niedziela, 12 lipca 2015

Nafta kosmetyczna, olejek rycynowy plus siemię lniane

Ostatnio ktoś mi napisał, że moje włosy są maksymalnie spuszone i że tylko siemię lniane może mnie uratować i humektanty (to co nawilża) plus emolienty (czyli tłustości, oleje). Humektantów zawsze u mnie jak na lekarstwo, ale siemię lniane i olejowanie było. Zaraz, zaraz: siemię lniane jest humektantem. Czyli wszystko dobrze. Niedzielę dla włosów czas zacząć.


Zaczęłam mój pielęgnacyjny rytuał od wmasowania w skórę głowy zmieszanej nafty kosmetycznej z olejkiem rycynowym. Naftę kosmetyczną mam taką z dodatkiem olejku arganowego, ale pewnie nie jest go zbyt dużo. Po krótkim masażu rozczesałam włosy, a długość spryskałam dodatkowo olejkiem Eveline luksusowy olejek arganowy 3w1. Nie jest to stuprocentowy olejek, bo zawiera silikony ale najgorszy też nie jest. Włosy rozczesałam po raz kolejny i zostawiłam to na głowie na około półtorej godziny.

Następnie umyłam włosy metodą OMO (odżywka, mycie, odżywka). Zamiast szamponu użyłam żelu do higieny intymnej Facelle, a odżywki kallosa aloesowego. Zarówno do pierwszego mycia jak i później już jako odżywkę. A trzymałam go na włosach dobre pół godziny. 


Na lekko podsuszone włosy nałożyłam sporą ilość żelu lnianego (patrz: siemię lniane na włosy). Na początku rzeczywiście były sztywne i posklejane, ale przeszło. Żel z siemienia lnianego całkiem miło spisuje się jako odżywka bez spłukiwania. Wygładza, prostuje (przynajmniej moje), dyscyplinuje. I chyba rzeczywiście coś tam nawilża. Końcówki w dotyku są całkiem miłe, chociaż wizualnie wygląda to słabo wciąż. Na dodatek podcięłam włosy, więc jest ich jeszcze mniej. Na dodatek dyżurny fotograf ciężko pracuje, więc nie ma mi nawet kto normalnego zdjęcia zrobić. 


Przynajmniej z tyłu są równe (końcówki)
Wyglądają tak sobie, ale w dotyku serio są miłe i gładkie. Musicie mi uwierzyć na słowo. Niedziela dla włosów zakończyła się sukcesem.


Zobacz też:

7 komentarzy:

  1. Moim tez by sie przydalo nawilzenie:P

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, końcówki wołaja o dodatkowe nawilżenie i zabezpieczenie silikonami :)

    Ogólnie nafty uzywałam i sobie chwaliłam nawet, ale mimo wszystko wolę olejki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. końcówki to wołają o pomstę do nieba ;)

      Usuń
  3. Ja bardzo lubię naftę, a o zelu z siemienia zapomniałam już, trzeba będzie przygotować bo tez sprawdza mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sukcesem? Nie wydaje mi się... Obetnij je do linii brody i dopiero walcz. Ogranicz humektanty. oleje, oleje i jeszcze raz oleje, to Cię może uratować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe dla mnie to sukces ;)

      olejuję regularnie.

      Usuń
  5. Ja siemię lniane piję. Zalewam wrzątkiem, zostawiam pod przykryciem na 15min, dodaję sok z malin i piję razem z pestkami. Świetnie działa zarówno na włosy jak i układ pokarmowy. Natomiast na włosy nakładam oleje: rycynowy, lniany, z pestek winogron. Najmniej daję rycynowego gdyż jest ciężki i gęsty. Wszyskie oleje wlewam do szklanki, kórą umieszczam w gorącej wodzie. Dzięki takiej kąpieli wodnej olejki świetnie się ze sobą łączą. Nakładam na włosy i zostawiam na ok. 2-3 godz. U mnie świetnie sprawdza się maseczka z Biovax z perłą. Powodzenia w pielęgnacji :)

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...