sobota, 26 grudnia 2015

Emily Giffin - "Ten jedyny"

"Ten jedyny" to już któraś z kolei książka Emily Giffin, którą przeczytałam. I tym razem trochę się zawiodłam.Przynajmniej na początku. "Ten jedyny" wciągnął mnie dopiero gdzieś przy 250 stronie, czyli prawie w połowie. Wcześniej historia wlekła się i nie miała dla mnie żadnego specjalnego sensu ani celu. Męczyłam tę książkę głównie dlatego, że akurat byłam w szpitalu i żadnej innej lektury nie miałam. I tylko dzięki temu udało mi się przebrnąć przez te najgorsze początkowe 250 stron. No, 250 stron to jest właściwie już połowa książki. Trochę słabo, jeżeli akcja 500 stronicowej książki zaczyna się po ponad 200 stronach. Moim zdaniem bez problemu dopiero tam można by umieścić początek akcji. 

Na szczęście kiedy już zmęczyłam połowę coś zaczęło się dziać. Historia nabrała sensu i rumieńców. Emily Giffin pisze o miłości i tym razem było tak samo. "Ten jedyny" opowiada o wielkiej miłości i trudnej decyzji. Niestety moim zdaniem jakoś to wszystko zastało spłycone. Mnóstwo miejsca zajmuje całe tło, a dla tego co naprawdę ważne nie zostaje go zbyt wiele. Książka strasznie się ciągnie, momentami nudzi, za dużo w niej wydarzeń i opisów bez znaczenia. Trochę się męczyłam. Pewnie dlatego, że tematyka futbolowa kompletnie mnie nie kręci. Wszystkie te wątki meczów były dla mnie nudne. Również Shea Rigsby - główna bohaterka nie jest osobą, z którą mogłabym się identyfikować. Jest zupełnie inna niż ja, a przy tym jakaś zbyt mało wyrazista by wzbudzić we mnie większe emocje. Kompletnie się z tą postacią nie zżyłam. Z żadnym bohaterem książki "Ten jedyny" się nie zżyłam a jeżeli miałabym się z kim identyfikować to najbardziej chyba ze złotym chłopcem z napadami złości, gwiazdą drużyny Ryanem Jamesem ;)


Byłabym jednak niesprawiedliwa, gdybym na tym zakończyła swoją recenzję. "Ten jedyny" Emily Giffin zaczyna się ciężko. Później wszystko też jakoś tak się wlecze. Owszem pojawiają się emocjonujące momenty, ale jak na ponad 500 stron jest ich zdecydowanie za mało. Zakończenie też jest jakieś takie oklepane, przewidywalne i pozbawione jakiejś refleksji. Co nie zmienia faktu, że pod koniec się popłakałam. I to tak porządnie. Czyli chyba aż tak źle nie było.

Zobacz też:

4 komentarze:

  1. Znam autorkę, ale jeszcze nie czytałam nic z jej twórczości. Mam kilka książek na półce, tej akurat nie, ale może czas sięgnąć po coś?

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdybyś zaczęła czytać od tej książki to pewnie nie byłoby tyle recenzji... Mimo zakończenia wciąż nie zachęca do czytania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć :) Polecam Spis Inspirujących Blogów, zbiór najlepszych blogów w sieci. Nie ma ograniczeń co do tematyki. Dołączasz w minutkę i więcej osób może inspirować się Twoimi wpisami! :) Ja już tam jestem http://spisinspirujacychblogow.blogspot.com


    NELA

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też płaczę czytając książki, nawet przy oklepanym zakończeniu jakoś tak się wyczuwam. Nie lubię książek które rozkręcają się na koniec.

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...