocie do domu tata całował mamę, przytulał i obejmował. Ona z kolei często  wstawała z podłogi, na której na leżąco oglądała telewizję, po to, by usiąść mu na kolanach. Mikey Walsh - Cygański chłopiec. Byłem obcy wśród swoich
Ja nie byłem rycerzem. Ogarniał mnie coraz większy strach i brak wiary w ludzi. Zamykałem się w sobie i coraz bardziej pogrążałem się w samotności. Bałem się, że rozgniewam ojca tym, że jestem "zniewieściały". Często chowałem się, aby znaleźć spokój i ukojenie, i żeby poczuć się sobą, z dala od świata, który mnie potępiał, odrzucał i poniżał. Pomimo moich wysiłków byłem tym, kim Cyganie gardzą. Byłem gejem. Mikey Walsh - Cygański chłopiec. Byłem obcy wśród swoich

"Cygański chłopiec" to historia dzieciństwa i dorastania w cygańskim taborze. Książka jest pełna emocji: strachu, bólu, smutku, ale też ogromnej miłości, wierności i poświęcenia. Główny bohater Mikey Walsh wiedzie bardzo smutne, pozbawione nadziei życie, ale wychodzi z tego zwycięsko, stawia czoła swoim ograniczeniom, podejmuje odważną decyzję i ostatecznie wygrywa swoje szczęście. A wszystko, co musiał wcześniej wycierpieć tylko go wzmocniło. Polecam książkę Mikey Walsh - "Cygański chłopiec. Byłem obcy wśród swoich".

Zobacz też:

niedziela, 1 listopada 2015

Byłam u wróżki

Czy warto iść do wróżki? Czy przepowiednie się sprawdzają, czy to tylko stek bzdur? Jak wygląda wizyta u wróżki? Sama się nad tym zastanawiałam. Nie jakoś bardzo, ale od czasu do czasu. Magia, wróżby, rzeczy trudne do uwierzenia, ale też trudne do całkowitego zignorowania. Każdy na pewno zna osobę, której przepowiednia wróżki się sprawdziła. Tak samo jak każdy na pewno zna osobę, która ze śmiechem neguje przepowiadanie przyszłości. 
Źródło: pixabay
Zacznijmy od tego, że wizyta u wróżki to nie jest (a przynajmniej nie powinno być) magiczne hokus pokus i przepowiadanie przyszłości. Nie jest to również żaden rytuał satanistyczny. Wizyta u wróżki nie zastąpi pomocy specjalisty (czy to psychologa czy kardiologa) i nie zwalnia nas z odpowiedzialności za własne życie. Pamiętajmy, że wróżka w przeciwieństwie np. do lekarza jest praktycznie zwolniona z jakiejkolwiek odpowiedzialności za to, co nam powiedziała. Wróżenie z kart, z dłoni czy z fusów powinno się traktować z dystansem. Na pewno ogromnym błędem i głupotą jest dosłownie wierzenie we wszystko, co nam powie wróżka i układanie sobie życia według przepowiedni. Wróżkę radziłabym potraktować jako ciekawostkę, ale oczywiście z szacunkiem (bo to jest jej praca, a nas nikt nie zmusza żeby do niej iść).


Moja opinia o wróżkach i wróżbach
Osobiście nigdy nie wierzyłam jakoś specjalnie w przepowiednie czy horoskopy. Czytałam z ciekawości lub dla rozrywki. Jeżeli mi się podobały i zgadzały się z moją wizją postępowałam zgodnie z nimi. Jeżeli nie, olewałam ;) Nie mogę powiedzieć, że wierzę we wróżby. Nie mogę jednak powiedzieć, że w nie nie wierzę. Nie wiem. Właściwie na co dzień się nad tym nie zastawiam. Czytałam trochę o "sztuczkach" wróżek. Cześć z nich opiera się na zwyczajnej psychologii, a część jest odrobinkę nieuczciwe. Wizyta u wróżki to dla mnie takie połączenie rozmowy z coachem (takie mądre teraz słowo ;)) i wizyty w cyrku. Jest rozrywka, są "sztuczki", element zaskoczenia, ale jest też rozmowa i próba pomocy w uporządkowaniu życia albo jakaś podpowiedź. Moim zdaniem wizyta u wróżki poza dostarczeniem rozrywki i nowych wrażeń naprawdę może pomóc, tak samo jak może bardzo zaszkodzić. Wszystko zależy od naszego nastawienia i naszych oczekiwań oraz oczywiście od tego, jak na wróżbę zareagujemy. Na wieść o tym, że umrzemy młodo można się załamać, wpaść w depresję lub popełnić samobójstwo. Można również po prostu zacząć dbać o zdrowie, skoro się nie dbało, sytuacja się zmieni i przepowiednia się nie spełni. Z tym umieraniem to strzeliłam, nie wiem czy jakaś wróżka komuś coś takiego przepowiedziała. W sumie uważam, że przepowiadanie komuś śmierci jest bardzo nie w porządku i ja raczej gdybym była wróżką wybrnęłabym inaczej mówiąc np. korzystaj z życia na maksa, niczego nie odkładaj i nie marnuj żadnego dnia jeżeli karty wskazywałyby nieuchronną śmierć bez względu na wszystko (znowu zgaduję, nie wiem nawet czy w kartach jest taka opcja jak nieuchronna śmierć). Albo po prostu poradziłabym bardziej dbać o zdrowie, zrobić badania itp. Nie jest sztuką przepowiadać palaczowi raka płuc (niepaląca osoba bez większego problemu rozpozna nałogowego palacza po zapachu ;)). 

Moja wizyta u wróżki
Muszę się przyznać, że trochę wprowadziłam was w błąd tytułem. Owszem byłam u wróżki, ale tylko dla towarzystwa. Nie chciałam, żeby mi wróżyła. Dlaczego? Nie, nie dlatego, że uważam że szkoda kasy na takie bzdury. Bardziej dlatego, że... boję się takich rzeczy. Bałam się, że usłyszę od wróżki coś, czego nie chciałabym wiedzieć. Albo że to co usłyszę za bardzo zamiesza mi w głowie. Ona mi coś wywróży i ja nie będę wiedziała co z tym zrobić. Trochę też się bałam, że za mogę za bardzo zasugerować się przepowiednią i pójść w swoim życiu w kierunku, w którym wcale tak naprawdę nie chcę iść. Moim zdaniem chodzenie do wróżki może nieść za sobą pewne ryzyko i wolałam tego uniknąć. Tak, napiszę wprost: tchórz ze mnie ;) Nie ukrywam, że ciekawość była spora. Szczególnie po tym, jak moich towarzysze podzielili się swoją rozmową z wróżką. Okazało się, że nie powiedziała im ona niczego, co by się nie zgadzało. Część rzeczy faktycznie można było dość luźno interpretować lub dopasować do wielu osób, ale niektóre rzeczy zgadzały się za bardzo, żeby mógł być to przypadek. Oczywiście ja nie wiem ile oni (nieświadomie) wróżce o sobie powiedzieli ani czy przy stoliku gdzie czekaliśmy nie było podsłuchu ;)). Ale fakt jest taki, że osoby które podeszły do wróżki z bardzo sceptycznym nastawieniem odeszły totalnie zdumione, zaskoczone i z pewnym mętlikiem w głowie. To tylko wzmogło moją ciekawość, ale strach jednak był zbyt duży ;) Teraz czekamy, czy przepowiednie faktycznie się sprawdzą. 


A jaka jest Wasza opinia na temat wróżek, wróżb i przepowiadania przyszłości? Mieliście z tym kiedyś styczność? A może ktoś regularnie korzysta? Podzielcie swoimi historiami i opiniami. Jestem bardzo ciekawa :)

Zobacz też: 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...