środa, 5 listopada 2014

Najwięksi wrogowie odchudzania

Jest dwóch największych wrogów odchudzania. Skutecznie utrudniają zrzucanie kilogramów i redukcję masy ciała. I bardzo trudno jest z nimi wygrać. Obecnie dzięki bieganiu i wewnętrznemu spokojowi moja waga jest w normie i nie czuję potrzeby odchudzania. Nie zawsze tak było i miałam okazję poznać dwóch największych wrogów odchudzania. Dwa czynniki, które czynią spadek masy ciała niemalże niemożliwym. Wróg odchudzania numer jeden: prawidłowa waga. Wróg odchudzania numer dwa: nasza własna głowa. Z tym pierwszym nic nie zrobisz. Musisz zaakceptować i popracować nad czymś innym. Na tego drugiego są sposoby, ale wymagają wiele wysiłku i zmian.

Źródło: pixabay.com


Wróg odchudzania numer jeden: prawidłowa waga
Najtrudniej jest chudnąć ludziom, którzy wcale nie mają nadwagi. Czasami tak się zdarza, że nasza wizja idealnego ciała nie do końca idzie w parze z tym, co mówi BMI, co mówią lekarze i zdrowy rozsądek. Jeżeli chcemy osiągnąć wagę poniżej normy nasz organizm zaczyna się bronić. Również jeżeli chcemy redukować zupełnie zdrową i prawidłową masę ciała, można spotkać się z oporem. Myślę, że w takim przypadku lepiej byłoby odpuścić. Zamiast skupiać się na utracie wagi można popracować nad jędrnością ciała. Zadbać o mięśnie i kondycję. Zacząć regularnie ćwiczyć i wspomagać się samodzielnymi masażami. Waga prawdopodobnie ani drgnie, ale różnica wizualna będzie ogromna. Bardzo często problemem nie jest za wysoka waga, tylko słabe, zaniedbane, niewyćwiczone ciało. Problemem bywają też nierealne i irracjonalne oczekiwania i wizje własnej osoby. Nie da się zwężyć sobie bioder. U większości osób nogi mają taką budowę, że uda stykają się ze sobą podczas stania. Praktycznie każdemu tworzą się na brzuchu wałeczki, kiedy siada (chyba że jest kupą mięśni, nie skórą i kośćmi). 

Źródło: pixabay.com

Wróg odchudzania numer dwa: nasza własna głowa
Nasze lęki, ograniczenia, przyzwyczajenia i sposób myślenia. Nie choroby, genetyczna skłonność do tycia czy ciężkie kości. Najczęściej sami sabotujemy swoje odchudzanie karmiąc się złymi myślami. Bo wszystko zaczyna się w głowie. Największą przeszkodą i ograniczeniem nie jest nasz apetyt czy umiłowanie do słodyczy. Bardziej niechęć do zmian. Brak pozytywnego nastawienia. Niechęć do wysiłku czy głęboko zakorzenione przekonanie o porażce i bezsensowności własnych działań. Jak ciało może schudnąć, jeżeli mózg (czyli ten mądrzejszy) wie, że to i tak się nie uda? Ciężko wytrwać jedząc zdrowo i normalnie, jeżeli uparcie będziemy myśleć o dietetycznych posiłkach, że są paskudne. Ciężko też przez tydzień jeść tylko owsiankę, jajka i twaróg. Trzeba włożyć trochę wysiłku w skomponowanie zdrowej diety, która będzie jednocześnie odpowiadać naszym preferencjom smakowym. Nasza własna głowa jest największym wrogiem odchudzania. Człowiek potrafi nieraz myśleć takie rzeczy, że aż wstyd pisać. Zapanowanie nad umysłem i skierowanie swoich myśli na właściwe tory to przepis na sukces. Nie tylko w odchudzaniu. Zabrzmiało trochę sekciarsko, ale ja przestałam mieć problemy z wagą, kiedy zadbałam o swoje myśli i odczucia. I nagle okazało się, że wcale nie mam grubych kości. Że wcale nie mam skłonności do tycia ani niskiej przemiany materii. Jakież było moje zdumienie, kiedy okazało się, że niedoczynność tarczycy wcale nie oznacza nadwagi. Że wcale nie odziedziczyłam po babci figury pulpecika. I że wcale nie muszę pilnować tego, co jem. Muszę pilnować jedynie tego, co myślę. Jak wszyscy. Reszta przychodzi naturalnie i bezboleśnie. 

2 komentarze:

  1. Podpisuję się pod tymi postem rękami i nogami. Nic tak nie utrudnia odchudzania/zdrowego stylu życia/nastawienia do czegokolwiek jak my sami :)

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...