poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Czy jestem uzależniona od biegania?

Pomimo trwającej od kilku lat mody na bycie fit uzależnienie od sportu nie jest niczym nowym. Pamiętam, że będąc małą dziewczynką z lubością zaczytywałam się gazetami mojej mamy. Jakieś Przyjaciółki, Tiny, Klaudie, Olivie i inne. To było kilkanaście lat temu. Już wtedy pisano o problemie uzależnienia od sportu, chociaż podejrzewam, że skala tego zjawiska mogła być znacznie mniejsza niż obecnie. Problem istnieje, jest coraz powszechniejszy i myślę, że warto o nim mówić.

Sport teoretycznie jest zdrowy. Taki z umiarem, na poziomie amatorskim. Bo czy zawodowe uprawianie sportu jest dobre dla zdrowia, można dyskutować. Czasami sport szkodzi. Tak samo teoretycznie "zdrowa dieta" jest zdrowa. Z umiarem, bo ortoreksja (patologiczna obsesja na punkcie spożywania zdrowej żywności) to już poważna choroba psychiczna, która bardzo silnie odbija się na zdrowiu fizycznym. I tak dalej, i tak dalej. Co za dużo to nie zdrowo. Wszystko z umiarem i złoty środek. Nigdy nie byłam uzależniona od sportu i mam nadzieję, że nie będę. Myślę, że nie mam skłonności do uzależnień (nie palę i potrafię żyć bez internetu, ale niestety rzadko kiedy mam okazję), raczej problem z wyznaczeniem złotego środka. I momentami mam potrzebę dać z siebie maksimum.

Twardo biegnę, chociaż kolano boli

Czasami obserwuję u siebie teoretycznie niepokojące sygnały np. silną złość, kiedy pada deszcz i nie mogę iść pobiegać. Albo kiedy czasami mając do wybory trening i spotkanie z rodziną wybieram to pierwsze. Albo chociażby to, że jedną z moich pierwszych 5 myśli po obudzeniu jest sport. Właściwie nie ma chyba godziny, żebym o tym nie myślała. Ale z drugiej strony nie ma też godziny, żebym nie myślała o moim chłopaku, o czekoladzie i o wielu innych rzeczach. Biegnięcie pomimo silnego bólu w kolanie i w ogóle stawienie się na 12 kilometrowy Bieg AGH pomimo wyraźnego bólu kolana też nie było do końca mądre (i zapłaciłam za to 2 tygodniami bez biegania). Bardzo staram się nie popadać w obsesję i uzależnienie. I chyba póki co organizm i przypadki to regulują. 





Poprzedni tydzień bardzo dużo biegałam. Prawie codziennie w tym jeden półmaraton. W sumie przebiegłam prawie 53 km i przeszłam 35 km. Natomiast w tym tygodniu zbiegły się ze sobą ból brzucha, deszcz i zwyczajny leń i przebiegłam niecałe 20 km (w tym 3  w sobotę i 11 na ostatnią chwilę w niedzielę). Spora różnica. Jeden tydzień bardzo pracowity i wyczerpujący, a drugi leniwy i regenerujący. Chyba wszystko w normie. Staram się nie nakręcać statystykami, ale jak widzę, że było lepiej robi mi się tak trochę smutno. A przecież wiem, że nie codziennie można dawać z siebie maksimum. Nawet nie należy non stop działać na najwyższych obrotach, bo to strasznie wypala.

2 komentarze:

  1. O uzależnieniu od sportu możemy mówić dopiero wtedy gdy na jego rzecz poświęcamy na prawdę ważne rzeczy, a ty masz chłopaka, myślisz też o innych przyjemnościach więc jest spoko.

    OdpowiedzUsuń
  2. wow bardzo imponująco :-) gratuluje wspaniałej formy

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...