niedziela, 26 maja 2019

Testuję L’Oréal Paris Elseve Dream Long w Klubie Ekspertek

Zestaw Elseve Dream Long od L’Oréal dla długich włosów bardzo przypadł mi do gustu i właściwie nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Ja co prawda nie jestem wybredna, ale moje włosy miewają swoje humorki. Odkąd pamiętam je zapuszczam i właściwie zawsze miałam długie. Sporo kosmetyków przetestowałam przez te lata, więc mam porównanie.

Testuję L’Oréal Paris Elseve Dream Long w Klubie Ekspertek


W skład zestawu, który dostałam do testowania w Klubie Ekspertek Ofeminim był szampon, odżywka oraz krem. Wszystkie produkty miały przyjemny, chociaż ciężki do określenia zapach i żywe, pomarańczowe opakowania. 

LOréal Paris Elseve Dream Long - Szampon odbudowujący

Ciężko powiedzieć, czy faktycznie coś odbudował. Natomiast świetnie domywa, super się pieni i jest bardzo wydajny. Jego używanie to czysta przyjemność. Nie plącze włosów. Nie zauważyłam też by je wysuszał bądź wzmagał przetłuszczanie się. Od szamponu raczej nie wymaga się zbyt wiele. Najważniejsze żeby nie szkodził. I mył. Szampon odbudowujący  LOréal Paris Elseve Dream Long spełnia swoją rolę i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest całkiem spoko. 

LOréal Paris Elseve Dream Long - Odżywka Rozplątująca

Skutecznie ułatwia rozczesywanie włosów, wygładza je i lekko dociąża. Całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że trzymam ją na głowie zaledwie kilka minut. 


LOréal Paris Elseve Dream Long - No Haircut Cream

Mój faworyt. Nie tylko zapewnia końcówkom włosów ochronę, ale również świetnie sprawdza się jako produkt do stylizacji. Zabezpiecza, wygładza i dyscyplinuje. Włosy są miękkie w dotyku, błyszczące i sprawiają wrażenie bardziej zdrowych niż jest faktycznie ;) Nie powoduje również efektu oklapniętych czy przetłuszczonych włosów, co dla mnie bardzo ważne. 

Zobacz też:

czwartek, 23 maja 2019

Poradnik początkującego blogera, czyli wszystko co warto wiedzieć kiedy zaczynasz pisać bloga

Jak zacząć pisać bloga? Co warto wiedzieć i na co zwrócić uwagę na samym początku przygody z blogowaniem? Jakich błędów powinni wystrzegać się początkujący blogerzy. Postanowiłam zebrać linki, które mogą być pomocne dla rozpoczynających pisanie bloga. 

Jak zacząć pisać bloga? Poradnik początkującego blogera.


Tak naprawdę nie wiem, czy taki poradnik dla początkującego blogera jest w ogóle potrzebny. Ja zaczynając pisać nie zadawałam sobie ani jednego z powyższych pytań. Po prostu pewnego dnia założyłam bloga. Reszta wyszła w praniu. W swoim czasie. Nie wiem, czy taka wiedza od samego początku cokolwiek może pomóc. Ale na wszelki wypadek się nią podzielę.

poniedziałek, 13 maja 2019

10 tysięcy kroków dziennie. Podejmuję wyzwanie

10 tysięcy kroków dziennie to zalecana dawka ruchu, która chroni przed nadwagą i pozytywnie wpływa na kondycję i zdrowie całego organizmu. Tyle powinniśmy robić, żeby zachować dobre samopoczucie i formę. To dużo czy mało? Ile kroków przeciętnie wykonuje codziennie człowiek? Czy rekomendowane dziesięć tysięcy uchroni nas przed chorobami i zapewni szczupłą sylwetkę? 



Dziesięć tysięcy kroków dziennie - to dużo czy mało?

Zależy od osoby, jej stylu życia i zdrowia. Chciałam podjąć wyzwanie 10000 kroków, ale najpierw postanowiłam sprawdzić, ile ich robię w ciągu przeciętnego dnia. Wynik mnie mocno zaskoczył.
Okazało się, że 10 tys. kroków to tyle co nic. Codziennie mniej więcej tyle robię jedynie wykonując niezbędne obowiązki. Czyli dojazd do pracy i powrót, zaprowadzenie i przyprowadzenie dziecka ze żłobka. Spacer z psem. Poruszanie się po domu i po firmie. Ewentualne wyjście do sklepu. 10 tysięcy kroków robię w dni kiedy nic nie ćwiczę i wydaje mi się, że cały czas siedzę. Ciężko mi sobie wyobrazić, że ktoś robi ich mniej. (Nie mówię oczywiście o osobach starszych czy chorych - to co innego).

Zobacz: Czy bieganie bez celu ma sens?

Pierwsze 5 tysięcy kroków robię do powrotu z pracy. To jest ok. godziny 17. Drugą połowę szybko nadrabiam chodząc z psem czy ogarniając dom.

10 tysięcy kroków to ok. 5 km i średnio godzina marszu. Dużo czy mało ruchu w skali całego dnia? Moim zdaniem niewiele. W trening warto moim zdaniem włączyć jeszcze chodzenie po schodach. Jest super efektywne. I nie trzeba wcale maszerować tam i z powrotem. Wystarczy zrezygnować z windy. Taka drobna zmiana, która w perspektywie czasu może zrobić sporą różnicę.  

Ile kroków dziennie powinno się robić?

Nie jestem specjalistą, ale dla samej siebie ustaliłam normę 15-20 tys. kroków. Dopiero taka liczba daje się odczuć i faktycznie przynosi jakieś efekty. Oczywiście nie ma sensu morderczo pilnować każdego dnia. Wystarczy aby wynik w skali tygodnia się zgadzał. A to łatwo nadrobić np. bieganiem.

Sama dla siebie nie chciałabym absolutnie schodzić poniżej 10-15 tys. kroków dziennie. Myślę, że większość osób jest w stanie tyle zrobić. Ba, ja nie umiem sobie wyobrazić, jak mogli by robić mniej. Musieliby chyba w ogóle z domu nie wychodzić.

Zobacz: Jak dobrze wyglądać po nieprzespanej nocy

Dlaczego warto chodzić?

Chodzenie jest super. Przynajmniej moim zdaniem. To forma aktywności fizycznej, która daje naprawdę dobre rezultaty, a przy tym jest chyba najmniej męcząca. Ponadto nie wymaga żadnych specjalnych nakładów finansowych ani nawet dużo czasu. Więcej chodzić można przy okazji codziennych zajęć. W chodzeniu nie przeszkadza też dziecko (ja robiłam z wózkiem po kilkanaście kilometrów na macierzyńskim). Można to robić z psem, mężem czy przyjaciółmi. Chodzenie jest proste, uniwersalne i tanie. Rozumiem, że dla niektórych może być nudne, ale i na to są sposoby. Np. słuchawki z muzyką lub audiobookiem. Albo miłe towarzystwo.

A wy ile kroków dziennie robicie?

poniedziałek, 6 maja 2019

"Niewinna krew" (Phyllis Dorothy James) - recenzja książki

"Niewinna krew" autorstwa P.D. James to bardzo ciekawa i niebanalna historia. Ukazane są w niej zawiłości ludzkiej psychiki. Główna bohaterka od początku budziła we mnie coś, co można określić jedynie jako połączenie fascynacji i sympatii z lekką niechęcią. I wbrew pozorom to jest bardzo dobra mieszanka. Przynajmniej w książce. 



Philippa została adoptowana i po osiągnięciu pełnoletności próbuje odnaleźć swoją biologiczną matkę. Jak się dowiaduje, kobieta właśnie kończy odsiadywać wyrok za zabójstwo dziewczynki, która mogłaby być siostrą Philippy. Gdyby oczywiście żyła. Na wyjście zabójczyni czeka ktoś jeszcze.

"Niewinna krew" to kryminał w starym stylu. Porównanie do Agathy Christie na okładce jest całkiem zasłużone. Oprócz wątku kryminalnego mamy też ten rodzinny. Skomplikowane relacje Philippy z jej adopcyjnymi rodzicami oraz te z biologiczną matką.

Ostatecznie ktoś umiera, nie ma jednak zagadki i tropienia mordercy, jak to zwykle bywa. Ale i tak jest ciekawie. Co prawda wolę chyba bardziej nowoczesną twórczość, ale "Niewinna krew" też nie była zła.

Zobacz też:

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Co robić jak się ma doła?

Co robić jak się ma doła. Zazwyczaj człowiek nie ma ochoty na nic. Albo ma na to, co jeszcze pogorszy sprawę. Najchętniej nie robiłby nic, ale w ten sposób raczej nie poprawi swojego samopoczucia.



Sposobów na poprawę nastroju jest mnóstwo. Tyle, że czasami po prostu nie działają. Bo są takie smutki, na które nie ma recepty innej niż przeczekać. Niekiedy trzeba po prostu przetrwać. To wszystko minie, chociaż wydaje się, że już zawsze będzie tak okropnie.

Nie brzmi to może ani dobrze ani zachęcająco, ale czasami trzeba po prostu doła przeżyć i pobyć smutnym. Przez chwilę poczuć się najgorzej, wypłakać i nie robić nic produktywnego. Moim zdaniem przede wszystkim trzeba pozwolić sobie na doła. Pozwolić sobie na smutek, złość, zniechęcenie. To naturalne, że niekiedy w życiu będziemy również doświadczać odczuć, które nie są przyjemne. Nie zawsze trzeba z nimi walczyć. Często wręcz nie ma to sensu. I tak nic nie wywalczysz, a tylko się podczas tego pojedynku pokaleczysz. Zobacz też, czego nie robić, kiedy masz doła. Od niektórych działań lepiej mimo wszystko się powstrzymać.


Bywa, że najlepszym rozwiązaniem jest schronić się w swoim pancerzu nieszczęścia. Ale czasami jednak lepiej coś robić, kiedy masz doła. Mnie bezczynność i patrzenie na upływający czas dołuje jeszcze bardziej. Dobija mnie, że marnuję czas.


Pięć lat temu pisałam tu na blogu o sposobach na doła. Większość z nich jest dość oczywiste, ale bywa że w trudnych momentach ciężko jest człowiekowi wpaść nawet na proste rozwiązania. Taka podpowiedź może być wówczas bardzo cenna. Może też komuś zrobi się raźniej, że nie tylko jemu czasami jest najgorzej. Nie wszyscy doświadczają drastycznych spadków nastroju, ale wbrew pozorom dotyczy to sporej części z nas. Wiem, po statystykach. Wpisy o dołach od początku aż po dziś dzień cieszą się dużą popularnością. A ja mam spore doświadczenie w tym temacie.

Oprócz doła, który atakuje znienacka, cierpię też na wiosenną depresję - zawsze na wiosnę jestem smutna. Poniekąd dlatego, że właśnie zaczynały się dziać w moim życiu najgorsze rzeczy. Mam również trudność, żeby przestawić się z trybu szarej zimy na promienną wiosnę. Na jesień to jakoś płynniej przebiega. A tutaj zawsze jest jak uderzenie obuchem.

Dlatego opracowałam sobie już wiele strategii jak przetrwać trudny czas. Pomagają, ale połowicznie. Jest troszkę lepiej, ale wciąż słabo. Nie ma magicznej recepty na doła. W każdym razie ja jej nie znam. Są sposoby, żeby sobie ułatwić przebrnięcie przez ten czas. Bardzo pomaga świadomość tego, co się z nami dzieje i dlaczego. Że to minie. Że to nie nasza wina. Że nasz mózg nas robi w konia i projektuje najgorsze obrazy i wizje, które jednak niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Nasze odczucia, owszem są realne, ale zupełnie niewspółmierne do stanu faktycznego. Kiedy masz doła warto pamiętać, że tak naprawdę jest lepiej, niż nam się wydaje.

środa, 24 kwietnia 2019

Co zrobić, żeby skóra była blada?

Blada skóra - jak ją mieć? Co zrobić, że osiągnąć i utrzymać jasny kolor cery? Istnieje kilka sposobów, chociaż natury nie oszukamy. Jeżeli zawsze miałaś ciemną karnację, pozostaje ci chyba tylko przeszczep skóry. Na szczęście istnieje wiele metod, żeby nieco rozjaśnić twarz i zachować mlecznobiałą skórę nawet latem.


Kiedyś, dawno temu, blada cera była bardzo pożądana. Była synonimem luksusu i klasy. Damy chroniły buzię przed promieniami, a klasa robotnicza wystawiała twarz na słońce podczas pracy. Później wszystko się pozmieniało i to opalona karnacja stała się modna. Kobiety godzinami leżały na słońcu, smażyły się w solarium lub smarowały samoopalaczami. A po jakimś czasie znowu się wszystko odwróciło i bladość wróciła do łask. Teraz panuje raczej liberalny trend. Zarówno bladość jak i opalona twarz są ok, jeżeli tylko ci pasują i dobrze się tak czujesz. Część kobiet preferuje słoneczko, solarium i delikatny brąz na buzi. Inne natomiast robią wszystko, żeby ich twarze były możliwie w jak najjaśniejszym odcieniu. Co więc zrobić, że skóra była blada?

niedziela, 21 kwietnia 2019

Graham Masterton - "Martwi za życia"

"Modlisz się o koniec. Wiesz, że nie nadejdzie" - widnieje drukowanymi literami na książce Grahama Mastertona "Martwi za życia". Tytuł idealnie pasuje. Kryminał i thriller z Katie Maguire trzyma w napięciu i przeraża. To było emocjonujące 447 stron.


"Martwi za życia" Grahama Mastertona to powieść, którą przeczytałam z ogromną przyjemnością. Mamy tutaj wątek kryminalny, sporo naprawdę mocnych scen i oczywiście do tego uczuciowe perypetia głównej bohaterki. Fani serii z Katie Maguire pewnie chętnie przeczytają również "Białe kości" Mastertona

Miasto zalewa fala narkotyków. Ktoś porywa psy. Bez śladu znikają ludzie. Katie decyduje się zaopiekować swoim kochankiem, który przez jej pracę w policji stracił nogi. Kobieta szybko uświadamia sobie, że jedyne co jeszcze czuje do kaleki to litość i obowiązek. Nie wie jednak, jak mu to powiedzieć. Szczególnie, że podczas prowadzenia śledztwa jej serce zaczyna bić mocniej do innego mężczyzny.

Ktoś porywa ludzi i celowo całkowicie ich okalecza. Łamie nogi, oślepia i pozbawia zdolności mówienia głosu. Wszystko po to, żeby nie mogli z nikim się porozumiewać. Tytułowi martwi za życia. Nie są w stanie nic zrobić. Tylko są. Wegetują. I wcale nie chodzi o znęcanie się. Odgrywają oni ważną rolę. Właśnie dlatego, że nie są w stanie nic zrobić. 

Polecam też do przeczytania:



wtorek, 16 kwietnia 2019

Tak słabo jeszcze nie było czyli Bieg "Pamiętaj z nami" 2019 na 5 km 13 kwietnia

Bieg "Pamiętaj z nami" 2019 już za nami. Pogoda nie rozpieściła w tym roku, ale i tak było fajnie. Zawsze jest fajnie, bo ja po prostu lubię biegać. Rozgrzewka z Grzegorzem Sudołem, kilka selfie i ... ruszamy. 13 kwietnia 2019 w samo południe wystartowaliśmy spod Fabryki Schindlera (ul. Lipowa 4). Bieg "Pamiętaj z nami" to licząca 5 km trasa. Krótki dystans, ale takie męczą najbardziej.

Dumna z medalem

Pamiętam swój pierwszy start w tym biegu, który był jednocześnie moim debiutem na takich zawodach w ogóle. W tym roku było zupełnie inaczej. Ciężko i słabo. To chyba nie był mój dzień, a i kondycja nie bierze się z powietrza.

Jak już wspomniałam w tytule, tak słabego czasu jeszcze w tym biegu nie miałam. Ani chyba w żadnym na 5 km. Nie ukrywam, że moje bieganie to raczej zabawa niż porządny trening. Niemniej jednak tym razem trochę dałam ciała. Mój czas to 28:07 min., a wcale nie czułam że się wlekę. Wręcz przeciwnie. Trochę się zmęczyłam. Zajęłam 502 miejsce w kategorii open i 31 w wiekowej (wśród kobiet oczywiście).

A w ogóle to bardzo długo zastanawiałam się nad tym biegiem. Zapisałam się dopiero z okazji wiosny i promocyjnej ceny. Promocja to zawsze dobry chwyt. I nie żałuję, chociaż się nie popisałam jakoś specjalnie. I po raz kolejny udowadniam, że bieganie bez celu ma sens. Jest po prostu fajne!

Z tatą

Przed startem z Grzegorzem Sudołem

Po wszystkim rozczarowana jestem trochę sobą i pogodą. Ale cała reszta na medal. Świetna organizacja. Zawsze to powtarzam, bo cały czas mnie to zachwyca. I świetny kontakt z biegaczami poprzez stronę wydarzenia na fb. Szybko, miło, dowcipnie. Super poczęstunek po biegu. Fakt, że swoje trzeba odstać albo szybciej biec, ale warto. "Pamiętaj z nami" to nie tylko bieg. To cała impreza sportowo-historyczna. A, żebym nie zapomniała. Super koszulki :)

Cały czas zachwycam się tymi koszulkami, ale to naprawdę coś niespotykanego. One faktycznie promują konkretną imprezę i nic więcej. A teraz to rzadkość. Mam wrażenie, że ktoś ogłosił konkurs na zapełnienie jak największej powierzchni koszulek w pakietach startowych logami sponsorów. Ja wszystko rozumiem. Że pieniądze. Że nic nie jest za darmo. Ale organizatorzy biegu "Pamiętaj z nami" pokazują, że się da. Nie wiem, jak oni to robią. Ale robią to dobrze. A o pozytywnych zjawiskach warto mówić i je chwalić.

Medal też bardzo ładny i nawet trochę inny niż dotychczas. Co bardziej spostrzegawczy zauważą, że różni się nie tylko kolorem tasiemki.


A jak było dwa lata temu? Zobacz też moją relację z Biegu Pamięci 2017. Na pewno lepszy czas i lepsza pogoda ;) Radość równie wielka.

piątek, 12 kwietnia 2019

Jak nastroje przed biegiem "Pamiętaj z nami 2019"? Plus wspomnienia z poprzednich edycji

Bieg "Pamiętaj z nami 2019" już jutro. Start w sobotę 13 kwietnia o godzinie 12 z Fabryki Schindlera na ul. Lipowa 4. Już się nie mogę doczekać. Z tej okazji postanowiłam trochę powspominać poprzednie edycje. Bieg Pamięci w Krakowie to cykliczne wydarzenie organizowane co roku na wiosnę przez Muzeum Historyczne Krakowa. Naprawdę fajna impreza sportowa z klimatem. Tak na serio.

Bieg "Pamiętaj z nami" 2017 Kraków


Do tego biegu zawsze będę mieć ogromny sentyment, bo on był moim pierwszym. Bardzo cenię sobie pyszny i oryginalny poczęstunek po biegu oraz naprawdę ładne koszulki, które nie robią z biegaczy słupów reklamowych i faktycznie można nazwać je pamiątkowymi w pełnym tego słowa znaczeniu. Do tego oczywiście dobra organizacja, miła atmosfera i fajna trasa oraz niska opłata. "Pamiętaj z nami" to jest zupełnie inna jakość jeżeli chodzi o biegi masowe.

Swój pierwszy start w tym biegu (i w ogóle) wspominam... idealnie. Zero zmęczenia, leciałam jak na skrzydłach i wyprzedzałam kolejne osoby. Czas 26:35 min. jak na debiutantkę, która zaczęła bieganie kilka tygodni wcześniej też całkiem satysfakcjonujący. To był 12 kwietnia 2014. Myślę, że właśnie w tamtym momencie pokochałam bieganie.

Trasa Pamięci 2014, bieg "Pamiętaj z nami" Kraków

Rok później też wystartowałam. Poznałam wtedy Łucję, którą pozdrawiam serdecznie. Dzięki niej udało mi się pobić poprzedni czas o ponad minutę. Na metę wpadłam z czasem 25:32 min. Dałam z siebie podczas tego biegu może nie wszystko, ale naprawdę dużo. Chyba najwięcej w całej mojej karierze. Wtedy naprawdę walczyłam ze sobą, chociaż wynik nie do końca to odzwierciedlił. To był III Bieg Pamięci Kraków 11 kwietnia 2015 (w linku gratis bardzo brzydkie zdjęcia zmęczonej biegaczki na dowód, że podczas biegu faktycznie czasami człowiek wygląda najgorzej). 


W 2016 roku zrobiłam sobie przerwę na dziecko, ale kolejnej edycji biegu już nie mogłam sobie odpuścić. Nieudana próba złamania 25 minut nie popsuła mi nastroju. 25:16 to też spoko. V Bieg Pamięci 2017 w Krakowie wspominam bardzo dobrze. 

"Pamiętaj z nami" 2017 - Bieg Pamięci w Krakowie

I w końcu już jutro po raz czwarty wystartuję w biegu "Pamiętaj z nami". Jestem bardzo podekscytowana i szczęśliwa. Na wynik się nie nastawiam. Zobaczymy jak będzie. W zależności od nastroju i sił albo pocisnę mocniej albo po prostu będę biec dla przyjemności. Żeby tylko nie padało.

Trzymajcie kciuki i do zobaczenia na starcie i na mecie ;*

środa, 10 kwietnia 2019

"Nieznajoma w domu"(Shari Lapena) - recenzja książki

"Nieznajoma w domu"  to książka w moim ulubionym stylu. Jest sobie idealne małżeństwo i nagle coś rujnuje tę sielankę. Na światło dzienne wychodzą mroczne tajemnice. Mamy miłość, podstęp, intrygi a nawet morderstwo. I do końca nie wiadomo kto jest kim. Kto jest prawdziwą ofiarą. Kto mówi prawdę.



Tę książkę przeczytałam jednym tchem, a zakończenie naprawdę mnie zaskoczyło. Chociaż być może nie powinno. Ale ja wciąż jako czytelniczka jestem tak cholernie naiwna i nie należę do osób, które rozwiązują zagadki przed końcem książki.

"Nieznajoma w domu" opowiada historię małżeństwa Karen i Toma. Pewnego dnia mąż wraca wieczorem do domu, ale nie zastaje w nim żony. Taka sytuacja nie należy do codziennych. Ukochana zawsze na niego czeka i informuje o swoich planach. A teraz jej nie ma. Niedługo później do drzwi puka policja. Okazuje się, że Karen miała wypadek samochodowy.



Gdzie i po co mogła wybiec wieczorem idealna pani domu? I co doprowadziło ją do takiego stanu, że straciła panowanie nad pojazdem? W dodatku w okolicy, gdzie miał miejsce wypadek odnaleziono zwłoki. Wszystko wskazuje na to, że Karen miała coś wspólnego z tym morderstwem.

Przykładna żona skrywa ogromną tajemnicę, ale nie ona jedyna. Tom również nie powiedział żonie całej prawdy. Jest jeszcze najbliższa sąsiadka - ona też ma pewien sekret. Wszystkie te sprawy łączą się tworząc naprawdę fascynującą i skomplikowaną sytuację.

Zobacz też:



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...