czwartek, 30 kwietnia 2015

Moje maratońskie błędy i nie-błędy

Maraton to ważna sprawa. Poprzedzają go dłuuugie przygotowania. A przynajmniej powinny. Tydzień przed maratonem jest bardzo ważny. Dzień przed również. Duże znaczenie może mieć ostatni posiłek przed maratonem, ostatnia noc i to, co zdecydujemy się wziąć do plecaka, a co na trasę. Wiele błędów można popełnić. Ja nie jestem (jeszcze) specjalistką w tej materii, bo ledwo co przebiegłam swój pierwszy maraton. Doświadczenie i wiedzę mam nikłą. Ale i tak nie udało mi się powstrzymać przed napisaniem tej notki. Opowiem o moich przygotowaniach do maratonu i o tym, które "święte" zasady złamałam, a których nie. I jak na tym wszystkim wyszłam.



Za mało treningu
To był mój główny i największy błąd. Moje treningi można śledzić na endomondo. Nie biegam z endomondo zawsze, ale prawie zawsze. Ilość przebiegniętych kilometrów w okresie kilku tygodni przed maratonem jest malutka. Nie mogę się również pochwalić szybkim tempem. Do maratonu jakoś specjalnie się nie przygotowywałam. Biegałam sobie jak miałam ochotę z myślą, że jakoś to będzie. I jak na taką nieroztropność to nawet nie najgorzej było. Tym bardziej boli, bo gdybym się przyłożyła może mój czas nie wołałby o pomstę do nieba i zdążyłabym się załapać na żele i kanapki. Główną konsekwencją mojego nieprzygotowania był potworny ból kolan już po kilkunastu kilometrach i długi czas (5 godzin i prawie 16 minut) biegu. Na szczęście obyło się bez omdleń, zakwasów, gorączki czy kontuzji. 

Pakiet odebrałam kilka dni wcześniej
Od razu kiedy to było możliwe pognałam po pakiet startowy. Pozwoliło mi to cieszyć się koszulką już a nie później. W dodatku miałam szansę jeszcze wybrać sobie rozmiar koszulki i dostać ten chleb, który tyle emocji wywołał. Bo później to już nie każdy swoje trzy kromki otrzymał. Wybranie się do biura zawodów wcześniej umożliwiło mi również ominięcie tłumów i kolejek.



Posiłek na mieście na wieczór przed maratonem
Poszliśmy na romantyczną kolację. Wzięliśmy jedzenie na wagę. Po prawie kilogram na łebka. Głównie mięso, ale też trochę warzyw i sałatek. Zjadłam, chociaż trochę na siłę musiałam się dopychać. Nie zaszkodziło w ogóle. Wiele osób zwraca uwagę, żeby tuż przed maratonem ostrożnie spożywać i raczej pozostać przy znanym, sprawdzonym i domowym jedzonku. To całkiem rozsądna rada. Ja akurat nie skorzystałam, ale na szczęście mnie nie pokarało. 

Sprawdzone buty na maraton
Do ostatniej chwili się wahałam, które buty założyć. Rozsądek podpowiadał, że te najbardziej sprawdzone i pewne, nawet jeżeli już stare i brzydkie. Z drugiej strony nowe piękne buty kusiły. Każda dziewczyna chciałaby przebiec swój pierwszy maraton w nowych, pięknych butach. Ostatecznie schowałam próżność do szuflady i założyłam Kalenji Ekiden 50. I nie żałuję. Wyglądały średnio. Do reszty stroju nie pasowały mi w ogóle (wszystko inne miałam czarne, a one są białe). Ale przebiegłam w nich całe 42 kilometry bez żadnego urazu stopy, bez bólu stóp i nie odpadł mi paznokieć. 


Brak rozgrzewki przed biegiem i rozciągania po
No cóż (tatusiu nie czytaj!) nie rozgrzałam się przed biegiem ani nie porozciągałam. Nie to że nie było czasu ani miejsca. Były. Po prostu jakoś tak. Zresztą jak od samego początku miałam się toczyć powolutku to akurat w trakcie spokojnie się rozgrzałam. Nie wiem, czy w moim przypadku to był błąd karygodny czy tylko drobny. W każdym razie nic mnie nie pokarało. Bo nikt mi nie wmówi, że te kolana tak bolały bo się nie porozciągałam. Olałam również rozciąganie po biegu. Zresztą nie wiem czy w ogóle byłabym w stanie tak mnie wszystko bolało. Wszystko, czyli głównie kolana. 

Skorzystałam z masaży
Do tej pory tego nie robiłam, bo nie chciało mi się czekać i jakoś tak głupio do majtów się rozbierać. Ale tym razem zrobiłam wyjątek, bo mi kolega bardzo polecał i zachwalał zbawienną moc takiego masażu. Nie wiem, czy to kwestia masażu (ale bardzo możliwe), ale następnego dnia czułam się już zupełnie zdrowa. No lekki ból był, ale taki że dostrzegałam go dopiero jak się na nim skupiłam. Bez problemu biegałam po schodach tam i z powrotem. Masaże są super i polecam.

Nie wyprzedzałam baloników
I tak mi uciekły na późniejszych kilometrach. To znaczy, że tak czy inaczej bym więcej nie ugrała, więc chyba lepiej że nie wypuszczałam się do przodu za bardzo. 

Wzięłam pas z bidonem
I nie był to zbędny balast, chociaż ani razu się ze swojego bidonu nie napiłam. Pas z bidonem zapewnił mi poczucie komfortu, że w razie czego mam własne piciu. W dodatku do niego przymocowałam numer startowy, co pozwoliłoby mi się rozbierać i ubierać bez problemów i przepinania numeru. Oczywiście ani razu z tego nie skorzystałam, ale miałam tę świadomość, że w razie czego mogę. A to na prawdę dużo daje. Dodatkowo miałam wygodną kieszonkę na telefon, szminkę i chusteczki. I ani przez chwilę nie pomyślałam o pasie z bidonem jak o zbędnym balaście. Inna sprawa, że biegłam powoli. Dla szybszych zawodników może byłby to jakiś problem i dyskomfort. 



Ubrałam się ciepło
Maraton to nie jest bieg na dychę. Ani an piątkę. Trochę czasu się biegnie. I też nie w tempie sprinterskim. Można zmarznąć. Ja miałam na sobie ocieplane legginsy, podkoszulek i bluzę. I było mi akurat. Tzn. oczywiście momentami trochę za ciepło, a momentami za zimno ale ogólnie całkiem spoko. To była dobra decyzja, żeby pobiec maraton w bluzie. Pewnie jak (jeżeli) będę już bardziej zaawansowanym maratończykiem to będę biegać szybciej i będzie mi cieplej, ale na razie wolę założyć tę dodatkową warstwę. 

5 komentarzy:

  1. 5h16' - to musiałaś spory kawałek iść, a nie biec, tak? Jeśli tak to kiedy przechodziaś w marsz, na końcu? Pytam, bo z moim 4:43 na maratonie (nie tym krakowskim) przez ostatnie 10 km prawie cały czas szłam walcząc ze skurczami łydek, które co chwilę musiałam rozmasowywać, żeby w ogóle dotrzeć do mety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że tak od 30. km to już był system chwila biegu-chwila marszu. a wcześniej toczyłam się powolutku cały czas za balonikami na 5:00 bez planu ich wyprzedzania.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. to na który maraton się szykujesz? :)

      Usuń
  3. Pomimo tych wszystkich błędów, baaardzo gratuluję, że udało Ci się dobiec do mety! (: Przecież to cholernie ogromny dystans! :)

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...