poniedziałek, 31 marca 2014

Masła do ciała Farmony: szarlotkowe i ciemna czekolada z pistacją - porównanie

Jakiś czas temu udało mi się wejść w posiadanie, a następnie zużyć dwa masła do ciała z Farmony. Obydwa kuszące zapachem z nazwy, w ładnych i praktycznych opakowaniach (uwielbiam akurat takie opakowania, szczególnie w przypadku balsamów do ciała i odżywek do włosów). Na początku podejrzewałam, że masła różnią się tylko nazwą i zapachem, ale okazało się, że są to dwa różne produkty. I wersja czekoladowa bardzo przypadła mi do gustu, natomiast szarlotkowa niestety już nie.

Źródło: własne

Farmona, Sweet Secret, Szarlotkowe masło do ciała

Masło do ciała szarlotkowe z Farmony trochę mnie rozczarowało. Moje główne zarzuty, czyli powody, dla których nie kupię go ponownie są dwa. Po pierwsze to parafina wysoko w składzie, co skutkuje długo nie wchłaniającą się, tłustą warstwą na skórze. A po drugie zapach. Nie jest taki, jakiego oczekiwałam. Po dłuższym używaniu zupełnie przestał mi się podobać. Bo na początku nie zachwycił mnie, ale uznałam że jest ok i nawet fajny. Generalnie rzecz biorąc masło szarlotkowe z Farmony nie jest złym kosmetykiem. Ma masło shea na samej górze w składzie, ciekawy oryginalny zapach, nie podrażnia, porządnie odżywia skórę. Na pewno ma wiele fanek i zupełnie zasłużenie, niestety nie jest to kosmetyk dla mnie. Źle się wchłania i zapach na dłuższą metę jest męczący.

Źródło: własne

Skład:
Aqua (Water), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Ethylhexyl Stearate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Glyceryl Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Cera Alba (Beeswax), Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Dimethicone, Parfum (Fragrance), Propylene Glycol, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Hydrolyzed Milk Protein, Lactose, Cinnamomum Zeylanicum (Cinnamon) Bark Oil, Inulin Lauryl Carbamate, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane- 1,3-Diol, BHA, E150C, CI 16255, Cinnamal. 


 Farmona, Sweet Secret, Masło do ciała `Ciemna czekolada i orzech pistacji`

Masło do ciała Farmony Ciemna czekolada i orzech pistacji natomiast zachwyciło mnie. Może nie od razu, ale przy trzecim czy czwartym użyciu byłam już urzeczona. Przede wszystkim zapachem. Jest cudowny, czekoladowy, ale nie przesłodzony. Ja lubię przesłodzone zapachy, ale ten również przypadł mi do gustu. Zapach długo pozostaje na skórze, ubraniu i w łazience, co dla mnie jest zaletą. Największą zaletą jest masło shea na samej górze w składzie oraz brak parafiny. Wchłania się zdecydowanie lepiej, niż szarlotkowe. Ładnie nawilża i odżywia skórę. Pomimo ciemnego koloru nie pozostawia plam na ubraniu ani pościeli. Podsumowując: robi, co ma robić a przy tym obłędnie pachnie.Używałam go z przyjemnością i możliwe, że jeszcze kiedyś kupię dla kaprysu. Za ten zapach. I za brak wad. Może poza ceną, która nie jest wygórowana, ale myślę że mogłaby być niższa.

Źródło: własne

Skład:
Aqua, Butyrospermum Parkii, Isopropyl Myristate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Helianthus Annuus Seed Oil, Cyclomethicone, Cera Alba, Parfum, Propylene Glycol, Theobroma Cacao Extract, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Pistachia Vera Seed Extract, Acrylates /C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, BHA, Benzyl Benzoate, Limonene, Benzyl Alcohol, CI 19140, CI 14720, CI 42090
Źródło: własne
Obydwa masła mają podobną konsystencję. Bardzo gęstą, zbitą. Trzeba się trochę przyłożyć, żeby wsmarować je w skórę. Nie uważam tego za wadę. Opakowanie, w którym się znajdują jest wygodne, praktyczne i trwałe (nie rozwaliło mi się). Zapachy są ciekawe i oryginalne. Nie pachną jak wszystkie inne kosmetyki. Jest w tych zapachach coś unikatowego. Ktoś się przyłożył tworząc te kompozycje zapachowe. Mam na myśli zarówno sam zapach jak i jego trwałość. Jak już pisałam wyżej zapach jest trwały i długo pozostaje na skórze, ubraniu czy w łazience. Kolejną wspólną cechą jest wysoka zawartość masła shea (na samej górze w składzie, zaraz po wodzie). Cena jest do zaakceptowania, aczkolwiek masła Farmony nie należą do tych najtańszych. Na co dzień nie kupowałabym, bo jeżeli mogę wolę zaoszczędzić. Ale od czasu do czasu, bardziej dla przyjemności, niż ze względu na pielęgnację może czasami kupię. Ten zapach jest naprawdę cudowny. Skład niczego sobie. Cena też nie z kosmosu. Czasami można zaszaleć.

piątek, 28 marca 2014

Sobotnie bieganie - Kraków

Bieganie jest teraz bardzo modne. Biegają wszyscy. I bardzo dobrze. To znaczy na pewno lepiej, że biegają niż mieliby leżeć przed telewizorem z pizzą albo siedzieć przed kompem z puszką piwa. Przez cały dzień i cały weekend. Naprawdę lepiej, że biegają. Bieganie jest super, a wszyscy biegacze są jedną wielką rodziną. Kochamy się, wspieramy, pozdrawiamy w trakcie naszych przebieżek i w ogóle jest super.
Źródło: własne



Jakiś miesiąc temu pisałam o problemach początkującego biegacza i jednym z nich było: gdzie biegać? Dzisiaj mam odpowiedź i garść pomysłów na sobotnie bieganie dla początkujących, którzy jeszcze nie wiedzą, gdzie biegać i nie mają z kim biegać. 


Parkrun



Jedną z możliwości na sobotni poranek jest parkrun. Są to cotygodniowe biegi na dystansie 5 kilometrów z dokładnym pomiarem czasu. Przyjść może każdy. Zalecane jest dokonanie wcześniejszej rejestracji, aczkolwiek można zarejestrować się później. Można oczywiście też nie rejestrować się w ogóle. Przymusu nie ma rzecz jasna. Parkrun w Krakowie odbywa się na Krakowskich Błoniach, w każdą sobotę punktualnie o godzinie 9 rano. Oczywiście należy przyjść wcześniej, żeby zrobić sobie rozgrzewkę I znaleźć miejsce startu. Należy szukać takiej flagi z napisem Parkrun. Biegnie się dookoła Błoń, jedno okrążenie i jeszcze kawałek. Dokładnie 5 kilometrów. Każdy w swoim tempie. Rozbieżność jest dość duża. Najszybsi osiągają czasy poniżej 20 minut, a najwolniejsi nawet 40 minut. Tak w sumie to w 40 minut to i przejść pieszo można, więc nie ma się czym stresować, naprawdę. Po zakończeniu biegu można się napić ciepłej herbaty lub wody, a także wysmarkać jeżeli zapomniało się chusteczek higienicznych.


Biegam Bo Lubię


Drugą możliwością jest Biegam bo lubię. Treningi w Krakowie odbywają się o godzinie 9.30, Plac na Groblach 23 (Stadion MOS Zachód). To jest koło Wawelu, Jubilatu i Wisły (rzeki). Trzeba przejść się dookoła stadionu, aż w końcu trafi się na wejście. bez stresu. Przyjść może każdy. Bez żadnych zapisów. Najlepiej od razu w stroju sportowym, bo nie przewidziano szatni. Tak mówiąc wprost to wszyscy przebieramy się na stadionie. Albo przychodzimy po prostu od razu w strojach sportowych. Trening trwa około godziny i prowadzony jest przez prawdziwego trenera. Bardzo fajnego zresztą. Więcej informacji można zleźć na facebooku BBL Kraków


Bieganie z Mastersami

W tę sobotę (29 marca 2014) można wziąć również udział w VI Otwartych mistrzostwach małopolski amatorów w biegach przełajowych. Jest to bieg na dystansie 4 km i odbywa się w Parku AWF w Krakowie. Bez żadnych opłat. Zapisać się można wcześniej albo bezpośrednio przed biegiem, który zaczyna się o godzinie 12. Więcej informacji w powyższym linku.


Alterra, pomadka rumiankowa do ust - recenzja

Rumiankową pomadkę do ust z Alterry kupiłam z myślą o rzęsach. Zachęcona świetnymi efektami jakie uzyskały inne dziewczyny sama zapragnęłam jakoś wspomóc moje rzęsy. Zdecydowałam się akurat na tę pomadkę, ponieważ akurat ona była tak mocno zachwalana. Trochę też skusiła mnie marka. Ekologiczna. Jak mam sobie coś wokół oka ładować lepiej, żeby było ekologiczne.

Alterra, pomadka rumiankowa do ust - recenzja
Źródło: własne

Tak jak pisałam pomadki używałam głownie do smarowania rzęs, ale mimo to myślę że moja opinia może się przydać także tym, którzy mają zamiar używać Alterry w tradycyjny sposób czyli do ust.

Zacznijmy od najważniejszego punktu czyli cena. Niezbyt wygórowana. Niecałe 6 zł, a w promocji tylko 3,99 zł. Co więcej pomadka jest bardzo wydajna. Być może ze względu na twardą konsystencję. Moim zdaniem to ogromny plus. Używam jej prawie dwa miesiące, co wieczór i smaruję dość intensywnie, a pozostało mi jeszcze prawie pół opakowania. Kupiłam od razu dwie na promocji, bo bałam się, że szybko się skończą. Tymczasem promocja zdążyła się kilka razy powtórzyć, a ja nie zużyłam jeszcze jednej pomadki. Przy takiej wydajności nawet regularna cena 6 zł za pomadkę jest bardzo atrakcyjna. Dostępność jest bardzo dobra. W każdym Rossmannie. No chyba, że akurat trwa na nią promocja. Wtedy w najbardziej obleganych Rossmannach już jej nie ma. Ja w Krakowie nie mam z tym wielkiego problemu, bo na szczęście mam bardzo dużo Rossmanów w całym mieście. Głównym minusem tej pomadki jest je zapach. Pachnie po prostu olejkiem rycynowym. I nie jest to zbyt piękny zapach. Kolor również ma olejku rycynowego. Też nie jest to zbyt piękny kolor. Oczywiście można to wszystko przeboleć bez problemu. Szczególnie jeżeli używa się pomadki w domu, na wieczór i na rzęsy. A nawet jeśli nie Alterra broni się świetnym składem. Na pierwszym miejscu olejek rycynowy, następnie olejek kokosowy, a także wosk pszczeli, olej jojoba, masło shea, oliwa z oliwek, olejek słonecznikowy i olejek rumiankowy oraz ekstrakt z marchwi. W składzie nie ma silikonów, olejów mineralnych ani jakichś strasznych świństw.

Alterra, pomadka rumiankowa do ust - recenzja
Źródło: własne

Skład
: Ricinus Communis Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, Cera Alba, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Candelilla Cera, Palmitic Acid, Stearic Acid, Butyrospermum Parkii, Olea Europaea Fruit Oil*, Tocopheryl Acetate, Aroma, Helianthus Annuus Seed Oil, Chamomilla Recutita Oil*, Daucus Carota Sativa Root Extract, Beta-Carotene, Tocopherol.
* z certyfikowanych upraw ekologicznych

Nie jestem w stanie powiedzieć, jak pomadka sprawdza się na ustach, ale z czystym sumieniem mówię, że jest naprawdę bardzo wydajna i ma ładny skład oraz przystępną cenę. I naprawdę warto ją przetestować pomimo niezbyt pięknego zapachu i niezbyt zachęcającego wyglądu. Cóż, kosmetyki naturalne zawsze miały z tym problem. Zawsze jest coś za coś.

czwartek, 27 marca 2014

Nowy cykl: Polecam książkę


Od dziecka jestem wielką miłośniczką książek. I bibliotek. Skończyłam bibliotekoznawstwo i nawet te 5 lat studiów nie było w stanie obrzydzić mi książek i bibliotek. Nadal, nieprzerwanie od ponad dwudziestu lat kiedy nauczyłam się czytać, wręcz połykam książki. Stąd też pomysł na nowy cykl na tym blogu. Jeżeli jakaś książka mnie oczaruje, zafascynuje, ujmie czymkolwiek poświęcę jej jeden wpis. Będzie to przydatne szczególnie dla mnie, gdyż mam taką wstydliwą przypadłość. Nie jestem wstanie spamiętać książek, które przeczytałam. Nie chodzi tylko o to, że nie pamiętam fabuły wszystkich przeczytanych książek. Ja nie kojarzę nawet tytułów ani autorów przeczytanych przeze mnie książek. Nawet tych, które naprawdę mi się podobały. Jak na osobę, która tak dużo czyta potrafię wymienić tylko kilku autorów i to po dłuższej chwili zastanowienia, co jest nieco niepokojące. I fatalnie wpływa na moją wiarygodność ;). Często zdarza mi się wypożyczyć jakąś książkę z biblioteki i dopiero jak zacznę czytać orientuję się, że już ją czytałam! Cykl "Polecam książkę" pomoże mi stworzyć listę książek, które przeczytałam wraz z autorami oraz krótkim opisem. I wreszcie jak ktoś poprosi mnie o polecenie książki będę mogła zajrzeć do swojej blogowej ściągi zamiast dukać i zastanawiać się.

poniedziałek, 24 marca 2014

Smarowanie rzęs pomadką ochronną - podsumowanie

Jakiś czas temu zaczęłam smarować rzęsy pomadką ochronną. Zdecydowałam się na Alterrę ze względu na pozytywne opinie i świetne rezultaty u innych blogerek. 

Na początku założyłam, że będę smarować rzęsy przez miesiąc, a później zrobię porównanie. No cóż. Trochę przeciągnęłam ten czas. Smarowanie rzęs pomadką ochronną rozpoczęłam 5 lutego, natomiast zdjęcie porównawcze zrobiłam 22 marca. Przez ten czas regularnie, co wieczór smarowałam rzęsy pomadką. Zdarzyło mi się chyba raz czy dwa o tym zapomnieć, ale myślę że nie robi to żadnej różnicy i nijak nie wpływa na efekt.


Źródło: własne

Powyżej zdjęcie rzęs po 6 tygodniach smarowania pomadką. Niestety jestem rozczarowana. Nie widzę większej różnicy. Rzęsy może są minimalnie dłuższe i ciemniejsze. Ale to naprawdę trzeba się przyjrzeć i chcieć coś znaleźć, żeby zauważyć efekt. W głębi duszy spodziewałam się pięknych, długich, gęstych i ciemnych rzęs jak po użyciu dobrego tuszu. Tymczasem one są prawie takie, jak były.

Przed

Po
Patrząc na powyższe zdjęcia odnoszę nawet wrażenie, że moje rzęsy "po" wyglądają gorzej niż "przed". Może to kwestia niezbyt szczęśliwego ujęcia (robię zdjęcia kalkulatorem i na szybko). Dla pewności i wiarygodności nie przerywam jeszcze eksperymentu i za jakiś czas znowu zrobię porównanie. 


sobota, 22 marca 2014

Dlaczego kocham wiosnę

To zabawne, ale dopiero tej wiosny uświadomiłam sobie, że uwielbiam tę porę roku i dlaczego ją uwielbiam. I teraz ciężko mi uwierzyć, że jeszcze rok temu miałam niesamowitego doła bo wiosna. A teraz? Pełnia energii, uśmiech, motywacja i wiara. Jest cudownie. Oto 8 powodów, dla których kocham wiosnę.

Źródło: pixabay.com

1. Świeże warzywa i owoce
Pełno owoców i warzyw. Na dodatek w całkiem rozsądnych cenach, nie to, co w zimie. Świetna wiadomość dla wszystkich odchudzających się, zdrowo odżywiających się oraz tych, którzy po prostu uwielbiają owoce i warzywa.

2. Sport i spacery
Wreszcie można biegać, jeździć na rowerze, na rolkach, chodzić na basen, grać w gry zespołowe. A wszystko to na świeżym powietrzu (no może jeszcze poza basenem) i bez konieczności zakładania na siebie kilku warstw ubrań, żeby nie zamarznąć. Nie trzenba szybko przemykać do domu albo trząść się z zimna na przystanku. Można rozkoszować się piękną, ciepłą pogodą. 

3. Poranki
Teraz poranki nie są już ciemną, cichą porą. Teraz porankowi towarzyszy śpiew ptaków i promienie słoneczne. Od razu łatwiej i przyjemniej się wstaje. A po wyjściu z domu nie atakuje nas mróz.

Źródło: własne

4. Niższe rachunki za prąd ;)
Nie byłabym sobą, gdybym o tym nie wspomniała. Coraz dłuższe dni skutkują znacznym obniżeniem rachunków za prąd. Już nie trzeba zapalać światła rano ani tuz po powrocie z pracy.

5. Cienkie kurteczki, bluzeczki z krótkim rękawem, sandałki...
Wreszcie można zrzucić z siebie wielkie zimowe kurty i zimowe buciory. Od razu lżej na ciele i na duszy. I jakoś tam zgrabniej człowiek wygląda, kiedy ma na sobie mniej warstw.

6. Jest po prostu ładniej i człowiek aż ma ochotę wyjść z domu
Kwiatki kwitną, ptaszki śpiewają, słoneczko świeci, a noce nie są już przeraźliwie zimne.

7. Zaczyna się sezon na pikniki i grilla
I piwko w plenerze ;)

Źródło: pixabay.com

8. Uśmiech, radość i budzenie się do życia
Ludzie z reguły na wiosnę robią się jacyś tacy bardziej uśmiechnięci, zrelaksowani, wyluzowani i wyglądają na szczęśliwszych. A otaczanie się szczęśliwymi ludźmi to +5 do radości. Na wiosnę, myślę że częściej niż na nowy rok, podejmujemy nowe wyzwania, szukamy zmian, nowych możliwości. Z większą wiarą podchodzimy do naszych marzeń i przedsięwzięć.

Niestety wiosna to także czas kataru, alergii, robaków, pijanych małolatów (patrz punkt 7), świecenia w monitor, psich kup wyłaniających się spod śniegu (którego w tym roku prawie nie było) i siedzenia w pracy/szkole podczas gdy za oknem takie piękne słońce i wzmożonego pocenia. Ale mimo to w tym roku kocham wiosnę. 

czwartek, 20 marca 2014

Facet nigdy tego nie zrozumie

Mówi się, że mężczyźni w życiu kierują się raczej rozumem, a kobiety emocjami. Są jednak takie rzeczy, których facet po prostu nie zrozumie. I dzisiaj właśnie będzie o sprawach, których mężczyzna nie zrozumie.



Smarowanie się kawą i nakładanie kawy na głowę.

Osobiście rozumiem wagę i skuteczność kawowego peelingu skóry głowy oraz kawowego peelingu ciała, ale muszę przyznać, że opis brzmi naprawdę śmiesznie. Zaparzoną kawą masuj ciało lub zaparzoną kawę wcieraj w skórę głowy. Mój chłopak, kiedy przypadkiem trafił na blogu akurat na ten wpis o kawowym peelingu na pół minuty znieruchomiał, a później z niedowierzaniem spytał, czy ja nakładałam sobie jego kawę na włosy. Z miną będącą mieszanką skrajnego zadziwienia i odrobiny obrzydzenia. Facet nigdy tego nie zrozumie. Pewnie dlatego, że nie miewa cellulitu i nie zapuszcza włosów. On nawet odżywki do włosów nie używa.

Źródło: własne


Nakładanie oleju na włosy

- Co ty robisz? Nakładasz olej na włosy? Będziesz mieć tłuste.
- Umyję je przecież.
- A nie łatwiej byłoby ich nie tłuścić i nie musieć myć?



Makijaż

Kolega kiedyś skwitował mnie jednym stwierdzeniem, kiedy w rozmowie pojawił się temat makijażu. Po co to nakładasz, jak wieczorem i tak będziesz zmywać? Wiesz, ile pieniędzy co wieczór zmywasz z twarzy i spuszczasz do odpływu? Tak, wiem. Moja nowa paletka cieni z Oriflame kosztuje ponad 40 zł, szminka około 30 zł, baza ze 20 zł, podkład i tusz to samo. Ponad stówka. Chociaż biorąc pod uwagę, że starczają na dłużej niż miesiąc, a cienie na dłużej niż życie, to nie jest chyba aż tak źle.

Źródło: pixabay.com


Mój chłopak nie rozumie natomiast czemu się tym brudzę i brudzę przy okazji swoje ubrania. I jego brudzę, jeżeli akurat przytulę się do niego twarzą. I zawsze podczas demakijażu wyglądam jak po ataku gazem pieprzowym, bo nie umiem jednocześnie dokładnie i delikatnie umyć sobie oczu z tuszu i kredki.


Picie i jedzenie obrzydliwych rzeczy

Jakaś trawa zaparzona (skrzyp, pokrzywa), gluty (siemię lniane), breja (otręby zalane gorącą wodą), ty się dobrze czujesz? (żelatyna) albo o fuj ohyda! (drożdże). Co ciekawsze takie całkiem normalne rzeczy jak szpinak, groszek, ciemny makaron (to dla psa?), jajka bez soli czy biały ser bez cukru również pokutują w umyśle mojego mężczyzny jako coś niejadalnego dla człowieka, kara za grzechy i w ogóle jakieś nieporozumienie.


Brzuszki i inna gimnastyka

O ile ćwiczenia na siłowni mężczyzna jak najbardziej rozumie, to leżenie na podłodze i jakieś dziwne wyginanie się jak robak, który przewrócił się na plecy i nie może wstać (aerobiczna szóstka weidera) są poza zasięgiem rozumienia mężczyzn. Podobnie jak nie widzą oni sensu wykonywania wymachów ramion z obciążnikami (wolniej, większy ciężar i łokcie przy sobie, bo nic ci to nie daje jak tak sobie tylko machasz). Jak zaczynam robić bardziej skomplikowane asany jogi słyszę pytanie, czy dobrze się czuję.



Kupowanie ubrań

- Muszę sobie kupić tę zieloną bluzkę.
- Przecież już taką masz.
- Nie mam takiej.
- Jak to? A ta?
- Ta jest inna, ma okrągły dekolt.
- No to ta.
- Ta nie jest zielona.
- A jaka niby?
- Seledynowa.

I tak dalej.

- Muszę kupić sukienkę.
- Przecież nie nosisz sukienek.
- Ale właśnie mam zamiar zacząć.
- Przecież masz kilka sukienek.
- Ale ja potrzebuję mieć co najmniej sześć sukienek, żeby móc nosić sukienki.




Chodzenie po sklepach, żeby tylko popatrzyć

A skąd ja niby mam wiedzieć, co chcę i co mi potrzebne, jak nie znam asortymentu sklepów. Jak się przejdę to dopiero będę wiedzieć, czego mi brakuje. Bo na razie wiem tylko, że mi czegoś brakuje. Bo zawsze czegoś brakuje. I nie rozumiem w czym oglądanie kosmetyków lub jedzenia jest gorsze i nudniejsze od oglądania samochodów, których też się nie kupuje. A nie wszystkie od razu i na raz na pewno.


Sprząta się zanim jest brudno

- Po co sprzątać skoro jest czysto?
- Bo jak nie posprzątasz, to zrobi się brudno.
- To nie można wtedy dopiero posprzątać?
- Nie nie można.

Źródło: pixabay.com

To tak, jakbym chcieć zatankować samochód po tym, jak właśnie skończyła się benzyna. A little too late.


Oczywiście jest o wiele więcej spraw, których mężczyźni nie są w stanie pojąć. Myślę, że będę na bieżąco tworzyć kolejne takie zestawienia. Materiału mam aż nadto każdego dnia. 

wtorek, 18 marca 2014

Mój pierwszy parkrun

Parkrun to bezpłatne, cotygodniowe biegi na dystansie 5 kilometrów. W Krakowie parkrun organizowany jest w każdą sobotę o godzinie 9 rano na Błoniach. Do wzięcia w nim udziału skłonił mnie mój tata. Sama miałam wiele obaw. Np. że biegam jeszcze zbyt wolno i się nie nadaję. Dopiero tata powiedział mi, że im wcześniej tym lepiej, bo będę mogła obserwować swój postęp. Obserwowanie postępu zawsze spoko i motywuje.



Ubiegła sobota była dniem zdecydowanie złym na bieganie. Mocno wiało i już około 9 rano zaczynał kropić deszcz. Oczywiście starając się być optymistką wykorzystałam tę marną aurę na swoją korzyść. Mianowicie zwaliłam winę za kiepski wynik na pogodę. I wiem, że następnym razem, kiedy pogoda będzie lepsza na 100% pobiegnę szybciej. Wiem też, że nawet przy takiej pogodzie mogłam pobiec szybciej. Ale jakaś psychiczna blokada. Bywa. Moją aspiracją było przebiec w ogóle i udało mi się. Jestem z siebie dumna, że przebiegłam te 5 kilometrów. Jestem z siebie podwójnie dumna, że w ogóle się zdecydowałam, a nie zwątpiłam i odpuściłam sobie, bo zimno, mokro i wieje. Fakt, zmokłam. I co z tego? Przebrałam się, wysuszyłam, a satysfakcja pozostała. 

Obserwując Błonia z poziomu spacerowicza trochę byłam przerażona, bo to półtora okrążenia do przebiegnięcia to przecież kawał. Ale da się. Dało się. Biegają i bardzo młodzi i bardzo starzy. Biegają amatorzy, debiutanci i zawodowcy.  I nie chodzi o ściganie się z innymi. Chodzi o ściganie się ze sobą. O pokonanie swoich słabości i prześcignięcie swojego poprzedniego wyniku. A 5 kilometrów truchcikiem nawet dla początkującego biegacza nie jest niczym nieosiągalnym. Ja mówiłam sobie, że w razie czego po prostu przejdę ten dystans, jeżeli nie dam rady przebiegnąć w całości. I parę razy zdarzyło mi się przejść do marszu. Nie tylko mnie zresztą. Żaden wstyd. Większym wstydem byłoby w ogóle nie podjąć wyzwania ze strachu lub lenistwa. 

Więcej informacji na temat biegów można znaleźć na stronie parkrun.


niedziela, 9 marca 2014

Weekendowy relaks włosowy

Kiedyś dostałam od cioci takie cudowne urządzenie. Masażer do głowy. Wygląda dziwnie. Trochę śmiesznie. Takie druty. Jak sobie to założę na głowę, to wyglądam jak UFO jakieś. Ale kij z wyglądem. Uwielbiam wszelkiego rodzaju drapanie (np. po pleckach), smyranie, mizianie i inne takie. Masaż głowy tym dziwacznym urządzeniem też należy do mega przyjemnych. Szczególnie, jeżeli wykonuje go ktoś inny.



Na początku nieco się obawiałam, że to urządzenie może mi powyrywać włosy i narobić więcej szkody, niż pożytku. Ale przy zachowaniu minimalnej ostrożności nic złego się nie dzieje. Druty zakończone są takimi kuleczkami, dzięki czemu nie drapiemy i nie podrażniamy skóry głowy. Bardzo przyjemnie. Przynajmniej przez pierwsze minuty. Później jakoś tak człowiek się uodparnia i przyzwyczaja, a masaż nie sprawia takiej przyjemności. Ale pierwsze kilkanaście sekund to naprawdę aż miałam ciarki i gęsią skórkę. 

Poza przyjemnością taki masaż poprawia ukrwienie skóry głowy, może przyspieszać rośnięcie włosów i ułatwia wchłanianie składników odżywczych. Niestety również może przyspieszać przetłuszczanie się włosów. Nieumiejętnie i niedelikatnie wykonywany masaż skóry głowy może powodować osłabienie włosów, wypadanie, łamanie się i plątanie. Dlatego powinnyśmy być bardzo delikatne używając takiego urządzenia. 

Poza relaksującym masażem w ramach niedzieli dla włosów nie zrobiłam dzisiaj niczego nowego. Jak co weekend nałożyłam na włosy na noc olej. Tym razem był to olejek brzoskwiniowy z Bielendy, który ma tę ogromną zaletę, że nie brudzi pościeli i nie zmienia zapachu na śmierdzący, jak niektóre olejki. 

Źródło: własne

Moje włosy dzisiaj wyglądają wyjątkowo ładnie i zdrowo. Może to z okazji wczorajszego Dnia Kobiet. Nie wiem. W każdym razie jestem coraz bardziej z nich zadowolona. I kiedy sobie porównuję, jak wyglądały dokładnie miesiąc temu, to postęp jest ogromny. 

Źródło: własne


piątek, 7 marca 2014

Nie mam czasu

Brak czasu to druga po braku pieniędzy wymówka i bolączka ludzkości. Nie mamy czasu na sport, nie mamy czasu dla bliskich, nie mamy czasu na książki, nie mamy czasu na gotowanie zdrowych posiłków. Czasami nawet nie mamy czasu się wyspać czy spokojnie zjeść, a co dopiero mówić o pójściu na basen czy zapisaniu się na jakiś kurs. Napisałam wymówka, bo czasami to rzeczywiście jest wymówka. A czasami brak umiejętności organizacji czasu.

Jeśli ktoś poświęca Ci swój czas - doceń to. Pamiętaj, daje Ci coś, czego nie odzyska nigdy. Czas jest w życiu najcenniejszy i równie często zupełnie nie doceniany. Czas to pieniądze. Ile warta jest godzina twojej pracy? Czas to zdrowie, wypoczynek, miłość, rozwój, przyjemności. Czas daje możliwości jeszcze większe niż pieniądze. Możesz wykorzystać czas, żeby zdobyć pieniądze. Ale nawet mając pieniądze nie kupisz sobie czasu. Możesz za to za pieniądze kupić czyjś czas. Czas jest chyba jedyną sprawiedliwie rozdzieloną rzeczą. Każdy codziennie dostaje 24 godziny do wykorzystania. Co prawda zajęcia i obowiązki każdy ma różne, ale zazwyczaj sami je sobie wybieramy i sami za nie odpowiadamy. W znakomitej większości przypadków to nasze decyzje i ich konsekwencje. 

Nie jest tak, że nie masz czasu. Możesz co najwyżej nie mieć umiejętności zarządzania czasem. Albo mieć za dużo zajęć. Nie sprawisz, że doba będzie mieć więcej godzin, ale możesz nauczyć się efektywniej wykorzystywać te godziny. Możesz też wykreślić ze swojego grafiku kilka pozycji i zastąpić je innymi, ważniejszymi. Teoretycznie. A jak to wygląda w praktyce? Na pewno warto dobrze zacząć dzień. A później przede wszystkim powinniśmy zastanowić się, na co zużywamy najwięcej czasu i gdzie najwięcej czasu marnujemy. Zacznijmy od tego co zajmuje najwięcej czasu i jest absolutnie konieczne. U mnie wygląda to mniej więcej tak (mam na myśli dzień powszedni):

Praca: 8 h
Dojazdy do pracy i z powrotem: 2 x 1,15 h
Sen: 6-8 h

W sumie daje nam to wynik pomiędzy 16,5 godziny a 18,5 godziny w zależności od tego, jak długo śpię. Doba ma 24 godziny, czyli po odliczeniu zostaje mi pomiędzy przynajmniej 5,5 godziny (jeżeli założę, że będę spała 8 godzin) na pozostałe czynności czyli: jedzenie oraz przygotowanie jedzenia, zakupy, uprawianie sportu, spotkania ze znajomymi, spędzanie czasu z moim chłopakiem, czytanie książek, pisanie bloga, siedzenie w Internecie, pielęgnację ciała i włosów, sprzątanie i inne. Jak najefektywniej wykorzystać ten czas?

Sprawdź i planuj
Na początku powinniśmy wiedzieć, ile czasu na co poświęcamy i na co musimy lub chcemy poświęcić czas. Dopiero wtedy można rozplanować sobie efektywne wykorzystanie czasu i wcielić w życie poniższe rady. Wiemy już, które niezbędne czynności zajmują nam najwięcej czasu. Teraz warto sporządzić listę rzeczy i spraw, które chcielibyśmy zrobić wraz z czasem, który chcielibyśmy na nie poświęcić. Np. czytanie książki po pół godziny trzy razy w tygodniu, trening godzina trzy razy w tygodniu, spotkania z rodziną dwie godziny raz w tygodniu.


Upiecz dwie pieczenie na jednym ogniu
Pięć i pół godziny każdego dnia to nie jest mało, ale też nie jakoś dużo. Myślę, że wystarczająco. Oczywiście wybierając się na zakupy musimy dotrzeć do sklepu i wrócić. Najlepiej, jeżeli nasz ulubiony sklep znajduje się po drodze, ale nie zawsze tak jest. No i jeszcze kolejki do kasy. I niezdecydowanie co kupić ;). Na siłownię też trzeba dojechać. Najczęściej wybieramy taką blisko domu lub pracy, ale tak czy inaczej to jest minimum 15 dodatkowych minut chociażby na przebranie się. Na tym tracimy czas. Ale w innych sytuacjach ten czas zyskujemy. Ja jadąc do pracy czytam książkę. Mój chłopak słucha muzyki. Można wtedy także korzystać z Internetu, o ile posiada się odpowiedni telefon (a większość ludzi już posiada). I czas na dojazdy oraz powroty nie jest zmarnowany. Można także jeździć do pracy na rowerze. Owszem, zajmie to trochę więcej czasu, ale przy okazji zaliczamy też trening, na który nie będziemy musieli poświęcać dodatkowej godziny po powrocie do domu. Do sklepu zamiast podjeżdżać można się przejść. Zajmie to więcej czasu, ale przy okazji zaliczymy też spacer. Postarajmy się tak wszystko rozplanować, żeby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. W czasie kiedy na włosach mamy akurat odżywkę możemy sprzątać lub gotować. Wiele jest czynności, które można wykonywać równocześnie i które ze sobą nie kolidują. Np. oglądanie serialu i manicure. Albo powtarzanie materiału na egzamin i gimnastyka (mnie nawet łatwiej się zapamiętuje, jeżeli powtarzam ćwicząc czy biegając, niż miałabym siedzieć przy biurku). Nawet czas, kiedy gotuje się woda na herbatę można wykorzystać na zrobienie kilku przysiadów i pompek albo umycie naczyń.

Zrezygnuj z tego, co nie jest konieczne
Życie jest krótkie. Na prawdę szkoda czasu i szkoda życia na robienie rzeczy, które wcale nie są niezbędne. Mnóstwo ludzi narzuca sobie zadania i obowiązki, których nikt od nich nie wymaga. Żyją w przeświadczeniu, że muszą robić rzeczy, których wcale nie muszą. A na pewno nie tak często. Na przykład pielęgnacja ciała zajmuje kobietom sporo czasu. Nie namawiam do tego, żeby o siebie nie dbać, ale większość dziewczyn nie musi codziennie stosować balsamu do ciała. W zupełności wystarczy zrobić to co 2-3 dni, a nawet rzadziej. Jeżeli skóra się nie przesusza, nie sprawia problemów nie ma sensu po każdej kąpieli jej smarować. Niektórzy twierdzą, że to nawet nie zdrowe, bo kosmetyki to jednak chemia, a skóra musi czasami pooddychać. Osobiście zauważyłam też, że im częściej używałam balsamu, tym skóra bardziej się przesuszała. Po prostu przyzwyczaiła się do balsamu i bez niego nie umiała już sobie sama radzić. Szkoda też czasu na codzienny pełny makijaż. Baza, podkład, korektor, puder, róż, dwa cienie, kredka, tusz. To wszystko na co dzień nie jest nam wcale niezbędne. Lepiej już dłużej pospać. Zdrowiej i na pewno bardziej w ten sposób pomożemy urodzie. Są ludzie, którzy mają obsesję na punkcie czystości. Codziennie odkurzają i szorują umywalki. A nie ma takiej potrzeby. Nie ma takiej potrzeby, żeby dom w każdej sekundzie wyglądał jak po wielkich porządkach. Nie namawiam do bałaganiarstwa, raczej żeby wyluzować. Jak raz naczynia poleżą dłużej w zlewie nic się nie stanie. Okruchy na dywanie też krzywdy nikomu nie czynią. 

Więcej za jednym razem
Można oszczędzić sporo czasu jeżeli jedzenie przygotowuje się na 2-3 dni, a nie codziennie. Większość produktów i posiłków spokojnie może przez kilka dni poleżeć w lodówce. Gotując od razu na kilka dni oszczędzamy czas, ale też prąd i gaz. Nie musimy oczywiście jest codziennie tego samego. Można ugotować więcej makaronu i każdego dnia jest go z czymś innymi. Strasznym pożeraczem czasu są też codzienne, drobne zakupy. Postarajmy się robić większe zakupy 1-2 razy w tygodniu. Ja pieczywo przechowuję w zamrażalniku, dzięki czemu wystarczy że kupuję je raz na tydzień i nigdy się nie marnuje, bo wyciągam tylko tyle, ile akurat planuję zjeść. 

Podzielcie się zajęciami 
Jeżeli mieszkamy ze współlokatorami można się umówić, że zamiast każdy gotować dla siebie gotujecie na zmianę dla wszystkich. Nie mówię, że całe posiłki, ale np. makaron. To samo tyczy się prania. Jeżeli się z kimś mieszka i lubi wspólne pranie ubrań nie powinno być problemem. A oszczędza się w ten sposób i czas i pieniądze.Tak samo z mniejszymi zakupami, jedna osoba może przy okazji swoich zrobić też zakupy dla reszty. A następnym razem zmiana. 

Z czego nie rezygnować?
Pamiętajmy, że oszczędzamy czas na coś, nie dla samego oszczędzania. Po to oszczędzamy czas na pewnych rzeczach, żeby móc go wykorzystać na inne, ważniejsze. Czas to możliwości do wykorzystania. Trzeba je wykorzystać, bo niewykorzystane stają się bezwartościowe. Na pewno nie warto oszczędzać czasu kosztem snu. Sen jest bardzo ważny, a nagminne niedosypianie bardzo szkodliwe. Nie warto też oszczędzać czasu kosztem przyjaciół i rodziny. Dla bliskich zawsze powinniśmy znaleźć czas. Bo później będziemy tylko żałować, że nie podarowaliśmy im swojego czasu, a teraz jest już za późno. Nie powinniśmy rezygnować z tego, co nam sprawia przyjemność. Czas na hobby, pasje i zainteresowania zawsze powinien się znaleźć. Nie powinniśmy sobie odmawiać wszystkich przyjemności i odpoczynku. Czasami lepiej jest spędzić pół dnia leżąc w łóżku. Należy rozróżniać marnotrawienie czasu od przyjemności i odpoczynku. I zachować zdrowy umiar. 


Jak spożytkować oszczędzony czas?
Oszczędzony czas powinniśmy wykorzystać na to, co sprawia nam przyjemność. Na to, co jest dla nas dobre. Na własny rozwój. Na kształcenie. Na pielęgnowanie relacji międzyludzkich. Na rozwijanie zainteresowań. Na hobby i pasje. Na odpoczynek.

wtorek, 4 marca 2014

Top 5 produktów spożywczych czyli moje ulubione jedzenie

Moje ulubione produkty spożywcze. Są tanie, łatwo dostępne, zdrowe i można przygotowywać je na wiele sposobów. Oto lista moich ulubionych produktów spożywczych (w kolejności alfabetycznej). Moje jedzeniowe absolutne must have.


Biały ser
Niskokaloryczny, a zarazem sycący. Na dodatek biały ser stanowi pokaźne źródło białka. Około 20% stanowi białko. Przykładowo jedząc 100 g białego sera dostarczam sobie 20 g białka. Bardzo dużo. No chyba, że ćwiczysz na siłowni. Wtedy 20 g białka to jest średnio ;)). Lubię biały ser, bo ma naturalny smak, więc można go przyrządzać na słodko i na słono i pasuje prawie do wszystkiego. Osobiście mieszam w jednym posiłku biały ser i kabanosy oraz ogórki, chociaż dla niektórych ludzi to połączenie jest już zbyt hardkorowe. Co więcej biały ser jest produktem łatwo dostępnym i niezbyt drogim, co czyni go jednym z moich topowych produktów. 

Źródło: własne
Jabłka
Dostępne niemalże przez okrągły rok i jedne z tańszych owoców. Ulubione jeżeli chodzi o wycieczki albo przekąskę w pracy. Nie trzeba ich obierać ani specjalnie przygotowywać, bez obaw można wrzucić do plecaka - nie pogniotą się, nie pobrudzą wszystkiego. Nic tak nie smakuje jak soczyste jabłko w upalny dzień, soczyste jabłko na Giewoncie lub soczyste jabłko w środku nudnego dnia. Orzeźwia i dodaje energii. I można wybierać, tyle jest gatunków: słodkie, kwaśne, miękkie, twarde, duże, małe. Każdy znajdzie coś idealnie dla siebie.
Źródło: własne

Jajka
Bogate źródło białka i tłuszczu oraz witamin i mikroelementów. Doskonale nadają się zarówno dla osób na diecie odchudzającej, jak i dla tych,którzy chcą przybrać na wadze. Wszystko zależy od sposobu przygotowania potrawy z jajek. A można przygotować z nich najróżniejsze, naprawdę wyszukane dania. Albo prostą jajecznicę lub jajka sadzone, dla tych którzy nie mają czasu. Jajka są również idealnym dodatkiem do sałatek. I robi się z nich moje ukochane omlety, o których na pewno kiedyś napiszę.


Jogurt naturalny
Tani i łatwo dostępny. Zawiera żywe kultury bakterii, które pomagają nie tylko na problemy z zaparciami. Idealny do sałatki jako zdrowszy i lżejszy zamiennik majonezu. Świetnie smakuje z owocami (świeżymi bądź suszonymi). Tak naprawdę można dosypać do niego wszystko: płatki, otręby, ziarna słonecznika, kakao, miód, dżem, co kto lubi i na co w danym momencie ma ochotę. Solo też można spożywać.


Makaron
Niedrogi, łatwo dostępny, szybko się gotuje. Ideał. W dodatku neutralny w smaku, więc można zrobić z niego wszystko i przyrządzić na sto sposobów, jak kto lubi. Co więcej makaron jest źródłem węglowodanów, które szybko dostarczają energii. Można wybierać spośród rozmaitych kształtów (świderki, nitki, spaghetti, krajanka, kolanka, muszelki, łazanki, wstążki, a także literki, gwiazdki, choinki albo makaron w kształcie ryżu) i rodzajów (orkiszowy, żytni, pszenny, jajeczny, razowy lub z mąki oczyszczonej, albo kolorowy z dodatkiem warzyw). Nie wyobrażam sobie, żeby makaron mógł się znudzić. Szczególnie, że marketingowcy wymyślają coraz to nowe wariacje na temat.



Lista jest dość skromna i można by odnieść mylne wrażenie, że mój jadłospis jest monotonny i jem w kółko te same produkty.  Nie jest tak. Jem bardzo różnorodnie, chętnie eksperymentuję i próbuję nowych smaków. Powyższa lista zawiera produkty bardzo uniwersalne, idealne jako baza rozmaitych potraw. Sporządzając zestawienie swoich topowych produktów kierowałam się też ceną i dostępnością. Top x produktów spożywczych to takie moje jedzeniowe must have, które zawsze muszę mieć w lodówce. Do tego dochodzi mnóstwo przypraw i dodatków, ale gdybym chciała sporządzić ich listę to liczyłaby one ze sto pozycji, a nie x. Gdybym chciała sporządzić listę często spożywanych produktów były by tam też inne owoce, warzywa, mięso, ryby, kasze, mleko i wiele rodzajów sera. Ale z jakiegoś względu jabłko jest dla mnie najlepszym owocem, a w ogólnym rozrachunku makaron jest jednak ponad kaszą i ryżem. Może dlatego, że szybciej się gotuje, a może chodzi o te wszystkie fantazyjne kształty.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...