sobota, 14 czerwca 2014

Lepiej jest być dorosłym

Lepiej jest być dorosłym. Nie miałam złego dzieciństwa. Rodzice mnie nie bili, poświęcali mi czas. Nie brakowało nam pieniędzy. Było normalnie. Ale z ulgą przyjęłam fakt, że nie jestem już dzieckiem. I absolutnie nie chciałabym się cofać w czasie. Nie chciałabym być znowu dzieckiem. Lepiej jest być dorosłym.

Jest kilka powodów, dla których bycie dzieckiem wcale nie jest takie fajne ani zabawne. I wszyscy, którzy marzą o powrocie do dzieciństwa chyba o pewnych rzeczach zapomnieli. 

Nic nie wolno
Dziecku tak naprawdę mało co wolno. I na wszystko musi mieć pozwolenie. Nawet na wyjście do toalety w czasie lekcji. Jak dziecko chce zapisać się na jakiś kurs albo zajęcia też musi mieć pozwolenie od rodziców. O wszystko musi się pytać i prosić. Dziecko nie ma swoich pieniędzy. Może je co najwyżej dostać od kogoś. I tak dobrze, że kupując ubrania za wyższą kwotę np. kurtkę zimową nikt w sklepie nie pyta o dowód osobisty albo pozwolenie od rodziców. A jak takie starsze dziecko-nastolatek chciałoby podjąć pracę dorywczą, żeby nie prosić rodziców o pieniądze to i tak musi rodziców poprosić o zgodę na wykonywanie tej pracy. Nic człowiekowi nie wolno. Nie może wziąć legalnie wolnego od szkoły. Nie może wyjechać sobie na drugi koniec świata. Wiele młodych dziewczyn ma nawet problem z wizytą u ginekologa i receptą na tabletki antykoncepcyjne. Człowiek zanim nie skończy 18 lat ma bardzo mocno ograniczone prawa i możliwości. Właściwie to do pełnoletności człowiek jest wręcz "skazany na łaskę" dorosłych. Zdecydowanie lepiej być dorosłym.




Dzieci  mają mniejsze doświadczenie życiowe i są słabsze
To sprawa oczywista, że człowiek doświadczenie zdobywa z wiekiem. Dziecko czy nastolatek jest jeszcze bardzo słabe i zagubione. Łatwe do manipulowania, nie wie, czego tak naprawdę chce. Częściej działa pod wpływem złych impulsów. Łatwiej chłonie negatywne wzorce. Dorosły człowiek jest silniejszy. Wie, czego chce. Zna siebie i swoje możliwości. Łatwiej mu się żyje. Nie przejmuje się drobnostkami. Większość moich koleżanek w szkole miało ogromne kompleksy. A później im przeszło. Albo przestały się przejmować i zaakceptowały albo zmieniły. Nie ma nic fajnego w byciu bardzo młodym i bardzo niedoświadczonym, kiedy każde drobne potknięcie boli jak upadek z drugiego piętra. Im człowiek starszy, tym lepiej sobie radzi. Ze wszystkim. Ze śmiercią bliskich, z rozstaniem, z chorobami. Więcej rozumie. Jest mądrzejszy. Dziecko czuje wszystko miliard razy mocniej.



Moja dorosłość
Moja dorosłość to były trzy etapy rozłożone w czasie. Pierwszy etap dorosłości to było oczywiście ukończenie 18 lat. Mogłam już od tego momentu legalnie kupować alkohol i fajki. Ja akurat nie palę i odkąd skończyłam te 18 lat aż do teraz alkoholu zbyt wiele też nie wypiłam. Pewnie mniej niż średnia krajowa, ale liczy się sam fakt, że mogę. Mogłam też wtedy podjąć pracę, ale akurat tego też nie zrobiłam. Ale mogłam. Niestety wciąż musiałam prosić o zgodę na wyjście do toalety w czasie lekcji i jeżeli z jakiegoś powodu nie mogłam być obecna w szkole mama musiała napisać mi usprawiedliwienie. Dorosłej, 18 letniej dziewczynie. Ponadto rodzice musieli chodzić do szkoły na zebrania i wysłuchiwać pogadanek o mojej przyszłości o ocenach. Szkoda, że ze mną nikt w sumie o tym nie pogadał. A jak taki dorosły 18 letni byk coś nabroił, dał komuś w mordę w szkole, to dyrektor wzywał rodziców.
Drugim etapem dorosłości było ukończenie liceum i pójście na studia. Tutaj nagle byłam traktowana jak dorosła. Mogłam wyjść do toalety, kiedy potrzebowałam. Mogłam sama usprawiedliwiać swoją nieobecność na zajęciach. Za moje wyniki naukowe lub ich brak obrywałam tylko ja, a rodzice w ogóle nie musieli mieć pojęcia jakie mam oceny, czy chodzę na zajęcia i czy jeszcze mnie nie wyrzucili ze studiów. Jeżeli coś nabroiłam konsekwencje i pogadankę miałam tylko ja. Rodzice też o niczym nie musieli wiedzieć. Co ciekawe w liceum nawet po ukończeniu 18 lat picie alkoholu było trochę tematem tabu. Na studiach wręcz przeciwnie. Piwo z wykładowcą nikogo nie dziwiło ani nie szokowało.
Trzecim etapem mojej dorosłości było znalezienie pracy i wyprowadzka z domu rodzinnego. Dopóki nie masz pracy i mieszkasz z rodzicami nawet pomimo skończonych 18 lat nie do końca jesteś osobą dorosłą i samodzielną. Bo co to za dorosłość, jak musisz prosić mamę o pieniądze na imprezę. A mama może ci nie dać, bo nie lubi twoich imprez. Albo na buty. A mama może powiedzieć, że na takie buty to nie i kupi ci inne, lepsze według niej. Jej pieniądze. Ma prawo. Posiadanie własnych, samodzielnie zarobionych pieniędzy z którymi można robić co się podoba bez tłumaczenia się komukolwiek to ogromny luksus. Podobnym luksusem jest wyprowadzka od rodziców. I wreszcie można zaprosić znajomych na imprezę bez pytania mamy o zgodę. Bo mama ma prawo się nie zgodzić. Dopóki mieszkasz pod jej dachem ma prawo decydować kto i na jak długo będzie przychodził. A po wyprowadzce wreszcie możesz odetchnąć. Sprzątać wtedy kiedy uważasz za słuszne. Zapuścić pokój i hodować karaluchy albo chociaż kota, których mama nie znosi. 

Moi rodzice nie byli tyranami. Nigdy nie brakowało mi pieniędzy. Właściwie to z tego, co od nich dostawała zawsze sporo mi zostawało. Poniekąd dlatego, że mam małe potrzeby. Natomiast na imprezy w domu absolutnie się nie zgadzali. I wstydziłam się przy nich w domu napić nawet Reddsa ;) A niektórych moich znajomych nie lubili do tego stopnia, że w ogóle nie zgadzali się, żebym ich przyprowadzała. I mieli takie prawo. I marudzili, żebym sprzątała akurat wtedy, kiedy byłam potwornie zajęta malowanie paznokci lub czytaniem blogów. I ciągle słyszałam ten nieśmiertelny tekst dopóki mieszkasz pod moich dachem i dopóki cię utrzymuję... ;) Z ogromną ulgą przyjęłam, że to się już skończyło. I wiecie co? Wcale nie zgniłam w brudzie, nie umarłam z głodu i nie brakuje mi pieniędzy już w połowie miesiąca. 



Dorosłość to też zabawa i beztroska
Absolutnie nie zgadzam się, że dorosłe życie to tylko stres, odpowiedzialność i ciężka praca. Jestem dorosła. Mam skończone 18 lat, mam nawet skończone studia, sama się utrzymuję i wyprowadziłam się od rodziców. I wcale nie czuję się przytłoczona ani zestresowana. Wręcz przeciwnie. Czuję się zrelaksowana i wolna jak nigdy. I cały czas lubię maskotki. I cały czas dostaję od chłopaka kolejne. I przytulam je, czasem do nich mówię i nie widzę w tym nic złego ani dziwnego. W sumie nikt poza moją siostrą nie widzi. Jak mam ochotę oglądam bajki albo czytam literaturę młodzieżową. Bo kto dorosłemu zabroni? W przeciwną stronę to średnio działa niestety. I dlatego też lepiej być dorosłym. Cały czas uwielbiam huśtawki i chodzimy czasem z chłopakiem na plac zabaw. I jest fajnie. Noszę kolorowe spineczki do włosów jak mam ochotę. Mam nawet takie z Hello Kitty. A co? Nie można? Cały czas jem żelki i czasami dostaję Kinder Niespodziankę. Jest super. I nie tęsknię absolutnie za niczym z dzieciństwa, bo wszystko co wtedy było fajne cały czas mam. A na dodatek mam jeszcze prawo o sobie decydować. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...