sobota, 31 stycznia 2015

Moje hity kąpielowe - najpiękniejsze zapachy

Kosmetyki do kąpieli, a właściwie pod prysznic (bo nie mam wanny) nie muszą spełniać żadnych wygórowanych wymagań. Jak dla mnie wystarczy, żeby myły. I fajnie jeżeli nie będą podrażniać ciała. No i oczywiście ich cena powinna być adekwatna, czyli raczej niska. Nie mają szans niczym specjalnie zabłysnąć, więc z reguły bronią się zapachem. Rzadziej pięknym opakowaniem.

Źródło: pixabay.com

Dzisiaj będzie o kosmetykach, które urzekły mnie właśnie zapachem. Ta cudowna trójka to: 
  • Farmona, Sweet Secret, Żel pod prysznic Ciemna czekolada i orzech pistacji
  • Farmona, Tutti Frutti, Peeling do ciała Wiśnia i porzeczka
  • Tołpa, Eco Spa, Witalność, Orzeźwiający peeling - maska intensywnie odnawiający ciało
Moich ulubieńców kąpielowych charakteryzują piękne zapachy. Urzekły mnie. Do tego stopnia, że nawet byłam w stanie przymknąć oko na brak działania ;) Serio. Pielęgnacja pielęgnacją, ale ten czarujący zapach, który odpręża i poprawia nastrój to znacznie więcej. 

Wśród moich ulubieńców znajduje się jednak kosmetyk, który poza pięknym zapachem doskonale działa. A na dodatek kosztuje grosze. To peeling do ciała Farmony. Za niecałe 5 zł otrzymujemy 120 ml pięknie pachnącego i bardzo skutecznego peelingu.

Źródło: własne
Peeling do ciała Tutti Frutti to jeden z tych mocniejszych kosmetyków. Idealny dla gruboskórnych, u których większość sklepowych peelingów sobie nie radzi. Skóra po użyciu jest gładka i miękka, delikatnie zaróżowiona. Co ważne nie zauważyłam przesuszenia czy podrażnienia. Oczywiście ja mam skórę normalną i raczej nie wrażliwą, ale czasami coś mi ją przesuszy czyt. niżej.

Największym zawodem jest peeling-maska Tołpy. Według producenta odnawia i wygładza ciało. Spodziewałam się cudów. A jedynym cudem jest zapach. Cytrynowy, ale nie kibelkowy. Orzeźwia, dodaje energii, nawet leczy doła. Jest przepiękny. Niestety na ciało nie działa równie wspaniale, co na duszę.

Źródło: własne
Miałam wysokie oczekiwania wobec tego kosmetyku, ponieważ nie należy on do najtańszych. W zależności od miejsca cena waha się od 30 zł do ponad 50 zł za 250 ml. W składzie mamy naturalne naturalne olejki eteryczne i ekologiczny torf Tołpa. Orzeźwiający peeling - maska intensywnie odnawiający ciało nie zawiera konserwantów, sztucznych barwników, silikonów ani parafiny. Niestety jeżeli chodzi o działanie to jest mizernie. Ani to peeling, bo nie peelinguje. Ani maska, bo nie nawilża. Po zastosowaniu skóra jest nawet nieco wysuszona i ściągnięta. Ale tym zapachem to się upajam.

Czekoladowy żel do mycia ciała Farmony oczarował mnie zapachem. To najpiękniejszy zapach czekolady, z jakim kiedykolwiek się spotkałam. Poezja dla nosa. Intensywny, a przy tym nie przesłodzony. Czasami wchodziłam do łazienki tylko po to, żeby go sobie powąchać.

Źródło: własne
Chociaż do stosowania na co dzień niekoniecznie się nadaje. Zapach jest tak intensywny, że po pewnym czasie może męczyć. Ale od czasu do czasu, na wyjątkowe okazje jest idealny. Poza świetnym zapachem żel posiada piękny, czekoladowy kolor i bardzo dobrą konsystencję. Świetnie się pieni i jest wydajny. Niestety trochę pozostawia ciemny osad. Ale spokojnie da się go domyć.


Kierowanie się tylko i wyłącznie zapachem przy zakupie kosmetyków może być złudne. Tzn. oczywiście otrzymamy wówczas wspaniały zapach, ale z działaniem może być różnie. Na pewno zapach nie powinien być łownym kryterium ale... czasami warto zrobić wyjątek. Bo piękny zapach potrafi zdziałać bardzo dużo. Przede wszystkim na psychikę, ale to ona jest najważniejsza.

A wy macie jakieś ulubione zapachy kąpielowe?

czwartek, 29 stycznia 2015

To nie starość boli, a zmarnowany czas

Urodziny mam dopiero w czerwcu, ale rocznikowo już mi przybyło lat. I patrząc na swoje nazwisko na liście zgłoszonych na bieg widzę już kategorię wiekową K30, a nie jak się przyzwyczaiłam K25. Niby nic, ale jednak. Niby to tylko cyferki, ale trochę mnie ruszyło, skoro już drugi raz o tym wspominam na blogu. Tzn. nie zrozumcie mnie źle. To nie jest tak, że spać mi to nie daje. Raczej chodzi o takie lekkie ukłucie. Trochę smutku, a trochę niepokoju. Że czas jednak płynie. Że lata lecą. Że jak każdy starzeję się. 

Źródło: pixabay.com

A to jest przecież normalne. I wcale nie takie nowe. Od kilkunastu dobrych lat zdawałam sobie przecież sprawę, że z każdym dniem jestem coraz starsza. Że lata lecą w tą stronę. Że po 20 jest 21, a za 4 lata 25. Że chcąc nie chcąc kiedyś skończę 30 lat, a później 40. Niby normalna sprawa, ale upływający czas może przerażać. I to wcale nie ma związku ze starzeniem się. To ma związek z marnowaniem czasu. To nie 40. urodziny bolą. One bolą, jeżeli mamy poczucie, że nic nie osiągnęliśmy przez te lata. To nie starzenie boli, a zmarnowany czas. 

Wyjście jest tylko jedno. Przestać marnować czas. Zrobić tak, żeby upływający czas działał na naszą korzyść. Bo nie możemy go powstrzymać. Niedawno o tym pisałam, czas i tak upłynie. Od nas zależy jak. Od nas zależy, co w tym czasie zrobimy. A nie trzeba robić nie wiadomo jakich cudów na kiju. Czy biegać 10 km w tygodniu to jest dużo? Powiedzmy dwa razy po 5 km. Niewiele, prawda? Miesięcznie to jest 40 km. A rocznie 480 km. Jak na średnio zaawansowanego biegacza to liczba bez szału. Ale w porównaniu z kimś, kto nie biega w ogóle jest ogromna różnica pomiędzy pokonanie 480 km rocznie a nie pokonaniem ani jednego kilometra. W takich przypadkach upływający czas działa na naszą korzyść. Wystarczy robić drobne kroki, a one się będą sumowały. Można założyć, że nie ma się czasu na czytanie książek. Ale można nie mając czasu wygospodarować go na tyle, że przeczytać jedną książkę w dwa miesiące. Sześć książek rocznie to nie jest dużo ilościowo, ale jeżeli przeczytamy chociażby jedną wartościową książkę to jest bardzo dużo jakościowo. Warto działać. Robić małe rzeczy. Odkładać po kilka złotych miesięcznie. Zawsze lepiej niż nic. Nie każdy ma możliwości robić rzeczy wielkie. Ale rzeczy małe może każdy. A z czasem, z tych małych rzeczy robią się coraz większe. 

Źródło: pixabay.com

Za nieco ponad 4 lata będę obchodzić 30. urodziny. Fakt sam w sobie neutralny. Ale jak przypomnę sobie, że starzeję się, brzydnę, tyję, robią mi się zmarszczki, moje zdolności stopniowo się zmniejszają i w ogóle coraz bardziej zbliżam się do śmierci - to jakoś nie za fajnie mi się robi. Trzeba to skontrować. Mam nadzieję, że za te kilka lat będę miała się czym pochwalić. Kilka maratonów. Może nawet uda mi się do trzydziestki zdobyć Koronę Maratonów. Kilka lat świadomej pielęgnacji włosów też na pewno zaowocuje. Będę mieć albo na prawdę długie włosy, albo w stanie idealnym. A może jedno i drugie. Mam też oczywiście kilka celów zawodowych i osobistych, ale zostawię je dla siebie ;) Czas upływa i bardzo dobrze. Bo to właśnie ten upływający czas umożliwia mi zdobywanie kolejnych celów. 

środa, 28 stycznia 2015

Polecam książkę: Richard Paul Evans - Obiecaj mi

Przeczytałam tę książkę już kilka miesięcy temu i powinnam już dawno o niej zapomnieć. A pamiętam. I to chyba świadczy o tym, że ma ona coś w sobie. Chociaż jest naiwnym romansidłem z elementami fantastyki czyli zwyczajną bajką. W podobnym czasie czytałam jeszcze inną książkę (Graham Masterton - "Diabeł Szary") i kompletnie nie pamiętam, o czym była. A "Obiecaj mi" pamiętam. I to dobrze o tej książce świadczy. Pamiętam też uczucia, jakie mi towarzyszyły podczas lektury. 
Źródło: własne

"Obiecaj mi" to takie naiwne, kobiecie czytadło o miłości. Naiwne, ale wzruszające. Z elementami fantastyki i tajemnicą. Bardzo lubię takie książki, chociaż oczywiście staram się zazwyczaj sięgać po coś ambitniejszego i mniej oderwanego od rzeczywistości. Ale od czasu do czasu lubię zanurzyć się w takiej wzruszające lekturze o wielkiej miłości i uronić kilka łez w tramwaju w drodze do pracy. Richard Paul Evans napisał piękną opowieść. Wzruszającą i chwytającą za serce. A także trzymającą w napięciu. "Obiecaj mi" przeczytałam chyba w dwa dni. Zdecydowanie polecam, bo książka bardzo mi się podobała. Aż do zakończenia, które w ogóle nie przypadło mi do gustu. Można było wymyślić coś innego jakoś inaczej. Ale na szczęście zakończenie to tylko kilka ostatnich stron. A cała reszta powieści jest świetna. Bardzo przyjemnie się czyta, chociaż główną bohaterkę spotykają praktycznie same straszne rzeczy (zdrada męża, śmierć i choroba męża, poważna choroba córki, problemy finansowe i wreszcie miłość, która nie miała prawa zaistnieć). Polecam wszystkim, którzy chcą dosłownie na chwilę oderwać się od rzeczywistości i powzruszać przy miłosnej historyjce, która nigdy w prawdziwym życiu się nie wydarzy.

Wyobraź sobie najgorszy scenariusz - czyli mój sposób na strach i lęk

Strach i lęk to nie jest do końca to samo, ale pozwolę sobie na takie drobne uproszczenie i wrzucenie tych dwóch zjawisk do jednego worka na potrzeby tego tekstu. Strach nie należy do przyjemnych odczuć, ale jak wszystko - jest po coś. Strach może być pożyteczny. Chroni nas przed narażeniem się na zagrożenie, wzmaga ostrożność, może uratować życie. Nie chodzi o to, żeby się go całkowicie wyzbyć. Raczej żeby mądrze z nim współpracować. Ten sam strach może również nas blokować i zamykać drogę do sukcesu. Na szczęście ze strachem można i trzeba sobie radzić. 

Źródło: pixabay.com

To już kolejny mój tekst w stylu takiego poradnika psychologicznego. Zainteresowanych odsyłam do poprzednich: Sposoby na doła oraz Jak radzić sobie ze złością. Podobnie jak w przypadku dwóch pozostałych, ten tekst również oparty jest głównie na moich własnych doświadczeniach. Nie należy go traktować jako profesjonalnej porady. Po prostu mam kilka swoich sposobów na radzenie sobie ze strachem i chciałam się nimi podzielić. A nuż komuś pomoże. Mój pierwszy sposób jest dość przewrotny

Wyobraź sobie najgorszy możliwy scenariusz


Wyobraź sobie najgorszy możliwy scenariusz. Taki z klęską żywiołową i atakiem UFO. Im bardziej nieprawdopodobny, tym lepiej. Powinien być tak przejaskrawiony, żeby aż śmieszyła cię jego irracjonalność. Wyśmianie i wykpienie lęków to dobry sposób. Łatwiej też uświadomić sobie wówczas, że zwyczajnie przesadzamy. 


Wyobraź sobie najgorszy możliwy scenariusz i zawczasu zastanów się, jak z niego wybrnąć. Jak zminimalizować straty. Obmyśl plan awaryjny. Albo najlepiej kilka. Przezorny zawsze ubezpieczony. Lepiej mieć w zanadrzu broń na UFO. Nawet jeżeli nie zaatakują, to ty będziesz czuć się pewniej i bezpieczniej. 


Zastanów się, jak możesz zapobiec najgorszemu scenariuszowi. Wielu wypadkom można zapobiec. Boisz się, że po drodze zepsuje ci się auto? Na przegląd i naprawę chyba już za późno (ale zrób to koniecznie), ale możesz pojechać taksówką. Masz obawy, że obetrą cię buty? Załóż te, których jesteś pewna.

Źródło: pixabay.com

Wyobrażanie sobie najgorszego możliwego scenariusz brzmi dość absurdalnie, ale jeżeli mądrze to rozegramy może przynieść nam więcej pożytku niż szkody. Ja czasami nie jestem w stanie powstrzymać się od czarnowidztwa, dlatego próbuję wykorzystać je w jakiś pozytywny sposób. 

wtorek, 27 stycznia 2015

Garnier Neo, dezodorant antyperspiracyjny w suchym kremie

Garnier Neo to dezodorant antyperspiracyjny w formie suchego (cokolwiek to znaczy) kremu. Producent zachwala, że produkt zawiera 80% składników pielęgnujących, a więc powinien być delikatny i dobrze wpływać na skórę pod pachami. Ja mam wersję bezzapachową, ale podejrzewam, że od innych różni się jedynie zapachem. Tzn. jego brakiem. Dezodorant Garnier Neo zamknięty jest w małej 40 ml tubce, która stawiamy na zakrętce. Kłaść oczywiście również można, ale po co. Jak już wspominałam mam wersję bezzapachową, więc nie pachnie. Krem jest biały. Jeżeli chodzi o ślady to oczywiście jakieś tam zostawia. Za każdym razem jak piszę o dezodorantach zwracam na to uwagę. Osobiście jeszcze nie spotkałam takiego, który by tych śladów nie zostawiał w ogóle. Ale jeżeli nałożymy go i chwilę odczekamy jak najbardziej może obyć się bez białych plam na ubraniu. Opakowanie jest ładne. Prawie praktyczne. Tzn. kiedy ilość kremu zbliża się do końca łatwość aplikacji maleje. Później trzeba już mocno naciskać tubkę, a pod sam koniec mamy do wyboru albo ją rozciąć i aplikować dezodorant placem albo wyrzucić resztki wraz z nienaruszoną tubką. Dezodorant w kremie to fajny pomysł i ciekawa alternatywa dla sztyftów i kulek. 

Źródło: własne
Garnier Neo, dezodorant antyperspiracyjny w suchym kremie rzeczywiście jest delikatny i nie podrażnia. Nie wiem, czy można, ale ja stosuję go spokojnie po depilacji i nie odczuwam żadnego dyskomfortu. Tak, to prawda, że jest znacznie bardziej delikatny niż większość dezodorantów. Pisząc to mam na myśli, że jest najdelikatniejszym dezodorantem, jaki kiedykolwiek stosowałam. A testowałam ich wiele, chociaż oczywiście nie wszystkie. Ale czy tak delikatny dla skóry dezodorant może jednocześnie być równie skuteczny co jego mniej delikatni bracia? Nie wiem, czy może. Ten nie jest. Nie poleciłabym go osobom, które mają skłonności do zwiększonego pocenia się. Tak samo nie poleciłabym go dla osób aktywnie uprawiających sport. Nie jest to też dezodorant na upalne lato. No niestety. Zawsze jest coś za coś. Garnier Neo, dezodorant antyperspiracyjny w suchym kremie jest wyraźnie delikatniejszy, ale jego działanie antyperspiracyjne jest wyraźnie słabsze. Dobry na co dzień, na chłodne dni, dla ludzi niezbyt aktywnych fizycznie i nie mających problemów z potliwością. Używałam go w zimie z przyjemnością i obyło się bez wpadek, ale na lato wybrałabym coś innego. Na trening też. 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Kobiecy thriller i kryminał

"Gładkie słówka" autorstwa Margaret Millar i "Dopóki cię nie dobędę" autorstwa Samanthy Hayes to dwie książki, które ostatnio przeczytałam. Lektura umilała mi drogę do pracy i z powrotem. "Gładkie słówka" to bardzo kobiecy kryminał, a "Dopóki cię nie dobędę" można nazwać kobiecą stroną thrillera. Przynajmniej takie opisy znajdują się na okładce. I ja się z nimi zgadzam. Intryga, tajemnica czy zabójstwo w przypadku kobiet zawsze są inne. Bardziej skomplikowane i mniej oczywiste. A przynajmniej w książkach i filmach tak jest. W prawdziwym życiu nie mam zbyt wiele wspólnego z kryminalistami ani nawet z policjantami. 

Źródło: własne
Już okładki tych książek są bardzo podobne. Ja oczywiście zauważyłam to dopiero, jak położyłam je obok siebie, żeby sfotografować ;) Jest kobieta w ciąży i jakiś facet w oddali. W obydwu książkach historia toczy się wokół motywu ciąży, chociaż w zupełnie inny sposób. Mamy kłamstwa, intrygi, zabójstwa i ludzi, którzy nie są tymi, za których się podają. Ja zagadkę rozwiązałam dopiero pod koniec historii, ale może bardziej przebiegłe umysły wcześniej zorientują się co jest grane. 

"Dopóki cię nie dobędę" Samanthy Hayes i "Gładkie słówka" Margaret Millar to świetne książki akurat do autobusu. Albo do czytania przed snem. Nie są nudne, ale też nie aż tak wciągające, żeby przejechać przystanek czy nie zasnąć przez końcem. Jest to literatura tylko i wyłącznie rozrywkowa, chociaż oczywiście może prowokować do przemyśleń. Jak ktoś lubi myśleć to zawsze znajdzie jakiś punkt wyjścia do rozważań. Ale generalnie to książki raczej lekkie i przyjemne do czytania w autobusie lub do pochłonięcia w jeden zimowy weekend w domu. 

niedziela, 25 stycznia 2015

Nie polecam: Garnier Mineral 5 Protection, 48h, Floral fresh w sztyfcie

Antyperspirant Garnier Mineral 5 Protection, 48h, Floral fresh w sztyfcie zapowiadał się świetnie. Niestety nie jest dla mnie stworzony. Garnier Mineral 5 Protection bardzo silnie mnie uczulił. Co ciekawe, tylko pod pachami. Nie jest więc tak, że jestem uczulona na jakiś jego składnik. Co najwyżej nadwrażliwa i objawia się to akurat na delikatnej skórze pod pachami. Oczywiście to nie jest wina antyperspirantu, że akurat u mnie wywołał podrażnienie. Jednakże uważam, że warto o tym wspomnieć. 


Antyperspirant Garnier Mineral 5 Protection, 48h, Floral fresh zawiera minerał (Mineralite) o właściwościach absorbcyjnych. Ma zapewnić poczucie świeżości i ochronę przed potem do 48 godzin. Podobno pozwala skórze oddychać, a przy okazji nie zostawia białych śladów na ubraniach ani nie powoduje ich żółknięcia. Nie byłam w stanie na tyle długo go używać, żeby sprawdzić z tym żółknięciem, ale białe ślady jak najbardziej zostają. Nie spotkałam się jeszcze z antyperspirantem, który by takowych nie zostawiał. A formuła sztyftu dodatkowo jeszcze temu sprzyja, więc nie wciskajmy bajek. 

Garnier Mineral 5 Protection to byłby dobry antyperspirant, gdyby nie fakt, że używanie go zakończyło się u mnie bardzo silnym podrażnieniem skóry pod pachami. Była mocno przesuszona, następnie silnie się zaczerwieniła i pokryła bąblami. Dotyk czy próba posmarowania czymś powodował silny ból. Dawałam temu antyperspirantowi kilka szans i za każdym razem efekt był taki sam. Już jednorazowe użycie na kilka godzi skutkowało silnym przesuszeniem i podrażnieniem skóry. Nie polecam stosować zgodnie z przeznaczeniem. Aczkolwiek całkiem nieźle nadaje się do pielęgnacji stóp

Czas i tak upłynie

Nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że jego osiągnięcie wymaga czasu - czas i tak upłynie. Pierwszy raz spotkałam się z tym cytatem w niezbyt szczęśliwych okolicznościach. Był jednym z wielu takich i nie sądziłam, że za kilka lat wciąż będzie siedział mi tak mocno w głowie. Teraz to jeden z moich ulubionych cytatów motywacyjnych. Jego autorem jest H. Jackson Brown Jr, amerykański pisarz znany z książek motywacyjnych. Napisał m.in. "Mały poradnik życia: 511 rad, spostrzeżeń i przypomnień pomagających przeżyć szczęśliwe i owocne życie".

Źródło: pixabay.com

Gdzieś w głowie pląta mi się też taka anegdotka. Nie odtworzę jej wiernie, ale sens pozostanie. Było sobie pewne małżeństwo z dwudziestoletnim stażem. I pewnego dnia żona postanowiła pójść na studia. Powiedziała mężowi o swoich planach, ale ten nie podzielał jej entuzjazmu. Powiedział, że to bez sensu, bo jak skończy te studia to będzie miała już 50 lat i na co jej wtedy studia. Wówczas żona odpowiedziała mu przytomnie, że za 5 lat i tak będzie miała 50 lat. Bez względu na to, czy pójdzie na studia czy nie. 

Nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że jego osiągnięcie wymaga czasu - czas i tak upłynie to motywacja dla każdego, kto ma ochotę poddać się przerażony długą drogą, którą musi odbyć aby osiągnąć swój cel. Owszem, świadomość że dopiero za 10 lat wejdę na szczyt może trochę zniechęcać. Ale nie wolno zapominać, że czas płynie bez względu na nas. Możemy przez te 10 lat pracować na sukces i po długich trudach go osiągnąć. Możemy też przez te lata nie robić nic i po upływie dekady uświadomić sobie, że jesteśmy dokładnie w tym samym miejscu, co byliśmy. Że zmarnowaliśmy ten czas. Nic nie osiągnęliśmy. A on i tak upłynął. Gdybyśmy wtedy zamiast zniechęcać się długim terminem, rozpoczęli działanie - dzisiaj już mielibyśmy efekt. 

Źródło: pixabay.com

Ilekroć przeraża cię długa droga, pomyśl gdzie będziesz za kilka lat jeżeli podejmiesz wyzwanie i jeżeli go nie podejmiesz. Często ludzie wyrzucają sobie, dlaczego nie zaczęli czegoś te 5 lat temu. Gdybym 5 lat temu zaczął studia, dzisiaj już byłbym magistrem. Zacznij dzisiaj. Bo za kolejne 5 lat pomyślisz sobie dokładnie to samo co teraz. Gdybym 5 lat temu zaczął studia, dzisiaj już byłbym magistrem. Czas i tak upłynie. Bez względu czy my coś zrobimy, czy nie. I zawsze lepiej zacząć jest nawet późno, niż jeszcze później. Mam 25 lat i nie przebiegłam jeszcze ani jednego maratonu. Gdybym zaczęła wcześniej miałabym już kilka na swoim koncie. Ale lepiej chyba zacząć teraz niż w ogóle. Bo za 5 lat, w wieku lat 30 żałowałabym i wyrzucała sobie, że nie zaczęłam teraz. 

sobota, 24 stycznia 2015

Współpraca z Biegam Bo Lubię

Moja przygoda z bieganiem rozpoczęła się na krakowskich zajęciach Biegam Bo Lubię. Tata przez kilka tygodni mi proponował, aż w końcu poszłam pierwszy raz. A później chodziłam regularnie z przerwami jedynie na zawody albo kontuzje ;) Do akcji Biegam Bo Lubię ma ogromny sentyment i sympatię. Niedawno rozpoczęłam współpracę z BBL i napisałam kilka tekstów o bieganiu. Mogłabym je wkleić na bloga (i początkowo tak zamierzałam zrobić, zakazu nie mam ;)), ale doszłam do wniosku, że nie ma sensu powielać tych samych treści i zaśmiecać internetu dublowanymi artykułami. Dlatego postanowiłam na blogu zamieścić jedynie linki do pełnej treści, która znajduje się na stronie Biegam Bo Lubię.



"Czy bieganie niszczy włosy?" to mój pierwszy opublikowany na BBL tekst. Połączyłam w nim swoją miłość do biegania z włosomaniactwem. Bo można przecież być zapalonym sportowcem, a jednocześnie mieć zadbane włosy. Wystarczy poświęcić im trochę uwagi, zabezpieczyć i wybrać odpowiednią fryzurę do biegania. Bo bieganie owszem, może niszczyć włosy. Ale nie musi. 

"Pies - wróg czy przyjaciel biegacza?" porusza bardzo ważny temat radzenia sobie z agresywnymi psami podczas treningu. Porusza to dobre słowo. Nie ma tam odpowiedzi na tytułowe pytanie (bo nie da się na nie jednoznacznie odpowiedzieć). Nie ma też rad, które pozwolą biegać wszędzie i zawsze bezpiecznie (bo niestety się nie da). Jest za to garść porad, które mogą okazać się przydatne i dobry punkt wyjścia do rozmyślań i dyskusji nad pytaniem postawionym w tytule. 

"Bieganie - nie ma się czego bać" to mój ulubiony tekst jak do tej pory. I pierwszy, który napisałam. Chcesz zacząć biegać, ale się boisz? A może nawet nie wiesz, czy w ogóle chcesz zaczynać, ale jakoś tak z podziwem zerkasz na biegaczy? Chcesz zacząć biegać, ale myślisz, że to nie dla Ciebie? W takim razie ten tekst jest dla Ciebie! Obalam mity, wyśmiewam wymówki i rozwiewam obawy. A wszystko to na własnym przykładzie.

"Najbardziej denerwujące rzeczy podczas biegania" temat zawsze na czasie. Lubimy sobie ponarzekać trochę. Ja też lubię. Szczególnie jeżeli tym narzekaniem porusza się istotne sprawy. Albo jeżeli jest po prostu śmiesznie. Taki trochę poważny, a trochę żartobliwy jest ten tekst.

"Biegam i nie chudnę" to tekst w którym dałam upust moich dietetycznym zainteresowaniom. Kiedyś byłam wielką maniaczkę diet, odżywiania i odchudzania. I coś mi z tego zostało. W tym tekście wymieniam kilka przyczyn dla których wciąż nie chudniesz pomimo biegania. Na pewno warto zerknąć jeżeli biegasz m.in. z myślą o utracie wagi. 

czwartek, 22 stycznia 2015

Biegowa motywacja na zimne dni

Jeszcze niedawno budziły nas promienie słońca, a poranki były rzeźkie. Teraz za oknem jest ciemno, coraz częściej wszystko spowite jest mgłą, a temperatura oscyluje około zera. Chyba już na dłużej przyszło nam się pożegnać z ciepłymi dniami. Przyszła zima. Czy zimne pory roku to zły czas dla biegaczy? Nie. Wystarczy odpowiednie ubranie i można spokojnie biegać. Większym problemem jest brak motywacji i rozleniwienie, które często atakuje nas w tym czasie. Nie chce się wychodzić biegać, bo zimno i ciemno. Ta pora roku jakoś bardziej sprzyja siedzeniu w domu. Oczywiście nie chcemy całej zimy spędzić na kanapie. Jak się zmotywować do biegania w chłodne dni?

Źródło: pixabay.com
Jesienne biegowe zakupy
Kobiety kochają zakupy, ale posiadanie nowych ubrań sportowych z pewnością zmotywuje również i mężczyzn, żeby wyjść na trening. Zimowe zakupy biegowe to nie jest tylko zachcianka. Dobrze jest zaopatrzyć się w ciepłą, lekką bluzę i kurtkę chroniącą przed zimnem i wilgocią. Na bieganie w chłodne dni warto zakładać bieliznę termoaktywną, która pozwoli zachować odpowiednią temperaturę i chroni przed wychłodzeniem. O wiele łatwiej jest iść pobiegać jeżeli czekają na nas nowe ubrania sportowe. Warto kupić coś tak ładnego, żeby człowiek nie mógł doczekać się treningu. Jak kupiłam sobie śliczną bluzę z różowymi aplikacjami to nie mogłam się doczekać, żeby zrobiło się chłodniej i ochoczo wybiegłam przed siebie pomimo mgły i zera na termometrze. 


Dobrze się ubierz
Latem sprawa jest prosta. Zakładamy tak mało jak się tylko da. Zimą sprawa nieco się komplikuje. Nie chodzi o to, żeby ubrać się najcieplej jak się da. Chodzi o to, żeby ubrać się odpowiednio. Każdy musi samemu wypróbować jaki strój zapewnia mu największy komfort w zimie. Jednym wystarczą ocieplane legginsy, podkoszulek i bluza z kapturem. Inni potrzebują kilku warstw, bielizny termoaktywnej i bardzo ciepłych rękawiczek. Nieodpowiedni strój potrafi zepsuć trening i zniechęcić do kolejnego. Podczas biegania nie może nam być za zimno. Chłodno może być w momencie kiedy wychodzimy z domu, ale jeżeli przez cały trening marzniesz to znaczy, że trzeba ubrać się cieplej. To normalne, że człowiek podczas biegania się poci, ale nie gotuje. Jeżeli ewidentnie jest ci za gorąco i pot leje się strumieniami warto pomyśleć i zrzuceniu jednej warstwy. Jeżeli już uda nam się dobrać optymalny strój to biegania w zimne dni to połowa sukcesu za nami. Mnie też nie chciałoby się iść biegać gdybym wiedziała, że będę zamarzać albo się gotować. 


Przygotuj strój do biegania
Jeżeli planujesz biegać rano to wieczorem przygotuj wszystko, co będzie ci potrzebne. Łatwiej jest bez zastanowienia wskoczyć w buty, niż szukać skarpetek do biegania i dobierać kolor koszulki do legginsów. Rano nie ma na to czasu, wtedy łatwo się zniechęcić i zrezygnować. Niech wszystko już będzie gotowe. Najlepiej w widocznym miejscu. W niektórych przypadkach koniecznie należy pościelić łóżko od razu po wstaniu, żeby przypadkiem do niego nie wrócić. Im szybciej wybiegniesz tym większa szansa, że ci się nie odechce. Nie dawaj czasu wymówkom. Wyprzedź swojego lenia. Jak zaczniesz biegnąć już cię nie dogoni. Jeżeli planujesz biegać po pracy również zostaw na wierzchu gotowy strój tak żeby od razu w niego wskoczyć. W ogóle się nie zastanawiaj, czy iść biegać. Zaplanowałeś bieganie i plan wykonaj. Nie pożałujesz. Wręcz przeciwnie. Będziesz z siebie dumny. A uwolnione po wysiłku endorfiny będą dowodem, że czasami lepiej działać bez zbędnego zastanawiania się. Dobrze żeby po powrocie do domu również coś na ciebie czekało. Kubek z herbatą gotowy do zalania gorącą wodą. Posiłek potreningowy gotowy do podgrzania. A w łazience ręcznik i pachnące mydełko. 

Źródło: własne

Umów się z kimś
Jeżeli masz problemy z motywacją warto umówić się z kimś na bieganie. Na konkretną godzinę i w konkretnym miejscu. Nie chcesz przecież zawieść znajomego, prawda? I trochę tak wstyd, że on potrafi wyjść na trening, a tobie się nie chce. Wspólne bieganie to świetna motywacja. Mój pierwszy zimowy bieg też był w towarzystwie. 

Mów o swoich planach
Podziel się z kolegami z pracy swoim planem na popołudniowe bieganie. Głupio będzie ci nazajutrz tłumaczyć się, że jednak zostałeś w domu, kiedy znajomi spytają o trening. W ogóle często mów o treningach. Zainteresowanie i podziw otoczenia są dodatkową motywacją. Nie wstydź się, że wyjdziesz na nudziarza czy wariata. Jeżeli tylko bieganie nie będzie jedynym tematem, który cię interesuje to wszystko w porządku. 

Dbaj o siebie i nagradzaj się
Zimą łatwiej o przeziębienia i choroby, więc zadbaj o siebie. Uważnie komponuj dietę, dobrze się ubieraj i nie rezygnuj z aktywności fizycznej.  Warto wprowadzić system małych nagród za dobrze wykonany trening. Może to być np. coś pysznego do jedzenia. Po bieganiu bez obaw o sylwetkę możesz spałaszować nawet kaloryczny smakołyk. Chwal siebie za wytrwałość i silną wolę. Nie każdemu chce się wychodzić z domu biegać, kiedy ciemno i zimno. Doceń siebie.  

Radość z biegania
Ponura aura za oknem może nie nastraja zbyt optymistycznie, ale przypomnij sobie ile radości daje bieganie. Przypomnij sobie to uczucie radości i satysfakcji po dobrze wykonanym treningu. 

Źródło: własne

Pamiętaj, że większość ludzi przez zimę tyje i traci formę
I to nie dlatego, że zimne pory roku w jakiś magiczny sposób tak fatalnie wpływają na nasze ciało. Wszystko dlatego, że przestajemy się ruszać i na dodatek zaczynamy więcej jeść. Nie wpadnij w tę pułapkę. Wystarczy kontynuować treningi i na wiosnę bez obaw pokażesz się na basenie. Chcesz obudzić się na wiosnę z kilkoma zbędnymi kilogramami, sflaczały i bez kondycji? Pomyśl o tych wszystkich zrobionych do tej pory kilometrach. O godzinach poświęconych na trening. O zgrabnym i silnym ciele. Jeżeli zaniechasz aktywności fizycznej szybko to stracisz. A szkoda by było. Dbaj o siebie również kiedy jest zimno i nieprzyjemnie za oknem. 

Nie demonizuj zimy
Zima to nie jest żadna klęska żywiołowa, tylko taka pora roku, kiedy zdarzają się mrozy i pada śnieg. Dzieci chodzą do szkoły, dorośli normalnie chodzą do pracy, więc dlaczego ty miałbyś przestać biegać? Bo jest chłodno i ciemno? To się ubierz ciepło i wyposaż w odblaski albo specjalne światełka. Bieganie zimą jest inne niż latem, ale to nie znaczy że gorsze. Mam taką koleżankę, która właśnie uwielbia biegać zimą, bo tylko wtedy nie jest jej za gorąco. I nie może się doczekać tej pory roku, bo latem bieganie jest dla niej bardzo męczące z powodu temperatury. Różni ludzie mają różne preferencje i nigdzie nie jest powiedziane, że zima bieganiu nie sprzyja. Myślę, że warto obalić ten pogląd i nie rezygnować z treningów tylko dlatego, że zrobiło się chłodno. Wystarczy cieplej się ubrać. Nigdy nie jest za zimno na bieganie

środa, 21 stycznia 2015

Mycie włosów odżywką

Mycie włosów odżywką to alternatywny sposób oczyszczania czupryny. Ma swoje zalety, ale też wady. Dla niektórych mycie włosów odzywką to najlepsze, co mogą zrobić dla swoich loków. Oczywiście ta metoda nie u wszystkich się sprawdzi. Mycie włosów odżywką trochę różni się od mycia szamponem. Ale podobnie jak w przypadku szamponu, warto świadomie wybrać odżywkę do mycia. 
Źródło: własne
Zalety mycie włosów odżywką:
- Oszczędność czasu. Szybciej jest umyć włosy odżywką, niż szamponem a później jeszcze nakładać odżywkę. 
- Włosy są mniej narażone na zniszczenia. Odżywka jest delikatniejsza niż szampon, nie plącze włosów, nie wysusza - wręcz przeciwnie cały czas je pielęgnuje.


Wady mycia włosów odżywką:

- Odżywka gorzej oczyszcza. Włosy po myciu odżywką często szybciej się przetłuszczają. W niektórych przypadkach pozostają one trochę niedomyte.
- Możliwość nadmiernego obciążenia włosów i skóry głowy. Nakładanie kolejnej odżywki na włosy, które nie zostały uprzednio oczyszczone szamponem może spowodować ich nadmierne obciążenie. Mogą być przyklapnięte. Niedostatecznie oczyszczona skóra głowy może zareagować swędzeniem lub uczuleniem.
- Konieczność zużywania dość dużych ilości odżywki. Myjąc włosy odżywką musimy użyć jej więcej, niż normalnie. Również więcej, niż gdyby to był szampon. 
- Odżywka się nie pieni, a jeżeli już to słabo. Na takie umycie włosów trzeba zużyć trochę więcej czasu niż w przypadku szamponu. 

Źródło: własne
Dla kogo mycie włosów odżywką?
Mycie włosów odzywką najlepiej sprawdza się w przypadku włosów suchych, puszących się, kręconych, zniszczonych itp. itd. Może nie sprawdzić się w przypadku włosów przetłuszczających się lub bardzo cienkich, skłonnych do obciążania. Tak na prawdę najlepiej jest empirycznie sobie sprawdzić, czy ta metoda nam służy czy niekoniecznie. Do tego dobrze jest przetestować kilka odżywek o odmiennych składach, bo to w tym może tkwić ewentualny problem. 


Jaka odżywka do mycia włosów?
Najlepsza będzie taka z jak najprostszym składem. Fajnie jeżeli nie zawiera silikonów ani parafiny. Lepiej sprawdzą się lekkie odżywki, niż te o bogatym składzie. Tak teoretycznie, bo w praktyce używałam zarówno odżywek z silikonami jak i bez i efekt był podobny. W ogóle używałam rozmaitych odżywek do mycia i w przypadku moich włosów różnica jest nieznaczna. Najlepiej użyć do tego celu odżywki, za którą niespecjalnie przepadamy, a trzeba wykończyć. Albo najtańszej. Jeżeli będzie działać dobrze, po co przepłacać ;)
Odzywka, którą myjemy włosy powinna zawierać łagodne środki myjące. Szukamy w składzie np.: Behentrimonium chloride, Cetrimonum chloride, Benzalkonium chloride, Quaterinum.

Źródło: własne
Odżywki, których używałam do mycia włosów i sprawdziły się dobrze:
  • Malwa, Gloria, Maska do włosów suchych, zniszczonych i farbowanych
  • Isana Hair Professional, Oil Care Spülung, Odżywka do włosów łamliwych i rozdwajających się
  • Isana Hair, Feuchtigkeits Spulung, Odżywka nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych
  • Forte Sweden, Mrs. Potter`s, Balsam do włosów z aloesem, jedwabiem i białą herbatą
  • Kallos, Silk, Silk Hair Mask, Maska do włosów suchych
Mycie włosów odżywką znacznie mniej je niszczy i przebiega trochę szybciej, niż tradycyjne mycie przy użyciu szamponu, dlatego postanowiłam wprowadzić ten zabieg do swojej włosowej piramidy pielęgnacji. Myślę, że mycie włosów odżywką raz w tygodniu będzie tak akurat. 

A wy myjecie włosy odżywką, czy nie służy wam ta metoda? Jakich odżywek używacie do mycia włosów? Które polecacie, a które odradzacie?

Zobacz też:

Pielęgnacja stóp - najlepsze kremy i kilka tricków

Zadbane stopy są ważne. Nawet jeżeli na co dzień chodzimy w zakrytych butach, kiedyś trzeba zdjąć skarpetki do snu, na basenie czy pod prysznicem. Kiedyś miałam całkiem spore problemy ze zrogowaciałą skórą na piętach. I nie spodziewałam się, że tak szybko i łatwo można temu zaradzić. 



Pumeks - zwykły biały i na sucho

Przez lata próbowałam za pomocą pumeksu doprowadzić swoje pięty do stanu używalności. I każda taka próba kończyła się fiaskiem. Dopiero kiedy wprowadziłam dwie zmiany, moje stopy odzyskały wręcz dziecięcą miękkość i gładkość. Po pierwsze teraz używam tylko pumeksu białego, takiego najtańszego. Wygląda tak sobie, ale jest najlepszy. Te kolorowe są beznadziejne i zupełnie się nie sprawdzają. Druga zmiana jest taka, że teraz używam pumeksu na sucho. Efekt jest o wiele lepszy. Wcale nie ma potrzeby długotrwałego moczenia nóg w misce. Wystarczy przed kąpielą przez kilka minut delikatnie pocierać pięty pumeksem. Będą gładkie i miłe w dotyku nawet bez użycia kremu.




Pilnik do stóp

Polecam ten z Rossmanna. Innych nie używałam, bo nie mam potrzeby. Pilnik do stóp fusswohl jest świetny. Działa równie dobrze, jak wyżej wspomniany pumeks. Może jest odrobinę delikatniejszy, a przy tym dokładniejszy. Raz w tygodniu, czasami nawet rzadziej, ścieram zrogowaciały naskórek na piętach takim pilnikiem i efekt jest doskonały. Używam  go zamiennie z pumeksem. 




Dezodorant w sztyfcie do stóp

Dezodorant Garnier, Mineral Protection 5 ,w sztyfcie bardzo podrażnia mi skórę pod pachami. Próbowałam kilka razy i każda taka próba kończyła się źle. Gdzieś przeczytałam, że można dezodoranty w sztyfcie z powodzeniem używać do stóp. Skoro pod pachy się nie nadaje to wykorzystam w ten sposób, bo używanego dezodorantu raczej nikomu nie będę dawać. Szczególnie, że u mnie wywołuje podrażnienia, więc u kogoś też może. Smarowanie stóp antyperspirantem zapobiega ich poceniu i nieprzyjemnemu zapachowi. Dodatkowo pielęgnuje, nawilża i zmiękcza pięty. Mogę polecić ten spoób każdemu kto ma zbędny dezodorant w sztyfcie lub problem z nadmierną potliwością stóp. Ta metoda będzie również świetna latem: zamiast kremu, dezodorant w sztyfcie.



Najlepsze kremy do stóp

Dzięki tarce i właściwemu używaniu pumeksu właściwie nie muszę już stosować kremu do stóp. Moje pięty z bardzo wymagających nagle zmieniły się w zadowalające się pierwszym lepszym kremem. Ale jeżeli miałabym coś polecić to jest kilka kremów do stóp (albo niekoniecznie do stóp), które zdecydowanie mogę polecić.
  • Scandia Cosmetics, Krem do stóp 15% masła Shea
  • Fusswohl, Hirschtalg Creme, Krem do stóp z łoju jelenia
  • Fusswohl, Intensiv Creme, Intensywny krem do pielęgnacji suchej skóry z gliceryną i woskiem pszczelim
  • Isana, Handcreme Intensiv 5% Urea
  • Kolastyna, Krem do stóp z pękającą skórą pięt

wtorek, 20 stycznia 2015

Dlaczego bieganie jest lepsze od czekolady?

Czekolada to świetny sposób na poprawę humoru, odpędzenie jesiennej depresji i dodanie sobie energii. Ale jest coś lepszego, niż czekolada - bieganie. Również poprawia humor, a przy tym nie ma skutków ubocznych. A jak się przyjrzeć dokładniej, to bieganie ma jeszcze więcej zalet niż czekolada. 

Źródło: pixabay.com

1. Bieganie nie tuczy. Wręcz przeciwnie. Odchudza i modeluje sylwetkę, jest więc też lepsze od diety odchudzającej. 
2. Bieganie nic nie kosztuje, a za każdą tabliczkę czekolady za każdym razem musisz płacić. 
3. Biegać możesz o każdej porze dnia i nocy. A czekoladę kupisz tylko w godzinach otwarcia sklepu.
4. Bieganie się nie kończy ani nie zużywa, a czekolada owszem. 
5. Bieganie nie niszczy zębów. W ogóle jest zdrowe. W przeciwieństwie do czekolady, która niestety jest pełna cukru i tłuszczu. 

Źródło: własne

Przekonałam? Jeżeli jednak wciąż nie jesteście w stanie zrezygnować z czekolady to... nie musicie. Bieganie i czekolada absolutnie się nie wykluczają. Jeżeli lubisz jeść czekoladę w biegu zapisz się na maraton. Co kilka kilometrów czekają na ciebie punkty odżywcze, gdzie serwowana jest m.in. czekolada. Nie jesteś zwolennikiem jedzenie podczas biegania? Nic nie szkodzi. Czekoladę możesz zjeść zarówno przed biegiem, jak i po. Biegacze mogą. Biegacze nie tyją.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Dlaczego warto nosić czapkę?

W dzieciństwie nie znosiłam czapek. Szczególnie tych zimowych. Ściągałam ją z głowy za pierwszym zakrętem, kiedy mama nie była już w stanie dojrzeć mnie z okna. W podstawówce, a także przez całe gimnazjum i przynajmniej część liceum czapka była symbolem obciachu i bycia pierdołą. Oczywiście nikt wprost nie wyśmiewał czapek. To były o wiele subtelniejsze hejty. Znaczące spojrzenia, niby neutralne komentarze i oczywiście szeptanie za plecami i wytykanie palcami. Co ciekawe, kaptur nie powodował praktycznie żadnych negatywnych reakcji. Ale czapka to byłą jedna z najgorszych rzeczy, jaka mogła się przytrafić dziecku w zimie.



Nie pamiętam, kiedy przeprosiłam się z czapkami, ale jakoś niedawno. I muszę stwierdzić, że noszenie czapki ma więcej zalet niż wad. I zdecydowanie warto nosić czapkę, kiedy temperatura za oknem oscyluje w okolicach zera albo spada jeszcze niżej. Teraz nie wyobrażam sobie wyjść zimą na dłużej bez nakrycia głowy. Czapa musi być!


1. Czapka chroni włosy i skórę głowy przed mrozem i wiatrem. Każda szanująca się włosomaniaczka nosi czapki. Chodzenie w zimie bez czapki bardzo niszczy włosy i szkodzi cebulkom.
2. Czapka dba o zdrowie, zmniejsza ryzyko przeziębień i poważniejszych chorób z wychłodzenia oraz zapobiega przemarznięciu uszu.
3. Czapka nie niszczy fryzury, ona ją chroni. Na bank włosy będą wyglądać o wiele gorzej po półgodzinnym spacerze na śniegu i deszczu niż po półgodzinnym spacerze w tych samych warunkach pod czapką. Po zdjęciu czapki trzeba je co prawda jeszcze raz przeczesać, trochę roztrzepać albo przygładzić. Ale po powrocie z zawieruchy to nadają się ona właściwie do układania od nowa.
4. Odpowiednio dobrana czapka pełni rolę ozdobnego dodatku, może nadać naszej stylizacji wybrany charakter, ożywić ją. W sklepach mamy tak duży wybór czapek, że bez problemy wybierzemy coś, w czym będzie nam do twarzy.
5. Żeby nie było zimno w głowę :)

niedziela, 18 stycznia 2015

Krakowski Bieg Antysmogowy - 15 lutego 2015

Krakowski Bieg Antysmogowy to bieg wyjątkowy. Dla ważnej idei. Na dodatek bez opłat. Dla każdego. Niedawno z inicjatywy moich znajomych z BBL Kraków zrodził się pewien pomysł. Wiemy dobrze, że powietrze w Krakowie pozostawia wiele do życzenia. Na smog narażeni jesteśmy wszyscy, nie tylko biegacze. Oczywiście biegając przez kilka godzin nawdychamy się go więcej, niż ktoś kto spędza na powietrzu tylko kilkanaście bez wysiłkowych minut w drodze do samochodu. Ale problem dotyczy nas wszystkich. Oddychamy wszyscy i fajnie byłoby mieć czym. Stąd też Krakowski Bieg Antysmogowy. 

I Krakowski Bieg Antysmogowy to inicjatywa, do której może przyłączyć się każdy. Nie musisz być biegaczem. Nie musisz nic płacić. Nie ma limitu czasu. Po prostu przyjdź 15 lutego o godzinie 10 na Plac a Groblach 10. Do pokonania 4,5 km przez Stare Miasto. Każdy z uczestników otrzyma oczywiście maseczkę przeciwpyłową. Więcej informacji oraz aktualizacje na bieżąco można znaleźć na fanpage'u Krakowskiego Biegu Antysmogowego oraz na stronie wydarzenia Krakowski Bieg Antysmogowy. Zapraszam do udziału oraz do rozpowszechniania tej informacji wśród znajomych.


sobota, 17 stycznia 2015

Sobotnie bieganie

W tę sobotę pogoda była piękna. Za oknem słoneczko. Nie mam termometru, ale jak wychodziłam z pieskiem miałam wrażenie, że jest całkiem ciepło. I było. Nie zmarzłam. No chociaż podczas biegania ciężko jest zmarznąć.

Źródło: własne

Złośliwe endomondo postanowiło mi się wyłączać za każdym razem, jak próbowałam robić zdjęcia. Dlatego też trening mam podzielony, a zdjęć mniej niż chciałam. Ale i tak te poranne 10 kilometrów w pięknych okolicznościach przyrody mocno poprawiło mi nastrój i pozwoliło podładować baterie.



Nie biegłam na czas, nie miałam żadnych konkretnych założeń. Styczeń jest moim miesiącem powrotu do formy i staram się po prostu biegać. Biegłam powoli. Mocno powyżej 6 min/km. Chciałam jedynie pokonać 10 km. Tak sobie ustaliłam, że jeżeli chcę wystartować w maratonie czy nawet półmaratonie to muszę teraz biegać przynajmniej 10 km dystanse. 

czwartek, 15 stycznia 2015

Jak radzić sobie ze złością?

Jak radzić sobie ze złością? Złość ma bardzo negatywny wydźwięk. Brzmi prawie jak zło. Ale sama w sobie nie jest zła. Nie musi. Zła może być jedynie nasza reakcja na to uczucie. Brak reakcji to też reakcja i również moim zdaniem jest błędna. Trzeba reagować. Ze złością trzeba sobie radzić. I można to robić. Jasne, nie zawsze się uda. Ale jeżeli uda się chociaż w kilku przypadkach, to już ogromny sukces. A z czasem i praktyką będzie tylko lepiej :) Głowa do góry. Poradzimy sobie ze złością. 

Jak radzić sobie ze złością
Źródło: pixabay.com
Jestem spokojnym człowiekiem, ale czasami się irytuję. Zazwyczaj drobnostkami, bo nie spadają na mnie codziennie tragedie. Zresztą chyba na nikogo nie spadają codziennie. A jeżeli jednak, to chyba pora zmienić miejsce, bo to w którym się znajduje zdaje się być jakieś pechowe. Pisałam o swojej złości w tekście o 9 najbardziej irytujących rzeczach. A za kilka miesięcy powstała nowa lista problemów pierwszego świata. I myślę, że jeszcze kilka powstanie. Nie ma co ukrywać, że czasami człowiek wpada w złość. Nie ma się czego wstydzić. Ale jakoś ze złością trzeba sobie radzić. Tak, żeby nie krzywdzić siebie ani innych. A najlepiej to tak, żeby jeszcze coś pozytywnego z tych negatywnych uczuć wyszło. Tylko jak to zrobić? Jak poradzić sobie ze złością? Co ciekawe zauważyłam, że większość sposobów na doła równie dobrze sprawdza się w walce ze złością. A poradnik, czego nie robić, kiedy masz doła jest również pomocny, kiedy dopadnie cię nieposkromiona złość. Jednak złość a smutek i tzw. dół to dwie różne rzeczy i pomimo kilku podobieństw zdecydowałam się napisać osobny tekst na temat radzenia sobie ze złością.


1. Nie dopuszczaj do sytuacji, które wywołują złość
Zawsze lepiej zapobiegać, niż leczyć. A profilaktyka to nieoceniona sprawa. Oczywiście najpierw musimy kilka razy wpaść w złość, żeby zorientować się, co nas złości i w jakich sytuacjach tracimy nad sobą panowanie. Ale kiedy już to wiemy, możemy zapobiegać trudnym sytuacjom. Wiadomo, że nie wszystkim, ale przynajmniej pewnej części. Jeżeli złości cię zlew pełen naczyń po powrocie z pracy, to umyj je przed wyjściem albo wieczorem poprzedniego dnia. Jeżeli wkurzają cię nasze krzywe chodniki może warto zrezygnować ze szpilek na rzecz wygodniejszego obuwia. Chodników nie zmienisz, ale buty możesz ;)

Poskromić złość
Źródło: pixabay.com
2.Poinformuj ludzi, co cię wkurza
Warto porozmawiać z bliskimi, co nas irytuje. Oni bogatsi o tę wiedzę w końcu przestaną nas bezwiednie irytować. Mogą też pomóc zapobiegać sytuacjom, które mogłyby nas zdenerwować. I wbrew pozorom w większości przypadków nie wymaga to od nikogo jakiegoś specjalnego nakładu pracy. Wielu trudnych sytuacji można wyeliminować, tylko trzeba ze sobą porozmawiać i dojść do jakiegoś kompromisu. Jeżeli irytuje cię, że chłopak zostawia kubek po kawie w pokoju to mu o tym powiedz. Czasami trzeba kilka razy, ale w końcu powinno poskutkować. A jak nie, zawsze możesz sobie zrobić peeling kawowy ;)


3. Nie tłum w sobie złości
Wyrzucaj z siebie złość w sposób nieszkodliwy. Czasami wystarczy opowiedzieć o tym, co nas zezłościło np. Tak mnie wkurza ta torebka, co się ciągle zsuwa z ramienia! No nie wytrzymam! Idę i co kilka kroków muszę ją poprawiać albo w ogóle jeszcze podtrzymywać ręką! Strasznie mnie to denerwuje. Niekiedy dobrze jest wyżyć się fizycznie np. uprawiając sport (polecam bieganie ;)), ale odkurzanie też dobrze się sprawdza (szczególnie odkurzanie dywanu). Jeżeli sprawa jest poważniejsza, niż zsuwająca się torebka może pomóc napisanie o tym. Przelanie myśli na papier w pewnym sensie nas od nich uwalnia. A papier przyjmie wszystko, więc można sobie pozwolić na wiele (nawet na spalenie go lub podarcia po zapisaniu). Całkiem skutecznie w rozładowaniu napięcia sprawdza się też płacz. Nie wiem, czy wiecie, ale wiele osób kiedy się zdenerwuje zamiast krzyczeć czy rzucać czymś właśnie płacze. I nie jest to płacz ze smutku, a ze złości. Oczywiście nie w każdej sytuacji możemy i powinniśmy zalewać się łzami, ale w samotności albo w towarzystwie najbliższej przyjaciółki jak najbardziej można. 

Nie tłum w sobie złości
Źródło: pixabay.com

4. Odwróć uwagę od negatywnych uczuć
W poprzednim punkcie proponowałam wyrzuć z siebie złość, ale można też w drugą stronę. Są ludzie, u których poprzedni sposób nie działa. Tzn. działa, ale nie tak jak trzeba i powoduje tylko nakręcanie spirali złości. W takim przypadku o wiele lepiej jest odwrócić uwagę od negatywnych uczuć. Zająć się czymś, co zaabsorbuje naszą uwagę. Zmienić temat, jeżeli w powietrzu wisi kłótnia. Zadzwonić do znajomego i zapytać jak mu leci. Pomalować paznokcie. Zabrać się za zaległą pracę. 


5. Spróbuj się uspokoić
Głęboko oddychaj. Weź kilka długich i głębokich wdechów. Zamknij oczy. Osiądź albo połóż się. Stań prosto, wyciągnij ręce do góry. Albo maksymalnie się rozluźnij. Możesz spróbować też naparu z ziół uspokajających takich jak np. melisa czy rumianek. 


6. Zastanów się, co wywołuje złość
I nie chodzi tutaj o ten punkt zapalny jak np. brudne naczynia w zlewie. Zastanów się, dlaczego te naczynia tak potwornie cię irytują. To musi być coś ważnego, skoro kupa talerzy jest w stanie zepsuć twój nastrój. Nie chcę zgadywać, bo tak na prawdę może chodzić o wszystko i każdy sam musi do tego dojść. Ale warto. Jeżeli złość jest duża lub częsta i wciąż nie wiesz, co ją wywołuje można skonsultować się ze specjalistą, bo szkoda tak przez całe życie się wkurzać. 

Jak radzić sobie z uczuciem złości?
Źródło: pixabay.com

Nie jestem psychologiem ani z zawodu, ani nawet z zamiłowania. Wszystkie te sposoby pochodzą z mojego własnego doświadczenia i całkiem nieźle się sprawdzają, dlatego zdecydowałam się z wami nimi podzielić. Nie sądzę, żeby były drastyczne czy niebezpieczne, aczkolwiek oczywiście wszystko robicie na własną odpowiedzialność ;)

Jak przebiec maraton?

Chcesz wiedzieć, jak przebiec maraton? No cóż, ja też. Do 14. Cracovia Maraton zostało już tylko 100 dni. A nie sorry. Już tylko 93 dni (ale ten czas leci).


Moja sytuacja wygląda dość niepokojąco. Nigdy w życiu nie przebiegłam dystansu maratońskiego. Nigdy w życiu nie przebiegłam nawet 30 km. Na swoim koncie mam do tej pory jedynie dwa półmaratony z czasem oscylującym koło dwóch godzin. Mam też dwumiesięczną przerwę od jakiejkolwiek aktywności spowodowaną kontuzją kolana. Nie do końca zresztą chyba opanowaną. Przebiegnięcie kilku kilometrów w tempie konwersacyjnym (3-5 km) jest dla mnie sporym wysiłkiem. Jak żyć? Jak przebiec maraton? Przed Cracovia Maraton ma jeszcze Półmaraton Marzanny, który będzie takim sprawdzianem mojej formy. Ale wtedy to już i tak będzie za późno i za wiele już nie zrobię.



Nie ukrywam, że ten wpis to przejaw mojej paniki i próba poradzenia sobie z nią. Od zera do bohatera w trzy miesiące? A wiecie czemu zapisałam się na maraton? Z wielu powodów. M.in. dlatego, że kocham biegać. Albo że chciałam spróbować. Żeby mieć pretekst kupić nowe, nieprzyzwoicie drogie buty (bo na maraton to już musi być porządne i bardzo kolorowe obuwie). Tata mnie namawiał. Bo pragnę zdobyć medal i koszulką Cracovia Maraton. Ale głównie to się ze skąpstwa zapisałam, bo miałam okazję za 50 zł.
 

Na chwilę obecną nie mam pojęcia, w jakim czasie byłabym w stanie pokonać 42 km. Myślę, że coś pomiędzy 5 a 6 godzinami. Nie jest to wynik powalający. Powalające są poniżej 3 godzin. 42 km w 5-6 godzin to jest taki próg dla tych, którzy chcą po prostu przebiec. Zmierzyć się z tym dystansem i go pokonać. I już sam fakt przebiegnięcia 42 km będzie wyczynem i powodem do dumy. A i tak wszyscy wiemy, że część dystansu po prostu sobie przejdę. Bylebym tylko się nie zatrzymywała, żeby sobie usiąść, bo bez przesady. Na pierwszym maratonie nawet nie bardzo jest do czego porównywać. Bo dwa razy czas półmaratonu plus jakieś pół godziny może się kompletnie nie sprawdzić. Mój plan na maraton? Przetrwać ;) W dalszym ciągu tylko nie wiem, jak.


Planuję od lutego zacząć więcej i szybciej biegać (o ile zdrowie pozwoli). Teraz, w styczniu jeszcze ustanowiłam sobie taki okres ochronny i powoli wracam do formy. Rozważam też powrót na zajęcia core stability. Nowy członek rodziny trochę utrudnia, a właściwie uniemożliwia, ćwiczenie czegokolwiek w domu. A w łazience przecież pieska zamykać nie będę. Na korytarzu tym bardziej, bo mi buty zje. Chciałabym przetestować jakieś żele na maraton, ale te w decathlonie miały takie niezachęcające smaki, że jakoś mnie odrzucają. No i wolałabym coś, czego koniecznie nie trzeba popijać dużą ilością wody. Może ktoś coś polecić? No i oczywiście butki muszę nowe kupić. A w decathlonie taka dyskryminacja. Miliardy męskich butków poukładane wg dystansów, a na kobiecej półce bieda aż piszczy. Kupię chyba męskie. O ile znajdę takie w rozmiarze 37. 

środa, 14 stycznia 2015

Czy pies wie, że jest psem?

Czy owady tyją? Czy rybom chce się czasami pić? Jak duża może być kropla deszczu? Jak producenci pasty do zębów uzyskują na niej paski, które trzymają się aż do końca pasty? Co sprawia, że komórki ciała trzymają się razem? Czy gołębie się pocą? Dlaczego gruszki mają kształt gruszkowaty, a nie kulisty? I przede wszystkim - "Czy niedźwiedzie polarne czują się samotne?"

Źródło: własne
Odpowiedzi na wszystkie te, i wiele innych dziwacznych oraz absurdalnych pytań można znaleźć w książce pod redakcją Micka O'Hare'a " Czy niedźwiedzie polane czują się samotne?" Jest to druga część światowego bestsellera "Dlaczego pingwinom nie zamarzają stopy". Wraz z tą lekturą otrzymujemy kolejną dawkę inspirujących i zadziwiających pytań. Pytań, na które zawsze chciałeś znać odpowiedź oraz pytań, które nigdy w życiu nie przyszłyby ci do głowy. 

Źródło: własne
Książkę zdecydowanie polecam, ponieważ pełni zarówno rolę rozrywkową jak i edukacyjną. Niektóre pytania i odpowiedzi są ogromnie zabawne i zadziwiające. Autorzy rozprawiają się również z wieloma mitami np. tym o rosnących po śmierci włosach i paznokciach. "Czy niedźwiedzie polarne czują się samotne" można czytać po kolei, od deski do deski. Można też wybierać jedynie interesujące nas pytania i odpowiedzi. Co ważne, do większości pytań jest wiele odpowiedzi, a nie  jedna jedyna właściwa wielce oświecona. Dzięki temu czytelnik ma możliwość poznać wiele teorii, a lektura może zainspirować go do dalszych poszukiwań wiedzy.  Moim zdaniem to książka, którą warto chociaż na pół godziny wziąć do rąk i przejrzeć. 

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Jak robić postanowienia, żeby udało się ich dotrzymać?

Jestem mistrzem niedotrzymanych postanowień noworocznych. I wszystkich innych też ;) Po latach praktyki wiem już, jakie błędy popełniałam, że nigdy nie udało mi się dotrzymać żadnego postanowienia. Teraz wydaje mi się to banalnie proste. Niektórych postanowień po prostu nie da się dotrzymać. I nie chodzi tutaj o naszą słabą wolę, brak chęci, lenistwo czy cokolwiek innego. W ogóle nie z nami jest problem, a z niektórymi postanowieniami. Pechowo wielu ludzi wybiera sobie właśnie te nierealne. A później jest tylko smutek i żal, że znowu się nie udało. I zastanawianie się, co ze mną jest nie tak. A to nie z tobą było nie tak, tylko z postanowieniami. Postanowienia (noworoczne i nie tylko) powinny spełniać kilka cech. 

Źródło: pixabay.com
Realne
Najważniejsze w postanowieniach jest, żeby były realne i możliwe do wykonania. Nie ma sensu postanawiać sobie czegoś, czego nie da się zrobić. To budzi jedynie frustrację i sprzyja nic nie robieniu albo walce z wiatrakami. I sama już nie wiem, co gorsze. Stawiaj sobie realne cele. A jeżeli marzysz o czymś nierealnym? Jest taki trick: nierealny cel rozbijasz na kilka mniejszych. One już są realne. Osiągając każdy z nich coś zmieniasz w swojej sytuacji. I jak dobrze pójdzie, to pozmieniasz na tyle, że coś co było nierealne nagle stanie się tylko trudne lub czasochłonne, ale jak najbardziej możliwe. 

Konkretne wraz z czasem do realizacji i w miarę dokładnym planem
Postanowienia (noworoczne, wiosenne, zimowe czy jakiekolwiek inne) powinny być konkretne. Zamiast mówić "schudnę" powiedz "schudnę 5 kilogramów w dwa miesiące" a zaraz potem dopowiedz sobie w jaki sposób zamierzasz to zrobić (np. dwa razy w tygodniu będę biegać przez pół godziny, raz w tygodniu będę pływać przez 45 minut, codziennie będę spacerować minimum przez 20 minut, śmietanę zastąpię chudym jogurtem, zamiast smażyć będę dusić i gotować, zrezygnuję z ciasteczek do kawy itp.). Musisz mieć plan. Od samego postanowienia i chcenia czasami nie dzieje się zupełnie nic.

Potrzebne 
Nie ma sensu tracić czasu i energii na coś, co nie jest do niczego potrzebne. Myślałam, że to oczywiste, ale jednak nie do końca. Zanim coś postanowisz zastanów się, po co chcesz to osiągnąć. Czy jest ci to do czegoś potrzebne. Po co chcesz chudnąć te 3 kg, których ani nie widać ani w żaden inny sposób ci nie szkodzą? Nie ma sensu się upierać przy wymarzonych cyferkach na wadze. Po co chcesz przeczytać 100 książek w ciągu roku? Jeżeli ci się uda to istnieje ryzyko, że będą to książki niskiej jakości, niewiele wnoszące, przeczytasz je nieuważnie (bo mało czasu i się spieszysz), a w tym czasie mógłbyś zrobić coś lepszego. Zobacz też dlaczego ja nie przeczytam 52 książek w 2015. Zanim coś sobie postanowisz zastanów się, czy rzeczywiście jest ci to do czegokolwiek potrzebne.

Prawdziwe
Czasami wydaje nam się, że czegoś chcemy, a tak naprawdę to chcemy przez to osiągnąć coś zupełnie innego. I to nasze postanowienie jest tylko sposobem na realizację innego celu. A może można go zrealizować jakoś lepiej i prościej. Czy rzeczywiście chcesz mieć najnowszy model iphona czy może bardziej chodzi ci o wzbudzenie podziwu wśród znajomych? I w jaki jeszcze sposób możesz osiągnąć ten podziw? Czy chcesz znaleźć chłopaka/dziewczynę czy po prostu brakuje ci w życiu celu i życzliwych osób? Często bywa tak, że po spełnieniu takiego postanowienia wcale nie otrzymujemy tego, na czym nam zależało. Warto przeanalizować dokładnie swoje plany i cele, czy nie ma w nich takich zakamuflowanych marzeń.

Źródło: pixabay.com

Oczywiście należy również być cierpliwym, wytrwałym, nie poddawać się. Trzeba mieć świadomość, że realizacja każdego marzenia wymaga jakiegoś poświęcenia i wkładu własnego. Czasami jest to czas, kiedy indziej pieniądze. A może musisz z czegoś zrezygnować, żeby osiągnąć swój cel. Realizacja marzeń niesie również ze sobą zmiany, które trzeba będzie zaakceptować. Warto się na to wszystko wcześniej przygotować. 

niedziela, 11 stycznia 2015

3. Bieg Wielkich Serc Kraków 11 stycznia 2015

3. Bieg Wielkich Serc to mój pierwszy bieg w tym roku. Na dobry początek sezonu biegowego. Co ważne, całość opłaty startowej zostaje przekazana na rzecz Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. 3. Bieg Wielkich Serc to 5 km Bulwarami Wiślanymi. Start nastąpił w samo południe koło Galerii Kazimierz. Pogoda była bardzo ładna. Może jeszcze nie wiosenna, bo było dość chłodno i momentami wiało. Na szczęście ciepło się ubrałam. 
Źródło: własne
5 km przebiegłam poniżej pół godziny, czyli bardzo wstydzić się nie muszę. Chwalić za bardzo też nie mam czym. 27 minut i 56 sekund wg organizatora. I 49. miejsce w swojej kategorii. O zgrozo zorientowałam się, że od 2015 należę już do kategorii K30, a nie ja do tej pory K25. I przyznam szczere trochę mi przykro i staro z tego powodu :( Dlatego poniżej wrzucam zdjęcia z 3. Biegu Wielkich Serc, na których wyglądam jak nastolatka. Bo wyglądam, prawda?

Źródło: własne

Źródło: własne

Wynikiem nie jestem załamana ani zdziwiona. W końcu zimno, długa przerwa i kolano. Naiwnością było spodziewać się życiówki. Bardziej niż smutek czuje odrobinę irytacji, że muszę po raz drugi wykonywać tę samą robotę i starać się dogonić siebie sprzed kilku miesięcy, a zamiast piąć się coraz wyżej. No cóż, bywa. 


Kliknij, aby powiększyć
Jak widać na statystykach z endomondo biegłam średnio w tempie 5:32 min/km, czyli całkiem przyzwoicie... ale jak na dłuższy bieg. Jak na 5 km to przydałoby się szybciej. Będzie szybciej. Jeszcze nie wiem, kiedy, ale niebawem. 

Źródło: własne
Jestem mega szczęśliwa z powodu medalu, który otrzymałam na mecie 3. Biegu Wielkich Serc. Ten medal jest przepiękny. Najpiękniejszy ( w tym roku). W kształcie serduszka. Wreszcie jest mój! Taki piękny. Pierwszy medal w tym roku. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...