poniedziałek, 23 marca 2015

XII Półmaraton Marzanny, Kraków 22 marca 2015 - relacja

Półmaraton Marzanny to cykliczne wydarzenie biegowe w Krakowie z okazji rozpoczęcia wiosny. To już dwunasty raz biegacze pokonują trasę półmaratonu na powitanie wiosny. 22 marca 2015 roku po raz pierwszy wzięłam udział w Półmaratonie Marzanny. Zapraszam na subiektywną relację z tego wydarzenia. 
Dumna z pięknym medalem

Półmaraton Marzanny 2015 - treningowe założenia a rzeczywistość
XII Półmaraton Marzanny w Krakowie to mój pierwszy dłuższy start po zimie. I pierwszy półmaraton od październikowego Półmaratonu Królewskiego, po którym przez dwa miesiące zmagałam się z zepsutym kolanem. Przez zimę trochę chorowałam, a trochę leniuchowałam. Miałam ambitne plany powrotu do formy, ale udało mi się je zrealizować jedynie w połowie. A sam marzec był wyjątkowo mało aktywnym miesiącem. Nie do końca byłam przygotowana do tego półmaratonu. Rozsądnie nie nastawiałam się na życiówkę, chociaż gdzieś tam miałam nadzieję. Nie, nie udało się. Czas 2:03:28 Całkiem nieźle biorąc pod uwagę okoliczności. Nie udało mi się całego półmaratonu przebiec, ale mam wrażenie, że i tak chodzenia było najmniej w całej mojej półmaratońskiej historii. Przyznam szczerze, później (tak gdzieś koło 15-16 kilometra) zaczęło być trochę ciężko. A ostatnie kilometry to była walka ze sobą i swoimi słabościami. Kolano się odezwało. W sumie oba. Tak właściwie to bolało mnie wszystko od bioder w dół. I to jest chyba konsekwencja braku odpowiednich treningów w tygodniach poprzedzających. Cały czas boli. Piękne buty trochę dały mi popalić. Może za ciasno je zawiązałam. Z półmaratonu jestem zadowolona i obolała ;)

Kliknij, aby powiększyć
Kliknij, aby powiększyć
Według danych z Endomondo biegłam ze średnim tempem 5:53 min/km Najszybszy był 9 kilometr - 5:23 min/km, a najwolniejszy 20 kilometr - 6:54 min/km. Maksymalne tempo jakie udało mi się osiągnąć to 3:16 min/km. 

Kliknij, aby powiększyć


Półmaraton Marzanny 2015 - pogoda i ubranie
Pogoda akurat w tym roku nie była zbyt wiosenna, ale na szczęście nie padało podczas biegu. Było trochę chłodno, ale jak się biegnie to i tak jest ciepło. Tradycyjnie przez pierwsze 5 km miałam skostniałe z zimna dłonie, ale później było już całkiem ciepło. Nawet się spociłam. Żeby nie popełnić błędu z Półmaratonu Królewskiego ubrałam się trochę cieplej. Na koszulkę założyłam kurtkę, a na dłonie rękawiczki. Tak, pomimo tych rękawiczek było mi przez pierwsze kilometry bardzo zimno w palce.
Przed biegiem
Patrząc na innych ludzi znowu miałam wrażenie, że zbyt lekko się ubrałam, bo wszyscy tacy opatuleni. No fakt, jak się stoi i czeka (na start lub do depozytu) to jest zimno. Ale jak już się biegnie to robi się gorąco. Wolę trochę zmarznąć w oczekiwaniu na start i przez pierwsze 5 kilometrów, niż gotować się przez kolejne 15 kilometrów. Chociaż marznięcie już po biegu jest jednym z gorszych odczuć. Trochę horror. Biegłam oczywiście w nowych pięknych butach Asics Gel Zaraca 3 i trochę mi umęczyły stopy. Chyba rzeczywiście są dość ciężkie. Ale przebiegłam i obyło się bez ran. 


Półmaraton Marzanny 2015 - co z tym depozytem?
No z depozytem był problem.Zarówno przy oddawaniu rzeczy, jak i przy odbiorze. Chociaż ten przy odbiorze zdecydowanie bardziej dał się odczuć. Przede wszystkim ogromne kolejki. Mega tłok. No w końcu jakieś 4 tysiące biegaczy. Plus osoby towarzyszące. Budynek biura zawodów chyba nie do końca był przewidziany na takie tłumy. Depozyt na samej górze (wchodzenie po schodach po przebyciu półmaratonu a później schodzenie <3). Klatka schodowa wąska. Było tłoczno. Było nerwowo. To przy oddawaniu depozytu. Bo przy odbiorze prawie godzinę spędziliśmy stojąc w kolejce przed wejściem. W zimnie. Opatuleni jakąś dziwną, przezroczystą folią. Owszem można było przejść do ciepłej hali, zagrzać się i przeczekać kolejkę. Wówczas odebrałabym swoje rzeczy nie po godzinie, a po półtorej lub dwóch. A trochę mi się spieszyło do swojego dobytku. Część ludzi zareagowała na tę sytuację bardzo nerwowo. W sumie się nie dziwię. Gdyby jeszcze było ciepło. A tak to wiadomo, że każdy chciał jak najszybciej odebrać depozyt i przebrać się w suchą odzież. Przeczekiwanie w ciepłej hali w spoconych ciuchach to tez nie jest do końca idealna sytuacja. Na szczęście organizator wykazał się ogromną klasą. Przyznał do swojej winy i przeprosił. A jak niektórzy pamiętają, nie każdego stać na tak oczywistą reakcję. Trochę zmarzłam i się podenerwowałam, ale przeprosiny przyjęte i jest ok :)


Półmaraton Marzanny 2015 - organizacja
Pomijając kwestię tego nieszczęsnego depozytu i ogromnego tłumu w budynku biura zawodów to za bardzo nie ma się do czego przyczepić. Kolejki do toalet to standard zawsze i tego chyba nie da się przeskoczyć. O dziwo w szatni nie natknęłam się na kolejki i tłumy. Nie wiem, jakim cudem. Taki tłum w budynku, przy depozycie i przy toaletach a w szatniach normalnie można się było przebrać bez trącania innych łokciem. Koszulka mnie nie zachwyciła, aczkolwiek kilka osób bardzo sobie chwaliło jej minimalizm. Mnie się nie podoba, no ale to jest rzecz gustu. Za to medal jest cudowny. W pierwszej chwili jak zobaczyłam projekt byłam nieco zdziwiona, przyznaję. Ale z czasem coraz bardziej się przekonywałam do tego wzoru. Medal z Krakowskiego Półmaratonu Marzanny 2015 jest w kształcie Marzanny. Jest uroczy, słodki, zabawny i oryginalny. Fajnie mieć go w swojej kolekcji.



Kilometry na trasie były dobrze oznaczone. Chyba co kilometr, albo prawie co kilometr. Przy wodopoju była woda albo izotonik. Tym razem organizator chyba dał nam jakiego lightowego ze słodzikami, bo był wyraźnie słodszy. Był też cukier i banany, chociaż tych bananów to trochę dla mnie zabrakło i zjadłam dopiero przy drugim punkcie z bananami. Oczywiście brakowało mi czekolady ;)
Dumna po biegu z medalem

Pomimo nie do końca idealnej pogody, nie do końca idealnej kondycji i nie do końca dopracowanej organizacji bardzo miło wspominam XII Półmaraton Marzanny. Nie żałuję i mam tylko nadzieję, że się znowu nie rozchoruję ;)

13 komentarzy:

  1. A mnie się medal nie podoba (nie, nie dostałam go, nie biegłam, tylko oglądałam), koszulka biała też nie rzuciła mnie na kolana. Ja dostałam śliczną zieloną dla wolontariuszy. Depozyt, hm, nie wiem jak było przy odbiorze, ale przy zostawianiu do depozytu były tłumy. Nie, nie byłam w depozycie, za dużo ruchu na moją zepsutą nogę, ale byłam tam po worki bo kilka osób zostawiło u mnie rzeczy w biurze zawodów by im zanieść do depozytu jak się tłumy przewalą. I jak byłam po te worki to widziałam co się tam działo. Wolontariusze w depozycie nie chodzili, oni biegali by jak najszybciej wziąć rzeczy od ludzi. Robili co mogli. Co do tłumów w biurze zawodów to nie wiem jak było powyżej nr 1000, ale od 1-1000 nikt nie stał w kolejce dłużej niż 3-4 minuty, więc nie wiem czemu piszesz o tłumach w biurze zawodów. Do tego szło się ludziom na rękę, zapominalskim, tym co chcieli przepisać na kogoś innego numer, tym co chcieli odebrać pakiet innej osobie, a nie wzięli upoważnienia, wszystkim się pomagało, dokładnie tłumaczyło wszystko. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mi się koszulka wolontariuszy bardzo podobała.
      ja pisząc o tłumie w biurze zawodów w zasadzie miałam na myśli to co się działo w budynku na piastowskiej jakieś 1,5 godziny przed biegiem i 1,5 godziny po biegu. bo pakiet odebrałam w decathlonie dużo wcześniej.

      Usuń
  2. Dla mnie ten start był bardzo udany. Wydaje mi się, że lepiej być nie mogło biorąc pod uwagę wcześniejszą kontuzję. Tobie też poszło świetnie ;) Szkoda, że tym razem nie udało nam się spotkać.

    A depozyt? Miałam sporo czasu, nigdzie się nie śpieszyłam (choć trochę głodna byłam) więc przeczekałam kolejkę na hali. To też miało swój urok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdybym wiedziała, jak to będzie wyglądać też bym pewnie tak zrobiła. a przez tę kolejkę nawet ciepłego posiłku nie zjadłam po biegu, bo kartkę na posiłek miałam w plecaku w depozycie. zawsze tak robiłam i było ok, ale po tym doświadczeniu chyba zmienię ten zwyczaj.

      Usuń
    2. ja zawsze kartkę na posiłek przyczepiam do górnej agrafki na numerze startowym od jego wewnętrznej strony. Nigdy jeszcze mi się nie odpiął czy urwał, bo dół numeru startowego się rusza podczas biegu, ale góra, zaraz pod piersiami to raczej nie bardzo, więc karteczka na posiłek i to jeszcze od wewnątrz jest bezpieczna :)

      Usuń
  3. Dla mnie ten start był bardzo udany. Wydaje mi się, że lepiej być nie mogło biorąc pod uwagę wcześniejszą kontuzję. Tobie też poszło świetnie ;) Szkoda, że tym razem nie udało nam się spotkać.

    A depozyt? Miałam sporo czasu, nigdzie się nie śpieszyłam (choć trochę głodna byłam) więc przeczekałam kolejkę na hali. To też miało swój urok :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak patrzę na twoje zdjęcia w samej koszulce, to aż mi zimno, haha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja ogólnie jestem gorąca dziewczyna! a jak biegam to już ogień wrze! :P

      Usuń
  5. Gratuluję, świetny czas! :) ja nie wyobrażam sobie biec bez zatrzymania przez 2 godziny!! ;o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też sobie kiedyś nie wyobrażałam ;)

      Usuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...