poniedziałek, 22 czerwca 2015

Co zawdzięczam tacie?

Dzień Ojca w Polsce obchodzimy 23 czerwca. Mam wrażenie, że to święto jest jakoś mniej "popularne" niż Dzień Matki. Mniej nagłaśniane i trochę tak w cieniu. Dzień Ojca podobnie jak np. Dzień Chłopaka wypada dość blado w obliczu Dnia Matki czy Dnia Kobiet. Niedawno się zastanawiałam nad powodem i już wiem. Po prostu kobiety z reguły przywiązują większą wagę do tych wszystkich rocznic. A mężczyźni nieraz o własnych urodzinach zapominają ;) Z powodu zbliżającego się Dnia Ojca wybrałam kilka ważnych rzeczy, które zawdzięczam mojemu tacie.


Życie
Tak po prostu. Takie oczywiste, ale bardzo ważne. Tata (do spółki z mamą) dali mi życie. I wszystko to, co później udało mi się osiągnąć, wszystkie moje radości wynikają właśnie z tego daru. Daru życia. Dać komuś życie to najwięcej, co można dać. (No tylko później trzeba się pilnować, żeby mu tego życia nie zniszczyć, a to już znacznie trudniejsze). 

Z niczego nie muszę się tłumaczyć ani niczego wstydzić
Całe życie konsekwentnie tata swoją postawą uczył mnie, żebym nie wstydziła się rzeczy, których nie trzeba się wstydzić i nie tłumaczyła z rzeczy, z których nie trzeba się tłumaczyć. I później np. nigdy nie wstydziłam się za przypałowych znajomych, bo każdy wstydzi się za siebie i za siebie odpowiada. Nie wstydziłam się również starego telefonu, bo działał i zaspokajał wszystkie moje potrzeby. Tzn. dzwonił, wysyłała smsy, miał budzik, kalendarz, notatnik, kalkulator, nawet odtwarzacz muzyki. Wszystko, czego było mi trzeba, a nawet więcej. A ja potrzeby lansu telefonem jakoś nie miałam. Że potrzebuję wifi dowiedziałam się dopiero, jak dostałam na urodziny od chłopaka smartfona ;) Tata zawsze mówił, że wstyd to jest kraść a nie np. dorabiać sobie sprzątaniem. Nie trzeba się wstydzić choroby czy kiepskiej sytuacji finansowej. No chyba, że wynika ona z naszych głupich decyzji. Wtedy trzeba jak najszybciej się ogarnąć i zmądrzeć, bo po co być biednym, jak można nie być biednym. Tata pokazał mi również że nie ma potrzeby tłumaczenia się czemu chodzę spać tak wcześnie, czemu w weekend nie byłam na melanżu i czemu cały czas tkwię z nosem w książce. Bo tak lubię. Nic złego nie robię i nie ma się z czego tłumaczyć. Kiedyś w podstawówce jedna dziewczynka przyleciała do mnie z rewelacją, że reszta dziewczyn się ze mnie śmieje, że mam tylko jedną elegancką sukienkę. No bo mam tylko jedną elegancką sukienkę - odpowiedziałam jej. Dopiero za jakiś czas zorientowałam się, że ona wcale nie chciała zapytać o moją sukienkę tylko chciała zrobić mi przykrość i skłócić z dziewczynami. Ale wciąż nie rozumiałam, co złego jest w posiadaniu tylko jednej wyjściowej sukienki, skoro zakładam ją i tak dwa razy do roku (rozpoczęcie i zakończenie roku) i szczerze jej nie znoszę, bo wolę biegać w spodniach. A z wiekiem zaczęłam jeszcze mniej przejmować się, co ludzie powiedzą. Zawsze tylko upewniam się, czy przypadkiem nikogo (również siebie!) nie krzywdzę. Jeżeli tak, to droga wolna, hulaj dusza ;)

Bieganie
To tata mnie zainspirował, zachęcił, wspierał i robi to cały czas. Myślę, że gdyby nie on nie zaczęłabym biegać lub już bym przestała. Ewentualnie truchtałabym sobie czasami, ale jestem pewna że gdyby nie tata nigdy nie przebiegłabym maratonu. I wszystkie swoje biegowe sukcesy zawdzięczam właśnie jemu. I bardzo się cieszę, że ojciec daje mi taki dobry przykład. Zamiast siedzieć z puszką piwa przed telewizorem i narzekać na politykę on zalicza kolejne maratony i mierzy coraz wyżej, wyznaczając sobie coraz bardziej ambitne cele. Dzięki tacie zaczęłam biegać dużo i na poważnie, co z kolei zaowocowało nowymi znajomościami i lepszą kondycją.



Zainteresowanie książkami
Chociaż to moja mama jest bibliotekarką, tak jakoś wyszło, że z książkami zawsze bardziej kojarzył mi się tata. Do dzisiaj to on podrzuca mi większość książek. Z nim też o książkach rozmawiam. Z mama jakoś nie, chociaż obydwie mamy bibliotekarskie wykształcenie ;)

Pływanie
To tata nauczył mnie pływać. W szkole na basenie nic nie wskazywało na to, że mogę mieć jakikolwiek potencjał w tej dziedzinie. A kiedy tata przystąpił do dzieła okazało się, że umiem pływać i to bardzo dobrze i wcale nie boję się głębokiej wody. Nie pamiętam, czy ze względów bezpieczeństwa czy mojego strachu nie przerobiliśmy jednak skoków na główkę. Nauczyłam się dopiero na basenie na studiach. Bez większych problemów, ale akurat do tej formy wodnej aktywności nigdy nie zapałałam miłością. (Tata nauczył mnie również jeździć na rowerze, ale na tym dwukołowym potworze nigdy nie czułam się do końca tak pewnie, jak w wodzie).

Podstawowe umiejętności komputerowe
Komputer miałam w domu chyba od pierwszej klasy podstawówki, o ile dobrze pamiętam. Dzięki tacie zawsze jakoś sobie radziłam na lekcji informatyki, chociaż w liceum przeżywałam z tego powodu ogromny stres. Nauczyciel był bardzo spoko (nawiasem mówiąc był księdzem i jedynym informatykiem w szkole, który rzeczywiście umiał naprawić, to co się zepsuło ;) świeccy informatycy niestety nie dawali sobie rady, więc może rzeczywiście coś jest na rzeczy z tą wiarą), ale ja z jakiegoś powodu przed każdą lekcją panicznie się bałam, że zepsuję komputer. Tyle dobrego, że informatyka bardzo często przepadała. Do dzisiaj nie potrafię zrozumieć co się stało, że tak strasznie się tych komputerów bałam. No w każdym razie to tata nauczył mnie podstawowych rzeczy, które się powinno umieć. Poza HTMLem, którego nauczyłam się sama i z którego już i tak mało co pamiętam. 

Konto w banku
Jak miałam chyba 13 lat tata założył mi konto w banku. Ja wcale nie chciałam i mówiąc szczerze nie korzystałam z niego w ogóle przez kolejne 10 lat. No ale było sobie w razie potrzeby. Później złożyliśmy razem wniosek o kartę, z której też ani razu nie skorzystałam i straciła ważność ;)

Miłość do gór
Od dziecka jeździliśmy na wakacje i weekendy do Zakopanego (bo blisko), ale dopiero w wieku 17 lat podczas długiej wędrówki we dwoje pokochałam góry miłością wielką, choć trudną. I jak na ironię od tego czasu w górach byłam dosłownie kilka razy. Dzięki tacie pokochałem to wchodzenie pod górę, nauczyłam się zwracać uwagę na piękne widoki pomimo zmęczenia i nie zawsze idealnej pogody. Ta przełomowa wędrówka dodała mi bardzo dużo do samooceny (szczególnie, że akurat byłam wtedy dość słaba i chora i właściwie nie bardzo powinnam mieć siłę na takie ekscesy). Uświadomiłam sobie wówczas jak ogromną rolę odgrywa nasze nastawienie i psychika, które są ważniejsze od siły tkwiącej w mięśniach. Góry są wyjątkowe. Piękne i trudne. Tak jak ja hahaha ;) Czasami tak mam, że nie chce mi się gadać. Dlatego wspinaliśmy się na szczyty w milczeniu. Że niby, żeby nie tracić sił na gadanie i nie rozregulować oddechu. 


Jestem wdzięczna tacie za wiele rzeczy. Przede wszystkim za poświęcony czas, za miłość i za wychowanie mnie na w miarę ogarniętego człowieka. Za jedno tylko nie jestem wdzięczna. Za te godziny spędzone nad ćwiczeniami z matematyki. Przykro mi, ale teraz z perspektywy czasu mówię to samo co wtedy. Na nic się to nie zdało, do niczego nie było mi potrzebne. Matematyki jak nie umiałam tak nie umiem nadal i mogliśmy jakoś lepiej ten czas wykorzystać np. na rower lub książki. 

3 komentarze:

  1. Jak miło się zrobiło <3 cudowny prezent na dzień ojca moim zdaniem taki tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż, tylko pozazdrościć takiego taty a tacie pogratulować tak dobrze wychowanej córki....Ja by nie mówić o swoim ojcu źle, po prostu w ogóle nie nie powiem na jego temat...Czasem bywa i tak :(
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie mój tata to największy autorytet na świecie. Mężczyźni chyba nie potrzebują żadnych świąt czy "dni". Są wspaniali. W ogóle niczego wielkiego nie potrzebują. Wystarczy ich kochać :)

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...