poniedziałek, 30 marca 2015

Siemię lniane na włosy - płukanka z nasion lnu

Siemię lniane stosowane zewnętrznie na włosy to coraz popularniejszy sposób na naturalną pielęgnację. Postanowiłam go w końcu wypróbować. na co dzień regularnie spożywam siemię lniane i bardzo doceniam. Co prawda ostatnimi czasy trochę konkurencję robi mu egzotyczne chia, ale ja póki co jestem wierna nasionom lnu. Siemię lniane na włosy można stosować jako maseczkę, płukankę lub żel stylizujący. Ja zdecydowałam się użyć siemię lniane na włosy jako płukankę. 



Płukanka z siemienia lnianego - przygotowanie
Nasionka lnu wsypałam do kubeczka. Ilość na oko. Następnie zalałam wrzątkiem i poszłam myć włosy. Od czasu do czasu mieszałam. Kiedy mieszanina trochę przestygła odcedziłam ją przez zwykłe sitko. Nie było to specjalnie skomplikowane, chociaż oczywiście nie wszystko dało się dokładnie odcedzić. Pozostałości czyli ziarenka lnu zjadłam :)



Włosy umyłam płynem Facelle i nałożyłam na chwilę lekką odżywkę Isana do włosów farbowanych. To odżywka bez silikonów i parabenów. W moim odczuciu prawie nic nie robi z włosami. Może jedynie delikatnie ułatwia rozczesywanie. I ma okropne opakowanie. Wydobycie resztek odżywki graniczy z cudem. Przecinanie tego opakowania również do łatwych nie należy. Niektóre dziewczyny rezygnują z tych odżywkę tylko z powodu kompletnie niepraktycznego opakowania. 


Płukanka z siemienia lnianego na włosy - zastosowanie
Do mojej przygotowanej wcześniej płukanki dolałam odrobinę wody. Również na oko. Konsystencją przypominało to odrobinę zagęszczoną wodę. W końcu płukanka, więc raczej rzadka być powinna. Czyste mokre włosy delikatnie odcisnęłam w ręcznik i przepłukałam moim wodnistym glutkiem z siemienia lnianego. Wycisnęłam nadmiar i ponownie zawinęłam w ręcznik.



Płukanka z siemienia lnianego na włosy - efekty
Obawiałam się, że włosy się posklejają i poplątają, ale nic takiego nie nastąpiło. Może tylko odrobinę trudniej było je rozczesać, ale niezawodny tangle teezer poradził sobie jak zawsze. Tuż po umyciu nie zauważyłam spektakularnego efektu. Włosy jak włosy. Czyste, lekkie. Trochę takie fruwające dookoła głowy i niezdyscyplinowane. Dopiero następnego dnia zrobiło się fajnie. Włosy po zastosowaniu płukanki z siemienia lnianego były bardzo, bardzo gładkie i miękkie. Śliskie, lejące się i miłe w dotyku. Jest całkiem nieźle, chociaż nie zapałałam do siemienia lnianego na włosy miłością od pierwszego wejrzenia, to widzę potencjał i będę próbować dalej.

sobota, 28 marca 2015

Kallos Chocolate, Regenerująca maska czekoladowa

Kallos, Chocolate, Regenerująca maska czekoladowa to kolejny Kallos, który gości w mojej łazience. Lubie te odżywki ze względu na bardzo korzystny stosunek ceny do wielkości opakowania. Litr kosmetyku kosztuje w granicach 10-13 zł. W dodatku odżywki Kallos można bez problemu kupić w Hebe, a ja jedno mam bardzo blisko domu. Na maskę Kallos Chocolate zdecydowałam się chyba głównie ze względu na czekoladowy zapach. 



Czekoladowy Kallos - pierwsze wrażenie
Pięknie pachnie czekoladą. Kolor biały, konsystencja trochę bardziej lejąca niż w ostatnio używanym przeze mnie Kallos Keratin. Zapach jest cudowny, ale odradzam wsadzanie całej twarzy do opakowania. Wtedy po dłuższej chwili daje się wyczuć sztuczna nuta zapachowa. 


Kallos Chocolate - pierwsze użycie
Maska świetnie się rozprowadza na włosach. Nie ścieka. Łatwo się spłukuje. Włosy w dotyku są takie śliskie. Bez problemu się rozczesują. Podczas spłukiwania wyraźnie czuć taką śliskość. Trochę wrażenie, jakby czekoladowy Kallos nie chciał się spłukać. Ale się spłukuje bez problemów. To tylko takie wrażenie. Zapach niestety nie pozostaje na włosach, ale przez chwilę unosi się w łazience. Dobre i to.

Regenerująca maska czekoladowa do włosów - efekty
Spektakularnych efektów nie ma. Włosy przede wszystkim dobrze się rozczesują. Są delikatnie wygładzone. Nie jest to efekt wow. Zdecydowanie gorzej niż w przypadku Kallos Keratin. Maska Kallos Chocolate ma co prawda w opisach, że intensywna i regenerująca, ale moim zdaniem nie do końca tak jest. Nie mogę też powiedzieć, że to lekka odżywka, ponieważ mam wrażenie, że moje włosy nieco szybciej się po niej przetłuszczają. No cóż, nie jestem do końca zadowolona z efektów jakie daje czekoladowy Kallos. Poza cudownym zapachem, moim zdaniem, tak maska jest trochę taka nijaka. Jeżeli jeszcze kiedykolwiek ją kupię to albo dla zapachu (patrz: Najpiękniejsze zapachy), albo w celach alternatywnych (notka na ten temat już wkrótce). 


Kallos Chocolate, Regenerująca maska czekoladowa - skład
Na opakowaniu mamy informację, że czekoladowy Kallos to intensywna, regenerująca maska do włosów suchych i łamliwych. Zawiera ekstrakt kakao, keratynę, proteiny mleczne oraz pantenol. Ma dogłębnie pielęgnować i chronić przed łamaniem się włosów. W składzie mamy emolienty (cetearyl alcohol, hydrogenated polyisobutene), substancję powierzchniowo czynną (cetrimonium chloride), humektanty (propylene glycol) i zapach. Po zapachu (czyli zapewne w dość śladowych ilościach) silikony, pantenol, ekstrakt z kakao, keratynę i proteiny mleczne. Plus oczywiście jakieś konserwanty. 

Maska do włosów Kallos Chocolate cieszy się w internecie dość dobrymi opiniami. Na pewno spore znaczenie w ocenach ma piękny zapach i bardzo korzystna cena. Jeżeli chodzi  działanie to zależy. U mnie szału nie ma, aczkolwiek nie jest też tak, że kupiłam zupełnie nieprzydatny bubel. A i w sumie im dłużej ją wącham, tym bardziej czuję sztuczność. Nie nadaje się, żeby siedzieć sobie z nią przez godzinę nad notką i wąchać. Ale na czas mycia włosów zapach jak najbardziej super. 

czwartek, 26 marca 2015

Olejek pichtowy na zaskórniki

Olejek pichtowy na zaskórniki nie działa. Przynajmniej u mnie. Przynajmniej nie od razu. Spodziewałam się wielkiego wow i czarnego wacika (widziałam taki u innych blogerek). Nie otrzymałam nic. Wacik czysty, a zanieczyszczenia na swoim miejscu, czyli na twarzy. Spodziewałam się natychmiastowego efektu, bo o takich się naczytałam. A u mnie po pierwszym zastosowaniu olejku pichtowego trochę jakby efektu brak go tam. 

Olejek pichtowy na zaskórniki
Źródło: własne
Olejek pichtowy - gdzie kupić i ile kosztuje?
Bardzo długo zbierałam się, żeby kupić olejek pichtowy. Z jednej strony problemem była dostępność (jeżeli coś nie leży na półce w najbliższym markecie, to dla mnie już zaczyna się problem z dostępnością ;)), a drugim stosunkowo wysoka cena. Olejek pichtowy można kupić na pewno w aptece (ja tak kupiłam). Kosztuje około 20 zł za 50 ml. 

Jak działa olejek pichtowy?
Olejek pichtowy to wyciąg z jodły syberyjskiej. Pachnie ładne, ale mocno. Właściwie jest naturalnym lekiem na katar i przeziębienia. Można się nim nacierać, robić inhalacje albo pić po kilka kropli dziennie (rozcieńczony). Co ciekawe olejek pichtowy podobno rozpuszcza plastik. Nie próbowałam na taka informację znalazłam na stronie jednego z producentów. Oprócz tego na blogach i forach dziewczyny polecają olejek pichtowy do walki z zaskórnikami. 

Jak oczyszczać twarz olejkiem pichtowym?
Do oczyszczenia twarzy olejkiem pichtowym oprócz tego olejku potrzebujemy też wacika i np. nafty kosmetycznej. Można ją zastąpić olejkiem rycynowym. Właściwie myślę, że można ją zastąpić dowolnym olejkiem bądź oliwką, która się u nas sprawdza. Na wacik nalewami kilka kropel olejku pichtowego i tak ze dwa razy więcej nafty (lub innego olejku). To ważne, bo olejek pichtowy zastosowany w zbyt dużym stężeniu może mocno podrażnić skórę. Na początek lepiej zacząć od 1-2 kropli i sprawdzać, jak cera na niego reaguje. Takim nasączonym wacikiem przecierami twarz kilka razy. Intensywność przecierania dopasujmy do wrażliwości naszej twarzy. Gruboskórne dziewczyny mogą pozwolić sobie na mocniejsze tarcie (szczególnie w okolicy nosa czy brody). W przypadku delikatnej cery lepiej jedynie lekko przetrzeć ją nasączonym wacikiem. Po takim zabiegu pory skóry powinny być rozszerzone i usunięcie zanieczyszczeń łatwiejsze. W ogóle już samo pocieranie wacikiem powinno ładnie oczyścić skórę. Tak czytałam. U mnie to nie zadziałało, ale warto spróbować. 

Czy myć twarz po użyciu olejku pichtowego?
Spotkałam się z różnymi opiniami. Jedni myją, a inni tylko nakładają krem. Są też tacy, co nie robią już nic. Ja wypróbowałam wszystkie te trzy sposoby i chyba najbardziej jednak służy mi zmycie mieszanki olejku pichtowego i dopiero zastosowanie kremu. 

Efekty oczyszczania olejkiem pichtowym
Jak pisałam na poczatku notki nie doświadczyłam piorunującego ani natychmiastowego efektu oczyszczającego. Zaskórniki po zastosowaniu olejku pichtowego wciąż były na swoim miejscu. A ewentualne ich usunięcie mechaniczne wcale nie stało się łatwiejsze. Olejek pichtowy w moim przypadku bardziej zadziałał jak peeling enzymatyczny. Skóra była taka gładka i przyjemna w dotyku. Jak po peelingu. I właśnie w takim celu używam olejku pichtowego do czasu do czasu. Minęło już kilka dobrych tygodni. Jeżeli chodzi o stan cery nie zauważyłam jakiejś różnicy. Trochę zawiodłam się na olejku pichtowym. Pewnie dlatego, że zachęcona efektami innych spodziewałam się cudów. Ale i tak chyba kupię ponownie jak mi się skończy, bo jako dobrze sprawdza się jako zamiennik peelingu.

Zobacz też: 

poniedziałek, 23 marca 2015

XII Półmaraton Marzanny, Kraków 22 marca 2015 - relacja

Półmaraton Marzanny to cykliczne wydarzenie biegowe w Krakowie z okazji rozpoczęcia wiosny. To już dwunasty raz biegacze pokonują trasę półmaratonu na powitanie wiosny. 22 marca 2015 roku po raz pierwszy wzięłam udział w Półmaratonie Marzanny. Zapraszam na subiektywną relację z tego wydarzenia. 
Dumna z pięknym medalem

Półmaraton Marzanny 2015 - treningowe założenia a rzeczywistość
XII Półmaraton Marzanny w Krakowie to mój pierwszy dłuższy start po zimie. I pierwszy półmaraton od październikowego Półmaratonu Królewskiego, po którym przez dwa miesiące zmagałam się z zepsutym kolanem. Przez zimę trochę chorowałam, a trochę leniuchowałam. Miałam ambitne plany powrotu do formy, ale udało mi się je zrealizować jedynie w połowie. A sam marzec był wyjątkowo mało aktywnym miesiącem. Nie do końca byłam przygotowana do tego półmaratonu. Rozsądnie nie nastawiałam się na życiówkę, chociaż gdzieś tam miałam nadzieję. Nie, nie udało się. Czas 2:03:28 Całkiem nieźle biorąc pod uwagę okoliczności. Nie udało mi się całego półmaratonu przebiec, ale mam wrażenie, że i tak chodzenia było najmniej w całej mojej półmaratońskiej historii. Przyznam szczerze, później (tak gdzieś koło 15-16 kilometra) zaczęło być trochę ciężko. A ostatnie kilometry to była walka ze sobą i swoimi słabościami. Kolano się odezwało. W sumie oba. Tak właściwie to bolało mnie wszystko od bioder w dół. I to jest chyba konsekwencja braku odpowiednich treningów w tygodniach poprzedzających. Cały czas boli. Piękne buty trochę dały mi popalić. Może za ciasno je zawiązałam. Z półmaratonu jestem zadowolona i obolała ;)

Kliknij, aby powiększyć
Kliknij, aby powiększyć
Według danych z Endomondo biegłam ze średnim tempem 5:53 min/km Najszybszy był 9 kilometr - 5:23 min/km, a najwolniejszy 20 kilometr - 6:54 min/km. Maksymalne tempo jakie udało mi się osiągnąć to 3:16 min/km. 

Kliknij, aby powiększyć


Półmaraton Marzanny 2015 - pogoda i ubranie
Pogoda akurat w tym roku nie była zbyt wiosenna, ale na szczęście nie padało podczas biegu. Było trochę chłodno, ale jak się biegnie to i tak jest ciepło. Tradycyjnie przez pierwsze 5 km miałam skostniałe z zimna dłonie, ale później było już całkiem ciepło. Nawet się spociłam. Żeby nie popełnić błędu z Półmaratonu Królewskiego ubrałam się trochę cieplej. Na koszulkę założyłam kurtkę, a na dłonie rękawiczki. Tak, pomimo tych rękawiczek było mi przez pierwsze kilometry bardzo zimno w palce.
Przed biegiem
Patrząc na innych ludzi znowu miałam wrażenie, że zbyt lekko się ubrałam, bo wszyscy tacy opatuleni. No fakt, jak się stoi i czeka (na start lub do depozytu) to jest zimno. Ale jak już się biegnie to robi się gorąco. Wolę trochę zmarznąć w oczekiwaniu na start i przez pierwsze 5 kilometrów, niż gotować się przez kolejne 15 kilometrów. Chociaż marznięcie już po biegu jest jednym z gorszych odczuć. Trochę horror. Biegłam oczywiście w nowych pięknych butach Asics Gel Zaraca 3 i trochę mi umęczyły stopy. Chyba rzeczywiście są dość ciężkie. Ale przebiegłam i obyło się bez ran. 


Półmaraton Marzanny 2015 - co z tym depozytem?
No z depozytem był problem.Zarówno przy oddawaniu rzeczy, jak i przy odbiorze. Chociaż ten przy odbiorze zdecydowanie bardziej dał się odczuć. Przede wszystkim ogromne kolejki. Mega tłok. No w końcu jakieś 4 tysiące biegaczy. Plus osoby towarzyszące. Budynek biura zawodów chyba nie do końca był przewidziany na takie tłumy. Depozyt na samej górze (wchodzenie po schodach po przebyciu półmaratonu a później schodzenie <3). Klatka schodowa wąska. Było tłoczno. Było nerwowo. To przy oddawaniu depozytu. Bo przy odbiorze prawie godzinę spędziliśmy stojąc w kolejce przed wejściem. W zimnie. Opatuleni jakąś dziwną, przezroczystą folią. Owszem można było przejść do ciepłej hali, zagrzać się i przeczekać kolejkę. Wówczas odebrałabym swoje rzeczy nie po godzinie, a po półtorej lub dwóch. A trochę mi się spieszyło do swojego dobytku. Część ludzi zareagowała na tę sytuację bardzo nerwowo. W sumie się nie dziwię. Gdyby jeszcze było ciepło. A tak to wiadomo, że każdy chciał jak najszybciej odebrać depozyt i przebrać się w suchą odzież. Przeczekiwanie w ciepłej hali w spoconych ciuchach to tez nie jest do końca idealna sytuacja. Na szczęście organizator wykazał się ogromną klasą. Przyznał do swojej winy i przeprosił. A jak niektórzy pamiętają, nie każdego stać na tak oczywistą reakcję. Trochę zmarzłam i się podenerwowałam, ale przeprosiny przyjęte i jest ok :)


Półmaraton Marzanny 2015 - organizacja
Pomijając kwestię tego nieszczęsnego depozytu i ogromnego tłumu w budynku biura zawodów to za bardzo nie ma się do czego przyczepić. Kolejki do toalet to standard zawsze i tego chyba nie da się przeskoczyć. O dziwo w szatni nie natknęłam się na kolejki i tłumy. Nie wiem, jakim cudem. Taki tłum w budynku, przy depozycie i przy toaletach a w szatniach normalnie można się było przebrać bez trącania innych łokciem. Koszulka mnie nie zachwyciła, aczkolwiek kilka osób bardzo sobie chwaliło jej minimalizm. Mnie się nie podoba, no ale to jest rzecz gustu. Za to medal jest cudowny. W pierwszej chwili jak zobaczyłam projekt byłam nieco zdziwiona, przyznaję. Ale z czasem coraz bardziej się przekonywałam do tego wzoru. Medal z Krakowskiego Półmaratonu Marzanny 2015 jest w kształcie Marzanny. Jest uroczy, słodki, zabawny i oryginalny. Fajnie mieć go w swojej kolekcji.



Kilometry na trasie były dobrze oznaczone. Chyba co kilometr, albo prawie co kilometr. Przy wodopoju była woda albo izotonik. Tym razem organizator chyba dał nam jakiego lightowego ze słodzikami, bo był wyraźnie słodszy. Był też cukier i banany, chociaż tych bananów to trochę dla mnie zabrakło i zjadłam dopiero przy drugim punkcie z bananami. Oczywiście brakowało mi czekolady ;)
Dumna po biegu z medalem

Pomimo nie do końca idealnej pogody, nie do końca idealnej kondycji i nie do końca dopracowanej organizacji bardzo miło wspominam XII Półmaraton Marzanny. Nie żałuję i mam tylko nadzieję, że się znowu nie rozchoruję ;)

sobota, 21 marca 2015

Plany biegowe - najbliższe starty

Półmaraton Marzanny, Bieg Pamięci, Bieg Nocny, Bieg o Puchar Radia RMF FM, Cracovia Maraton i Bieg Skawiński czyli moja lista najbliższych startów. Nie posiadam kalendarza biegów, więc postanowiłam napisać na blogu. Żeby nie zapomnieć przypadkiem ;) Ja w ogóle nie jestem dobra w planowaniu, ale czasami trochę trzeba. I mam też cichą nadzieję, że ktoś jeszcze dołączy ze mną do zawodów (po to te linki do zapisów). 

1. Półmaraton Marzanny



Już jutro XII Krakowski Półmaraton Marzanny. Mój trzeci półmaraton w biegowej karierze. Nie nastawiam się na życiówki, bo po zimie, po kontuzji i trochę się leniłam. Traktuję udział w tym biegu jako taki sprawdzian swojej formy. Zobaczę, w jakim miejscu jestem i nad czym najbardziej muszę popracować. Na co zwrócić uwagę. Już się nie mogę doczekać, aż otrzymam medal, który jest uroczy i oryginalny. 



2. Bieg Pamięci

Mój pierwszy bieg. To od udziału  drugiej edycji Biegu Pamięci 12 kwietnia 2014 rozpoczęła się moja biegowa kariera. Pamiętam, że pokonanie tych 5 km sprawiło mi ogromną radość i o wiele mniej trudu, niż przypuszczałam. Już 11 kwietnia 2015 roku wezmę udział w trzeciej edycji Biegu Pamięci w Krakowie. Mam nadzieję, że w tym roku będę na tyle szybka, że nie zjedzą mi wszystkich ciasteczek ;) 
Link do zapisów na Bieg Pamięci, Kraków 11 kwietnia 2015: 


3. Bieg Nocny
17 kwietnia 2015 roku po raz drugi już wezmę udział w Biegu Nocnym. Zapisałam się głównie dlatego, że z okazji brania udziału w poprzedniej edycji (Bieg Nocny 2014 - relacja) miałam bardzo dużą zniżkę (chyba 40%). I płacąc w najwcześniejszym terminie wyszło niecałe 20 zł. Grzechem byłoby się nie zapisać ;) Trochę mam obawy, czy 10 km półtora dnia przed maratonem to na pewno dobry pomysł. Chyba będę musiała biec bardzo powoli w formie przedmaratońskiej rozgrzewki.
Link do zapisów na Bieg Nocny, Kraków 17 maja 2015:

4. Bieg o Puchar Radia RMF FM
Bieg organizowany przez Radio RMF przy okazji Krakowskich Spotakń Biegowych. Pomiędzy Biegiem Nocnym, a Cracovia Maraton. Bieg bardziej dla zabawy niż wyników. Całkowicie bez opłat. Wystarczy się zapisać. Dla uczestników jakieś upominki. W zeszłym roku też biegłam (Bieg o Puchar Radia RMF FM czyli bieg błotny w deszczu) i miło wspominam. 
Link do zapisów na Bieg o Puchar Radia RMF FM , Kraków 18 kwietnia 2015:


5. Cracovia Maraton

Mój pierwszy maraton. Trochę się denerwuję, chociaż również traktuje ten start jak sprawdzian swojej formy, a nie wyzwanie do osiągnięcia konkretnego czasu. Moim sukcesem będzie przebiec. Nawet jeżeli czasami będę iść i tak pęknę z  dumy. Pierwszy maraton - będzie co wspominać. Obym tylko zmieściła się w limicie 6 godzin ;)
Link do zapisów na Cracovia Maraton, Kraków 19 kwietnia 2015:

6. Bieg Skawiński

9 maja 2015 jadę do Skawiny na XIII Międzynarodowy Bieg Skawiński. Już drugi raz biorę udział w Biegu Skawińskim. Zeszłoroczny wspominam bardzo miło. Była piękna pogoda, osiągnęłam całkiem fajny czas, koszulka pierwsza klasa, w pakiecie startowym też bogato. W dodatku cała organizacja była bardzo dobra. Więcej szczegółów: XII Międzynarodowy Bieg Skawiński. W tym roku, mam nadzieję, będzie jeszcze lepiej. 
Link do zapisów na bieg Skawiński, 9 maja 2015:


W sumie 6 biegów w ciągu niecałych dwóch miesięcy to jak dla mnie spora intensywność, więc pewnie nic się już pomiędzy nie wciśnie. Chociaż kto wie. Kwiecień w każdym razie zaplanowany na biegowo. 

czwartek, 19 marca 2015

Jak dobrze i ładnie wychodzić na zdjęciach z biegów i treningów?

Biegamy dla zdrowia. Biegamy dla satysfakcji. Biegamy też dla życiówek. Biegamy dla koszulek. I trochę może biegamy również dla zdjęć. A nawet jeżeli nie, to chyba lepiej mieć kilka fajnych zdjęć z biegu niż brzydkich albo w ogóle. Zdjęcia z biegów to zawsze miła pamiątka. I dowód, że byliśmy i nawet biegliśmy. I będzie co wnukom pokazywać albo kandydatowi na życiowego partnera. Babcia i mama też na pewno chętnie obejrzą. Dzisiaj kilka porad, tricków i lifehacków jak dobrze wychodzić na zdjęciach z biegów i treningów. Ze specjalną dedykacją dla Małgi, która mnie zainspirowała. 



Po pierwsze uśmiech
Uśmiech czyni cuda i to wcale nie jest przereklamowany slogan. Szeroki uśmiech jest jedną z rzeczy, które możesz zrobić prawie zawsze i często jest w stanie uratować sytuację. Więc uśmiechaj się za każdym razem kiedy widzisz lub podejrzewasz, że robią ci zdjęcie. Uśmiechaj się, jakby bieg sprawiał ci ogromną radość. Bo przecież tak jest! Uśmiechaj się do obiektywów ale też do towarzyszących biegaczy. I koniecznie się uśmiechaj wbiegając na metę.


Po drugie trzymaj się zewnętrznej krawędzi
Tam jest najwięcej aparatów. Biegnąc w samym środku tłumu prawdopodobieństwo, że ktoś cię sensownie i w całości uchwyci na zdjęciu jest średnie. Biegnąc przy krawędzi znacznie je zwiększasz. 



Po trzecie włosy (dotyczy głównie kobiet i długowłosych mężczyzn)
Włosy do biegania powinny być spięte tak mocno i dobrze, żeby nie miały możliwości się uwolnić. Bo jak się uwolnią to stworzą rozczochraną miotłę dookoła zacnej twarzy biegacza. A później będą smętnie zwisać mokrymi, przepoconymi strąkami. Nie jest to zbyt wygodne, a na dodatek fatalnie wygląda. Mogą też przysłonić oblicze biegacza i na zdjęciu zamiast siebie zobaczysz jakąś istotę schowaną za swoimi kudłami. Włosy do biegania spinamy, podpinamy, zaplatamy. Fryzura na bieg powinna być stabilna i trwała, a na czas biegu radzę mocno ograniczyć włosom wolność. Więcej o włosach w kontekście biegania można przeczytać w moim tekście Czy bieganie niszczy włosy? 


Po czwarte wyróżnij się
Jeżeli organizator wręcza zawodnikom w pakiecie startowym zielone koszulki to prawdopodobnie większość właśnie w nich pobiegnie. I oczywiście to jest super. Ale na zdjęciu z biegu lepiej będziesz wyglądać, jeżeli wybierzesz koszulkę w jakimś innym kolorze. Np. różową albo pomarańczową. Wyróżnisz się na tle zielonej masy. W ogóle jeżeli zależy ci na fajnych zdjęciach warto zainwestować w przemyślaną i oryginalną stylówę do biegania. Możesz skomponować swój outfit z powszechnie dostępnej odzieży albo zamówić spersonalizowaną koszulkę ze zdjęciem swojego kota albo ulubionym cytatem. Mój tata od czasu do czasu podczas biegów wyciąga banerek z napisem YOU SHOULD BE HERE i dzięki temu wielokrotnie pojawiał się na zdjęciach tytułowych w artykułach. A jeżeli nie masz nic, co by cię wyróżniło podnieś chociaż ręce w górę. Unieś kciuk lub zrób gest zwycięstw (victoria). 

  

Po piąte zadbaj o to, na co masz wpływ
Wiadomo, że podczas biegu się spocisz, twarz może być czerwona lub wykrzywiona z wysiłku. No co zrobisz, jak nic nie zrobisz? Ale są rzeczy, na które masz wpływ. Na przykład na takiego pryszcza, którego wystarczy maźnąć korektorem. Nie, raczej nie spłynie. Na pewno nie całkowicie, a na zdjęciu wyjdziesz o niebo korzystniej bez tego czerwonego wulkanu na twarzy. 


Po szóste jedzenie
Nie jest prawdą, że nikt dobrze nie wychodzi na zdjęciach kiedy je. Znacznie bliżej prawdy jest, że nikt dobrze nie wychodzi na zdjęciach, kiedy je podczas biegu. Oczywiście nie namawiam do rezygnowania z darmowej czekolady i bananów czy pokonywania maratonu na głodniaka, ale miej na uwadze że jedzenie plus aparat zazwyczaj znaczy katastrofa. 



Po siódme własny fotograf
Postawienie na trasie własnego fotografa znacznie zwiększa szansę na ładne zdjęcia. Tak konkretniej to własny fotograf to więcej naszych zdjęć. I z tej większej puli zawsze łatwiej wybrać jakieś w miarę ładne. 


Mam nadzieję, że mój mały poradnik jak dobrze wychodzić na zdjęciach z biegów okaże się przydatny. Już w niedzielę najbliższa okazja do przetestowania tych rad na Półmaratonie Marzanny. Jeżeli ktoś z was ma jeszcze jakąś radę podzielcie się. Oczywiście wiadomo, że nie po to biegamy, żeby ładnie wychodzić na zdjęciach. Ale taki bonus od życia zawsze w cenie. 

środa, 18 marca 2015

Przepis na domowy peeling kawowy do ciała

Peeling kawowy domowej roboty to kosmetyk bardzo skuteczny i praktycznie darmowy, jeżeli ktoś pije kawę mieloną. Ja nie piję, ale mój chłopak owszem, stąd mam kawę do peelingu za darmo. Taka nasza domowa ekologia i powtórne wykorzystanie fusów ;) Peeling do ciała z kawy to domowy kosmetyk, który warto wypróbować. 

Źródło: pixabay.com

Kilka miesięcy temu pisałam o swoich pierwszych wrażeniach jakie wywołał u mnie kawowy peeling do ciała domowej roboty. Poza totalnym bałaganem, który na szczęście ograniczały drzwiczki kabiny prysznicowej, w kawowym peelingu przeszkadzał mi zapach. Nie przepadam za mocnym zapachem czarnej, mielonej kawy. I kiedy miałam się taką kawą smarować nie zawsze było przyjemnie. A kosmetyki do pielęgnacji ciała jeżeli poza działaniem również świetnie pachną, mogą zdobyć moje serce. (Patrz: Hity kąpielowe - moi zapachowi ulubieńcy). I na śmierdzący peeling kawowy też znalazłam sposób.

Mój przepis na pięknie pachnący peeling kawowy domowej roboty
Jak się można domyślić, żeby nieco złagodzić zapach kawy dodałam do mieszanki inne, pachnące składniki. Nie wiem, jak pachniałaby kawa z olejkami o zapachu cytrusów albo kwiatów. Ale byłam pewna, że z kawą świetnie komponuje się zapach kakao i kokosu. I tak własnie pachnie mój peeling kawowy. 

Składniki na peeling z kawy: 
  • fusy z kawy - co najmniej 4 łyżeczki, jeżeli chcemy porządnie wypeelingować całe ciało; 
  • kokosowy olejek do opalania Dax Cosmetics - pięknie pachnie kokosem i dzięki jego zastosowaniu nie ma już potrzeby używać balsamu, skóra jest cudownie natłuszczona;
  • kremowe mydło pod prysznic masło kakaowe Ziaja - idealnie uzupełnia zapach kawy i kokosu


Ilość olejku i mydła trzeba sobie samemu na oko dodać. Ja tak robię i nie jestem w stanie napisać, ile czego leję. Chodzi o to, żeby konsystencja nie była zbyt lejąca, ale łatwo dała się rozprowadzić na ciele. Ta mieszanka oprócz fajnego zapachu ma jeszcze tę zaletę, że po użyciu peelingu nie trzeba już stosować balsamu. Dzięki domieszce olejku mieszanka peelingująca ma również działanie nawilżające i natłuszczające. A że wszystko spłukujemy to ciało jest przyjemne w dotyku, gładkie, nawilżone ale nie klei się do ubrań ani pościeli. Idealnie.

poniedziałek, 16 marca 2015

Już za tydzień Półmaraton Marzanny

XII Półmaraton Marzanny zbliża się wielkimi krokami. Do startu pozostało już mniej niż 7 dni. To jest właśnie ten czas, kiedy można zacząć panikować ;) 


Pierwszy raz biorę udział w Półmaratonie Marzanny, ale nie jest to mój pierwszy półmaraton w ogóle. Wzięłam już udział w I Półmaratonie Wielickim i I Półmaratonie Królewskim. W obydwu mój czas oscylował w okolicach 2 godzin. I nie porównując się ze znajomymi byłam zadowolona ze swojego wyniku. Porównując się również. Trochę mi przeszło po rozmowie z kolegą z pracy. Przebiegała ona mniej więcej tak:

- Zdarzało mi się wystartować w półmaratonie tak z marszu, bez przygotowania, bez treningu w ogóle. I przebiegłem, ale czasy były masakryczne
- To znaczy jakie?
- No długie bardzo.
- Ale konkretnie? Ile to jest dla ciebie długo bardzo na półmaratonie?
- Około dwóch godzin.

Tak się składa, że dla mnie półmaraton w dwie godziny to wynik zupełnie przyzwoity. Oczywiście trzeba wziąć poprawkę na to, że jestem kobietą. Kobiety niestety biegają wolniej. Co nie znaczy, że nie da się wyprzedzić żadnego mężczyzny na trasie. Da się jak najbardziej ;) 



Czym się najbardziej stresuję przed Półmaratonem Marzanny?
Stresuję się, bo za mało trenowałam. Niestety nie mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że jestem gotowa, bo sumiennie się przygotowywałam. Po części zwalam winę na choroby i kontuzje, ale moje lenistwo też miało swój udział. Po prostu nie jestem przygotowana tak, jak mogłabym być. I teraz, tydzień przed, to już i tak nic nie zrobię. Trochę denerwuję się, jak zachowa się moje kolano podczas tak długiego biegu. Jeszcze nie sprawdzałam go na takim dystansie. Jak sobie biegam to niby wygląda jakby już wszystko było ok, ale jakieś obawy są. Nie biegłam w poprzedniej edycji Półmaratonu Marzanny, ale byłam na starcie. I pamiętam kolejki do toalet. I boję się, że w tym roku będzie tak samo albo i gorzej. Denerwuję się też, że będę miała jakiś masakrycznie długi czas, jakieś 2,5 godziny. I trochę tak głupio i wstyd ;) Bo biegałam szybciej. A i jeszcze martwię się, że mnie brzuch zacznie boleć podczas biegu. I oczywiście denerwuję się, że będzie deszcz. Na chwilę obecną prognoza pogody przewiduje drobne opady tylko w sobotę. Ale do niedzieli to akurat się może ten deszcz przesunąć. A ja bardzo nie chcę biegać w deszczu. 

W skrócie mojej obawy przed Półmaratonem Marzanny wyglądają tak:
  •  nieprzygotowanie
  •  kolano
  •  toalety
  •  kompromitacja
  •  deszcz

Plan na XII Półmaraton Marzanny
Mój plan na Półmaraton Marzanny to jest coś pomiędzy planem do realizacji a pobożnym życzeniem z krainy marzeń ;) Oczywiście standardowo przede wszystkim dotrzeć do mety i zdobyć medal. A poza tym dobrze się bawić. Pięknie wyjść na zdjęciach. Postarać się zmieścić w czasie dwie godziny. Chociaż jak będzie 2 godziny i 5 minut też tragedii przecież nie będzie.

Do zobaczenia na Marzannie!

niedziela, 15 marca 2015

Niedziela dla wlosów: olejowanie na eliksir

Dzisiaj z okazji Niedzieli dla włosów jak zwykle olejowanie włosów na noc. Z tym, że trochę innym sposobem, bo olejowanie na eliksir. Dzisiaj również jest dzień mocniejszego oczyszczenia, czyli do umycia włosów użyłam prostego szamponu z SLS.

Moją niedzielną pielęgnację włosów rozpoczęłam już w sobotę. Najpierw spryskałam włosy (ze szczególnym uwzględnieniem nasady i skóry głowy) ziołowym eliksirem przeciw wypadaniu Green Pharmacy. Dokładnie rozczesałam i przystąpiłam do nakładania oleju (oliwka Babydream). Ostatnio często robiłam olejowe mieszanki z olejkiem rycynowym, ale po komentarzach przy poprzedniej Niedzieli dla włosów trochę się przestraszyłam przesuszenia, więc dzisiaj tylko oliwka Babydream solo. 


Eliksir ziołowy wzmacniający przeciw wypadaniu włosów Green Pharmacy zawiera ekstrakty łubinu wąskolistnego, skrzypu polnego, kasztanowca, łopianu większego oraz proteiny soi. Co ważne nie ma w swoim składzie alkoholu, więc bez obaw obficie spryskałam nim włosy i zostawiłam eliksir na noc. Kosmetyk nie zawiera też silikonów ani parabenów, a do tego ma wygodny psikany aplikator. Nie mogę napisać, że polecam, bo dopiero pierwszy raz go użyłam. Ale zrobił na mnie całkiem niezłe wrażenie. Natomiast znana wszystkim oliwka dla niemowląt Babydream z Rossmanna zawiera głównie olej słonecznikowy plus olej migdałowy i jojoba, ekstrakt z rumianku i nagietka lekarskiego. Bez silikonów i parafiny. 


Rano umyłam włosy prostym szamponem z SLS, a konkretnie figowym szamponem Ziaja. Nie zawiera on nic specjalnego poza tytułowym ekstraktem z fig i pantenolem. Myję włosy metodą kubeczkową, czyli rozcieńczam szampon wodą z kubeczku i dopiero wtedy leję go na włosy. Podobno wówczas taki rozcieńczony jest łagodniejszy i mniej szkodzi włosom. Ja robię tak przede wszystkim dlatego, że jest oszczędniej i łatwiej. Szampon lepiej się pieni i mniej trzeba go zużyć. Po umyciu włosów na jakieś 15-20 minut nałożyłam na nie odzywkę odbudowującą Nivea long repair z olejkiem babassu i płynną keratyną. 



Po umyciu i spłukaniu odżywki zastosowałam jeszcze drugą odżywkę bez spłukiwania Ziaja intensywne wygładzanie. Używam jej od dłuższego czasu (bo już się kończy) i jestem zadowolona. To jedna z niewielu odżywek z tej serii bez parafiny. Zawiera olej słonecznikowy i proteiny jedwabiu. Ostatnim etapem było zastosowanie odżywki w spreju głównie z myślą o ochronie końcówek. Marion, 7 Efektów, Ultralekka odżywka z olejkiem arganowym. Włosy rozczesałam jak zwykle za pomocą Tangle Teezer.




Wiatr trochę utrudnił zrobienie idealnych zdjęć włosów. Ja sama oceniam efekt dzisiejszej Niedzieli dla włosów jako zadowalający. Włosy są miękkie, gładkie, przyjemne w dotyku. Nie mam do nich specjalnych zastrzeżeń poza tym, że nie ma efektu wow. Normalne włosy. Dzisiaj bardzo wyraźnie widać moją dwukolorowość na włosach. To pozostałości po rudej farbie sprzed dwóch lat. Na upartego można by uznać, że tak miało być ;)

środa, 11 marca 2015

Przepis na owsiankę bananowo-kakaową

Owsianka na śniadanie od kilku miesięcy regularnie gości na moim stole. Najczęściej to właśnie tym posiłkiem zaczynam dzień. Owsianka ma szereg zalet: jest niedroga, łatwa do przyrządzenia, pożywna, zdrowa i można ją robić na wiele sposobów. Dzisiaj przedstawiam wam przepis na słodką owsiankę czekoladową z bananem. Jest pyszna. Taka owsianka smakuje i wygląda jak deser, a jest pełnowartościowym śniadaniem.



Owsianka bananowo-kakaowa - potrzebne składniki
Do owsianki bananowo-kakaowej potrzebujemy przede wszystkim płatki owsiane (chociaż mogą być również żytnie, pszenne, jęczmienne albo mieszanka płatków - co kto lubi i ma pod ręką). Ja zazwyczaj sypię na oko, myślę że wychodzi około 4 dużych łyżek. Ale trzeba samemu eksperymentować i sprawdzać jaka ilość jest optymalna. Każdy ma inną pojemność żołądka i poranny apetyt ;) Do tego banan. Im miększy tym lepiej, bo łatwiej będzie go ugnieść. Miękkie, dojrzałe banany są również bardziej słodkie. Dzięki bananowi ja już w ogóle nie czuję potrzeby dosładzania owsianki. Jeden banan w zupełności wystarczy i nie musi być nawet bardzo duży. Kolejnym składnikiem jest kakao naturalne. Ja sypię taką dużą, czubatą łyżkę. Do mojej owsianki dosypuję też wiórki kokosowe. Tak ze 2-3 razy więcej niż kakao. Ostatnim składnikiem mojej słodkiej owsianki jest mleko. Ja lubię, kiedy moja owsianka jest gęsta. Mleko też oczywiście leję na oko i zawsze tak, żeby porządnie zakryło w misce pozostałe składniki. 


Składniki na słodką owsiankę bananowo-kakaową:
  • 4 łyżki płatków owsianych
  • 1 dojrzały banan
  • 1 łyżka kakao naturalnego
  • 2-3 łyżki wiórek kokosowych
  • 150 ml mleka
Jak już wcześniej wspominałam nie trzeba się kurczowo trzymać ani podanych przeze mnie proporcji ani składników. Do owsianki można sobie dodać cukru albo posłodzić miodem. Jak ktoś woli kakao naturalne można zastąpić rozpuszczalnym (będzie mniej zdrowo ale bardziej słodko). Zamiast lub oprócz wiórek kokosowych można dodać płatki migdałów. Co kto lubi. Nie bójcie się eksperymentować! I koniecznie pochwalcie się efektami swoich owsiankowych eksperymentów. 


Owsianka bananowo kakaowa - sposób przyrządzenia
Owsiankę bananowo-kakaową można przyrządzić na dwa sposoby. Jeden jest ekspersowy, a drugi bardziej dokładny i czasochłonny. Ja robiłam owsiankę tylko w mikrofali, ale na gazie czy w piekarniku też powinno się udać. Oczywiście z tym piekarnikiem to wiadomo, że więcej zachodu, czasu aż się nagrzeje i rachunku za prąd, no ale jak ktoś zdesperowany to też można. Chyba ;)

Owsianka bananowo kakaowa - sposób ekspresowy
Wszystkie składniki mieszamy ze sobą w miseczce lub garnku. Banana najpierw trzeba pokroić na plasterki lub kawałki. Gotową mieszankę wkładamy do kuchenki mikrofalowej, stwiamy na gazie lub ładujemy do piekarnika. Zależy co kto ma. I tutaj musimy cały czas czuwać. Ja swoją owsiankę trzymam w mikrofali ok. 2-4 minut. Na gazie ani w piekarniku jeszcze nie robiłam, bo nie mam ani jednego ani drugiego. 

Owsianka bananowo kakaowa - drugi sposób
Płatki owsiane zalewamy mlekiem i wstawiamy do mikrofalówki, piekarnika lub na gaz. Czekamy aż mleko się zagotuje i do takiej ciepłej mieszanki dodajemy kakao i dokładnie mieszamy. Następnie wkrajamy banana i mieżdżymy go widelcem, tak żeby powstała z niego breja :P Kiedy nasza owsianka ma już w miarę jednolitą konsystencję dosypujemy wiórek kokosowych i mieszamy. Taki miksturę jeszcze raz wkładamy do mikrofalówki na 1-2 minut. 


Owsianka bananowo-kakaowa to ostatnio moja ulubiona wariacja na temat. I zdrowsza alternatywa tak lubianych przeze mnie deserków mlecznych z ryżem lub płatkami. Nie wygląda może najpiękniej ale też bez przesady, nie odstrasza. A pachnie niesamowicie. Jeszcze lepiej smakuje. Gorąco polecam owsiankę bananowo-kakaową! W końcu owsianka to śniadanie mistrzów!

Jak (nie) szukać książki po wszystkich bibliotekach w mieście?

Wyobraźmy sobie taką sytuację, że bardzo chcemy przeczytać jakąś książkę. Jedną konkretną książkę. I nie chcemy jej kupować (jakby człowiek kupował każdą książkę, którą chce przeczytać, to by zbankrutował), tylko wypożyczyć z biblioteki. Z biblioteki, a nie od znajomych, bo znajomi nie mają. Idziemy do swojej biblioteki osiedlowej, uczelnianej czy jakiejkolwiek innej, z której korzystamy. I tam tej książki nie ma. Albo jest, ale wypożyczona. I nie wiadomo, kiedy wróci. Bo nigdy nie wiadomo. Czasami książki nie wracają nigdy :( I co wtedy?

Źródło: pixabay.com

Nie trzeba sporządzać listy wszystkich bibliotek w okolicy i odwiedzać ich z pytaniem o interesującą nas pozycję. Nie trzeba nawet przeszukiwać z osobna katalogów online wszystkich bibliotek w poszukiwaniu naszej książki. Z pomocą przychodzi nam Katalog Rozproszony Bibliotek Polskich - KaRo oraz Narodowy Uniwersalny Katalog Centralny (NUKAT). Po wejściu do katalogu wystarczy, że wpiszemy np. poszukiwany tytuł, a otrzymamy informację w których bibliotekach można daną książkę dostać. Później wystarczy tylko sprawdzić, w której jest dostępna i do tej biblioteki się wybrać. Takie proste.

Kliknij, aby powiekszyć


Kliknij, aby powiększyć
W razie gdyby nasza wymarzona książka była jedynie w bibliotece na drugim końcu Polski, można również skorzystać z wypożyczeń międzybibliotecznych. Niestety wówczas ponosimy koszty transportu książki tam i z powrotem, więc zazwyczaj korzysta się z tej metody tylko jeżeli to na prawdę ważne czyli np. przy pisaniu prac dyplomowych. 

Mam nadzieję, że mój wpis komuś się przyda i ułatwi życie, chociaż nie ukrywam, że serduszko również by się radowało gdyby jedynym odzewem były komentarze typu: stare, wiadomo od 1410, Ameryki nie odkryłaś czy to jest ktoś kto o tym nie wie? Jako bibliotekarz z wykształcenia trochę zaczynam odczuwać tęsknotę za bibliotecznymi murami, a odwiedzanie ich jako czytelnik to jednak nie to samo. Wyobraźcie sobie tylko - biegający bibliotekarz włosomaniaczka. Idealnie. 

wtorek, 10 marca 2015

Nie wyjdę z domu bez makijażu

Nie wyjdę z domu bez makijażu - twierdzi część kobiet. No cóż, ja czasami wychodzę bez majtek. Oczywiście poza tym brakiem majtek ma na sobie spodnie, żeby nie było że tak całkiem z gołym tyłkiem. Wychodzenie bez makijażu jest dla mnie na pewno łatwiejsze niż np. wychodzenie bez kluczy. Może dlatego, że mam ogródek i bramkę bez klamki. I jak nie otworzę kluczem, to mogę jedynie przez płot przeskoczyć. Raz byłam zmuszona, jak zamek zamarzł. Nic strasznego, chociaż trochę gorsze, niż wyjście z domu bez makijażu. Zazwyczaj maluję się do pracy, a w weekendy olewam. I też wychodzę z domu. Czasami nawet się z kimś spotkam. I nie odczuwam żadnego dyskomfortu z powodu braku tapety na mojej twarzy. A co myślę o kobietach, które nie wyjdą z domu bez makijażu? Tak właściwie to ja o nich nic nie myślę. W ogóle o nich nie myślę, ani o ich makijażu. O tych co wyjdą bez też specjalnie nie myślę. Zaczęłam dopiero teraz na potrzeby tego tekstu i przestanę, gdy skończę go pisać.

Jestem zwolenniczką naturalności i mój codzienny makijaż raczej nie rzuca się w oczy. To coś w stylu make-up no make-up. Facet nigdy nie zrozumie, po co się malować tak, żeby nie było widać, że się ma makijaż ;) Maluję się do pracy. Nie ukrywam, że wyglądam wówczas ładniej. Do tego dojrzalej i bardziej profesjonalnie. Akurat w mojej pracy mój wygląd nie ma żadnego znaczenia. Mogłabym przychodzić w kostiumie tygryska. Ale przychodzę w makijażu dla samej siebie i swojego większego komfortu. Nie znaczy to, że gdybym przyszła bez uwierałaby mnie czysta twarz jak za ciasny pasek. Nie sądzę. Chodziłam bez makijażu na imprezy i wcale nie było jakoś gorzej. A pod pewnymi względami lepiej, bo po powrocie odpadał długotrwały i skomplikowany demakijaż. Makijaż jest dla mnie trochę jak biżuteria. Czasami mam ochotę założyć. Czasami dobór sprawia autentyczną przyjemność. Czuję się w nim ładniejsza, co nie znaczy że bez czuję się brzydka. Wymaga pewnej ostrożności i bywa niewygodny. Makijaż to dla mnie ozdoba. Nie konieczność jak majtki.

Poniżej możecie zobaczyć jak wyglądam bez makijażu. Zdjęcie były robione w weekend czyli wtedy kiedy właśnie odpuszczam sobie tapetę. Myślę, że nie straszę. Dla porównania daję też zdjęcia z makijażem. Trochę ładniej, ale różnica nie jest jakaś porażająca. Można sobie kliknąć na zdjęcia, żeby powiększyć. Więcej moich zdjęć w makijażu i bez można znaleźć oczywiście na moim Instagramie instagram.com/abakercja.

Bez makijażu

Z makijażem
Miałam w swoim życiu taki czas, że nie byłam w stanie wyjść bez makijażu. Czułam się brzydka i że ta brzydota wręcz świeci i bije po oczach przechodniów mój brak makijażu.Miałam taki okres, że nie malowałam się w ogóle. Nawet na ważne okazje. Bo mi się nie chciało i nie byłam w nastroju. W niektórych przypadkach makijaż jest koniecznością (modelki, aktorki). W innych jest zdecydowanie niepożądany (pływaczki). Ale w większości przypadków i zawodów panuje raczej dowolność. Chcesz malujesz się. Nie chcesz nie malujesz się. I tyle. W temacie makijażu zapraszam również do przeczytania mojego tekstu o makijażu do biegania. I niech was nie zmyli tytuł. Ten tekst wcale nie jest o tym, czy makijaż jest potrzebny. Tekst jest o tym, czy można się malować do biegania i jak najlepiej to zrobić, żeby obyło się bez ofiar. 

A Ty jakie masz stosunki z makijażem?

niedziela, 8 marca 2015

Olejowanie i Kallos Keratin po miesiącu

Dawno nie robiłam "Niedzieli dla włosów". Tzn. robiłam, ale nie pisałam. Dzisiaj muszę się pochwalić na blogu, bo jak zobaczyłam zdjęcie włosów, to nie mogłam uwierzyć, że to moje. Wyglądają pięknie!

Poprzednią "Niedzielę dla włosów" robiłam na blogu trzy tygodnie temu - Parafinowe olejowanie i kremowanie. Przez ten czas używałam głównie maski Kallos Keratin, którą testuję. Nie wiem, czy to zasługa odzywki, czy regularnego olejowania, ale widać wyraźny progres. Poniżej zdjęcie moich włosów z dzisiejszego spaceru.



Włosy są gładkie, błyszczące. Wyglądają na zdrowe i gęste. Jestem z nich bardzo dumna.

Jak zwykle w weekendy na noc nałożyłam na włosy olej. Była to mieszanka olejku rycynowego, oliwki Babydream i kokosowego olejku do opalania Dax Cosmetics. Proporcje na oko. Zazwyczaj wszystko robię na oko, czy to mieszaniny kosmetyczne czy kulinarne ;) Swoją drogą zastanawiam się, czy filtry z olejku do opalania są w stanie w jakimś stanie przetrwać zmywanie oleju. Jeżeli tak, to byłoby fajnie. Ale pewnie nie. 

Rano na naolejowane włosy nałożyłam jeszcze na kilka minut maskę Kallos Keratin, żeby łatwiej było mi domyć olej. Umyłam włosy dwa razy metodą kubeczkową płynem Facelle. Na umyte włosy nałożyłam jeszcze raz maskę Kallos Keratin pod czepek na kilkanaście minut. Rozczesałam je szczotką Tangle Teezer i nałożyłam jeszcze odżywkę bez spłukiwania Ziaja Intensywne Wygładzanie. Pozwoliłam włosom trochę podeschnąć, a później podsuszyłam suszarką, bo trochę mi się spieszyło. Efekt moim zdaniem jest super. 


Zapraszam również do innych wpisów, w których testowałam maskę Kallos Keratin w ramach akcji Testujemy Kallosy:

sobota, 7 marca 2015

Sobotnie bieganie marzec 2015 - fotorelacja

Mój pierwszy bieg w marcu udało mi się odbyć dopiero dzisiaj, czyli 7 marca. Trochę późno, ale usprawiedliwiam się lekko chorobowym samopoczuciem i tymi opadami śniegu, co nas ostatnio nawiedzały. Na szczęście dzisiaj pogoda dopisuje. Świeci słoneczko i jest ciepło. Tzn. wydaje się być ciepło. Nie patrzyłam na termometr ani na prognozę pogody. Dzisiaj zrobiłam sobie dwa treningi biegowe. Pierwszy razem z pieskiem - Piccolą i drugi trochę dłuższy już sama. Oba w nowych pięknych butach. Zapraszam na fotorelację.



Nowe buty - Asics Gel Zaraca 3
Dopiero dzisiaj załozyłam je na nogi (nie licząc przymierzania w sklepie), więc dużo powiedzieć nie mogę. Chyba tylko tyle, że są piękne. Nie są jakieś specjalnie ciężkie, ale rzeczywiście to oceniać będę za jakiś czas. Bo po pierwszym biegu to tak nie bardzo. Za jakiś czas na pewno pojawi się recenzja. 



Moje Asicsy mają ten piękny kolor. Nie wiem, jak on się nazywa ale to jest taki delikatny, jasny zielony z nutami błękitu. Mam koszulkę w podobnym odcieniu i idealnie mi do butów pasuje. I te różowe elementy też są świetne. Butki piękne. Najszybsze buty w mieście - mam nadzieję. Zabieram je na Półmaraton Marzanny i na Cracovia Maraton. 



Bieganie z psem - 4 km
Wspominałam już, że Piccola bardziej jest sprinterem, niż maratończykiem. Szybko się nudzi i jeszcze nie do końca się dogadujemy na smyczy. Dlatego biegam z nią krótsze odcinki. Poniżej 5 km. Kiedyś oczywiście to się (mam nadzieję) zmieni. Na razie zaczynamy powoli i spokojnie. Bieganie z psem nazywam marszobiegiem, bo rzeczywiście nie jest to bieg ciągły. 



Piccola na razie ma takie niebieskie szeleczki. Już je zaczęła podgryzać (za wcześnie pochwaliłam). Za jakiś czas na pewno zainwestujemy w coś lepszego, ale na razie takie szeleczki wystarczają. Mina pieska może zmylić. To nie tak, że Piccola nie lubi biegać. Ona kocha biegać. Nie przepada jedynie za zdjęciami ;)

Kliknij, aby powiększyć

Powyżej zrzut z Endomondo. Żeby coś było widać trzeba kliknąć w zdjęcie, aby je powiększyć. Przebiegłyśmy trochę ponad 4 km ze średnim tempem 7:45 min/km. Maksymalne tempo 3:49 min/km czyli całkiem nieźle. Na chwilę obecną jeszcze jestem w stanie dogonić pieska, ale muszę uczciwie przyznać - szybka jest ;)


Samotne 11 km - piękne okoliczności przyrody
Bieganie z psem potraktowałam jak rozgrzewkę i po zakończeniu wyruszyłam już sama. Pokonałam prawie 12 km. Teraz żałuję, że nie chciało mi się dobiec jeszcze tych 20 metrów, ale chyba byłam już trochę zmęczona ;) A tak serio to po dość długiej przerwie taki dość długi bieg trochę dał mi popalić. Czułam to w nogach. Były jakieś takie sztywne, dziwne i nieswoje. W weekendowym bieganiu najbardziej lubię to, że jest jasno i można podziwiać przyrodę dookoła. 




Jak widać na zdjęciach było pięknie i słonecznie. Niebo praktycznie idealnie błękitne. Wiosna w pełni. Uwielbiam taką pogodę, kiedy jest tak jasno i cudownie, ale nie jest jeszcze gorąco. Bieganie w kurtce ma zaletę w postaci miliona kieszonek, gdzie można wsadzić wszystkie potrzebne rzeczy. Latem jest trudniej.

Kliknij, aby powiększyć
Jak widać po kliknięciu w zrzut z Endomondo wkradł się jakiś błąd w okolicach 4 km. Nie wiem, czemu wyszło, że pokonałam go w niewiele ponad minutę. Na pewno tak nie było. Niestety. Ale generalnie cała reszta mniej więcej mam nadzieję oddaje stan rzeczywisty.

W sumie przebiegłam około 16 km, czyli wreszcie jakiś ruch w  statystykach. Uwielbiam takie weekendowe bieganie. Zawsze poprawia mi humor i dodaje energii. Po całym tygodniu siedzenia za biurkiem pokonanie biegiem kilkunastu kilometrów to najlepszy relaks. Zainteresowanych zapraszam również na zapoznanie się z poprzednią biegową fotorelacją - Niedzielny bieg na dobry początek lutego

Zainteresowanym przypominam również, że niedawno wreszcie założyłam fanpage na fejsbuku  -facebook.com/abakercja. Na razie co prawda za wiele tam się nie dzieje, ale dajcie mi trochę czasu, a może coś z tego będzie ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...