piątek, 30 października 2015

Malwa, Gloria, Maska do włosów suchych, zniszczonych i farbowanych

Malwa, Gloria, Maska do włosów suchych, zniszczonych i farbowanych - moja opinia  i recenzja. Gloria to jedna z moich ulubionych masek do włosów. Kupuję ją regularnie. Właśnie zużyłam kolejne opakowanie i uświadomiłam sobie, że Gloria nie ma jeszcze swojej recenzji na blogu. A zasługuje. Malwa, Gloria, Maska do włosów suchych, zniszczonych i farbowanych to bardzo fajny, skuteczny kosmetyk, który świetnie się u mnie sprawdza. 



Malwa, Gloria, Maska do włosów - zalety
  • Przystępna cena (ostatnio kupiłam za 6 zł z groszami za 240 ml)
  • Świetnie rozplątuje włosy. Bardzo ułatwia rozczesywanie nawet mocno splątanych włosów.
  • Nie wzmaga przetłuszczania włosów. Właściwie to wręcz przeciwnie.
  • Nie zawiera silikonów.
  • Bardzo dobrze wygładza włosy. Po użyciu wyglądają świetnie. Bardzo zdrowo. I to bez silikonów.
  • Prosty skład. Oparty na ekstrakcie z szyszek chmielu i panthenolu (czyli prowitaminie B5).
  • Idealna do mycia włosów. Skutecznie oczyszcza, odświeża i nie przyspiesza przetłuszczania. 
  • Opakowanie ze sreberkiem zabezpieczającym. To ważne szczególnie kiedy kupujemy kosmetyki w supermarketach i chcemy mieć pewność, że nikt tam nie wkładał paluchów. 

Malwa, Gloria, Maska do włosów - wady
Nie stwierdziłam wad. Jednak wątpliwości może budzić zapach. Jest bardzo mocny i nie każdemu musi pasować. Poza tym nie wiem, jak jest z dostępnością. Ja kupuję w Auchanie, bo co tydzień tam jestem. Nie wiem, gdzie jeszcze można ją kupić. W sumie nigdzie indziej jej nie widziałam. 


Malwa, Gloria, Maska do włosów - efekty
Moje włosy po zastosowaniu Glorii zawsze wyglądają świetnie. Bardzo dobrze się rozczesują i już tuż po wyschnięciu są idealnie wygładzone i dociążone. No dobra, z tym idealnie może trochę przesadziłam, ale naprawdę dobrze. Sama nie wiem, skąd fenomen tej odżywki. Nie ma ona w składzie nic nadzwyczajnego. No chyba, że ten chmiel tak super na włosy robi. Nie wiem. Płukałam je piwem i efektu wow nie było.






Jak widać na powyższych zdjęciach włosy po zastosowaniu Glorii wyglądają zupełnie nieźle. Jeżeli ktoś uważa, że wcale nie, odsyłam do innych postów o włosach. Naprawdę po Glorii jest bardzo dobrze.

Zobacz też:

środa, 28 października 2015

Paznokcie żelowe - wady i zalety, moja opinia

Zrobiłam sobie paznokcie żelowe. Z tej okazji chciałam podzielić się na blogu kilkoma informacjami na temat tej metody. Napiszę o moich odczuciach po zrobieniu paznokcie żelowych. Do tego oczywiście również zdjęcia moich nowych żelowych paznokci oraz zdjęcia w trakcie zabiegu.


Paznokcie żelowe to sposób na trochę trwalszy manicure. Jak dla mnie (a nie mam zbyt dużego rozeznania w tej kwestii ;)) paznokcie żelowe to coś pomiędzy tipsami, a zwykłym malowaniem. Taki kompromis. Paznokcie żelowe wyglądają bardzo naturalnie, ale jednocześnie są znacznie trwalsze i odporniejsze niż zwykły lakier. Bardzo wygodne rozwiązanie. Ich wykonanie zajmuje trochę więcej czasu, niż zwykły manicure ale efekt jest trwalszy, więc chyba się opłaca. Sporym minusem jest konieczność uszkodzenia naszych paznokci. Żeby żele się trzymały należy trochę spiłować płytkę. Czy warto? To każdy musi sam sobie ocenić.



Paznokcie żelowe - zalety
- trwałość
- bardzo ładny efekt
- oszczędność czasu




Paznokcie żelowe - wady
- czas trwania zabiegu
- niszczą nasze naturalne paznokcie
- konieczność uzupełniania
- cena
- ryzyko poważnego uszkodzenia paznokci, a także zarażenia chorobami (np. grzybica czy nawet HIV)

Przy żelowych paznokciach, podobnie jak przy przedłużanych rzęsach, więcej jest wad i zagrożeń niż zalet. Mimo tego, to bardzo popularny zabieg. Wygoda i trwałość takiego rozwiązania sprawiają, że wiele dziewczyn decyduje się na żele. Ja również jestem bardzo zadowolona. Nie muszę poprawiać manicure'u co kilka dni, nie boję się że w najmniej odpowiedniej sytuacji odpadnie mi lakier czy złamie się paznokieć. Sam czas trwania zabiegu nie jest dla mnie dużą wadą. Nie to, że się nudzę i nie mam co w życiu robić. Raczej to, że wszystkie takie zabiegi są dla mnie bardzo relaksujące i traktuję to jako takie 2w1: manicure plus odpoczynek. 


Jeżeli chodzi o zniszczenie naturalnej płytki to, no cóż, coś za coś. Paznokcie odrastają. Jasne, że żelowe paznokcie to trochę takie pójście na łatwiznę. Zamiast poświęcić czas na pielęgnację i zainwestować w dobrej jakości, trwałe lakiery, jak walnęłam sobie żele i mam spokój. No cóż, zadbane naturalne paznokcie nigdy nie były u mnie jakoś wysoko na liście priorytetów. Co innego włosy ;) Cieszę się, że moje dłonie wyglądają estetycznie, są zadbane a kolor na paznokciach się trzyma nawet jak maniakalnie stukam w klawisze i myję naczynia bez rękawiczek.


A Wy macie jakieś doświadczenia z paznokciami żelowymi? Co myślicie o tym zabiegu?

Zobacz też: 

wtorek, 27 października 2015

12 rzeczy, których nauczyłam się podczas Półmaratonu Królewskiego

2. PZU Cracovia Półmaraton Królewski to nie tylko wspaniała impreza i ładny życióweczka, ale również nauka i doświadczenie na przyszłość. Tegoroczny Półmaraton Królewski nauczył mnie kilku ważnych (i kilku mniej ważnych) rzeczy.



niedziela, 25 października 2015

Półmaraton Królewski - jest życióweczka!

2. PZU Cracovia Półmaraton Królewski to mój ogromny sukces. Zeszłoroczna życiówka pobita o ponad 4 minuty jest dla mnie ogromnym osiągnięciem. Półmaraton Królewski uświadomił mi, jak dobre mam warunki i jak dużo siły. Wiem, że mogę i potrafię. 24 października 2015 o godzinie 11 (a właściwie to trochę po) spod Tauron Arena Kraków wyruszył tłum biegaczy. Pogoda była idealna. Nie zimno, ale też nie gorąco. Rześko i idealnie. A później było już tylko lepiej. Zapraszam na relację z 2. PZU Cracovia Półmaratonu Królewskiego. 
Półmaraton Królewski życiówka


piątek, 23 października 2015

Legginsy sportowe i getry do biegania - jakie wybrać?

Bieganie to nie jest specjalnie wymagający sport, jeżeli chodzi o sprzęt i odzież. Najważniejsze są buty do biegania. Poza tym można biegać we wszystkim. Zwykły podkoszulek i dres to strój, w którym zaczynało większość biegaczy. Nie da się jednak ukryć, że odpowiednio dobrana odzież biegowa znacznie zwiększa komfort. Poza wyborem technicznej koszulki warto również poświęcić chwilę na dobór odpowiednich spodenek do biegania.



czwartek, 22 października 2015

Oczyszczająca maseczka do twarzy z węgla aktywnego

Węgiel aktywny (pod nazwą węgiel aktywowany lub węgiel leczniczy) bardzo skutecznie oczyszcza skórę. Pomaga uporać się z zaskórnikami i działa jak peeling. W internecie krąży wiele bardzo pozytywnych opinii na temat zastosowania węgla do pielęgnacji twarzy. Na zdjęciu poniżej ja z węglową maseczką oczyszczającą na twarzy. Mam nadzieję, że nikt się nie przestraszył. 


Bardzo lubię domowe metody pielęgnacji, więc postanowiłam wypróbować na sobie maseczkę z węgla aktywnego. Nauczona doświadczeniem z olejkiem pichtowym nie spodziewam się cudów, chociaż miło by było odkryć wreszcie skuteczną metodę na pozbycie się wągrów i zaskórników, zwężenie porów i uzyskanie idealnej cery ;) Zaopatrzyłam się w węgiel aktywowany w kapsułkach i puste mieszkanie (żeby nie straszyć czarną mazią na twarzy) i przystąpiłam do dzieła.


Gdzie kupić węgiel aktywny, ile kosztuje i do czego służy?
Węgiel aktywny można dostać bez recepty w każdej aptece. Stosuje się go przy problemach z układem pokarmowym. Najczęściej zażywamy węgiel w przypadku biegunki, ale stosuje się go także przy zatruciach np. lekami. Całkiem prawdopodobne, że macie go gdzieś w swojej apteczce. Węgiel leczniczy całkiem dobrze może się również sprawdzić w roli oczyszczającej maseczki do twarzy. Za 5-7 zł możemy kupić co najmniej 30 tabletek lub kapsułek, co wystarczy na wiele zastosowań. Węgiel aktywowany w roli oczyszczającego preparatu do twarzy to bardzo tania sprawa. W ogóle większość naturalnych sposobów pielęgnacji kosztuje grosze, a daje bardzo dobre efekty. Np. wybielanie zębów węglem i olejem kokosowym.



Jak przygotować oczyszczającą maseczkę z węgla aktywowanego?
Potrzebujemy 2-4 tabletki lub kapsułki węgla. Ja mam kapsułki i tak jest wygodniej, bo nie musimy się już bawić w rozdrabnianie. Po prostu otwieramy kapsułki. Proszek węglowy mieszamy z odrobiną wody, tak żeby uzyskać zwartą konsystencję, która nie spłynie nam z twarzy. Węgiel aktywny plus woda to najprostszy przepis na oczyszczającą maseczkę, ale można trochę pokombinować. Zamiast wody możecie użyć jogurtu, ulubionego oleju lub hydrolatu, a nawet kremu do twarzy (ja akurat użyłam kremu do rąk, bo miał najlepszą konsystencję ;)). Zaryzykowałabym stwierdzenie, że proszek węglowy można wymieszać praktycznie ze wszystkim, co wam przyjdzie do głowy, ale oczywiście pamiętajcie że to wasza twarz i wszystko co na nią nakładacie robicie na własną odpowiedzialność. Jak widzicie na poniższym zdjęciu mieszałam patyczkiem do uszu i polecam. Nadaje się również do nakładania maseczki z węgla na twarz. 



Jak długo trzymać na twarzy maseczkę z węgla?
To zależy od rodzaju cery. Jak mocno jest zanieczyszczona i jak bardzo wrażliwa. Zalecałabym ostrożność, a nawet wykonanie próby uczuleniowej przed pierwszym zastosowaniem maseczki węglowej. Im bardziej zanieczyszczona jest nasza cera, tym dłużej węgiel powinien na niej pozostać. Im bardziej wrażliwa jest nasza cera, tym szybciej należy spłukać maseczkę. Ja odważnie nałożyłam ją na 45 minut i nic się nie stało, ale jeżeli macie wątpliwości może lepiej zacząć od 1-3 minut i obserwować jak reaguje skóra. Jeżeli jest ok warto maseczkę chwilę potrzymać, żeby miała czas porządnie zadziałać. 10-15 minut powinno być ok. 



Maseczka węglowa - efekty
Maseczkę z węgla aktywowanego odważnie trzymałam na twarzy 45 minut. Nic nie piekło, a po zmyciu nie zauważyłam żadnych podrażnień. Skóra nie była ani wysuszona ani zaczerwieniona. Właściwie wyglądała jak zwykle, tylko była nieco bardziej zmatowiona. Jeżeli chodzi o oczyszczające właściwości węgla aktywnego, nie zauważyłam na twarzy jakiego oszałamiającego efektu. Oczywiście nie wymagam idealnej cery po pierwszym użyciu (chociaż byłoby miło) i rozumiem, że kosmetykom (szczególnie naturalnym) trzeba dać czas, żeby mogły zadziałać. Cierpliwość i regularność to klucz do sukcesu. Zamierzam na stałe włączyć węgiel aktywny do mojej pielęgnacji twarzy.

Czy warto robić maseczkę z węgla?
Moim zdaniem tak. To prosty i tani sposób na skuteczne oczyszczenie cery. Warto go wypróbować, szczególnie jeżeli naszym problemem są zaskórniki, wągry i rozszerzone pory. Jedynym minusem tej maseczki jest tak naprawdę konieczność chodzenia z czarną breją na twarzy. Bo jeżeli chodzi o otoczenie, to bez problemów się łazienka domyła. Samą wodą spokojnie można pozostałości spłukać.

Co sądzicie o maseczce z węgla aktywnego? Słyszałyście już o niej? Stosowałyście kiedyś? Zachęciłam do eksperymentów, czy wręcz przeciwnie? ;)

Zobacz też: 

wtorek, 20 października 2015

Colleen Hoover - "Losing Hope" - recenzja

"Losing Hope" to druga część powieści Colleen Hoover "Hopeless". Kiedy zobaczyłam ją w bibliotece na półce z nowościami bez wahania zrezygnowałam z innej książki i wzięłam "Losing Hope". Byłam bardzo ciekawa, co nowego napisała Colleen Hoover. Myślałam, że to będzie ciąg dalszy "Hopeless". Nie, "Losing Hope" to jest ta sama historia, tylko przedstawiona z innego punktu widzenia. Tym razem widzimy wszystko oczami Deana Holdera.
Ktoś mógłby powiedzieć, że znalezienie ciała siostry było najgorszą rzeczą, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła. Otóż nie. Najgorszą rzeczą, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła było powiadomienie o tym mamy.  - Colleen Hoover - Losing Hope

Colleen Hoover - "Hopeless"
Przeczytałam "Hopeless" i mnie nie oczarowało, ale dobrze wspominam czas spędzony z tą książką (zobacz: Collen Hoover - Hopeless). Lubię historie o nastoletnich dziewczynkach, miłości, tragedii i tajemnicach. Taka właśnie była "Hopeless". Z jednej strony zwykłe perypetie pary nastolatków, a z drugiej ogrom trudnych doświadczeń, z którymi ci młodzi ludzie musieli się zmierzyć.
Te teatralne zachowania mnie śmieszą. Wszyscy, których mijam, nawet ci, z którymi przyjaźniłem się od lat, w milczeniu śledzą każdy mój ruch, jakby obawiali się przegapić chwilę, gdy całkowicie się załamię i zupełnie mi odbije. Nie chcę ich rozczarować, problem w tym, że trzymam się dziś całkiem nieźle. Raczej na pewno mi nie odbije, więc równie dobrze mogą wrócić do swoich codziennych zajęć.  - Colleen Hoover - Losing Hope
Colleen Hoover - "Losing Hope"
Od razu napiszę: "Losing Hope" podobnie jak "Hopeless" mnie nie oczarowała, nie zachwyciła ani nie chwyciła za serce. Czytało mi się dobrze, nie nudziłam się, ale jakoś nie wywołało we mnie tych wszystkich emocji, o których można przeczytać w innych recenzjach. Nie wiem, czy to z moją uczuciowością jest coś nie tak, czy tamte opinie były opłacone ;)
Wpatruję się w nią przez kilka chwil, a potem znów przykładam swój policzek do jej policzka. Chciałem ją pocałować, ale wystraszyłem się, że zobaczy łzy w moich oczach. Nie chcę, żeby wiedziała, jak bardzo bolesne jest dla mnie to, że będąc tak blisko mnie, nie może mnie sobie przypomnieć.  - Colleen Hoover - Losing Hope
"Losing Hope" to niesamowita historia, dopiero teraz widać jak bardzo grubymi nićmi szyta i jak nieprawdopodobna. Ale to nie jest zarzut. Mnie w życiu też się przydarzały rzeczy nieprawdopodobne, niemożliwe i nie do uwierzenia. Niesamowite przypadki i zrządzenia losu. "Losing Hope" to historia, którą znamy z "Hopeless" tylko że przedstawiona z punktu widzenia Deana Holdera. To ciekawy zabieg, chociaż nie będę ukrywać, że momentami czułam się, jakbym czytała po raz drugi tę samą książkę. I było to dość nużące. Drugą sprawą, która mnie irytowała były "dowcipne" dialogi Sky i Holdera. Chyba mamy inne poczucia humoru. Albo ja nie mam go w ogóle, ale dialogi takie jak poniższy wywoływały u mnie jedynie poczucie niesmaku.
- Twoja logika jest osłabiająca - mówi. - Chyba już nie podobasz mi się tak, jak kiedyś. (...)
- Nie podobam ci się tak jak kiedyś? - pytam patrząc jej prosto w oczy. - Ale czy wiesz, że to może oznaczać, że podobam ci się bardziej niż kiedyś?
Oczy jej ciemnieją i kręci głową. Przełyka ślinę, po czym mówi:
- W ogóle mi się już nie podobasz. Budzisz we mnie odrazę. Lepiej już mnie nie całuj. Jeżeli to zrobisz, chyba się porzygam.  - Colleen Hoover - Losing Hope
Ogólnie jednak "Losing Hope" mi się podobała i chyba nawet poruszyła mnie bardziej niż "Hopeless", bo trochę popłakałam. Szczególnie pod koniec. Nie jest to książka wybitna i nic specjalnego mnie nie nauczyła. Nic dzięki tej lekturze nowego nie odkryłam ani nie zrozumiałam. Mimo tego "Losing Hope" oceniam raczej na plus. Ciekawa i wciągająca historia idealna na jesienne wieczory lub żeby przetrwać drogę do pracy w autobusie.

Ps. Czekam na trzecią cześć tej historii opisanej tym razem z perspektywy Leslie.

Zobacz też:

poniedziałek, 19 października 2015

Nadchodzi 2 PZU Cracovia Półmaraton Królewski

Zostało już mniej niż tydzień do 2 PZU Cracovia Półmaratonu Królewskiego. Czuję lekki niepokój i ogromną ciekawość. Jeszcze nie wiem, czy nastawiam się na życiówkę, czy żeby chociaż złamać 2 godziny. Albo może w ogóle pobiec Półmaraton Królewski na totalnym luzie bez patrzenia na wynik i wyprzedzających ludzi. Trochę tęsknię za swoimi biegowymi początkami, kiedy każdy start był życiówką, bo przecież pierwszy raz to zawsze życiówka ;) Tak właściwie nie tęsknię za tymi "życiówkami" tylko za tą beztroską. Teraz niby też staram się sobie wmawiać, że najważniejsza jest radość, ale trochę trudniej się cieszyć, jak okazuję się że znowu przybiegłam wolniej, niż potrafię. Jak się raz zakosztowało bicia rekordów, to chce się to robić dalej. Z drugiej strony nie można się cały czas ścigać, na pewno nie ma po co, czasami dobrze sobie odpuścić i pobiec na luzie. Tylko że pobiec na luzie, bo się chce a nie bo się nie ma siły i innego wyjścia ;)



niedziela, 18 października 2015

Jesienny Test Coopera 2015

Jesienny Test Coopera obnażył fakty: po pierwsze mam dobre warunki i predyspozycje do biegania, a po drugie brak treningu to brak postępów (no kto by pomyślał ;)). Osiągnęłam mniej więcej średnią moich dotychczasowych wyników. Nie było najgorzej, ale najlepiej też wcale. Nie dałam z siebie wszystkiego na teście coopera, ale nigdy nie daję. W przeciwnym razie padłabym zimnym trupem tuż po zakończeniu biegu. 



sobota, 17 października 2015

Piszę o bieganiu i biegam bo lubię

Dzisiaj z okazji pochmurnego weekendu kolejna porcja moich artykułów na temat biegania opublikowanych na stronie akcji Biegam Bo Lubię. W tym odcinku jest bardzo ciekawie. Piszę o pakietach startowych i zamieszaniu jakie czasami potrafi wywołać bawełniana koszulka lub trzy kromki chleba. Podaję kilka sposobów, jak przygotować w domu napój izotoniczny. Radzę jak znaleźć czas na bieganie i jak zachęcić do aktywności fizycznej dzieci. Napisałam w końcu jak biegać z psem, żeby nikomu nie stała się krzywda. Rozważam wady i zalety biegania nocą po lesie, a także przedstawiam kilka domowych sposobów, jak zapobiegać przeziębieniom. 

czwartek, 15 października 2015

Polecam książkę: Tony Parsons - Moja ulubiona żona

"Moja ulubiona żona" to bardzo poruszająca lektura. Tony Parsons pisze o wielkiej miłości i o zdradzie. O skrajnej biedzie i jej konsekwencjach. Jest też o kulisach wielkiego biznesu i prawdziwej cenie sukcesu. Cenie, którą zazwyczaj płaci ktoś inny. "Moja ulubiona żona" to książka, która bardzo przypadła mi do gustu i podziałała na emocje. 


Tony Parsons pisząc "Moją ulubioną żonę" przedstawił historię pewnego szczęśliwego małżeństwa, które przeprowadza się do Chin, gdzie są znacznie większe możliwości na zrobienie kariery. Bill i Becka wraz ze swoją kilkuletnią córeczką Holy zamieszkują w pięknym apartamencie na osiedlu, gdzie bogaci biznesmeni ulokowali swoje utrzymanki. To się nie może skończyć dobrze, szczególnie że do zawodowych obowiązków męża zdaje się należeć wieczorne bywanie w klubach. A żona ze względu na chorobę ojca postanawia na jakiś czas wyjechać z Chin. Nie może się dobrze kończyć i dobrze się nie kończy, kiedy Bill zakochuje się w jednej z sąsiadek. 
Mówiłam ci, że to się może skończyć tylko na dwa sposoby. Albo odchodzisz od żony, albo nie. (...) To się kończy tylko na dwa sposoby, i zawsze źle. - Tony Parsons - Moja ulubiona żona
"Moja ulubiona żona" to dobra książka i czytało się ją przyjemnie, jednak ten motyw jest dla mnie mocno naciągany. Facet ma wspaniałą żonę i cudowną córkę. Obie bardzo kocha, co nie przeszkadza mu zakochać się jeszcze w chińskiej sąsiadce, ponieważ żona na moment zniknęła z pola widzenia. Ja oczywiście wiem, że można zdradzić bez miłości, ale Bill kochał tę drugą. Kochał też żonę. Ciężko mi uwierzyć, że można się tak szybko zakochać w kimś innym, jeżeli już się kogoś kocha. 

Czytając było mi bardzo żal. Najpierw żal żony, która niczym nie zasłużyła na coś takiego. Później żal męża, który znalazł się w sytuacji bez wyjścia i miotał pomiędzy dwiema kobietami, na których tak bardzo mu zależało. Żal mi również było chińskiej utrzymanki, która sprzedawała siebie za marzenia o lepszym życiu i wyrwaniu się z biedy. Historia zapowiada się bardzo ciekawie, niestety kończy się jak zwykle. Rzekłabym: klasyk. Napisałabym jak dokładnie, ale postanowiłam sobie, że moje recenzje nie będą streszczeniami ani opisami, więc nie napiszę. 
Mężczyzna, który ma dwa domy, traci rozum.
Mężczyzna, który na dwie kobiety, traci duszę.
- chińskie przysłowie
Tony Parsons w książce "Moja ulubiona żona" ukazuje również problem biedy. W Chinach* dziewczęta mają dwa wyjścia. A właściwie trzy. Albo pracować za grosze w fabrykach narażając zdrowie i życie, albo sprzedawać swoje ciało. Mogą też tkwić w biedzie. Po drugiej stronie są wielkie firmy i bogaci biznesmeni, którzy wykorzystują biedne chińskie dziewczęta. Mamy tutaj ogromny kontrast pomiędzy biednymi i bogatymi. Pomiędzy ludźmi sukcesu i tymi, którym się nie poszczęściło.

"Moja ulubiona żona" na pewno zmusza do refleksji. Stawia pytania. Skłania do zastanowienia się nad pewnymi sprawami. Książkę przy tym czyta się bardzo dobrze. Nie nudzi. Jest dużo akcji. Jak nie zdrady to choroby, bijatyki, klęski żywiołowe, a nawet morderstwa i samobójstwa. Oczywiście wszystko w rozsądnych ilościach. Bez przesady. Proporcje bardzo wyważone. Polecam książkę: Tony Parsons - "Moja ulubiona żona".


* Taki obraz przedstawiony jest w książce. Nie traktujcie tego jak informacji na temat Chin.


Zobacz też:

wtorek, 13 października 2015

Moja aktualna pielęgnacja włosów

Moja aktualna pielęgnacja włosów, czyli 5 sposobów żeby uratować włosy. Urzekła mnie twoja włosowa historia. Kilka porad i pomysłów, które na moich włosach sprawdziły się dość niesamowicie. Do poprawy wyglądu moich włosów przyczyniły się następujące rzeczy: rzadsze mycie włosów, mycie włosów odżywką, żel z siemienia lnianego oraz wzbogacanie odżywki olejami. Tak, to są cztery punkty. Piąte jest olejowanie, chociaż tutaj sprawa jest skomplikowana. Bo olejowałam też wcześniej, a włosy wyglądały źle. Samo olejowanie już mi nie wystarcza, ale nie rezygnuję z niego tylko wzbogacam swoją pielęgnację o dodatkowe czynności.



Ostatnio moje włosy wyglądały na tyle źle, że zaczęłam podejrzewać że mogą mieć depresję. Bad Hair Day może się zdarzyć od czasu do czasu, ale jeżeli trwa permanentnie to coś jest chyba nie tak. Na jakiś czas zrezygnowałam z robienia Niedzieli dla włosów, bo nie widziałam sensu pokazywania na zdjęciach włosów, które wyglądają tak bardzo niezadowalająco. Zresztą popatrzcie same na poniższe zdjęcia.
Nafta kosmetyczna, olejek rycynowy plus siemię lniane

Kawowy peeling skóry głowy
Włosy są spuszone, jakieś takie rzadkie. Smutne i smętne. A na dodatek końcówki wyglądają tak przezroczysto. Przerzedzone albo wygryzione. ;) A niedawno podcinałam. Obraz nędzy i rozpaczy na włosach, chociaż oczywiście bywało gorzej. Lepiej też. Postanowiłam coś zmienić w swojej pielęgnacji. 

1. Rzadsze mycie włosów. Brzmi może nieco dziwnie, ale jak się zastanowić jest w tym pewien sens. Nie da się ukryć, że mycie włosów jest dla nich nieco obciążające. Szczególnie jeżeli są długie, delikatne i nieco zniszczone zbyt częste mycie włosów im szkodzi. Postanowiłam dołożyć starań, żeby myć je nieco rzadziej. Oczywiście bez przesady i bez popadania w skrajności. Po prostu ograniczyłam odrobinkę, o tyle o ile to było możliwe, mycie włosów. I jeżeli miałam dylemat myć czy nie myć, to raczej wybierałam to drugie. Kiedy były mocno przetłuszczone nie miałam dylematu tylko myłam normalnie :)

2. Mycie włosów odżywką. To taka nieco delikatniejsza i bardziej pielęgnująca metoda mycia włosów. Myjąc włosy odżywka nieco je oszczędzamy. I tak są narażone na szarpanie i uszkodzenia, kiedy są mokre, ale ograniczamy im chociaż środki myjące, które mogą wysuszać i osłabiać włosy. Mycie odżywką stosuję nie częściej, niż raz w tygodniu. Zazwyczaj po takim myciu włosy nieco szybciej robią się brudne. 

3. Siemię lniane na włosy. Działa naprawdę niesamowicie, a przy tym jest taniutkie i łatwo dostępne. Przygotowanie wywaru z siemienia lnianego na włosy również nie jest jakoś bardzo kłopotliwe. Ja szybko doszłam do wprawy. Siemię lniane działa jak najlepsza odzywka bez spłukiwania, silnie nawilża, a przy tym jest całkowicie naturalne. I bardzo ciężko jest je przedawkować. Ile bym nie nałożyłam zawsze jest dobrze, a włosy nie są obciążone. Z czystym sumieniem polecam każdemu wypróbować, bo warto. 

4. Wzbogacenie odżywki olejami. Często trafiamy na odzywki przeciętne o słabym składzie. A bardzo łatwo można temu zaradzić i je naprawić. Wystarczy dodać kilka kropel ulubionego olejku. U mnie to sprawdza się znakomicie. Jeżeli chcę mieć bogatą i odżywczą maskę nie muszę tygodniami takiej szukać ani wydawać fortuny. Wystarczy, że dodam nieco olejku do tej, którą akurat posiadam. takie proste :)

5. Olejowanie włosów. Najważniejszy moim zdaniem element pielęgnacji, ten który robi największą różnicę. Olejowanie włosów daje fenomenalne efekty, jeżeli tylko dobierzemy odpowiedni dla siebie olej i metodę. Jestem wielką fanką olejowania i gorąco wierzę w jego skuteczność. Zaczynałam pielęgnację włosów od olejowania przed każdym myciem. Teraz nieco zmniejszyłam częstotliwość, bo nie mam na tyle czasu, ale tez po prostu moje włosy są już w nieco lepszym stanie i nie wymagają aż tak intensywnej pielęgnacji.


Moje włosy nie są jeszcze idealne i nie wiem, czy kiedykolwiek będą. Przecież oprócz tego, że je non stop pielęgnuję, to one się non stop niszczą. Od pogody, od mycia, od spania, od torebki, od wszystkiego. Czasami mam wrażenie, że to trochę taka syzyfowa praca. Ale czasami naprawdę widzę efekty, widzę różnicę. 

niedziela, 11 października 2015

Buty do biegania Asics Gel Zaraca 3 - historia prawdziwa

Asics Gel Zaraca 3 to buty do biegania, z którymi wiąże się historia. Nie będzie to taka zwykła recenzja. To będzie opowieść o pięknych butach do biegania Asics Gel Zaraca 3. Pamiętajcie, że piękno czasami boli i w tej historii również bólu nie zabrakło.

środa, 7 października 2015

Jesienne bieganie, czyli jak ubrać się do biegania w chłodniejsze dni?

Przyszła jesień. Temperatury znacznie spadły, a poranki potrafią być już naprawdę zimne. Jesień jest dobrą porą do biegania, należy jednak zwrócić szczególną uwagę na ubiór. Mądrze dobrany strój nie tylko podnosi komfort treningu, ale też zmniejsza ryzyko przeziębienia.


Wystarczy otworzyć okno czy nawet spojrzeć na termometr, żeby stwierdzić, że zrobiło się chłodniej. Sporo chłodniej. Wyciągnęliśmy z szafy grubsze kurtki, szaliki, rękawiczki czy nawet czapki. Nasz codzienny strój wzbogacił się o kilka dodatkowych warstw. Ne dajmy się jednak zwariować. Zrobiło się trochę chłodniej, ale bez przesady. Mówi się, że jeżeli w chłodny dzień wychodzimy na zewnątrz i nie jest nam zimno, to znaczy, że ubraliśmy się za ciepło do biegania. Jest w tym dużo prawdy. Przecież podczas wysiłku człowiek się rozgrzewa. Jeżeli chcemy biegać i tak będzie nam ciepło. Mówi się również, żeby do biegania ubrać się tak, jakby termometr wskazywał o 10 stopni więcej, niż rzeczywiście pokazuje.

Co można dodać do owsianki?

Owsianka to moje codzienne śniadanie od kilku dobrych miesięcy. Jest zdrowa, łatwa do przyrządzenia i niedroga. A dzięki rozmaitym dodatkom może się nigdy nie znudzić i każdego dnia smakować inaczej. Mam swoje ulubione wersje owsianki, czasami eksperymentuję, a czasami dodaję po prostu to co mam (jak bieda ;)). Poniżej znajdziecie przepisy na owsiankę kakaowo-bananową, owsiankę daktylową z kokosem i owsiankę jabłkowo-cynamonową. Cały czas wymyślam nowe wariacje, żeby się nie znudzić. Dla wszystkich tych, którzy nie do końca mają pomysł na owsiankę ale też nie do końca mają ochotę trzymać się już gotowego przepisu czy nawet na nim bazować przedstawiam listę składników, które można dodać do owsianki. Oprócz owoców, bakalii, nasion i orzechów, które są oczywiste. 


wtorek, 6 października 2015

Suchy szampon - tak czy nie? Czy warto kupić?

Suchy szampon to taki magiczny wynalazek, który w kilka chwil umyje nam włosy ;) Tak serio to oczywiście suchy szampon nie myje włosów, ale sprawia że wyglądają na świeże i nieprzetłuszczone. Nie usuwa brudu i warstwy tłuszczu z włosów, ale sprawia że staje się ona niewidoczna. To jest główne zastosowanie suchego szamponu. Brzmi świetnie, ale każdy kij ma dwa końce. Czy warto kupić suchy szampon? Czy suchy szampon niszczy włosy? Jak często można stosować suchy szampon? Jak wyglądają włosy po użyciu suchego szamponu?


Zastosowanie suchego szamponu
Suchy szampon błyskawicznie zamaskuje nieświeże włosy. To świetny pomysł, kiedy nie mamy czasu ich myć. Czasami wypadnie nam niespodziewane wyjście lub odwiedziny, czasami wyłączą wodę, a czasami zwyczajnie nie mamy siły na mycie włosów. W takich przypadkach z ratunkiem przychodzi suchy szampon. Suchy szampon również nieco zwiększa objętość włosów, sprawia że są bardziej puszyste, jest ich więcej a ponadto lepiej się trzymają. Suchy szampon może być również używany do stylizacji, nie tylko do przedłużania świeżości włosów. 


Czy suchy szampon niszczy włosy?
Suche szampony z reguły zawierają alkohol oraz skrobię. Taka mieszanka może podrażniać skórę głowy, a także wzmagać wypadanie włosów. To oczywiście zależy od indywidualnych skłonności. Trzeba sobie wypróbować. Na pewno należy z suchego szamponu korzystać ostrożnie, sporadycznie, a nie regularnie. Suchy szampon jest przeznaczony na sytuacje wyjątkowe, a nie na codzień dla leniuszków, którym nie chce się myć włosów. W ten sposób możemy sobie jedynie zaszkodzić. 


Jak często można stosować suchy szampon?
Na pewno nie codziennie. Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć jak często, bo to zależy od włosów i skóry. Jednej osobie zaszkodzi jednorazowe użycie, a druga będzie stosować ciągle i nic się nie stanie. Ja staram się nie używać suchego szamponu częściej niż co 3-4 mycie. Zazwyczaj robię to znacznie rzadziej. Kiedy już naprawdę muszę. 


Czy warto kupić suchy szampon?
Moim zdaniem to ciekawy wynalazek, który potrafi mocno ułatwić życie, a nieraz uratować fryzurę i wizerunek. I dobrze mieć pod ręką takie koło ratunkowe. Ceny suchego szamponu zaczynają się od kilkunastu złotych i przy założeniu, że używamy go sporadycznie, tragedii nie ma. Jeżeli twoim problemem są często (i niespodziewanie) przetłuszczające się włosy, prowadzisz spontaniczne życie, a na dodatek wygląd jest ważny dla ciebie lub twojej pracy, to suchy szampon będzie dobrą inwestycją. 


Czym można zastąpić suchy szampon?
Zanim do sklepów trafiły te cudowne wynalazki kobiety radziły sobie domowymi sposobami. Zamiast suchego szamponu z powodzeniem można wykorzystać zwykły puder do twarzy lub kakao (dla ciemnowłosych). Moja mama używała mąki. I o dziwo nigdy jej się nie zrobiło ciasto na włosach. Wiele dziewczyn używa również jako zamiennika suchego szamponu zmielonych płatków owsianych, skrobi ziemniaczanej, talku czy zasypki dla dzieci.


Czym różnią się włosy umyte od włosów spryskanych suchym szamponem?
Można mieć błędne przekonanie, że włosy potraktowane suchym szamponem magicznie zaczną wyglądać jak świeżo umyte. Nie do końca. Świeżo umyte włosy zazwyczaj są gładkie, błyszczące, miękkie, może nieco spuszone, dość plastyczne i niesforne. Natomiast włosy po suchym szamponie są nieco sztywne, bardziej zdyscyplinowane, lekko matowe i szorstkie. 

Przed użyciem suchego szamponu

Po użyciu suchego szamponu

Po całym dniu z suchym szamponem
Na powyższych zdjęciach widać, jak działa suchy szampon. Jest spora poprawa, ale nie są to jednak idealnie świeże włosy jak po myciu. Suchy szampon działa przez jakiś czas. Jeżeli stosuję go rano, to wieczorem włosy już wyglądają z powrotem niezbyt świeżo.


Suchy szampon to sprytny, szybki i wygodny sposób, kiedy nie możemy umyć włosów, a zależy nam na dobrym wyglądzie. Używany z rozsądkiem i zgodnie z instrukcją nie powinien zaszkodzić. Sama dopiero niedawno przekonałam się do suchego szamponu i najpierw musiałam nauczyć się, jak go prawidłowo stosować. Suchy szampon nie zastąpi mycia i efekt też jest nieco odmienny od umycia włosów, ale fakt faktem nie są przetłuszczone.

Zobacz też:

niedziela, 4 października 2015

9. Bieg Trzech Kopców

Bieg Trzech Kopców to wyjątkowa impreza. Bieg górski w mieście. Trzy Kopce czyli Kopiec Krakusa, Kopiec Kościuszki i Kopiec Piłsudskiego. 4 października 2015 roku odbyła się 9. już edycja Biegu Trzech Kopców. Zapraszam na moją relację z 9. PZU Bieg Trzech Kopców. Było pięknie, ale ciężko. 

Udało mi się przebiec trasę Biegu Trzech Kopców w 1:20:07, czyli niestety o ok. trzy minuty gorzej, niż w zeszłym roku (patrz: 8. Bieg Trzech Kopców) i na dodatek nie zmieściłam się w deklarowanej trefie czasowej. Byłam 88 kobietą w swojej kategorii i 1450 zawodnikiem w ogóle. Wykończyły mnie podbiegi. Trochę też sama jestem sobie winna, bo jak zrobiło się długo pod górkę doszłam do wniosku, że nie ma sensu się tak męczyć i sobie szłam. A mogłam biec. Może nie cały czas, ale chociaż trochę więcej. Mogłam też trenować zamiast się przeziębiać i szukać wymówek ;) Niestety tegoroczny 9. Bieg Trzech Kopców nie zakończył się życiówką.

Gliceryna i olejowanie włosów

Gliceryna w pielęgnacji włosów to temat, który chodził za mną od jakiegoś czasu. I w końcu postanowiłam spróbować. Dzisiaj było długie olejowanie i maska do włosów wzbogacona gliceryną. W rolach głównych wystąpili olejek rycynowy, oliwka Babydream, szampon Biosilk Summer Therapy Silk Bath, Kallos Multivitamin oraz gliceryna.


Zaczęłam od olejowania. Najpierw wmasowałam w skórę głowy mieszankę olejku rycynowego i oliwki Babydream. Na długość nałożyłam samą oliwkę. I z taką miksturą poszłam spać. W sumie trzymałam olej na włosach ponad 12 godzin (wspominałam, że to było długie olejowanie). Nie wszystkie włosy i skóra głowy lubią tak długo mieć olej. Moje akurat uwielbiają. Im dłużej tym lepiej.

Rano zmyłam olej przy pomocy szamponu Biosilk Summer Therapy Silk Bath. Jestem z niego bardzo zadowolona. Świetnie się pieni, nie plącze włosów, jest bardzo wydajny i dobrze domywa olej. Po pierwszym zastosowaniu jestem zachwycona.


Na umyte i lekko odciśnięte w ręcznik włosy nałożyłam maskę Kallos Multivitamin, do której wcześniej dodałam 4 krople gliceryny. Oczywiście te 4 krople gliceryny dodałam do jednorazowej porcji odżywki przełożonej do osobnej miseczki. Maskę trzymałam na włosach pół godziny. Już podczas spłukiwania włosy były bardzo gładkie.


Po naturalnym wyschnięciu włosy nadal były bardzo wygładzone, miękkie i miłe w dotyku. Sporo to na pewno zasługa olejowania, ale samym olejowaniem nigdy takiego efektu nie uzyskałam. Zarówno świetna maska Kallos Multivitamin jak i gliceryna miały swój spory udział. Włosy pięknie i gładko okalały moją twarz i spływały błyszczącą taflą na ramiona. Dokładnie tak było. Oczywiście na zdjęciu tego nie widać. Znowu musicie mi wierzyć na słowo. I wybaczcie minę, ale byłam dość nieszczęśliwa ;)


Dodanie kilku kropel gliceryny do odzywki to był świetny pomysł. Efekt jest bardzo dobry. A sama gliceryna kosztuje ze dwa złote i można ją dostać w każdej aptece. Używa się po kropelce, więc zapewne starcza na długo. A jak nie polubi się z włosami to gliceryna również nadaje się do pielęgnacji ciała np. dłoni. Więcej na ten temat wkrótce. 




Zobacz też:

piątek, 2 października 2015

Napoje regenerujące na jesień

Napoje regenerujące na jesień to coś, czego akurat właśnie teraz nam trzeba. Jesień i zima to czas, kiedy nasza odporność wystawiana jest na ciężką próbę. Temperatura spada, łatwiej o przeziębienie i chorobę. Właśnie teraz powinniśmy szczególnie zadbać o swoje zdrowie i odporność. 

Źródło: pixabay.com

Dzisiaj zaproponuję wam kilka najlepszych (moim skromnym zdaniem) napojów regenerujących dla biegaczy na jesień. Oczywiście nie-biegacze również mogą pić, z korzyścią dla zdrowia. Wszystkie są łatwe lub nawet bardzo łatwe do przyrządzenia, bogate w witaminy i substancje mineralne, doskonale regenerują po treningu, sprawdzają się również jako przekąska w ciągu dnia. Wśród wybranych przepisów znajdziecie zarówno coś na słodko jak i w wersji słonej oraz pikantnej, napoje niskokaloryczne, a także te pozwalające uzupełnić zużytą na treningu energię. Smacznego!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...