wtorek, 7 lipca 2015

O czym myślisz podczas biegania?

O czym myślisz podczas biegania? O wszystkim. O niczym. Różnie. Zależy. Moje nogi biegną przed siebie, a moje myśli pędzą w najrozmaitszych kierunkach. Bieganie to taka medytacja, tyle że w ruchu. Myślę o problemach. Szukam rozwiązań. Czasami rozwiązania same do mnie przybiegają podczas treningów. Nie myślę o problemach. Odcinam się i dystansuję. To jest mój czas. Podczas biegania nachodzą mnie rozmaite wspomnienia, skojarzenia, obrazy i koncepcje. Moje nogi pracują intensywnie. Umysł czasami też. Chociaż to jest inny rodzaj pracy. Wytchnienie od codzienności. 
 

Biegnę i widzę przed sobą ścieżkę. Widzę kamienie pod stopami, drzewa dookoła i niebo nade mną. Biegnę i jestem częścią całości. Elementem tego krajobrazu. Wiatr wieje, ptaki latają a ja biegnę. Oddycham świeżym powietrzem. Czuję na twarzy orzeźwiający podmuch i ciepłe promienie słońca. Niekiedy czuję chłodne twarde krople, które miarowo uderzają w dachy, w chodnik i we mnie. Biegnę. Rozglądam się dookoła. Widzę kwiaty i drzewa. Patrzę pod nogi na nierówności. Raczej nie zdarza mi się przewrócić. Przez półtora roku raz tylko przewróciłam się podczas biegu. Biegaczom to chyba nie zdarza się zbyt często. Nie upadają? 


Biegnę i mijam domy, ludzi, samochody. Jest głośno, ale wszystko zlewa się w ignorowany przeze mnie szum. Ciężko wydobyć jakiś konkretny odgłos. Czasami się udaje. Może to być dźwięk klaksonu lub wypowiedziane głośno słowo. "Chodź", "czekaj" albo "dziękuję". Odgłosy miasta. Szum, huk i smród spalin. Nie powinnam biegać przy ulicy. Ale czasami lubię pozwiedzać. Pooglądać domy, ludzi i samochody. Minąć ich, jakby nic nie znaczyli i pobiec dalej. Minąć ich nic dla nich nie znacząc. Jak przelatujący ptak czy samolot. 


Słyszę w biegu swój głośny oddech. Twarz mam całą mokrą z potu. Po plecach i brzuchu również spływa strużka. Jest gorąco. Jestem trochę zmęczona. Najbardziej zmęczona będę, jak wrócę. Jak skończę. Jak stanę i oprę się o ścianę. Wtedy dopiero poczuję, jak bardzo jestem zmęczona. Teraz biegnę. Słyszę swoje kroki. Rytmicznie uderzam butami o podłoże. W kieszeni brzęczą klucze. Jak nie brzęczą macam się po nodze, czy ich nie zgubiłam. Są. Chce mi się pić. Jeżeli mam przy sobie bidon z wodą, to jest najsmaczniejsza woda na świecie. Nawet jeżeli nie jest już chłodna. Słońce praży. Dobrze, że od czasu do czasu wiele wiaterek. Włosy nie wlatują mi do oczu ani nie przyklejają się do twarzy. Do biegania mam pancerną fryzurę. Nic jej nie ruszy. Czasami koszulka mi się podwija i to bardzo irytuje. Czasami opaska na ramię lub saszetka na biodra postanowi żyć swoim życiem. Też irytuje i przeszkadza. Ale da się przeżyć. Da się przebiec. Kolano wciąż jeszcze daje o sobie znać. To lewe. W nowych butach buntują się stopy. Ja też nie lubię zmian.

1 komentarz:

  1. Ahh jak miło się czytalo, to trochę tak jakbys zabrała mnie na swój bieg.. :)

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...