środa, 22 kwietnia 2015

Mój pierwszy maraton: 14. PKO Cracovia Maraton 19 kwietnia 2015 Kraków

Maraton to bieg liczący 42 km 195 metrów. Nazywany jest również królewskim dystansem. Dla mnie aż do zeszłej niedzieli 19 kwietnia 2015 roku maraton był totalną abstrakcją. Dystansem nie do wyobrażenia sobie. O przebyciu nie wspominając. Decyzja o starcie w Cracovia Maraton była nie do końca rozważna i przemyślana, a ja nie do końca przygotowana do takiego biegu. Na pewno można mi pogratulować odwagi i optymizmu, bo tym się chyba kierowałam. Trochę też swój udział miała ciekawość. I nie chciałam zawieść taty, bo widziałam jak bardzo on chce, żebym ja pobiegła. No to pobiegłam. 

Przed startem udało mi się spotkać z Małgą. Małga jest urocza. Tworzy piękne odzienie z tej złotej ocieplającej folii zamiast narzucać ją na siebie jak worek na śmieci i ozdabia sobie numer startowy. Ja bym w życiu na to nie wpadła. Małga jest uroczą i inspirującą osobą. Ma też dobre serducho, bo oddała mi swoją czekoladkę. Dzięki!

Cracovia Maraton: założenia, kolana i kilometry
Pierwszy maraton to zawsze życiówka, więc nie ma się co spinać. Nawet lepiej podejść do tego na luzie i trochę odpuścić, żeby później łatwiej było pobić własny rekord ;) (sprytnie, co?). Strategią tego nazwać nie można jeszcze, ale postanowiłam biec powoli. Bardzo powolutku. Tak żeby nie paść z wyczerpania w połowie. I udało mi się, bo za połową, dokładnie na 26. kilometrze mocno przyspieszyłam i naprawdę czułam moc. A później było już tylko gorzej, ale o tym za chwilę. Przez jakieś 20 kilometrów człapałam sobie równo trzymając się baloników na 5:00. I próbowałam ich nie wyprzedzić, chociaż nogi trochę rwały się do przodu. Po przebiegnięciu kilkunastu kilometrów moje lewe kolano mocniej dało o sobie znać. Na szczęście na taką właśnie ewentualność miałam przy sobie opaskę. Założyłam i poczłapałam dalej. Było trochę lepiej. Przed 30. kilometrem dokuczał mi już silny ból kolan. Bolały oba. Trochę szłam, ale szybko zorientowałam się, że na kolana nie robi mi totalnie żadnej różnicy czy idę czy biegnę. Boli tak samo, więc starałam się biec. Ale i tak co jakiś czas zatrzymywałam się, żeby sprawdzić, czy mi te kolana nie odpadły. Serio było źle. Za to nie byłam w ogóle zmęczona w takim potocznym tego słowa znaczeniu. Miałam zmęczone kolana, ale łapkami bym bez problemu jakieś ciężarki po podrzucała. Biegłam naprawdę wolno i spokojnie. Jednak dystans i czas zrobiły swoje i to było trochę ponad wytrzymałość moich kolan. Jak zaczynałam biegać już pół godziny truchtu skutkowało bólami kolan. A później się przyzwyczaiły. Nie pamiętam, czy to był taki sam ból co teraz, ale całkiem możliwe. Tak właśnie założyłam i starałam się nie martwić na zapas tylko jakoś toczyć w stronę mety. Poniżej międzyczasy z endomondo. To co mi naliczyło endomondo trochę różni się od oficjalnego pomiaru czasu jak zwykle, ale ogólny sens i kształt chyba zostały zachowane.

Kliknij, aby powiekszyć

Ubiór na Cracovia Maraton
Jeżeli chodzi o pogodę to ona akurat najmniej mnie obchodziła odkąd przekroczyłam linię startu. Było chłodno, ale jak się biegnie to tragedii nie ma. Na szczęście nie padało, bo tej lekkiej mżawki przez kilka sekund w ogóle nie liczę. Miałam na sobie długie, ocieplane legginsy (bo nie dorobiłam się jeszcze długich cienkich), podkoszulek biegowy normalny i bluzę biegową. Wielokrotnie rozpinałam i zapinałam ją pod szyją. Chowałam łapki w rękawach i wyciągałam. Myślę, że udało mi się idealnie dopasować strój do pogody. Miałam ze sobą pas z bidonem, a na nogach poczciwe Kalenji Ekiden 50. I to są moje najlepsze buty biegowe ever (tak gwoli wyjaśnienia poza nimi mam jeszcze tylko dwie inne pary ;)). I na pewno niebawem jakąś pieśń pochwalną na blogu tym butom wysmaruję, bo są super i u mnie sprawdzają się idealnie, a przynajmniej najlepiej spośród tego, co testowałam. Pas z bidonem bardziej niż dla bidonu miałam, żeby schować błyszczyk, chusteczki i telefon. Bidon też miałam, a w nim piciu, ale w ogóle na trasie nie korzystałam. Wystarczyły mi punkty z wodą i izotonikiem. A pas z bidonem przydał mi się jeszcze do przyczepienia do niego numeru startowego. Tak na wszelki wypadek gdybym się chciała rozbierać, żeby było łatwiej. 

Myśli, uczucia i odczucia na trasie 14. PKO Cracovia Maraton
Maraton to długi bieg. Szczególnie, jak się biegnie tak powoli. Na trasie spędziłam dobrze ponad 5 godzin (dokładny czas: 05:15:57). Pierwsze kilometry to była taka rozgrzewka. Człapałam sobie w tłumie i było przyjemnie. Później czekolada, banany i piciu. Też było fajnie. Szczególnie uroczy był wolontariusz, który wręczył mi kolejny już kubeczek ze słowami "specjalnie dla pani". No nie mogłam nie wziąć ;) Później jakoś tak się ten biegowy tłum rozrzedził. Miało to swoje zalety. Np. łatwiej było mi dostrzec kibicujących znajomych na trasie. I łatwiej było fotografom uchwycić mnie na zdjęciu. Mniejsze tłoki przy punktach odżywczych i brak kolejek do wc. Ale jak biegniesz taki kawał samemu to robi się nudno. Sytuacje ratują kibice. Naprawdę ich doping bardzo, bardzo dużo mi dał. Wspaniale było zobaczyć znajome twarze. Wspaniale było dostać wsparcie i słowa otuchy od zupełnie obcych ludzi. Ja bardzo łatwo się wzruszam, więc wzruszyło mnie niesamowicie, że ci ludzie stoją przez kilka godzin na tym zimnie, żeby zagrzewać nas do walki. Było kilka takich momentów, że się prawie rozpłakałam, ale chyba nikogo to nie dziwi. Kobiety lubią sobie popłakać, a maraton to świetny pretekst. Te emocje, to zmęczenie. Łzy usprawiedliwione. To było niesamowite doświadczenie tak biec całą kolumną przez miasto. Ulicami. Cała ulice dla nas. Ekstra sprawa, chociaż kierowcy pewnie mają na ten temat odmienne zdanie ;) Na mecie czekał na mnie tata, który oczywiście przybiegł szybciej. Czekał i bał się ruszyć nawet po pakiet regeneracyjny w obawie, że przybiegnę akurat w tym czasie i mnie nie zobaczy pokonującą linię mety. Pomimo swoich obaw nie przypominam sobie momentu, żebym chciała zejść z trasy. Chciałam skończyć i dobiec już, owszem. Ale nie schodzić z trasy przed 42. kilometrem. Był chyba moment, że myślałam że jestem głupia i maratonów mi się zachciało i że to ostatni raz, a później zasiadam już z paczką chipsów przed tv jak normalny człowiek. Później mnie oświeciło, że poza tymi o smaku wasabi to ja nie lubię chipsów. Żelki co innego. I właśnie z żelkami czekali na mnie znajomi z BBL Kraków gdzieś w okolicy 34. kilometra. I te żelki były super pyszne w kształcie misiów. Jeszcze raz dzięki!

Samopoczucie po maratonie
Dzień po maratonie czułam się świetnie. Zarówno psychicznie jak i fizycznie. Trochę jeszcze bolały mnie kolana, ale to było nic z porównaniu z tym, czego się spodziewałam. Może te masaże po biegu miały taki zbawienny wpływ. Przebiegnięcie maratonu dało mi mnóstwo energii. Cały dzień byłam uśmiechnięta i w pełni sił. Żadnego zmęczenia ani osłabienia tylko czysta moc. Co prawda na pytanie, kiedy następny maraton odpowiadałam: nigdy :P Na pewno do kolejnego muszę się solidniej przygotować, bo już nie będzie taryfy ulgowej. Pierwszy maraton jest tylko raz. Ogromnie się cieszę, że zdecydowałam się wziąć udział w 14. PKO Cracovia Maraton. Jestem też z siebie dumna. Bardzo dużo dało mi to doświadczenie. Poza radością i kolejnym osiągnięciem do odhaczenia w biegowym cv, pokonanie maratonu dostarczyło mi solidnej dawki motywacji do dalszej pracy nad sobą i kolejnych treningów. Dawno nie chciało mi się biegać aż tak.


Zdjęć z maratonu jeszcze nie skompletowałam, więc chcąc nie chcą prawdopodobnie pojawi się jeszcze jedna notka na temat Cracovia Maraton i dla odmiany zamiast ściany tekstu będzie dużo fotek. 

9 komentarzy:

  1. Zazdroszczę tak dobrego samopoczucia podczas biegu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powoli się toczyłam to i dobrze się czułam :)

      Usuń
  2. Gratulacje! Jestem dumna ; ) I podziwiam. Ja bym nie przebiegła nawet kilometra, a co dopiero 42! Już ta końcówka 195 metrów to dla mnie wyzwanie :O Chyba muszę zacząć coś ze sobą robić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja kiedyś też nie przebiegałam nawet kilometra ;) wszystko jest do wytrenowania.

      Usuń
  3. Ojej, aż mi się głupio zrobiło :D Dzięki za miłe słowa!
    Strasznie się cieszę, że udało się tak pięknie pobiec i czekam na zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo Aniu, że mimo różnych trudności dotarłaś do mety ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze raz serdeczne gratulacje! Fajnie podeszłaś do sprawy - bez zbędnej napinki i na luzie. Debiut zaliczony, teraz pora na kolejne starty :)

    OdpowiedzUsuń
  6. brawo :) fajnie ze dałas rade :) fajne pamiątki do PKO BP po biegu :)

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...