sobota, 31 maja 2014

Test Coopera - wynik (31 maja 2014 Kraków)

Od samego rana (godzina 5) dzień zapowiadał się idealnie. Słoneczko i czyste niebo. W sam raz na Test Coopera (i urodzinowego grilla).

Źródło: własne
Na miejsce dotarłam około 9, kiedy przygotowania jeszcze trwały. Postałam trochę na słońcu, zamieniłam kilka zdań ze znajomymi i czekałam na odbiór numeru startowego. Nasz bieg miał się zacząć o 9:40, ale jak zwykle wszystko się troszeczkę opóźniło ;) Nie szkodzi.

Źródło: własne
Po odebraniu numeru startowego czas na rozgrzewkę z naszym trenerem. Krótka rozgrzewka przed krótkim biegiem. Pogoda idealna. Nawet się nie denerwuję. Zresztą nie ma czym. To jest taki wyjątkowy bieg, w którym wszyscy mają ten sam czas ;) Ja chciałam się zmieścić w przedziale 2200-2700 m i udało mi się. Zrobiłam 6 okrążeń dookoła stadionu i jeszcze kawałek i osiągnęłam wynik 2460 m w 12 minut. Biegło mi się całkiem dobrze. Szybko, ale jednak stabilnie. Co nie zmienia faktu, że po biegu byłam porządnie zmęczona. I przez chwilę strasznie zaczął mnie boleć brzuch. Na szczęście szybko wszystko wróciło do normy. Po biegu napiłam się wody i soczku. I bardzo miła niespodzianka... dostaliśmy koszulkę Mastersów. Nigdzie o koszulce nie było mowy, a tutaj taki prezent. W sam raz na urodziny i dzień dziecka. 

Źródło: własne
Jestem z siebie zadowolona. Chciałam zmieścić się w przedziale 2200-2700 m i udało mi się. Już dzisiaj na miejscu chciałam przebiec przynajmniej 6 okrążeń dookoła stadionu i to też uczyniłam. Oczywiście wiadomo, że zawsze chce się więcej i lepiej. Szczególnie, że zawsze można było pobiec lepiej. Gdybym jeszcze te 300 m przebiegła... Pewien niedosyt jest. Próbuję sobie tłumaczyć, że przecież biegam dopiero od niedawna i nie mogę tak wysoko sobie stawiać poprzeczki. Trochę pomaga. Za rok na pewno będę dużo lepsza. 

piątek, 30 maja 2014

Jak zacząć biegać? Jak polubić bieganie?

Bieganie jest teraz bardzo modne. Biegają wszyscy. Wszyscy mówią i piszą o bieganiu. Ale jak zacząć biegać? Bieganie z jednej strony może wydawać się banalnie proste. Bo co to za filozofia? Codziennie biegamy do autobusu albo przez przejście na czerwonym świetle. Z drugiej strony bieganie to bardzo intensywny wysiłek i wydaje się, że długo tak bez odpoczynku się nie da. Biegać godzinę bez odpoczynku? Masakra. A przez cztery? Nie da się!

Zanim nie zaczęłam biegać myślałam, że nie lubię biegać. Ze szkolnego wuefu mam same złe wspomnienia związane z bieganiem. Do dzisiaj nie jestem w stanie pojąć jak całkiem fajna i ogarnięta pani od wuefu mogła nas tak skrzywdzić. O ile dobrze pamiętam bieganie, szczególnie na ten dłuższy dystans (nie pamiętam już, czy było to 600 m czy 800 m dla dziewczynek), to był horror. Żadna z nas tego nie lubiła. Nawet te, które biegały najszybciej szukały wymówek, żeby opóźnić sprawdzian z biegania. Czemu? Bo naprawdę fajna i ogarnięta pani od wuefu w ogóle nam nie powiedziała jak biegać zakładając, że to oczywiste i intuicyjne. Pani od wuefu miała zwyczaj robić nam niespodzianki całkowicie ignorując fakt, że do takiego biegu dobrze jest się przygotować i nastawić psychicznie. WF był zawsze ponad prawem. Z każdego innego przedmiotu sprawdziany były zapowiadane na tydzień czy nawet dwa wcześniej. Żeby człowiek miał szansę się przygotować. Ale nie z wuefu. Więc podchodziłyśmy do sprawdzianu z biegania ze zbyt pełnym lub pustym żołądkiem, później w liceum nieraz po imprezie, w byle jakich butach i kompletnie nie przygotowane psychicznie ani w ogóle. Ja zazwyczaj rzucałam się do biegu z całych swoich sił na starcie, po kilkudziesięciu metrach słabłam i zwalniałam, a połowę drogi to już szłam ewentualnie rzucając się biegiem tuż przy samej mecie. Nienawidziłam biegania i zawsze byłam ostatnia. 

Teraz biegam na dłuższe dystanse niż 600 czy 800 m i nie jestem ostatnia. Nie umieram ze zmęczenia nawet po godzinie biegu. Co więcej bieganie sprawia mi autentyczną przyjemność. Jaka jest moja tajemnica? Jak zacząć biegać? Jak polubić bieganie? Nie ma żadnej tajemnicy. Wszyscy (teraz już) o tym wiedzą i o tym mówią. Ja tylko powtórzę.

Jak zacząć biegać? Jak polubić bieganie?

Poniżej kilka moich porad i spostrzeżeń odnośnie biegania. Pisałam je z perspektywy dość początkującej biegaczki. Na pewno mogą być przydatne, jeżeli dopiero zaczynasz bieganie albo wydaje ci się, że nigdy go nie polubisz. Można polubić bieganie. Trzeba tylko odpowiednio do tego podejść i wyeliminować kilka podstawowych błędów.

1. Buty do biegania
To ważne. Nie trampki, nie halówki. Buty do biegania. Mogą być najtańsze. Moje buty do biegania kosztowały zaledwie 60 zł i są zupełnie niezłe. Znacznie zwiększają komfort i bezpieczeństwo biegania.
Źródło: własne
2. Biega się truchtem
No właśnie. Chyba, że mówimy o sprincie na dystansie 60 m, ale jeżeli chcemy biegać maratony czy półmaratony należy wbić sobie do głowy, że biega się truchtem. Jeżeli ktoś dopiero zaczyna bieganie to również 60 m niech biega truchtem. Zacznij powoli. Chwilka biegu, chwilka marszu. I tak kilka razy. I z upływem czasu będzie coraz lepiej. Coraz dłużej i coraz szybciej.

3. Zacznij powoli
Nie ma sensu rozwijać swojej największej prędkości na samym starcie. I tak nie uda się utrzymać takiego tempa przez kolejne 5, 10, 15 km. Nie ma sensu już na samym starcie się męczyć. Lepiej zacząć trochę za wolno, niż trochę za szybko. Nie warto wykorzystywać od razu całego zapasu swojej siły. Przyda się na dalszych kilometrach. Poza tym dla mnie pierwsze kilometry to rozgrzewka, żeby później móc łatwiej przyspieszyć. Niektórzy twierdzą, że pierwsze kilometry są najgorsze. Również dlatego warto zacząć powoli i ostrożnie. 

4. Zmęczenie nie oznacza, że nie dasz rady
Dla niektórych ludzi zmęczenie jest sygnałem, żeby przestać. Nie. Bieganie jest męczące. Zmęczysz się. Spocisz. To że jestem zmęczony i pot się z ciebie leje nie znaczy, że masz przestać. Nie znaczy, że już więcej nie dasz rady. W większości przypadków szczególnie jeżeli chodzi o amatorów ograniczeniem jest nie ciało, a psychika. Ciało da radę, to psychika mówi zatrzymaj się. Warto nauczyć się panować nad tym psychicznym zwątpieniem. I nauczyć się odróżniać prawdziwe zmęczenie i brak sił od wymówek sprytnej psychiki ;) Możesz więcej, niż ci się wydaje.


5. Biegaj dla siebie w swoim tempem
Dla mnie to bardzo ważne. Nie lubię rywalizacji (chyba, że jestem w czymś świetna ;)) i nie mam ochoty się ścigać. Na moich treningach z biegania nie ma takiego wyścigu szczurów. Każdy biega w swoim tempie. Nikt się z nikogo nie śmieje ani nie przechwala. No czasami, dla żartu. Na biegach też spokojnie i bez ciśnień biegamy. Nie rozpychamy się łokciami, żeby stanąć w pierwszej linii na starcie (i tak wyprzedzimy kogo mamy wyprzedzić). Każdy w biegu ma tylko jednego przeciwnika - siebie. Jeżeli się ścigamy to ze sobą, pobijając swoje własne życiowe rekordy. Porównujemy się sami ze sobą, a nie z innymi ludźmi. Tak jest lepiej. Lepiej jest stawać się coraz lepszą wersją siebie. Porównywanie się z innymi ludźmi może prowadzić do niepotrzebnych frustracji a tego przecież nie chcemy. 

6. Musisz wiedzieć, po co biegasz
Robienie czegokolwiek bez celu bywa trudne, często budzi wątpliwości i opór. Zanim zaczniesz biegać warto dowiedzieć się, po co i dlaczego. Przykładowe powody: dla zdrowia, dla kondycji, żeby schudnąć, żeby móc jeść całą tabliczkę czekolady naraz i nie przytyć ;), żeby się odstresować, żeby pobijać swoje rekordy, jako uzupełnienie innego treningu, dla satysfakcji, żeby poznać nowych ciekawych i wartościowych ludzi... Jeżeli masz cel nie zniechęcisz się drobnymi problemami początkujących biegaczy, które mogą się pojawić.

Biegasz już? Weź udział w Narodowym Spisie Biegaczy. Wypełnij anonimową ankietę na podstawie której zostanie stworzony raport na temat społeczności biegaczy.



czwartek, 29 maja 2014

Test Coopera 31 maja 2014 Kraków

W sobotę 31 maja 2014 każdy w Krakowie może bezpłatnie sprawdzić swoją kondycję fizyczną biorąc udział w Teście Coopera organizowanym przez AZS AWF Masters. Test Coopera odbywać się będzie od godziny 9:30 do 16:00 na stadionie AWF (Kraków al. Jana Pawła II 78). Wszyscy uczestnicy otrzymają certyfikat z ze swoim wynikiem :)

Moje przygoda z bieganiem trwa zaledwie kilka miesięcy. Wzięłam do tej pory udział w kilku biegach na różnych dystansach. Najczęściej biegałam na 5 km (bo parkrun). Wiem też mniej więcej jaki czas mogę osiągnąć na 10 km i na 1 km. Teraz przyszedł czas na Test Coopera. Jest to sposób na sprawdzenie wytrzymałości (i chyba szybkości też). Test Coopera polega na tym, że biegnie się bez przerwy przez 12 minut, a pokonany w tym czasie dystans pozwala sprawdzić w jakiej kondycji fizycznej jesteśmy. Specjalne tabele do interpretacji wyników uwzględniają takie czynniki jak wiek i płeć. Dla sportowców obydwu płci są osobne tabele. Dla kobiet w wieku 20-29 lat wynik dobry mieści się pomiędzy 2200 m a 2700 m, powyżej jest bardzo dobry. 

Wszystkie dodatkowe informacje dla zainteresowanych udziałem w Teście Copera na stronie Mastersów.

środa, 28 maja 2014

3 kosmetyki na upalne dni

Nie ma nic gorszego w upalny dzień, jak gęsty, lepiący się krem. Nie fajne również jest przesuszenie skóry spowodowane słońcem i częstszymi kąpielami. Nie wiem, czy wszyscy ludzie, ale mnie w ciepłe dni zdarza się brać szybki prysznic nawet 4 razy dziennie. Spoconą twarz po przyjściu z zakupów też miło jest przemyć chłodną wodą. A to wszystko trochę wysusza. Z ciałem to nie zawsze, ale po umyciu twarzy obowiązkowo coś na nią nakładam. Jakiś krem. W upalne dni bywa to trochę niekomfortowe.

Na podstawie własnych doświadczeń stworzyłam krótką listę lekkich kosmetyków, które idealnie sprawdzają się w upalny dzień. Lista jest krótka i przedstawia zamienniki najpopularniejszych kosmetyków, których stosowanie w upalne dni może być nieco niekomfortowe. Dlatego w notce o kosmetykach na gorące dni nie ma np. słowa o dezodorantach ;)

1. Balsam pod prysznic Eveline. Genialna alternatywa dla tradycyjnych balsamów. Docenia się go dopiero jak przyjdą ciepłe dni i smarowanie ciała jakimkolwiek balsamem po kąpieli będzie mocno niekomfortowe. Ja używam tego firmy Eveline, ale myślę że każdy inny spisze się równie dobrze.

Źródło: własne
2. Żel arnikowy Flos Lek. Używam go głównie pod oczy. Rzadziej na całą twarz. Żel arnikowy jest fajną alternatywą dla kremów pod oczy. Delikatnie chłodzi i jest bardzo lekki.
Źródło: własne
3. Dynamizujący krem-żel Garnier Hydra Adapt do cery zmęczonej i pozbawionej blasku. Żel do smarowania twarzy zamiast kremu.Oprócz lekkiej żelowej konsystencji idealnej na lato ma orzeźwiający, pobudzający zapach. W cieplejsze dni chętnie zamieniłam używane dotychczas kremy na ten krem-żel.
Źródło: własne
Osobiście bardzo lubię używać w upalne dni kosmetyków o konsystencji żelu zamiast kremu. Niektóre dziewczyny jednak twierdzą, że żele bardziej się kleją niż kremy. Nie wiem, czy to kwestia konkretnych kosmetyków czy bardziej rodzaju cery, ale warto mieć to na uwadze.

Obecnie jestem na etapie poszukiwań lekkiej emulsji do smarowania ciała. Najlepiej coś delikatnie chłodzącego i kojącego w sam raz po opalaniu. 

poniedziałek, 26 maja 2014

Mycie metodą OMO i Kallos Latte

W tę niedzielę postanowiłam dać odpocząć włosom, a właściwie to sobie ;) od olejowania. Upał też nie zachęca do trzymania na głowie czegoś tłustego. W zamian za to zastosowałam metodę mycia włosów OMO czyli odżywka - mycie - odżywka. Zazwyczaj szkoda mi odżywki na takie ekscesy, ale muszę przyznać, że mycie metodą OMO ma szereg zalet: pozwala dokładniej, szybciej i łatwiej domyć włosy, a także sprawia że mniej się plątają i nie niszczą w trakcie mycia. W metodzie OMO jako pierwsze O używam jakiejś prostej odżywki bez silikonów. Np. Isana Professional. Dzisiaj akurat wersja do włosów farbowanych, chociaż nie widzę pomiędzy nimi wielkiej różnicy.

Źródło: własne
Włosy na co dzień, czyli co 2-3 dni, myję znanym wszystkim i raczej lubianym szamponem Babydream. 

Źródło: własne

Po umyciu włosów nałożyłam na 20 minut maskę Kallos Latte (a właściwie Kallos, Serical, Crema al Latte). Może nie jestem jej zapaloną fanką, ale lubię tę maskę. Za cenę, za zapach. I za to co robi z włosami oczywiście też, chociaż z moimi nie robi niczego niesamowitego. 

Źródło: własne


Włosy są miękkie, delikatne, miłe w dotyku. Niestety wciąż są zbyt lekkie i fruwają sobie, końcówki są za cienkie i ogólnie wydaje mi się, że mam za mało włosów. I że oczywiście są za krótkie. Włosy zawsze są za krótkie ;)

Źródło: własne

Źródło: własne
Jak widać na powyższych zdjęciach aparat, otoczenie i oświetlenie mają ogromny wpływ. I sama nie wiem, który kolor moich włosów jest prawdziwy, a który to tylko fotograficzne przekłamanie. Nie ukrywam, że wersja druga bardziej mi się podoba. Kolor jest taki spokojniejszy i chłodny. 


Narodowy Spis Biegaczy

Narodowy Spis Biegaczy czyli notka bardzo spontaniczna i zupełnie nieplanowana, pisana na gorąco. Rzadko tak piszę, więc może wyjść trochę kulawo. Wybaczcie :)



O Spisie Biegaczy dowiedziałam się przed chwilą z bloga kocurki. Na stronie internetowej spisbiegaczy.pl każdy kto biega może wypełnić anonimową ankietę, na podstawie której powstanie pierwszy raport o biegaczach w Polsce. Im więcej osób wypełni ankietę tym lepiej. I nie szkodzi, że biegasz od miesiąca i wciąż walczysz, żeby pokonać 5 km bez zatrzymywania się. Narodowy Spis Biegaczy uwzględnia wszystkich. Biegacz to biegacz bez względu na stopień zaawansowania. Każdy biegacz się liczy. 


Ankieta jest krótka i prosta. Nie wymaga specjalnego skupiania się (w między czasie malowałam paznokcie). Sama wypełniłam ją w kilka minut. Narodowy Spis Biegaczy trwa do końca września 2014, a wyniki ankiety w postaci raportu dostępne będą w październiku 2014.

sobota, 24 maja 2014

Buty do biegania Kalenji Ekiden 50 - opinia

Zaczynając swoją przygodę z bieganiem kupiłam najtańsze i najprostsze buty do biegania. Tak na wszelki wypadek, gdyby mi się znudziło. Nie wierzę, że drogie buty są w stanie zmotywować kogokolwiek do dalszego treningu. Na pewno nie byłyby w stanie zmotywować mnie. A Kalenji Ekiden 50 kosztowały zaledwie 60 zł (niecałe, bo 59 z groszami chyba) i w razie czego równie dobrze mogłyby mi służyć na siłownię albo na jakieś spacery z dala od cywilizacji. Z dala od cywilizacji, bo jak wiele butów do biegania są dość paskudne. Paskudne do chodzenia wśród ludzi. Do biegania są w miarę ładne.
Źródło: własme
Pierwsze na co zwróciłam uwagę biorąc je do ręki to ich waga. Są leciutkie. Wydały mi się takie niestabilne i nietrwałe, że odłożyłam je na półkę i wyszłam ze sklepu. Dopiero po konsultacji z bardziej zaawansowanym biegaczem dowiedziałam się, że buty do biegania właśnie takie powinny być. Leciutkie i delikatne. I że to nie znaczy od razu, że zaraz się rozwalą. I że generalnie są spoko i mam się nie zastanawiać, tylko wybrać rozmiar, przymierzyć i ładować do koszyka. Buty do biegania powinny pasować. Od razu. Jak ulał. Nie ma czegoś takiego, że się wyrobią, że się stopa przyzwyczai. Jeżeli nogi nie pokochają ich od pierwszego założenia to znaczy, że nic z tego romansu nie będzie i trzeba szukać innego kandydata.
Źródło: własne
Buty do biegania Kalenji Ekiden 50 mam od kilku miesięcy. I dość długo były białe. A biegałam i po lesie, i po deszczu, i raz nawet w kałużę wbiegłam. Myślałam, że będzie gorzej pod tym względem, ale jest spoko. Wykończył je dopiero Bieg o Puchar RMF FM w deszczu i błocie. Pisząc wykończył mam na myśli stan zabrudzenia, który zmusił mnie do dokładnego wymycia butów. Naprawdę straszyły. Nie wspominając o tym, że były całe przesiąknięte błotem. Po wyczyszczeniu nie są oczywiście tak białe jak na początku, ale wyglądają na tyle czysto, że można bez obciachu w nich biegać. Wiadomo siateczka trochę zszarzała, nie są już idealnie białe i już raczej nie będą. Poniżej zdjęcie brudasków.Nie oddaje ono nawet w połowie tego, jak potwornie brudne były.
Źródło: własne
Biega mi się w nich dobrze. Nie nabawiłam się żadnych odcisków, nogi ani stopy nie bolą jakoś szczególnie. Właściwie prawie w ogóle mnie nie bolą. A jeżeli trochę, to od samego faktu biegania i but nic do rzeczy tutaj nie ma. Podczas Biegu w Skotnikach zrobił mi się fioletowy krwiak na paznokciu, ale też nie sądzę, że to wina butów. Podobno jak się biega to jest standard. Trzeba pokochać ciemne lakiery do paznokci na stopach. Nie mam oczywiście żadnego porównania z innymi butami. Jestem po prostu zadowolona. Zadowolona, że za niską cenę kupiłam przyzwoite buty do biegania, w których dobrze mi się biega. A że trochę gorzej wygląda to już trudno. Zawsze jest coś za coś. Biegałam po różnej nawierzchni, różne odległości, w różnych warunkach i różnym tempie i z butami wszystko ok. Myślę, że Kalenji Ekiden 50 to dobry wybór dla początkującego biegacza. Na początku nawet nie bardzo jest sens wydawać fortunę na jakiś lepszy sprzęt. Po pierwsze: nie wiadomo, czy się bieganie nie znudzi. Po drugie: początkujący i tak nie potrzebuje i nawet nie wykorzystuje tych wszystkich bajerów z bardziej zaawansowanego obuwia. Po trzecie: jak się zmieni później na jakieś lepsze to różnica jest ogromna i fajne uczucie (tak myślę, bo jeszcze nie doświadczyłam ;)). 

piątek, 23 maja 2014

Nie polecam: Garnier Essentials - odświeżające mleczko do demakijażu

Krótka piłka. Garnier Essentials -odświeżające mleczko do demakijażu to moje ogromne rozczarowanie. I nie chodzi o to, że nie przepadam za mleczkami.

Źródło: własne
Kosmetyk ten zawiódł mnie na całej linii, ponieważ nie usuwa makijażu wodoodpornego. A na opakowaniu jest napisane, że usuwa. Tymczasem mogę sobie przecierać wacikiem z tym mleczkiem oczy a tusz pozostaje nieruszony. Nie potrzebuję kosmetyku do demakijażu, który nie zmywa tuszu i cienia wodoodpornego. Z tym niewodoodpornym jakoś sobie radzi, ale też trochę opornie. Jestem mocno zawiedziona. A poza tym, że odświeżające mleczko do demakijażu Garnier Essentials nie działa, to bardzo ładnie, świeżo pachnie. Tylko co z tego? 
  
Źródło: własne
Zdecydowanie nie polecam mleczka Garnier Essentials do demakijażu, jeżeli ktoś zgodnie z obietnicami producenta ma zamiar usuwać nim makijaż wodoodporny. U mnie ten produkt zupełnie się nie sprawdził, nie poradził sobie z wodoodpornym tuszem do rzęs. Nawet go nie tknął.

czwartek, 22 maja 2014

Alior Sync / T-Mobile Usługi Bankowe - nagminne problemy z logowaniem

alior sync t mobile problemy logowanie

Konto w Alior Sync (a właściwie teraz T-Mobile Usługi Bankowe dostarczane przez Alior Bank) mam niecały rok. I dużo nerwów kosztują mnie nagminne problemy z logowaniem, które pojawiają się od samego początku. Konkretnie chodzi o to, że wpisuję właściwe hasło, a pojawia się komunikat o nieudanym logowaniu. Tak, na pewno wpisuję właściwe hasło (teraz już nawet je sobie zapisuję), na pewno nie robię literówek (teraz już używam do wpisywania hasła klawiatury ekranowej). Nie wiem, o co chodzi. Jedynym wyjściem jest zadzwonić na infolinię i poprosić o zresetowanie hasła. Wówczas działa do drugiego logowania (kilka dni temu zresetowałam, zalogowałam się normalnie, a  dzisiaj znowu się nie da), czasami trochę dłużej. I sytuacja się powtarza. Wpisuję w Alior Sync / T-Mobile Usługi Bankowe dobre hasło, ale nie mogę się zalogować. Raczej nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych, ale tutaj mam tylko jedno wytłumaczenie. To taki sprytny sposób, żeby naciągać ludzi na kasę. Bo jak dzwonię na infolinię, żeby zresetować hasło to płacę za połączenie około 2-3 zł. Bardzo irytują mnie nagminne problemy z logowaniem w Alior Sync / T-Mobile Usługi Bankowe i rozważam rezygnację z ich usług. Zdecydowałam się na ten bank tylko dlatego, że nie pobierają żadnych opłat. Wcześniej miałam kartę z mBanku, ale zrezygnowałam kiedy wprowadzili dodatkową opłatę za kartę debetową, którą się nie płaci. Teraz myślę, czy nie wrócić. Nie cierpię płacić kartą (tak naprawdę jeszcze nigdy w życiu tego nie robiłam), ale te nagminne problemy z logowaniem w Alior Sync / T-Mobile Usługi Bankowe są gorsze. 

t mobile alior sync problemy logowanie

Ma ktoś podobny problem?
A może ktoś poleciłby mi jakiś prosty bank internetowy bez opłat do którego można się normalnie logować?

Całkiem obiecująco wygląda SMART Konto w Banku Smart. Wszystkie podstawowe opcje (póki co) bez opłat. 

wtorek, 20 maja 2014

Zmęczona bieganiem + tydzień rozciągania

Ostatnio prawie co tydzień (a teraz to i kilka razy w tygodniu) brałam udział w jakimś biegu. W przyszłą niedzielę jest bieg w Swoszowicach, w czerwcu biegi w Szczawnicy. Myslałam o zapisaniu się na ten swoszowicki. Tata pytał, czy chcę mieć biegowe urodziny w Szczawnicy. I właśnie do mnie dotarło, że nie chcę. Że jestem zmęczona bieganiem.

Źródło: flickr.com
Nie bieganiem samym w sobie. Jestem zmęczona bieganiem na zawodach. Bieganiem na czas i z wyczuciem. Nie za szybko, bo się zmęczę i nie dobiegnę. Ale jednak szybko, żeby mieć czas, który nie woła o pomstę do nieba. Niby bieg amatorski, dla zabawy z założenia, ale jednak presja była. I jestem tym zmęczona. Chciałabym sobie pobiegać tak po prostu. Dać sobie wycisk i pokonać 5 km w szybkim tempie bez obaw, że odbije się na to wyniku mojego kolejnego biegu. Albo spokojnie poczłapać sobie towarzysko albo porozmyślać w trakcie. Pobiegać sobie dla samego biegania bez zastanawiania się, jak ten trening odbije się na moim wyniku w nadchodzącym biegu. Potrzebuję odpoczynku od biegów na czas. Chcę teraz pobiegać dla samego biegania. Wtedy kiedy chcę, tam gdzie mnie nogi poniosą i tak szybko jak będę miała ochotę. I spontanicznie skracać lub wydłużać sobie trasę w zależności od samopoczucia.

Postanowiłam zrobić sobie wolne od zawodów. Może tydzień, może dwa, może miesiąc. Zobaczę, ile wytrzymam. Przecież nie muszę się zapisywać na każdy bieg, jaki tylko zostaje zorganizowany. Właśnie dzisiaj na to wpadłam. Że wcale nie muszę brać udziału w każdym biegu. Że nie jest to nie wiadomo jaka strata ani grzech. Że mogę sobie pobiegać we własnym zakresie. Zrobić swój własny trening biegowy. I wcale nie będzie on gorszy, a może być lepszy. Chcę sobie jeszcze w bieganie wpleść ćwiczenia rozciągające, bo ostatnio zaniedbuję elastyczność i aż się boję sprawdzać, czy mój szpagat jeszcze żyje. Tak wczoraj doszłam do wniosku, że ten tydzień będzie tygodniem rozciągania. Strasznie zaniedbałam rozciąganie, więc teraz mam czas, żeby codziennie poświęcić chociaż te 10-20 minut na takie ćwiczenia. Ewentualnie pół godziny co 2-3 dni. 

poniedziałek, 19 maja 2014

Mieszanka olejów Babydream i Babydream fur Mama

W ten weekend olejowanie. Ostatnio trochę je zaniedbałam. A to nie było czasu, a to nie było siły, a to jakiś inny produkt do przetestowania. Ale przerwa w olejowaniu była tylko chwilowa i znowu wracam do tłuszczenia swoich włosów na noc i gorącej wiary, że nic nie zrobi im lepiej. 

W ostatnim czasie zaliczyłam dużo biegów i od tego biegania kreatywność mi chyba wzrosła. Wróciłam do domu lekko przed północą po Biegu Nocnym i mimo ogólnego zmęczenia wytrwałam w silnym postanowieniu naolejowania włosów. Co więcej szybko w mojej głowie zrodziła się myśl, żeby tym razem zrobić to inaczej. Coś zmienić, zmodyfikować, wprowadzić nieco świeżości w moje olejowanie. Nie mogłam się zdecydować, którego użyć olejku. Czy niebieskiego Babydream czy może Babydream fur Mama. I wymyśliłam, że użyję obydwu. Zawsze wylewam olej na talerzyk i stamtąd dopiero aplikuję go dłońmi na włosy. Wymieszałam więc na talerzyku w mniej więcej równych proporcjach dwa rodzaje olejku Babydream. Nałożyłam na włosy i trzymałam do pobudki, czyli przez jakieś 7 godzin.

Źródło: własne
Efekt był bardzo dobry. Włosy były bardzo miękkie, gładkie i przyjemne w dotyku. Olejek Babydream zawiera w swoim składzie olej słonecznikowy, olej ze słodkich migdałów i olej jojoba. W skład olejku na rozstępy (Babydream fur Mama) wchodzą jeszcze dodatkowo olej sojowy i olej z orzechów makadamia. Po wymieszaniu tych dwóch olejków uzyskałam bardzo bogatą recepturę olejową. Moim włosom chyba się spodobało. 
Źródło: własne
Olej zmyłam jak zwykle, czyli szamponem Babydream rozcieńczonym w kubeczku powtarzając czynność dwa razy. Po umyciu nałożyłam na włosy odżywkę keratynową z olejem marula. Świetne samopoczucie włosów poniekąd może być również zasługą tej odżywki.

Źródło: własne

Źródło: własne

Źródło: własne

Oczywiście wciąż nie są idealne i niestety cały czas za krótkie. Czasami mam wrażenie, że w ogóle nie rosną.

sobota, 17 maja 2014

Bieg o Puchar Radia RMF FM czyli bieg błotny po deszczu

W sobotę 17 maja 2014 brałam udział w Biegu o Puchar Radia RMF FM. Trasa biegu liczyła około 4,5 km  3,5 km (skrócona z powodu błota i zalania) i wiodła z Błoń na Kopiec Kościuszki i z powrotem. Czyli kawałek po równym, kawałek pod górę i kawałek z góry. Bardzo urozmaicona trasa. I krótka. Do tego sporo zakrętów, wąsko i tłoczno. Ale wesoło i raczej bez ciśnień.
Źródło: rmf24.pl
Pogoda w ten biegowy weekend wybitnie nie dopisuje. Strasznie szkoda i przykro. I nawet nie ma na kogo zwalić winy za ten stan rzeczy. Moje buty i skarpetki prezentowały się następująco:

Źródło: własne
Źródło: własne
Źródło: własne
Wygląda to okropnie. A że nie mam zwyczaju brać ze sobą drugiego kompletu na przebranie wracałam jak ta fleja. Jak świnka, która się w błocie wytaplała. Co zresztą butami zrobiłam. Prawie dosłownie woda i błoto były po kostki. Buty całe przemoknięte. Jak do jutra nie wyschną będę musiała odpuścić sobie Bieg w Krawacie.

Bieg o Puchar Radia RMF FM liczący 3,5 km udało mi się zakończyć z wynikiem 20 minut 41 sekund. Ciężko jest mi stwierdzić, czy to dobry czas. Po pierwsze nigdy wcześniej nie biegałam takiego dystansu. A po drugie trasa była bardzo urozmaicona. Trochę trudna (bo pod górkę i zakręty), a trochę łatwa (bo z górki). Inaczej się biegnie po równym, inaczej z góry, a inaczej pod górę. A jak jest pomieszane to już w ogóle nie wiadomo.
Źródło: własne

Było mokro, było zimno, nie ukrywam, że mocno irytował mnie ten deszcz. Ale jestem z siebie dumna. Dumna, że pobiegłam. Że nie odpuściłam sobie z powodu kiepskiej pogody tylko poszłam biegać. Tak, jak sobie planowałam. Deszcz mi nie przeszkodził. Trochę zmokłam, trochę zmarzłam, trochę nawet poprzeklinałam na wszystko dookoła, ale teraz siedzę sucha w ciepłym pokoju i cieszę się. Cieszę się, że wzięłam udział w tym biegu. Było warto :)

Delia, Cameleo BB, maska keratynowa z olejem marula - skład i opis kosmetyku

Niedawno weszłam w posiadanie keratynowej maski do włosów z olejem marula. Maska ta przeznaczona jest do włosów farbowanych i rozjaśnianych i ma chronić kolor.

Źródło: własne

Byłam bardzo zadowolona z keratynowej maski Delii, więc z nadzieją i dużymi oczekiwaniami podeszłam do tego produktu. Opakowanie ma prawie identyczne, różni się tylko napisami rzecz jasna i kolorystyką. Opakowanie maski z olejem marula utrzymane jest w czarno-biało-czerwonej kolorystyce z elementami złotego. 

Źródło: własne

Konsystencja maski jest gęsta. To dobrze. Wodnista konsystencja  na mokrych włosach zawsze spływa, a ja lubię sobie długo potrzymać maskę na włosach (w tym czasie czytam blogi, więc naprawdę to jest długo). Zapach jest dość intensywny, ale szybko się ulatnia. Maska ma kolor biały - standard.

Źródło: własne
Skład keratynowej maski z olejem marula:
Aqua, Cetyl Alcohol, Bis-Cetearyl Amodimethicone, Ceteareth-7 Ceteareth-25, Behenamidopropyl Dimethylamine, Cetearyl Alcohol, Dipalmitoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Ceteareth-20, Lactic Acid, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Methylparaben, Propylparaben, DMDM Hydantoin, Phenoxyethanol, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Parfum, Cetrimonium Chloride, Disodium EDTA, Dimethylpabamidopropyl Laurdimonium Tosylate, Linalool. 
Z ciekawostek: na opakowaniu producent zaleca, żeby nie stosować maski częściej niż 2 razy w tygodniu.

Lubię tę odżywkę i moje włosy też ją lubią. Keratynowa maska do włosów z olejem marula ładnie je wygładza i dyscyplinuje. Po jej zastosowaniu włosy są takie dociążone i ładnie spływają na ramiona.

Natomiast marula (Sclerocarya birrea) to takie drzewo rosnące w Afryce południowej i zachodniej. Jego owoce używane się np. do produkcji likieru amarula.

Bieg Nocny Kraków 16 maja 2014 - relacja z biegu

Bieg Nocny w Krakowie odbył się i dał mi dużo radości, pomimo kilku ale. Do ostatniej chwili właściwie nie było wiadomo, czy będzie padać podczas biegania, czy nie. Na szczęście dosłownie tuż przed biegiem przestało. Niestety pogoda zniechęciła część zawodników, a szkoda, bo jest taka dwójka ludzi, z którymi chciałam się zmierzyć w tym biegu. Oczywiście oni o tym nie wiedzą. Tak samo jak ci przypadkowi ludzie na trasie, do których się przyczepiałam na pewien czas nie mieli pojęcia, że na tym odcinku są moimi osobistymi peacemakerami. 

Źródło: własne

Do biegu podeszłam pełna nadziei, chociaż nie ukrywam, że bieganie w kółko jak chomiki dookoła  Błoń trochę zepsuło zabawę. Założyłam sobie zacząć powoli, a później przyspieszyć. I znowu przekombinowałam. Owszem biegło mi się bardzo dobrze i lekko. Właściwie prawie nie byłam zmęczona, ani razu się nie zatrzymałam, a na ostatnim kółku udało mi się wyprzedzić sporo osób. W czym więc problem tym razem? Że zaczęłam jednak za wolno. Pierwsze kółko powinnam była biec jednak trochę szybciej. W Biegu Nocnym na 10 km osiągnęłam czas niecałą godzinę. Bez kilku sekund. Nie jest to oczywiście wynik wołający o pomstę do nieba, ale nie ukrywam, że byłam zawiedziona. I na nic zdały się tłumaczenia, że było ciemno, ślisko, mokro. Warunki mi nie przeszkadzały w żaden sposób. Po prostu przekombinowałam ze strategią i biegłam za wolno. 

Bieg Nocny w Krakowie to była na prawdę świetna zabawa. Fakt trasa nieszczęsna, ale mogło być gorzej. Mogło padać podczas biegu. A nie padało, nie wiało i było odpowiednio ciepło. Po biegu nie dopatrzyłam się nigdzie sławnej grochówki. Pewnie dlatego, że na noc się nie powinno jeść. Na pewno nie grochówkę. Ja zjadłam batonika :) Organizator biegu zapewnił za to wodę mineralną i niebieskiego izotonika. Na trasie i po biegu. Dla nikogo nie zabrakło. Dostałam też medal. Życie jest piękne.

Źródło: własne

Butki oczywiście brudne i mokre.

Źródło: własne

piątek, 16 maja 2014

Bieg Nocny 16 maja 2014 - przed startem: Kraków zalany

Od rana pada. Właściwie to od dwóch dni pada. Albo trzech. Niedobrze. Śmialiśmy się z Maćkiem (a był to śmiech przez łzy), że jak tak dalej pójdzie to zaleje Bulwary i będziemy te 10 km biec trzy razy dookoła Błoń. Tak naprawdę bardziej martwię się, co z Maratonem. Ja sobie 10 km przebiegnę nawet w deszczu. W deszczu szybciej mi się biega, bo wiem, że im szybciej dobiegnę, tym szybciej przestanę moknąć.

Źródło: własne
Pakiet startowy na Bieg Nocny odebrałam już dzień wcześniej. Koszulka jest czarna, bawełniana, dość ładna, chociaż do koszulki z maratonu jej trochę brakuje. W pakiecie startowym otrzymałam też mnóstwo ulotek głównie dotyczących biegania i jakiś kupon zniżkowy do Parku Wodnego. I oczywiście numer startowy z wbudowanych chipem i cztery agrafki. Myślałam, że chociaż jeszcze jakiegoś batonika dorzucą, ale niestety nie :(
Źródło: własne

Źródło: własne
 Nauczona poprzednimi doświadczeniami, czyli parkrunem po siłowni i 12 km przebieżką na dzień przed biegiem na 10 km, tym razem nie popełnię już tego błędu. Przed Biegiem Nocnym tylko dużo jem i dużo odpoczywam. Grunt to regeneracja i gromadzenie zapasów energii. W ramach tego gromadzenia zapasów energii zjadłam mojemu chłopakowi batonika, którego wcześniej sama mu dałam. I dojadłam wszystkie resztki chipsów, ale to bardziej w ramach sprzątania ;) Tak naprawdę nie mam żadnej specjalnej diety przed biegiem, ani w ogóle. Staram się jeść dużo białka, co nie zawsze mi wychodzi. Ale jakieś zalążki bicepsa już są.
Źródło: własne
Pamiętam, że kiedy zapisywałam się na Bieg Nocny (a było to bardzo dawno temu i mam dwucyfrowy numer) byłam pełna obaw, czy uda mi się pokonać dystans 10 km w regulaminowym czasie czyli maksymalnie półtorej godziny. I miałam co do tego poważne obawy. Mój pierwszy parkrun czyli 5 km biegłam prawie pół godziny. Razy dwa to daje godzinę, przy czym trzeba założyć, że drugie 5 km będę biegła już wolniej, niż to pierwsze. I z tych oto obliczeń i rozważań pojawiły się wątpliwości, czy uda mi się przebiec (albo przeczłapać) 10 km w ciągu półtorej godziny. Na chwilę obecną jestem pewna, że jeżeli nie przytrafi mi się żaden przykry wypadek losowy (odpukać) bez większych problemów powinna przebiec 10 km w czasie do godziny. Skoro w Skawinie pokonanie 10 km zajęło mi 55 minut, a byłam trochę zmęczona i absolutnie nie czułam się w pełni sił, to dzisiaj nie powinno być gorzej. A może być lepiej. Pomimo deszczu. Oby tylko nie wiało, a jak już musi to w plecy nie w twarz poproszę.

Pomimo tego, że moje przygotowania do Biegu Nocnego wyglądały tak, że właściwie w ogóle ich nie było, czuję się w dobrej formie, na siłach i gotowa zmierzyć się z 10 km. Biegałam i ćwiczyłam mniej, niż planowałam, aczkolwiek nie mogę powiedzieć, że siedziałam na tyłku i nic nie robiłam. Kilka razy byłam na siłowni, kilka razy wybrałam się pobiegać tak sobie rekreacyjnie, kilka razy pobiegłam parkrun. Oprócz tego wzięłam udział w Biegu Pamięci, Biegu w Skotnikach i Biegu Skawińskim. Prawie codziennie jeżeli tylko mi się chce robię pierwszy dzień a6w, czasami też pomacham hantelkami. Również prawie codziennie w dzień powszedni robię sobie poranny spacer z Placu Inwalidów na ulicę Gabrieli Zapolskiej. Niestety ostatnio bardzo zaniedbałam rozciąganie i nie wiem, czy mój szpagat jeszcze żyje. A z regularnych ćwiczeń to co sobotę chodzę na treningi BBL, a w każdy czwartek na ćwiczenia core stability. Jak tak sobie wypisałam to właściwie wygląda to prawie tak jakbym regularnie i dużo ćwiczyła. Ale w ogóle tak tego nie odczuwam. Raczej cały czas mam wrażenie, że nic nie robię i że mam w sobie niewykorzystane pokłady energii.

Dochodzą do mnie informacje, że część trasy już jest zalana. Zaczynam się coraz bardziej martwić i irytować. Na fejsbuku piszą, że informacje co dalej pojawią się na oficjalnej stronie po godzinie 14. Czekam w napięciu. Nie wiem, czy wolę biegać jak chomik dookoła Błoń czy może część trasy przepłynąć. Ja lubię pływać i umiem, a jeżeli dalej będzie padać to będę mokra tak czy inaczej. Właściwie całkiem możliwe, że i bez deszczu będziemy mokrzy od potu.

Edit: Jest już oficjalny komunikat w sprawie Biegu Nocnego na 10 km. Ze względu na warunki atmosferyczne i podniesiony poziom Wisły trasa została zmodyfikowana. Tak jak się obawialiśmy będziemy biegać dookoła Błoń jak chomiki. Trochę smuteczek. Ale przynajmniej się nie zgubię. 

Owsianka - śniadanie mistrzów

Od jakiegoś czasu na śniadanie w pracy jem właściwie tylko owsiankę. Jest to posiłek szybki i łatwy do przygotowania (wystarczy chwilka w mikrofalówce), wygodny (płatki i suszone owoce są lekkie, a w ogóle to mogę je sobie w pracy trzymać i nie przywozić codziennie), pyszny (można dodać co kto lubi: orzechy, suszone owoce, cynamon, kakao itd.), zdrowy i sycący (węglowodany złożone oraz błonnik). 

Źródło: wikipedia
Mówiąc o owsiance tak naprawdę mam na myśli płatki naturalne (owsiane, pszenne, żytnie, jęczmienne - bez znaczenia) zagotowane z mlekiem (kiedy bieda na piętrze i mleka brak muszę zadowolić się wodą) z dodatkiem dodatków czyli migdałów, orzechów brazylijskich, orzechów włoskich, orzechów nerkowca, suszonej żurawiny, mieszanki studenckiej, suszonych moreli, rodzynek, cynamonu, błonnika jabłkowego czy kakao. Oczywiście nie wszystko zawsze na raz, bo nawet dla mnie byłoby to zbyt wiele. Ale czasami mieszam różne rodzaje płatków i mam np. owsiankę żytnio-pszenną. Wszystkie moje przepisy znajdziesz w kategorii: Owsianka.

Źródło: wikipedia
Nie mam wielkiej obsesji na punkcie białka. Raczej taką malutką i panuję nad nią. Ale lubię sobie do tej owsianki dodać gęstego jogurtu, a jeszcze lepiej białego sera. W końcu śniadanie to porządny posiłek i powinien dostarczać konkretnej porcji białka. 

Bardzo lubię moje owsiankowe eksperymenty. Dodaję do owsianki różnych rzeczy (np. kawę) i jeszcze nie udało mi się jej zepsuć tak, żeby była niejadalna. Myślę, że owsianka to wdzięczne danie do eksperymentów. Nawet nie wiecie, co można dodać do owsianki. Praktycznie wszystko. Ogranicza was jedynie wyobraźnia. No i budżet ;)

czwartek, 15 maja 2014

Sposób na mdłości i brak apetytu

Prosty sposób na mdłości i brak apetytu to trick, który z pewnością warto znać. Nie wiem, czy pomaga na ciążowe poranne mdłości lub te spowodowane przejedzeniem poprzedniego dnia lub kacem. Ale na brak apetytu i mdłości (szczególnie poranne) niewiadomego pochodzenia ten sposób naprawdę działa. 

Źródło: shutterstock

Zawsze kiedy budzę się rano kompletnie bez apetytu, a mój żołądek nieszczególnie czuje się na siłach żeby coś zjeść pomaga mi jabłko. Tak, jabłko. Ale takie naprawdę smaczne jabłko. Orzeźwiające i soczyste jabłko. Nie jestem specjalistką, więc nie do końca wiem, na jakiej zasadzie to działa, ale najważnijesze że działa. Na poranne mdłości i brak apetytu zawsze pomaga mi zjedzenie jabłka. Jabłko ze względu na dużą zawartość wody właściwie w połowie jest napojem ;) ponadto jest takie orzeźwiające i lekko kwaskowate. Nie znam nic lepszego na poranny dyskomfort pokarmowy niż pyszne jabłuszko. 

Oczywiście osoby z chorobami żołądka albo z wrażliwym żołądkiem powinny skonsultować się z lekarzem zanim zaczną jeść na czczo jabłka. W ogóle jeżeli poranne mdłości i brak apetytu zdarzają się nagminnie, a nie sporadycznie należy zasięgnąć porady specjalisty, żeby poznać i wyeliminować przyczynę takiego stanu rzeczy. 

środa, 14 maja 2014

Polecam książkę: Kay Hooper - Podążając tropem strachu

Od dziecka uwielbiałam czytać thrillery i kryminały. "Podążając tropem strachu" to właśnie książka z tego gatunku. Jest psychopatyczny morderca, są policjanci, są morderstwa, tajemnice, zagadki. Nie mogło oczywiście zabraknąć wątku miłosnego. Ale książka w żadnym wypadku nie jest o miłości i to te wszystkie okropności odgrywają w niej główną rolę. 

Źródło: empik.com
Tak naprawdę nie uważam tej książki za wybitną pod żadnym względem. Mówiąc szczerze, gdyby nie fakt, że jeszcze jej nie oddałam do biblioteki nie pamiętałabym nawet tytułu ani autora. Standard u mnie. Dlaczego więc ją polecam? Bo miałam ciarki. Ciarki i gęsią skórkę podczas czytania. Książka Kay Hooper bardzo mocno oddziaływała na moje zmysły i wyobraźnię. Pod tym względem jest niesamowita. 

Seria polecam książkę tak naprawdę jest dla mnie. Żebym wiedziała, które książki mi się podobały, bo jak nie zapiszę to nie zapamiętam. Nie wiem, może tylko ja tak mam, ale wydaje mi się, że jak człowiek przez kilka, kilkanaście lat czyta mnóstwo książek to większość z nich po prostu zapomina. Teraz dzięki blogowi i cyklowi Polecam książkę już nigdy nie zapomnę :)

"Podążając tropem strachu" autorstwa Kay Hooper to trzymający w napięciu kryminał. Świetnie mi się czytało zarówno w autobusie w drodze do pracy, jak i wieczorem do snu. Zdecydowanie polecam miłośnikom tego gatunku.

Zobacz też:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...