poniedziałek, 2 lutego 2015

Biegowe podsumowanie stycznia

Biegowe podsumowanie stycznia przedstawia się całkiem ładnie zważywszy na okoliczności. Styczeń miał być moim miesiącem rozgrzewkowym. Po kontuzji i długiej przerwie potrzeba taryfy ulgowej, żeby dość do siebie (a nie wyjść z siebie). Bieganie w styczniu miało być spokojne. Powoli, bez nerwów, bez spiny. Bez ciśnięcia kilometrów czy prędkości. Chciałam się rozruszać i przypomnieć nogom, jak to jest, kiedy się biega.



Miałam nie zakładać sobie żadnych celów, żeby się nie stresować. Nie udało się. Jakoś w połowie stycznia pomyślałam sobie, że dobrze byłoby przebiec tak 50-60 km. Przebiegłam 70 km. To więcej niż np. w październiku, kiedy nic mi nie dokuczało (poza ewentualnym leniem albo kłopotami osobistymi, o których teraz już nawet nie pamiętam ;)).

Kliknij, aby powiększyć

Starałam się biegać co kilka dni. Ale szczególną uwagę zwracałam nie na to, żeby biegać, tylko żeby nie biegać. A konkretniej, to żeby nie biegać dwa dni pod rząd. Dla początkujących i dla wracających do formy codzienne bieganie może bardziej zaszkodzić niż pomóc. To jest oczywiście tylko moja teoria, ale niewykluczone, że biegowe autorytety wyznają taką samą.

Kliknij, aby powiększyć

W styczniu udało mi się zaliczyć jeden bieg. III Bieg Wielkich Serc. Zakończyłam go pięknym medalem i trochę mniej zachwycającym czasem 27 min 55 s na 5 km. Niby zaledwie 5 km ale po dłuższej przerwie i kontuzji nawet taki dystans dał mi w kość. Nie jakoś bardzo, troszeczkę ;) Ale jednak.



Biegałam głównie odcinki średnie tj. 5-6 km. Trzy razy przebiegłam 10 km. Szczególnie miło wspominam pewne sobotnie bieganie. Pierwsze dwa tygodnie były trudne. Szło mi trochę opornie, ale szybko się rozruszałam. Nawet mam wrażenie, że moja kondycja jest lepsza. Albo głowa silniejsza, bo prawie w ogóle się nie zatrzymuję podczas biegania. Tylko na światłach. Albo żeby odebrać telefon. A pamiętam, że przechodzenie do marszu, kiedy droga wiodła w górę było takim moim zwyczajem. Pewnie bardziej z lenistwa, niż z rzeczywistego braku sił. Ale udało mi się tę skłonność wyplenić, co bardzo mnie cieszy. Ale wciąż się zastanawiam, jak przebiec maraton

Kliknij, aby powiększyć

Pisząc styczniowe podsumowanie wspomnę jeszcze o pogodzie. Zima jest cudowną porą na bieganie. Wcale nie biega mi się gorzej. I jeżeli coś mnie zniechęca do treningu, to bardziej ciemność niż niskie temperatury czy śnieg. Bieganie zimą po śniegu jest wspaniałe i dostarcza mi wiele radości. Moje wcześniejsze wątpliwości co do biegania zimą właśnie się rozwiały. Z blogowych tekstów stycznia polecam  biegową motywację na zimne dni oraz moje wymądrzanie się na temat pozornego braku sił do biegania, czyli że tylko ci się wydaje, że nie dasz rady. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...