piątek, 17 października 2014

Jak to naprawdę jest z tymi zawodami?

Co się dzieje w głowie biegacza przed zawodami, w trakcie i po? Nie wiem. Zgaduję, że na pewno zgoła coś innego niż w mojej. A co u mnie można przeczytać poniżej. A tak w skrócie to dużo głupotek, trochę rozbicia i niezdecydowania, poczucie wartości skaczące po całej skali i takie smutne nadzieje, które może kiedyś się spełnią. Bo dużo życzeń czy nawet samych myśli mi się spełniało. Ale o tym innym razem. Dzisiaj zapraszam na przegląd mojej głowy w okresie zawodów. 

Etap rozważań i czynniki decydujące o udziale
Najpierw jest etap rozważań, czy zapisać się na dane zawody, czy nie. Zazwyczaj czynnikiem decydującym jest koszulka techniczna w pakiecie ;) A tak serio to biorę pod uwagę oczywiście cenę (a jakże) i zawartość pakietu startowego, dystans oraz miejsce zawodów. Dość ważne jest dla mnie, żeby medal był. Bo później ciężko jest mi zapamiętać i zliczyć wszystkie biegi. I taki medal jest wspaniałą pamiątką. I powodem do dumy, zawsze jest się czym pochwalić, jeżeli wynikiem nie można ;)
Źródło: własne
Bogaty pakiet startowy zawsze jest elementem mocno zachęcającym. Nie ważne, że później wracam obładowana z takim ciężkim, niedopinającym się plecakiem ;) Z reguły bez większego zastanawiania decyduję się na biegi liczące ok. 10 km. To jest dystans idealny zawsze. Dużo dłuższe wiadomo wymagają więcej siły, lepszej formy, przygotowania i zajmują więcej czasu. To już poważniejsza sprawa. Trzeba przemyśleć. A taką dyszkę to w większości przypadków praktycznie z marszu można sobie zaliczyć. Krótsze dystanse też nie są dobre. Wychodzę z założenia, że nie opłaca mi się specjalnie gdzieś jechać, przywdziewać tę zbroję zwaną strojem do biegania i pocić się tylko po to, żeby sobie przez pół godziny przebiec 5 km. Więcej zachodu z dojazdami i czekaniem na pakiet startowy niż samego biegu. Z powodu mojego ograniczonego czasu najchętniej wybieram biegi, które są blisko czyli w Krakowie i ewentualnie w niedalekiej odległości od Krakowa. Do jakiegoś Wrocławia czy Poznania to tylko na maraton mogłabym pojechać, bo na krótsze biegi się nie opłaca zupełnie. A i tak pewnie dłużej bym jechała niż biegła. Dodatkowo czynnikiem mającym znaczenie i motywującym jest udział moich znajomych w danym biegu. Nie zwracam natomiast zupełnie uwagi na nagrody, bo nigdy jeszcze niczego nie wygrałam i dużo czasu jeszcze upłynie zanim wybiegam jakąś nagrodę. 

Przed zawodami
Krótko przed biegiem w mojej głowie walczą ze sobą dwie przeciwne myśli. Pierwsza: muszę wygrać, muszę być pierwsza! ;) Druga: Najwyżej przejdę ten dystans jak nie będę miała siły biec. Poza tym następuje wówczas koncert życzeń typu: żeby tylko nie padało, żeby tylko nie bolał mnie brzuch, żeby kolejki do kibla przed biegiem nie ciągnęły się kilometrami, żebym tylko sobie nogi nie skręciła przy zbiegach, żeby tylko nikt mnie nie zdenerwował przed biegiem (nie dam rady dobrze biec jak się czymś martwię lub denerwuję), żeby tylko telefon bez problemu złapał gpsa i jeszcze raz żeby tylko nie padało, bo mi zatopi telefon. Może kogoś zdziwię, ale nie obmyślam żadnej taktyki ani nic w tym stylu. Co najwyżej zakładam w jakim przedziale czasowym chciałabym się zmieścić. 



W trakcie biegu
W trakcie biegu to myślę o wszystkim. Zarówno o sprawach związanych z zawodami, jak i o tych zupełnie odległych. Ale te nie w temacie pozwolę sobie pominąć, a skupić się na tych tematycznych, biegowych. Pierwsze kilometry zazwyczaj są trudne (a winne są moje złe nawyki, a konkretnie olewanie rozgrzewki). Myślę wówczas o tym, żeby przetrwać. Powtarzam sobie, że to minie. Żeby się teraz nie zatrzymywać, bo to pułapka. Czasami mówię sobie w myślach, że nie mam siły i nie dam rady. Czasami nawet, że jestem słaba i do niczego. Nie pomaga mi to, ale też nie szkodzi. A przynajmniej pozwala zająć jakoś czas. Później jeżeli nadal jest ciężko, a to dłuższy bieg obiecuję sobie, że teraz biegnę, ale po 10 km mogę kawałek przejść. Takie negocjacje ze sobą;) Zastosowałam to na Półmaratonie Wielickim. Czasami wmawiam sobie, że jestem super i silna chociaż czuję się najsłabszą istotą na ziemi. I oczywiście odliczam kilometry i wyczekuję tabliczki z kolejnymi coraz większymi liczbami. Jeżeli mam lepszy czas i biegnie się przyjemnie liczę wyprzedzane kobiety. Mężczyźni mnie nie interesują. 

Źródło: fotomaraton.pl
Czasami na chwilę przyczepiam się do wybranej osoby, która nigdy nie dowiaduje się o tym, że zyskuje miano mojego osobistego peacemakera na danym odcinku. I nigdy nie oglądam się za siebie. Generalnie zasada jest taka, że im przyjemniej i łatwiej mi się biegnie, tym mniej moje myśli dotyczą biegania. I prawda jest taka, że nie podczas każdego biegu jest miło i przyjemnie. Czasami jest ciężko, trudno i boli. Czasami motywacje gdzieś ulatuje i pytam samą siebie, po co ja się na ten bieg zapisałam i po co ja w ogóle biegam. Nie zawsze podczas biegu jest fajnie, ale zawsze po biegu jest fajnie. Satysfakcja, radość, endorfiny uwolnione podczas wysiłku no i oczywiście można wreszcie sobie stanąć a nawet usiąść i odpocząć ;) 

Po biegu
Z radością przyjmuję medal a później zazwyczaj kompulsywnie rzucam się na izotoniki i ewentualne jedzenie, a później przepycham się łokciami do depozytu. Kolejnym punktem zazwyczaj jest toaleta (i pobożne prośby, żeby przynajmniej po biegu nie było kilometrowych kolejek). A wcześniej wyłączam endomondo, jeżeli je włączyłam. A raczej włączam. Na szybko patrzę na swój czas i zastanawiam się, czemu nie lepiej. Ale i tak jestem z siebie dumna i mega zadowolona, że to wreszcie już koniec. Później piję wodę lub izotonika i szukam znajomych twarzy. Najbardziej szukam tych, których wiem że i tak nie znajdę. Później dostaję smsa i łudzę się, że to od kogoś innego, a to tylko sms z moim wynikiem. Jeżeli jest dobry odrobinkę się cieszę. Czasami chwalę się niebiegającym znajomym wynikiem, jaki udało mi się osiągnąć. A później zbieram się i wraca do domu obładowana jak wół wodą i izotonikami. I niekiedy to jest jeden z najsmutniejszych momentów. Nie wiem dlaczego. Wrzucanie fotek na Instagram trochę pomaga. 

Źródło: własne
I do następnego biegu. 

1 komentarz:

  1. Widzę, że co biegacz to inny punkt widzenia :) U mnie zwykle są zupełnie inne myśli, skupienie, plan, motywowanie się w stylu : "zrobisz to, możesz to zrobić, dasz radę". I nie ważne co zawiera pakiet, w sumie jak jest koszulka to ok, ale w zawodach biegam raczej po to, żeby złapać energię :)

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...