czwartek, 1 maja 2014

Ostatni trening do XIII Cracovia Marathon

Wolny czwartek to fajna sprawa. Można wybrać się gdzieś za miasto. Na przykład do Puszczy Niepołomickiej. I miło oraz pożytecznie spędzić czas z fajnymi ludźmi. 1 maja wybrałam się z samego rana (no na 10 więc może nie tak z samego rana) do Puszczy Niepołomickiej na trening z Mastersami. Dziesiąty z kolei i już ostatni trening przed maratonem. Jest to trening LSD  (Long Slow Distance) czyli długie wybieganie. Żadne narkotyki broń boże!  

Źródło: własne

Bieganie po lesie to zupełnie inna sprawa, niż bieganie po ulicach czy dookoła stadionu. Człowiek czuje się taki dotleniony i taki wolny. Coś wspaniałego. Świeże powietrze, szum drzew, śpiew ptaków. Piękne widoki (jakkolwiek je sobie zinterpretujecie ;)). Zrobiłam sobie mocne postanowienie, żeby nie przesadzić, bo dzisiaj jest czwartek, a w niedzielę biegnę w IX Biegu Kraków-Skotniki i bardzo nie chciałabym być ostatnia ;).
Dzień już z samego rana zapowiadał się cudownie. Słoneczko, ciepełko, prawie idealnie niebieściutkie niebo. W lesie zawsze będzie troszeczkę chłodniej, niż byłoby gdzieś na otwartej przestrzeni, więc sytuacja idealna. 

Źródło: własne

Pierwsze kółko liczące około 6,5 km przebiegłam bez zatrzymywania się, równym tempem nie odbiegając od towarzystwa, z którym zaczęłam biec. Mniej więcej pod koniec drugiego kółka zaczęły się problemy. Tak naprawdę moim największym problemem jest psychika. Nie że sił brakuje. Nie że bolą mięśnie. Nawet nie ból i dyskomfort w brzuchu, tylko psychika, która nie puszcza mnie dalej i każe się zatrzymać. Pomimo tych zatrzymań, których były chyba trzy, drugie kółko przebiegłam prawie dobrze. To się nazywa metoda gallowaya, czyli mówiąc najprościej trochę idę, żeby później szybciej pobiec i znowu odpocząć w marszu i tak dalej. Są zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy tej metody. Ja zaczęłam ją praktykować, nie mając pojęcia, że to w ogóle jakoś się nazywa i nie jest takie całkiem głupie. 

Źródło: własne
Po drugim kółku zrobiłam sobie dłuższą przerwę. Napiłam się, zjadłam banana i pyszne ciasto z kaszy kukurydzianej. I czułam, że to trzecie kółko to może być koszmar. Trochę był. Przebiegłam około kilometra i psychika znowu powiedziała "dość". Wykorzystałam ten czas na rozciągnięcie się. Kiedy wróciłam do biegu zaczęłam myśleć o prawie jazdy i tak mnie te rozmyślania pochłonęły, że psychika odpuściła na kilka kilometrów. Kiedy czymś zajmę myśli, uwagę to biegnie mi się o wiele lepiej, szybciej i mniej męcząco. Niestety prawo jazdy nie było w stanie zaabsorbować mnie na całą trasę, więc po kilku kilometrach znowu przeszłam do marszu. I przemaszerowałam tak prawie do końca. Zaczęłam biec dopiero, kiedy moim oczom ukazała się meta. Tak na wszelki wypadek, a nuż ktoś zdjęcie zrobi ;) Czwartego kółka w ogóle nie zrobiłam.

Dzisiejszy trening uważam za bardzo udany. Pogoda dopisała, ja spisałam się lepiej niż na poprzednim LSD. I tylko mam dylemat, czy w sobotę przed biegiem w Skotnikach iść na parkrun czy sobie odpuścić. Najsprytniej byłoby gdzieś pojechać. Nie kusił by mnie parkrun i obyłoby się bez przetrenowania. Ale z drugiej strony rzadko mam okazję biegać parkrun, bo zazwyczaj w tym samym czasie mam treningi BBL. No kurcze, co robić? Jak żyć? 

Źródło: własne

Ps. A w maratonie nie biorę udziału. Jeszcze nie w tym roku.
A odnośnie maratonu, to nie ma się co martwić. I tak złamiemy 4 godziny. Jak nie na mecie, to na trasie ;)

1 komentarz:

  1. Mi dużo większą satysfakcję sprawia bieganie bez zatrzymywania się. Jak już się zatrzymam to od razu mam gorszy humor.. Chociaż przy takich dłuższych dystansach chwilka przerwy dobrze robi :)

    Parkrun.. ja chyba pójdę, o ile będzie :D

    OdpowiedzUsuń

W celu działań promocyjnych na blogu należy skorzystać z zakładki Kontakt. Więcej informacji o blogu w zakładce Informacje o blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...