niedziela, 6 września 2015

Moje najszybsze 5 km, czyli rekord na Parkrunie

Wczoraj przebiegłam swoje najszybsze 5 km w ramach Parkrun Kraków. W sobotę 5 września udało mi się ustanowić nowy osobisty rekord na Parkrunie. Była to dla mnie większa niespodzianka i zdziwienie niż radość, a zaręczam że się cieszyłam. Tylko bardzo nie spodziewałam. Mój nowy rekord życiowy na 5 km wynosi od wczoraj 24:25.

Fot: Richie, źródło: facebook.com/parkrunkrakow
Życiówki zawsze cieszą. Najbardziej, kiedy są wyczekiwane, oczekiwane i okupione ciężkim treningiem. Szczerze? To była życiówka przez przypadek. Chociaż może przypadków nie ma i skoro padł rekord to sobie na niego zasłużyłam i zapracowałam. A przez skromność i przekorę udaję, że nie ;) Przez przypadek, szczęśliwym fartem to sobie można w lotto wygrać. Sport, nawet jeżeli zawiera w sobie czasem jakąś dozę szczęścia, to głównie jest zależny od naszej własnej, ciężkiej, wytrwałej pracy. 


Wczoraj tym elementem szczęścia był fakt, że w ogóle poszłam na Parkrun. Chciałam, planowałam ale jak zwykle coś mi się pomieszało i szykowałam się na autobus o 8:56. Przypominam Parkrun jest o 9:00. Odległość od mojego domu to kilka przystanków. Na szczęście podczas układania włosów mnie oświeciło, że hello o 8:56 to ty musisz już mieć Endomondo nastawione, a nie wsiadać do autobusu. W tempie ekspresowym się ogarnęłam, nawet niczego nie zapomniałam i zjawiłam na starcie Parkrunu jakieś 5 minut przed 9. I nie zdążyłam zrobić rozgrzewki. Jedynie odrobinę się porozciągałam i zaraz trzeba było się ustawiać do startu. 

Biegło mi się nieźle. Ogromny wpływ miała pogoda. Było chłodno. Wspaniale i rześko. Ja jestem raczej miłośnikiem niższym temperatur (patrz: Półmaraton Królewski, zero stopni a ja w krótkim rękawku, bez buffa i bez rękawiczek). Nie jest oczywiście tak, że w upały umieram. Znoszę je w miarę normalnie, po prostu gorzej mi się funkcjonuje i prawdopodobnie wolniej biega. Piszę prawdopodobnie, bo nie sprawdzałam sobie tego. Ale tak na logikę coś dłuższego niż sprinty w niemiłosierny ukrop ciężko jest biec najlepiej jak się da. Wracając do Parkrunu bieglo mi się  bardzo dobrze. Aż do ostatniej prostej właściwie nie czułam zmęczenia. Nie czułam również, że biegnę aż tak szybko. Nie spodziewałam się życiówki. Obstawiałam raczej coś koło 26 minut. Poza niższą temperaturą myślę, że ważnym czynnikiem było biegnięcie na czczo. Jedzenie przed szybszym biegiem zdecydowanie mi nie służy. Na maratonie to tak jasne, wiadomo że wcinałam czekoladę i banany i nic się nie działo. Ale jak biegam szybciej to wolę mieć pusty żołądek. Z ciekawostek to pierwszy raz od bardzo dawna podczas biegu rozwiązały mi się włosy. Zawsze to była rola sznurówek ;) Ale szybko sobie poradziłam, poprawiłam fryzurę i biegłam dalej. O ile z rozwiązanym butem zdarza mi się biegać, to z rozwiązanymi włosami nie ma opcji. Na metę wbiegłam z nieszczególną miną, jak zwykle. Gdybym wiedziała, że właśnie pada życiówka, bardziej bym się postarała. Przecież wiem, jak dobrze wychodzić na zdjęciach z biegów i treningów. Wiem, tylko nie stosuję, bo w kluczowych momentach zapominam ;)
Fot. Richie, źródło: facebook.com/parkrunkrakow
Na maila dostałam piękną informację, że ukończyłam właśnie 10 parkrun w Krakowie i w swoim życiu, wszędzie, w ogóle. Akurat dziesiątka okazała się rekordowa. Fajnie. Byłam 69 osobą spośród 124 zawodników, czyli jednak nadal w tej gorszej tzn. wolniejszej połowie. Ale spokojnie, pracuję nad tym. Jeszcze kiedyś będę pierwsza ;) Byłam 11 kobietą, na 38 zawodniczek, czyli tym razem w tej lepszej tzn. szybszej połowie. W ramach ciekawostek: pierwsze 18 miejsc należało do facetów. Wszyscy poniżej 20 minut. Szok, niedowierzanie i tak pozytywna, motywująca zazdrość ;) Byłam również 5 kobietą w swojej kategorii wiekowej (na 9 zawodniczek, czyli nie tak super wcale, moje rówieśniczki są szybkie). 

Kliknij, aby powiększyć

Według Endomondo biegłam średnim tempem 4:57 min/km. Trochę magia dla mnie. Że jak? Że ja? Poniżej 5 min/km? Wow! Taka jestem z siebie dumna. A w ogóle tego nie czułam! (Tak, wiem że się powtarzam). Najszybszy był trzeci kilometr (4:54 min/km), najwolniejszy czwarty (5:01). W sumie logiczne. Co pocisnęłam szybciej to później musiałam trochę zwolnić, żeby nie paść. Swoją drogą jeżeli 5:01 min/km to ma być to wolniejsze tempo to mogę tak cały czas biegać ;)
Kliknij, aby powiększyć
Taka ściana tekstu tylko po to, żeby napisać, że pobiłam rekord na krakowskim parkrunie. Od dzisiaj moja parkrunowa życiówka na 5 km to 24:25. Poprzedni rekord (Parkrun #109 czyli nie tak wcale dawno) wynosił 24:39 czyli poprawiłam się prawie o 15 sekund. Jeszcze wcześniej na setnym parkrunie wybiegałam 24:55. Czyli trzy życiówki w ciągu niecałego pół roku. Na siedem startów (biorę pod uwagę tylko to co w 2015). Nie jest źle. 

6 komentarzy:

  1. Bardzo ładnie :) gratulacje! Ja chyba 5km to najmniej miałam coś 28 minut, ale generalnie minął mi czas jarania sie czasami. A najblizsze bieganie to chyba na wiosne bedzie, to akurat wtedy bede ciekawa czasu jaki wyciagne.

    OdpowiedzUsuń
  2. łaał :) Dobry czas :) Pozdrawiam i zapraszam do mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. gratuluję :) każde PB bardzo cieszy :)

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...