wtorek, 8 września 2015

Jak polubiłam i zaczęłam nosić sukienki

Sukienki... Nigdy nie przepadałam za sukienkami ani spódnicami. Zawsze w spodniach. Nawet się nad tym specjalnie nie zastanawiałam. Sukienki i spódnice tylko od czasu do czasu. Nie piszę, że na wyjątkowe okazje, bo to nie były żadne wyjątkowe okazji. Po prostu to było rzadko, jak zakładałam sukienkę albo spódnicę. Ale w pewnym momencie to się zmieniło i polubiłam sukienki i spódnice. 



Dlaczego nie nosiłam sukienek i spódnic?
Sukienki i spódnice zawsze wydawały mi się niewygodne. Nie przeleziesz przez płot, musisz trzymać nogi blisko siebie, uważać na wiatr. Same problemy. Krótkie sukienki i spódnice podwijają się ukazując majtki, jeżeli za bardzo się pochylisz. Długie sukienki i spódnice albo plączą się między nogami albo ograniczają swobodę ruchów i wielkość kroków. Poza tym do noszenia sukienek i spódnic trzeba trochę ogarnąć nogi, a ukryte pod spodniami mogą być niewydepilowane i przesuszone. Kolejnym problemem są buty. Do spodni pasują prawie każde, ale w przypadku sukienek i spódnic sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Poza tymi wszystkimi oczywistymi argumentami w sukienkach i spódnicach czułam się nie do końca komfortowo. Dziwnie. Niezbyt swobodnie. 



Jak zaczęłam nosić sukienki i spódnice?
Miałam w życiu taką sytuację, że wszystkie moje spodnie były albo brudne albo do wyrzucenia. Jasne mogłam uprać, ale nie opłaca się nastawiać prania na dwie pary spodni. A właściwie dwóch prań na każdą parę, bo jedne były jasne a drugie czarne. Zakup spodni w moim przypadku nie jest sprawą prostą, więc musiałam się ratować wygrzebując z szafy sukienki i spódnice. I tak się zaczęło. To miało być tylko tymczasowo. Na tydzień, góra miesiąc. Ale wyszło tak jakoś, że polubiłam sukienki i spódnice. Chciałam je polubić już wcześniej. Przymierzałam się m.in. przy okazji wyzwania 100 dni bez spodni u Ani. Niestety wtedy się nie udało. Dopiero absolutny brak spodni pomógł mi się przełamać i zmotywować. Założyłam sukienkę i spódnicę z musu kilka razy, dostałam mnóstwo komplementów :) Przyzwyczaiłam się (bo trochę inaczej funkcjonuje się w spodniach, a inaczej w sukienkach) i poszło dalej. Teraz częściej chyba można mnie spotkać w sukienkach i spódnicach, niż w spodniach. Nie jest to już dla mnie ubranie, które założę od czasu do czasu, jak mam nastrój tylko normalny codzienny strój, w którym czuję się wygodnie i swobodnie. 



Za co lubię sukienki i spódnice?
Pierwsze, co mi przychodzi do głowy: za komplementy, które dzięki nim słyszę. Mam na to dwa wytłumaczenia: pierwsze, że sukienki i spódnice zazwyczaj są nieco bardziej wymyślne niż spodnie i jest co komplementować. Spodnie noszę gładkie, jednokolorowe. Spodnie jak spodnie. Nie ma o czym gadać. Sukienki i spódnice mam we wzory o różnych krojach, bardziej rzucają się w oczy. Drugie wytłumaczenie jest taki, że sukienki i spódnice są mniej pospolite i rzadziej spotykane, dlatego zwracają uwagę i powodują lawinę komplementów. Co jest bardzo miłe i dobrze robi na samopoczucie. I samoocenę. A może sukienki zwyczajnie są bardziej twarzowe i ładniej się w nich wygląda ;) Lubię również sukienki i spódnice za to, że nie są tak całkiem zwyczajne i nijakie. Zawsze mają jakiś styl. Zawsze wyglądam w nich jakoś. Ogromną zaletą sukienek jest to, że nie trzeba kombinować osobno góry i dołu bo jest jedna całość. I to akurat równoważy problem z doborem obuwia, o którym pisałam wyżej. Lubię też sukienki i spódnice za to, że wyglądam w nich kobieco. Co nie znaczy, że spodnie są dla babochłopów czy coś ;) Sukienki i spódnice są niezastąpione nad wodą, kiedy trzeba się przebrać w suche ubranie. Niektórzy twierdzą, że jest w nich mniej gorąco. To jest prawda, ale nie do końca. W długiej, luźnej spódnicy jest mniej gorąco, niż w długich spodniach z nie najcieńszego materiału. W krótkich spodniach i krótkiej spódnicy odczuwalność gorąca jest moim zdaniem taka sama. Argument o tym, że w spódnicach chłodniej znajduje natomiast zastosowanie w przypadku kobiet, które z jakichś powodów nie mogą za bardzo odsłaniać nóg. Wtedy rzeczywiście w spódnicy jest chłodniej niż w spodniach tej samej długości. No chyba, że to spódnica z polaru to wtedy nie ;) Doceniam również rolę sukienek i spódnic w motywowaniu do dbania o nogi. 

Sukienki i spódnice są idealne na lato. Lekkie, zwiewne, wesołe, kolorowe. Nadają się prawie na każdą okazję patrz spódniczki do biegania (myślę o zakupie!). Póki jest ciepło chyba będę praktycznie cały czas pomykać w sukienkach lub spódnicach. A spodnie czasami dla odmiany, albo jak wszystkie sukienki będą brudne ;) Myślę, że zimą sukienki, z grubymi rajstopami też dadzą radę. Ale nie myślę jeszcze o zimie. Cieszę się latem. Cieszę się słońcem i cieszę się "nową sobą". W sukienkach. Kto by pomyślał ;) Warto się przełamać. Szczególnie jeżeli tak jak ja w Twojej szafie wisi kilkanaście ślicznych sukienek i prawie tyle samo spódniczek.

14 komentarzy:

  1. Ja kocham miłością nieograniczona sukienki i spódnice:)
    Sukienki nawet bardziej za ich uniwersalność. W letniej sukience z grubymi rajstopami i swetrem śmigam nawet w zimie, a pochodzę z gór gdzie mrozy są b.duże:)
    Nie lubię jeansów, ponieważ za bardzo ściskają mnie w kolanach - przy zginaniu ich, i w kroczu- miałam przez nie często zapalenie pęcherza:(
    Ubieram tylko leginsy ale rzadko.
    Sukienki są mega wygodne - na wiatr polecam, w okresie letnim (i nie tylko), krótkie spodenki cienkie z leginsowego materiału,nosze też halkę pod spodem co ociepla mnie bardziej w porach chłodniejszych.
    W zimę zdarza się mi ubrać nawet dwie spódnice albo grubsze krótkie spodenki, jest to komfortowe, ciepłe i nie widać:)
    Po prostu kocham za ich funkcjonalność, no i oczywiście wygląd - przykuwają uwagę i są mega dziewczęce:)

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja nadal częściej śmigam w spodniach niż sukienkach :D ale może pójdę Twoim śladem i się przełamie! :D Tylko no właśnie, będę miała problem z butami! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. warto spróbować. na początku jest dziwnie, ale to kwestia przyzwyczajenia.

      Usuń
  3. W lecie lubię nosić sukienki i spódnice :) ale teraz, w takie zimno to tylko spodnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja rozważam zakup grubych rajtek albo legginsów właśnie z myślą o tych chłodach.

      Usuń
  4. Też kiedyś nie nosiłam a teraz coraz więcej ale to i tak mało :) Bardzo ładnie Ci w sukience :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też od dwóch lat polubiłam się bardziej z sukienkami :) I od kiedy je częściej noszę, wcale nie wydają mi się niewygodne - wprost przeciwnie, czuję większą swobodę w chodzeniu. Teraz poluję na jakąś cieplejszą sukienkę na jesień/zimę, nałożę grube rajstopy i mogę latać cały dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam sukienki,zawsze lubiłam i nadal uwielbiam, ale tylko krótkie, takie przed kolano

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie mam zamiar tej zimy nosić dużo sukienek i spódnic. Poznałam Panią, która nosiła przepiękne sukienki..I to mnie zmotywowalo

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie mam zamiar tej zimy nosić dużo sukienek i spódnic. Poznałam Panią, która nosiła przepiękne sukienki..I to mnie zmotywowalo

    OdpowiedzUsuń
  9. Warto nosić sukienki, nic innego nie dodaję kobiecie takiego uroku :) @Paulina

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...