środa, 24 września 2014

Polub siebie. Co w sobie lubię?

Ja ogólnie siebie lubię. A przynajmniej się staram. Często przypominam sobie swoje zalety i mocne strony, a kiedy dopadają mnie deresyjne myśli, że jestem beznadziejna staram się znaleźć sposób, żeby popracować nad tym, co we mnie takie beznadziejne. Bo po co być beznadziejnym, jak można się trochę wysilić i być super? Ale nie o tym miało być. Miało być o tym, co w sobie lubię. Co mi się we mnie podoba.

Zostałam nominowana przez Małgę biegającą z maczetą, do kolejnej zabawy blogowej. Za nominację serdecznie dziękuję. Sprawiła mi ona ogromną radość i oczywiście nie spodziewałam się ;)


1. Włosy jak na włosomaniaczkę przystało. Może wyjaśnię: nie jestem zadowolona z tego, jak wyglądają moje włosy. Nie są idealne i dużo im brakuje. Ich stan absolutnie mnie nie zadowala. Ale je lubię. Lubię moje włosy, dlatego o nie dbam. Olejuję, używam nieszarpiącej szczotki tangle teezer, poświęcam im wiele czasu i troski, pielęgnuję, zapuszczam i chciałabym żeby były jak najpiękniejsze. Myślę, że żeby coś w sobie lubić, to wcale nie musi być idealne. 
Źródło: własne
2. Zęby i uśmiech. Wiele ludzi komplementuje moje zęby i uśmiech. Od dziecka bardzo o nie dbałam. Często słyszałam od koleżanek z podziwem, jakie mam białe zęby. Oczywiście osobiście uważam, że do ideału wiele im brakuje ale na to tylko photoshop. Kilka razy wybieliłam zęby, ale trochę się boję. Zdrowie jest ważniejsze niż te kilka odcieni bieli na kilka miesięcy. A uśmiech każdemu dodaje uroku, więc staram się uśmiechać jak najczęściej :) Oprócz tego przestrzegam podstawowych zasad higieny jamy ustnej. Ze swoich zębów jestem dumna od dawna. 

Źródło: własne

3. Figura. Jako dziecko (tak, dziecko!) i nastolatka miałam straszne kompleksy na tym tle. Teraz odkąd osiągnęłam psychiczny spokój i włączyłam do swojego życia zdrowe odżywianie i aktywne spędzanie czasu nie mam sobie w kwestii figury nic do zarzucenia. Tzn. oczywiście miałabym na upartego, ale tak patrząc całościowo wyglądam zupełnie ładnie. Na dodatek moje ciało jest silne, zdrowe i wysportowane.


Źródło: własne
4. Ramiona. Uważam, że są świetne. Co prawda lepiej wyglądają, niż rzeczywiście w nich siły, ale i tak je lubię. I świetnie czuję się w koszulkach bez rękawów. 

Źródło: własne
Ja jestem jedną z tych osób, które żeby zaakceptować siebie potrzebowała po prostu czasu. Wiele nastolatek ma ogromne problemy z samoakceptacją, które w dorosłym życiu jakoś maleją. Nie mówię, że wszyscy, ale znam wiele osób, które są potwierdzeniem tej tezy. M.in. dlatego uważam, że lepiej być dorosłym. Oczywiście samoakceptacja nie przyjdzie tak po prostu, nie zapuka do drzwi i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki brzydkie w swoich oczach kaczątko nie zmieni się w księżniczkę. To proces powolny, zmiany zachodzą stopniowo, niezauważalnie na pierwszy rzut oka. Ja pewnego dnia obudziłam się i uświadomiłam sobie, że od kilku dni, tygodni, miesięcy czuję się ze sobą dobrze. Że już nie czuję się brzydka, gruba, głupia ani gorsza. Czuję się normalna i fajna. Wszystkie nastoletnie kompleksy gdzieś wyparowały, a przecież wcale aż tak bardzo się nie zmieniłam. Zmienił mi się jedynie sposób postrzegania i priorytety. No i oczywiście w między czasie jak kompleksy parowały ja uczyłam się, poznawałam ludzi i życie, kończyłam studia, czytałam książki i starałam się karmić swoje ciało zdrowym jedzeniem, a duszę inspirującymi i motywującymi historiami. 

3 komentarze:

  1. Cudownie jest się akceptować w 100%. Brawo :)
    ja też lubię motywujące książki

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo! Masz super pozytywne nastawienie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się, na wszystko potrzeba czasu :)

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...